KOMPUTER GROZI ZAWALENIEM!

Kiedy zaraz do wyjeździe z Ukrainy wylądowałam w Przemyślu, na moim koncie miałam dokładnie 128.80 zł. Za tą kwotę musiałam zakupić dwa bilety do Katowic i przy odrobinie szczęścia wodę aby nie uschnąć po drodze. Zostawiłam Kordiana z plecakami na dworcu autobusowym, a sama poszłam zorientować się w sytuacji dotyczącej bezpośrednich połączeń na dworzec kolejowy. Stałam w kolejce do kasy kiedy zaczepiła mnie młoda Ukrainka oraz jej syn. Miała do mnie prośbę. Chodziło o możliwość zadzwonienia z mojego telefonu na inny polski numer.

Cerkiew Ukraina

Ona sama posiadała jedynie numer ukraiński, a więc prośba była zupełnie uzasadniona. Jednak w trakcie wybierania numeru do jej chłopaka ukraiński telefon padł. Niewiele mogłam zrobić.

W kasie dowiedziałam się, że jeden bilet z Przemyśla do Krakowa kosztuje 63 zł. Dwa bilety to zatem 126 zł, a więc jakimś cudem mieściło się to w naszym budżecie. Wróciłam po Kordiana oraz po bagaże i wspólnie pomaszerowaliśmy do kas. Ukrainka nadal „walczyła” ze swoim wyładowanym sprzętem. Zaproponowałam jej użycie mojej ładowarki, a ta aż podskoczyła z radości. Po kupnie biletów użyczyłam dziewczynie swojego telefonu. Kiedy ona rozmawiała ze swoim chłopakiem, ja i Kordian zastanawialiśmy się czy 2.80 zł, które zostały na mojej karcie wystarczy na coś smakowego do picia. Dziewczyna skończyła rozmawiać, podziękowała co najmniej sto razy i po chwili zaczęła mi wciskać do dłoni dziesięć złotych. Zaczęłam protestować, odskoczyłam na pół kilometra w tył, ale niewiele to dało. Uznałam więc, że to typowy przykład ekspresowo powracającej karmy i w sumie to ucieszyłam się, że w drodze do domu będziemy mogli coś zjeść.

Selfie w okularach

Po wyprawie na moim koncie zostało mi dokładnie 28 groszy.

Niebawem stan ten z pewnością wskoczy „na minus” ponieważ bank jeszcze ciągle nie odprowadził mi środków za prowadzenie konta. Podczas ukraińskich wojaży zgromadziłam mnóstwo materiału, napisałam sporo całkiem znośnych teksów, które zawierają dużo sensownych spostrzeżeń oraz zrobiłam kilka tysięcy zdjęć, z których zapewne kilka setek ma jako-taką wartość. Ponadto gdy tylko odbuduję budżet to wracam na Zieloną Ukrainę aby uzupełnić luki, na które tym razem zabrakło mi czasu i pieniędzy.

Za zdecydowaną większość swoich podróży zapłaciłam sama. Z przyjemnością dzieliłam się nimi z Wami Drodzy Czytelnicy. Nie trzeba skończyć studiów informatycznych aby zauważyć przy pomocy statystyk, że kilka tysięcy z Was było, jest i mam nadzieję, że będzie zainteresowanymi relacjami z naszych wypraw. Dlatego też ośmielam się zwrócić do Was z pewnym problemem, który spędza mi sen z powiek od jakiegoś czasu.

Otóż od kilku miesięcy pracuję nad moją książką. Napisałam już dość znaczącą ilość tekstu, całość dostała ciekawą linię fabularną, ale daleko mi wciąż do jej ukończenia. Nie z braku pomysłu czy weny, a z o wiele bardziej prozaicznych przyczyn. Mianowicie…

kolorowe parasolki

Mój komputer grozi zawaleniem!

Wyłączający się co piętnaście minut sprzęt to dla autora dość uciążliwa sprawa. Już kilkakrotnie straciłam sporo materiału w wyniku awarii mojego poczciwego netbooka. „Chłop” wiele przeżył! To na nim spisałam swoje pamiętniki z Kuby i Meksyku, które potem Wy czytaliście z ciekawością. To znaczy – żeby nie było, że sama sobie schlebiam – mam nadzieję, że czyniliście to z powodu ciekawości. W każdym razie mój komputer sporo przeżył. Wilgotne powietrze Jukatanu dało mu poważnie w kość, dlatego też od jakiegoś czasu korzystam z zewnętrznej klawiatury. Oryginalna ma problem w postaci dżungli pochłaniającej ją od wewnątrz. Wyświetlacz świruje domagając się pójścia na emeryturę, a bateria ma już takie errory, że po prostu szkoda gadać. Z resztą bez baterii, działając jedynie na kablu wcale nie jest lepiej. Mój sprzęt po prostu miliard razy na dobę wyłącza się, zupełnie jakby chciał powiedzieć: „Daj mi babo święty spokój, żadnej książki na mnie nie napiszesz!”. Ja mu wierzę, dlatego też zwracam się z pewnym zapytaniem. Ten komputer grozi zawaleniem – całkiem serio!

komputer grozi zawaleniem

Komputer grozi zawaleniem…. Pomożecie?

Jako, że w chwili obecnej spłacam już aparat to trudno mi dołożyć sobie kolejny sprzęt do rachunku. Być może ktoś z Was Drodzy Czytelnicy posiada w domu sprzęt, z którego nie korzysta i zechciałby go sprezentować dla Nieustannego Wędrowania? Albo odsprzedać go za (naprawdę) niewielką kwotę? Zajrzyjcie do szaf, szafek i szafeczek. Być może kurzy się w nich coś, na czym mogłabym skończyć swoją książkę oraz dzięki czemu opublikowałabym teksty z wizyty na Ukrainie. Oczywiście, że to nie jest warunek. Ale naprawdę byłoby mi bardzo miło gdyby ktoś z Was zechciałby wyciągnąć pomocną dłoń w kierunku mojego komputerowego emeryta. On naprawdę zasłużył na wieczny odpoczynek :)

Tak więc gdyby na kimś zrobiło wrażenie to, że mój komputer grozi zawaleniem i zechciałby pomóc to niechaj ten ktoś wybierze dogodną dla siebie drogę kontaktu ze mną:

Przez FB: Wystarczy wyszukać „Ines Ormańczyk” lub skontaktować się przez fanpage Nieustannego Wędrowania;

Przez e-mail: ines@nieustanne-wedrowanie.pl

Dziękuję za uwagę :)

pigułki szczęścia

8 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

10 komentarzy

  1. Znajoma napisał(a):

    Wiecznie o coś zebrasz… nie będę się Tobą wdawała w dyskusję. Pisze i stad spadam. Cała środa nie.może się nadziwić jak można było zebrać na wycieczkę i mieć pretensje do kogoś ze ktoś sobie sprawia przyjemność( za swoje własne zarobione pieniadze) a nie chce Ci dać na Twoja podróż gdzieś nie wiadomo gdzie. Weź się do pracy jak każdy ambitny człowiek i zarabiaj na swoje, nikt nie będzie Ci sponsorowal Twoich marzeń. Każdy jest kowalem własnego losu. Na storsc tez napiszesz ze prosisz o zrzutkę na składkę emerytalna? Ale masz gadane wiec zaraz mnie będziesz cisnela lub zgrabnie argumentowała :d nie wazne. Cześć :d

  2. Ines Wędrówka Ines Wędrówka napisał(a):

    Być może mądry specjalista dałby radę coś z nim zrobić, ale biorąc pod uwagę, że to natbook i to nie najnowszy to może być ciężko postawić go na nogi. Sama starałam się go ogarnąć ale gdy jedno mi sie udawało to drugie trafiał szlag. Aktualnie nie chodzi już o to aby kompa mieścić w plecaku, a o to żeby on chciał choć trochę ze mną współpracować. Co by nie było chętnie skorzystam z Twojej pomocy jeśli zechcesz mi jej udzielić Dziękuję za Twoją odpowiedź l

  3. Elcia napisał(a):

    A ta znajoma to tak żartem czy na serio? Bo normalnie nie wierzę w to co czytam Gdybym miała sprzęt to chętnie bym Wam go oddała bo kocham to co robicie dla siebie i dla nas ❤️ mam nadzieję że sprzęt się znajdzie i że będę mogła kiedyś mieć Waszą książkę tylko dla siebie ❤️

    • Aneta Aneta napisał(a):

      Ela, mamy naprawdę wielu przyjaciół i wiele osób życzy nam dobrze i wspiera nas… Są jednak takie osoby, które nie mogą patrzeć spokojnie na naszą pasję i na to jak się w niej realizujemy. Czasami dostajemy takie wiadomości i takie komentarze… Ale nie przejmujemy się tym, ale nadal robimy swoje, bo wiemy, że nasi przyjaciele są przy nas nieustannie…Pozdrawiamy Cię serdecznie :)

  4. Agata napisał(a):

    Co za baba z tej znajomej. Ale coz,ludzi zazdrosnych i bez pasji denerwuje,ze ktos sie w czyms realizuje. Poza tym,czy nie moglybyscie zalozyc gdzies zbiorki?Np na Pomagam.pl? Wasze podroze i opisy tych wszystkich ciekawych miejsc wzbogacają duchowo wielu waszych fanow i nie wierze,ze nie zrzuciliby sie na ten cel.Ja nie naleze do osob zadnych przygod,ale lubie historie i chetnie czytam wasze wpisy od paru dni,gdy odkrylam ten blog.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *