BABIA GÓRA – KRÓLOWA BESKIDÓW

Najwyższy szczyt Beskidów Zachodnich – 1725 m n.p.m to Babia Góra zwana również Diablakiem. To Królowa Beskidów strojna w kosodrzewinę, jodły i świerki. W Polsce to drugie co do wysokości wzniesienie w Koronie Gór Polski. Szczyt Babiej to doskonały punkt widokowy. Stoisz tak na jej łysym wierzchołku i kilkaset szczytów dokoła patrzy na ciebie zdziwionych, żeś taki malutki…

Babia Góra

Droga na szczyt zachwyca bogactwem roślin. Bujna przyroda nie ma tu żadnych ograniczeń. Utworzono tu Park Narodowy, który został wpisany na listę światowych rezerwatów biosfery UNESCO.

178

Wybraliśmy się tam, żeby doświadczyć cudu obcowania z naturą. Babia Góra była jedynie celem. Dopiero na końcu wędrówki, na Przełęczy Krowiarek dowiedzieliśmy się, że teren ten zamieszkują niedźwiedzie. Dobrze, że uniknęliśmy takiego spotkania, bo wtedy dopiero byłby cud, gdybyśmy wyszli z tego cało.

Ale spokojnie i po kolei. Każda podróż od czegoś się zaczyna. Przeważnie od pierwszego kroku, a w naszym przypadku było to kilka dni urlopu. Kiedy mamy wolny od pracy czas nie siedzimy w domu. Korzystamy z daru jaki otrzymaliśmy od życia. Mam na myśli bezcenny czas… Wtedy postanowiliśmy wykorzystać go wchodząc na Diablaka. Babia Góra dostojna, krajobrazy piękne i co najważniejsze – żadne z nas jeszcze nigdy tam nie było.

Babia Góra

Tak więc wraz z Ines pojechałyśmy do Wrocławia i na dworcu oczekiwałyśmy Adasia, który właśnie skończył pracę. Miałyśmy na plecach wszystko czego w trasie potrzebowałyśmy. Dzień był jeszcze młody i przygoda była przed nami. Babia Góra od dawna była moim marzeniem, byłam więc bardzo podekscytowana. Kiedy już wszyscy byliśmy w komplecie na wrocławskim dworcu zapakowaliśmy się w autobus, który wywiózł nas na wrocławskie Bielany. Myśleliście, że chcieliśmy podróżować autobusem? Absolutnie nie! Wszystko czego potrzebowaliśmy to drogi, gdzie będzie można stanąć z wyciągniętym kciukiem.

Złapaliśmy stopa…

…przed bramkami na autostradę i wszystko działo się z „prędkością światła”. Jedynie nasz kierowca był strasznie rozkojarzony, i kiedy Ines z Adasiem wsiedli do auta ten ruszył natychmiast zostawiając mnie na drodze. Oczywiście zaraz się zatrzymał i bardzo przepraszał. Potem przez całą drogę pisał sms – y i widać było, że ma jakiś problem. Nie mniej tego czasem się do nas odzywał i starał się być miły. Za jakiś czas zjechał z drogi żeby wstąpić na kawę do przydrożnego baru na stacji paliw.

Zostawiliśmy go samego z telefonem w barze i wyszliśmy na zewnątrz z kawą w dłoniach.
Zawiózł nas aż do Wadowic. Dopiero przy końcu trasy otworzył się przed nami i opowiedział o swoich problemach. Trudno dziwić się, że był taki rozkojarzony. Nie opowiem Wam o jego kłopotach, ale wspomnę tylko, że starałam się go wesprzeć gdyż wiem co przeżywał. Złożyło się tak, że jego problemy nie były mi nie znane.
W Wadowicach był już późny wieczór. Ledwie wysiedliśmy od razu ruszyliśmy do marketu, a potem na wylot za miasto. Nastroje były pozytywne choć noc za pasem. Bawiliśmy się trochę kamerą, a trochę aparatem. Było już późno, kiedy złapaliśmy stopa z Wadowic do Zawoi.

Noc w Camp – Cur

Nasz kierowca widząc, że krucho u nas z noclegiem – bardzo chciał nam pomóc i wysadzić gdzieś przy jakiejś noclegowni. Bo to nie były przelewki. Noc już zaczęła się porządnie panoszyć, a my w środku lasu. I ciemno i zimno i mokro… Szybko zorientowaliśmy się, że w Zawoi nie ma szans na zanocowanie, więc jedziemy dalej z naszymi dobroczyńcami. Dopiero w okolicy Zubrzycy zaczęły się pojawiać pierwsze drogowskazy dające nadzieje. Camping! Jest wreszcie! Drogowskaz pokazuje drogę w las. Wjeżdżamy więc i tarabanimy się po tym bezdrożu dobre dwa, może trzy kilometry. Niepokoimy się my i niepokoi się nasz kierowca. Coś tu nie gra i wszyscy decydujemy się na powrót do drogi. Las wydawał się przerażający. Cisza i ciemność. A campingu nie widać.
Wyjeżdżamy wreszcie szczęśliwie na szosę. Ale nie zostajemy na lodzie. Jedziemy dalej cały czas pod opieką naszego kierowcy. Okazuje się, że parędziesiąt metrów dalej jest pole namiotowe.

Obraz-064-z

Wszyscy oddychamy z ulgą.

Możemy się już więc szczęśliwie rozstać. Dziękujemy za podwózkę i za ogrom troski i wchodzimy na teren campingu czy czegoś tam. Trudno powiedzieć z czym mamy do czynienia, bo to blisko przed północą. W jakimś małym domku pali się światełko. Podchodzimy i pukamy… Otwiera nam kobieta i patrzy na nas z lekka zaspana, a my trzęsiemy się z zimna i szczekając zębami mówimy – że zimno nam i czy nie można by tu coś niedrogo wynająć na noc. Kobieta myśli przez chwilę i szuka klucza do jednego z domków. Podaje cenę. Naprawę niewysoką, ale my i tak targujemy jeszcze po piątce w dół od głowy rezygnując z pościeli. Dostajemy kluczyk i idziemy w te egipskie ciemności w poszukiwaniu domku o określonym numerze. Buty mamy mokre od rosy, więc pod niebiosa wychwalamy własnego farta, który właśnie uchronił nas od nocowania w namiocie. Domek był cudowny. Zimno tam było, bo wszędzie szpary w deskach… ale piękny był, ponieważ tak bardzo go wtedy potrzebowaliśmy. Miał dach i zamek w drzwiach. A środku były łóżka. To czyniło go dla nas luksusowym…

039

Do natrysków droga była daleka. Przez spory kawał łąki i w całkowitej ciemności. Miejsce do kąpieli nie miało zamknięcia z powodu uszkodzenia zamka. Ale woda była ciepła. Po trudach podróży gorący prysznic to komfort.

024

I wszystko było takie dobre, jakby się było na Karaibach w pięciogwiazdkowym hotelu. Cieszyliśmy się jak dzieci z ogromu naszego szczęścia. Bo oto właśnie nie musielibyśmy nocować na dziko w lesie z niedźwiedziami.

055

Babiogórski Park Narodowy

Beskidy Zachodnie. Babia Góra. Majestat górski pełen bogactwa natury. Klimat tam kapryśny. Czasem zachwyca łagodnością, a czasem przeraża w swej surowości. Przyroda obojętna jest na słabości człowieka, więc należy z szacunkiem podchodzić do górskich wypraw. To 3390,54 ha dzikiej przyrody z lekka jedynie poprzecinanej szlakami dla turystów. Roślinność, która  zmienia się tu w zależności od wysokości, przenosi wędrowca w świat baśni.

Babia Góra

Babia Góra

251

Z tarasów widokowych jawią się obrazy o treści, od której brakuje słów do opisania. Czasem idzie się z głową w chmurach. I to wcale nie w przenośni, bo to po Tatrach najbardziej wypiętrzony obszar w naszym kraju. Mnóstwo tu ptaków wszelakiego gatunku, i innych zwierząt. Pan zielonych dolin – jego wysokość Niedźwiedź Brunatny ze swoją świtą – wilcze watahy, borsuki i lisy. Ogromne koty zwane Rysiami i kuny oraz cała masa mniejszych mieszkańców parku.

Babia Góra

W lesie pachnie grzybnią, na polanach wiatr plącze włosy, nad potokiem słychać pluski pełne muzyki. Woda rzeźbi kamyki, które lśnią w promieniach słońca. Dźwięki unoszą się ku górze i tam, w koronach drzew łączą się z ptasimi trelami. Czasem w jednej chwili zapada cisza i wszystko co żyje nasłuchuje. Być może to niedźwiedź, a może wilk skupił na sobie uwagę wszystkiego wokół. Trzeba mieć czysty umysł żeby to usłyszeć, a dusza turysty często pełna jest miejskiego stresu.

Babia Góra

Babia Góra

Babia Góra

Dacie zaprosić się do krainy jak z baśni? To jedno z piękniejszych miejsc w naszym kraju. Po opuszczeniu naszej noclegowni nasza gospodyni zaproponowała nam, że zawiezie nas na szlak na Babią.

093

396

346

Z Zubrzycy cofnęliśmy się trochę w kierunku Zawoi. Samochodem trwało to kilka minut. Nasza dobrodziejka zostawiła nas przy samym wejściu na szlak, a my zostawiliśmy u niej w noclegowi nasze plecaki, więc mieliśmy nadzieję jeszcze się spotkać tego samego dnia. Potem pożegnaliśmy się i podziękowaliśmy. Następnie ruszyliśmy w góry. Do Parku trzeba kupić bilet wstępu. Dostaliśmy w prezencie widokówkę z Diablakiem w roli głównej. Nastroje i nas troje miały się dobrze. Po drodze tylko cisza. I krótkie postoje na posiłek i fotografie. Zawarliśmy kilka miłych znajomości na szlaku, upajaliśmy się widokami.

123

133

Babia Góra

Dostaliśmy zadyszki i zdążyliśmy się mocno spocić, bo królowa Beskidów, Babia Góra  jest postawna, majestatyczna i każdemu, kto próbuje ją zdobywać daje poznać, że to nie łatwa rzecz…

7 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

5 komentarzy

  1. Bogna napisał(a):

    Wstyd sie przyznac, ale choc polskie gory zlazilam wzdluz i wszerz, to na Babiej nigdy nie bylam. Dotarlam jedynie na Markowe Szczawiny. No i Rysow tez nie zaliczylam, pomimo ze w Tatrach bywalam regularnie. Czyli zazdroszcze Wam tej wyprawy :) A w Zawoi bylo kiedys schronisko mlodziezowe, moze jest nadal?

    • Aneta Aneta napisał(a):

      Bogna wszystko przed Tobą :) Ines z Adasiem na Rysy dopiero się wybierają, może po powrocie z Meksyku. A wyprawa na Babią tylko ich rozochociła… Tak więc wszystko przed nami :)

  2. Pamiętam taki lipiec w Bieszczadach, a dokładnie w Cisnej. Spaliśmy w namiotach po upalnym dniu. W nocy było coraz chłodniej, więc co chwilę się budziłam i zakładałam na siebie kolejne ubrania. W końcu założyłam wszystko co miałam. A rano calusieńkie pole namiotowe pokryte było lodem. Temperatura minus 12 stopni. Ale cudnie było, to fakt ;), choć za chodzeniem po górach nie przepadam, poza tymi, na których szczycie stoją zamki :D.

  3. A w Zubrzycy skansen jest, z dworem – tam byłoby Wam komfortowo :D

  4. Szczawnica napisał(a):

    na Babią Górę trzeba uważać, nawet latem przytrafiają się nagłe zmiany pogody, zawsze warto zabrać ze sobą cieplejsze ubranie. Za to zdobycie szczytu i widoki zachwycające.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *