My autostopowicze i opowieści naszych kierowców

Ile autostopowicze czekają na swojego kierowcę? Może pół godziny, a może godzinę? Czas płynie inaczej, kiedy mierzy się go przejeżdżającymi autami. Wyciągnięty kciuk i karton z napisem podnoszony wysoko, kiedy na horyzoncie jawi się Tir. Ciągłe obracanie się za siebie, bo może akurat ktoś zdecyduje się nas podwieźć w ostatniej chwili i naciśnie na hamulec? I w końcu nadjechał.

autostopowicze

Mężczyzna wysiadł z auta i otworzył tylne drzwi. Musieliśmy najpierw posprzątać mu w samochodzie zanim się do niego zapakowaliśmy. Mnóstwo maneli, papierów, kopert, faktur i czegoś tam jeszcze. Cały samochód wyglądał jak śmietnik. Uwinęliśmy się piorunem i już za chwilę jechaliśmy dalej. Tym razem ja obok kierowcy, a Ines z Adasiem z tyłu. Wszyscy byliśmy zmęczeni, bo wstaliśmy przed świtem. Pasażerowie na tylnym siedzeniu poszli spać… a ja? Ja musiałam stanąć na wysokości zadania.

autostopowicze

Kierowca był milczący, a jak już się odezwał to bardzo dystyngowanie. Urabiałam go dobre pół godziny zanim rozwiązał mu się język. Zawsze wolę, kiedy kierowca mówi. W tonie głosu zawarte są emocje. Poznaję wtedy czy jest nerwowy czy spokojny. No i co mu tam w jego głowie siedzi. Innymi słowy lustruję i obserwuję. Nie wiadomo dlaczego weszliśmy na tematy pracy. Trochę tam polamentowałam na średnią krajową i brak czasu. Temat okazał się trafiony. Aż nawet za bardzo! Nasz dobroczyńca opowiadał najpierw spokojnie, rozkręcał się powoli żeby w końcu narzekać tak ekspresyjnie, że rzucanie „mięsem” całkiem wymknęło mu się spod kontroli.

– Co tu człowiek kurwa może zarobić? Jak nie wyjedziesz, to całe gówno. W ubiegłym roku pojechałem na wakacje do Francji na winobranie. Żeby zarobić, bo firmę prowadzę i kredyty są. Normalne…
Kiwam głową i przytakuję. Słucham nawet z zaciekawieniem jak to ja wypytując gdzie można na takie winobranie pojechać? Jak dojechać? Ile płacą? Czy oszukują? Czy dobrze Polaków traktują? Warto pytać i zdobywać informacje. Nigdy nie wiadomo co i kiedy może się przydać. Jak to się mówi – podróże kształcą! A autostopowicze robią swoją szkołę całkiem za darmo. A z winobraniem to było tak…

autostopowicze

– Zorganizowałem busa. Wiadomo, zawsze są koszty. Ale byli ludzie chętni do pracy więc zawsze człowiek liczy na zyski – mój rozmówca spojrzał na mnie i dostał to czego szukał – czyli spojrzenie pełne zrozumienia. – Umówiliśmy się na konkretną kwotę. Tyle i tyle za przejazd w dwie strony. Za dojazd od razu, za powrót po wypłacie. To zrozumiałe, każdy tak działa, bo niby skąd ma na raz tyle kasy wykombinować?
I tak snuł spokojnie swoje opowiadanie o tym jak na miejscu wszyscy Polacy pracujący razem u jednego gospodarza byli sobie jak bracia, jak rodzina. Dzielili się wszystkim, zwierzali się sobie. Wymieniali się numerami telefonów i adresami. W wolnych od pracy dniach razem chodzili do pobliskiego miasteczka i pili lokalnie produkowane wino. Planowali spotkania po powrocie do kraju i tym podobne rzeczy. Im bliżej końca pobytu tym więź była między wszystkim mocniejsza. Nie brakowało odwagi do zadawania pytań typu – czy nie dałoby się obniżyć ceny powrotu? Bo w końcu to już po znajomości…
– Powiedziałem tylko, że pomyślę o tym, ale nie miałem zamiaru wiele opuszczać. Temat nie był przegadany – kierowca widocznie się zdenerwował na samo wspomnienie – A tu kurwa jak przyszło co do czego, to już w kraju na do widzenia umówili się tak, że dostałem od każdego tylko połowę stawki. No i nie zapłacą więcej i już! I co miałem zrobić? Wszystko to chuja warte, więcej dołożyłem niż zarobiłem. Do dupy z takimi przyjaźniami. Kurwa mać!

Całość monologu dopełniały uderzania dłonią w kierownicę i wyraz twarzy seryjnego mordercy. O tzw „pianie z pyska” nie wspomnę.

Sądzę, że facet musiał nieźle wtopić skoro nawet już po fakcie rozpierała go taka sakramencka złość. Ale mimo wszystko taka wściekłość za kierownicą podczas jazdy nie jest wskazana. Więc zaczęłam wkraczać do akcji. Uspokajałam łagodnym tonem. Przy okazji popierając zrozumieniem jego frustrację. Rozczarowanie dla nikogo nie jest rzeczą przyjemną. Tak właśnie kupiłam jego altruizm. W przypływie emocji staliśmy się sobie bliscy. Kierowca zapragnął wesprzeć nas w podróży. Dawno już wyminął swój dom w Gorzowie Wlk. i wiózł nas miastem tak, żeby pokazać w nim jak najwięcej. Przy tym opowiadał o wszystkim o co pytałam. Potem skierowaliśmy się na obrzeża i tam zostawił nas na przystanku autobusowym na samej drodze wylotowej do Szczecina. W ten sposób ominął nas marsz przez całe miasto. Zaoszczędziliśmy mnóstwo czasu. W zamian zostawiłam Gorzowianina w dobrym nastroju. Z życzeniami wszystkiego co najlepsze i pozdrowieniami dla rodzinki. Autostopowicze nie mają lekko w drodze..

autostopowicze

Tak więc Gorzów przestał być jedynie plamą na mapie.Udało nam się choć zachłysnąć tamtejszym klimatem. Przystanek autobusowy z jednej strony był świetnym miejscem do łapania stopa, ponieważ dawał możliwość do zatrzymania się dla naszego kolejnego kierowcy, a jednocześnie stanowił bardzo irytujący punkt. Wszystko przez uwagę gapiów jaką samoistnie na siebie ściągaliśmy jako autostopowicze. Przez to co robiliśmy i kim w danej chwili byliśmy. W momencie, kiedy przyjeżdżał autobus nasza trójka zamiast wsiadać, czekała aż ten sobie pojedzie i przestanie przeszkadzać. Zawsze to jakiś dyskomfort być obserwowanym. Dlatego zdecydowanie wolę drogi za miastami. Jednak zaraz los podesłał nam transport. Samotnego kierowcę i do tego kobietę. Jak się wkrótce okazało – byłą autostopowiczkę i to z osiągnięciami, która przejechała całą Polskę autostopem i w wielu przypadkach zupełnie sama.  To nie byle co! Ogromny szacunek! Autostopowicze byli jej więc znani i bliscy. Dobrze ją zapamiętałam…

Ładna blondynka rodem z Goleniowa.

Człowiek z pasją. Nauczycielka z zawodu i z zamiłowania. Miała dużo do powiedzenia i potrafiła to przekazać. Nie ma potrzeby wspominać o wszystkim zwłaszcza, że skakaliśmy z tematu na temat. Najbardziej ujęła mnie jedna z jej autostopowych przygód, nawiasem mówiąc mrożąca krew w żyłach. Posłuchajcie…
Cofnijmy się w czasie. Miała wtedy dziewiętnaście lat. Jechała z Bieszczad do domu nad morze. Imponujący kawałek drogi. Do tego zupełnie sama. Była noc i choć środek lata – zimno, chłodno i mokro bo lało jak z cebra. Tak to już jest w podobnej podróży. Nie masz pieniędzy i nie masz wyboru. Radzisz sobie albo ….Nie! No zawsze sobie radzisz, bo nie masz wyjścia. Nie ma „albo”. Więc wyszła na drogę i wyciągnęła kciuka.
– Zatrzymał się starszawy facet – opowiadała – był spokojny i nawet przyjazny. Rozmowa nie wskazywała na nic niebezpiecznego do czasu aż kierowca zaczął wspominać o tym, jakoby autostop często jest wykorzystywany przez młode dziewczyny w celach zarobkowych. Nie trzeba dodawać jaki był kontekst podobnego stwierdzenia. Patrzę na niego i mówię, że to chyba nie chodzi o takie dziewczyny jak ja? Warkocz na plecach, zakurzony plecak, trykotowa koszulka i dżinsy mówią chyba same za siebie? Po prostu podróżuję!
Zaiste wszyscy wciągnęliśmy się w tamtą opowieść. Każdy coś tam komentował po swojemu.
– I wyobraźcie sobie – kontynuuje – że facet mówi do mnie tak: albo mu się oddam, albo wysiadka! A tu leje i ciemno. Drogi prawie nie widać. No rozpacz czarna. A ja tak boje się ciemności! Ale co robić? Skoro tak, to wysiadam.
I co? I co? – wszyscy pytamy i słuchamy z zapartym tchem
– Zatrzymał się i musiałam wysiąść. Szłam poboczem naprawdę przerażona. Na drodze ciemno i nie wiem ile mam do najbliższego miasta albo wioski. A ten mój amator przygodnej miłości odjechał aby za chwilę zawrócić po mnie. Mówię do niego, że może jechać bo ja nie jestem zainteresowana.
Okazało się, że facet tylko chciał mnie sprawdzić jaka jestem.
– I co było dalej? Wsiadła pani powrotem? – pytam jednym tchem
– A jakie miałam wyjście? Wsiadłam i na szczęście nie wspominał więcej o swojej propozycji.
No to niezła historia. Nikomu takiej nie życzę.

autostopowicze

Autostopowicze to ludzie pełni uwagi ich Anioła Stróża. Z pewnością ma on sporo nadgodzin i przepracowuje się na co dzień. Aż dziw bierze, że dotąd nie ma ani jednego świętego, który byłby patronem autostopowiczów. 

3 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

6 komentarzy

  1. Marcin napisał(a):

    Dobra historia na koniec, chociaż stanowiąca raczej ewenement. Faceta ewidentnie „swędziało”, ale nie bym na tyle zwyrodnialcem, żeby działać – następny by już pewnie się nie pytał. Dlatego nocne podróże stopem samotnie są takie niebezpieczne.

    • Ines Wędrówka Ines Wędrówka napisał(a):

      Powiem tak – nie chciałabym bym na miejscu tej pani.

      • Marcin napisał(a):

        Nie wiemy do końca, cóż za zamiary miał ów jegomość, ale na wszelki wypadek powiem – ja też nie. :D

        • Ines Wędrówka Ines Wędrówka napisał(a):

          Miałam kiedyś kolegę, który zatrzymał na stopa starszego pana. Był to miły człowiek. Nagle z z gruchy ni z pietruchy starszy pan skręcił w las i pokrążył w nim na tyle, że kolega, o którym mowa stracił orientacje. W środku lasu zatrzymał auto, wyłączył silnik i ze stoickim spokojem zapytał mojego kumpla:

          – A gdybym Cię teraz zabił?

          Kolega o mały włos nie narobił w majtki ze strachu, a kierowca po chwili dodał:

          – Ja Ci nic zrobić nie chce, chciałem Ci tylko uświadomić jakie to niebezpieczne.

          W jego skórze też być bym nie chciała.

  2. Marcin napisał(a):

    Ale trzeba przyznać, że lekcję zapamięta do końca życia. Jak to mawiają, nie wykład, a przykład. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *