TRZY KUBAŃSKIE HISTORIE – Rozmowy z Kubańczykami

Kubańskie historie są tak samo różne od siebie jak historie ludzi z całego świata. Pojechałam na Kubę po to by zmierzyć się z panującą tam rzeczywistością i poznać jej mieszkańców. Z przeprowadzonych z nimi wywiadów powstał film. Nie zostało w nim jednak zawarte wszystko i dlatego właśnie zdecydowałam się na poruszenie tego tematu na blogu. Przed Wami trzy kubańskie historie ludzi, których los postawił na mojej drodze.

Kubańskie historie – Raul z Hawany.

Tamtego dnia wjechałam do kubańskiej stolicy po raz trzeci. Wynajęłam mieszkanie u starszej Kubanki, zostawiłam w nim swój dobytek i ruszyłam na spacer. Na celownik wzięłam China Town. Bez końca odpierałam „ataki” chętnych mi pomóc taksówkarzy oraz przewodników. Obserwowałam mocno naruszone czasem kamienice. Zdawały się błagać o solidny remont. Nie można było jednak omówić im piękna i stylu.

W pewnym momencie zaczepił mnie około czterdziestoletni mężczyzna.

Przedstawił się jako Raul i poinformował mnie, że pracuje w fabryce. Wyciągnął ku mnie swoje dłonie, aby pokazać mi jak bardzo zużyła je jego ciężka praca. Po chwili nazwał mnie kobietą-wikingiem. Nosiłam wówczas dredy, a te skojarzyły mu się z Wikingami, których widział w telewizji. Rozmowa jest chaotyczna. Raul nagle zadaje mi pytanie o to czy jestem rasistką lub faszystką. Udzielam rzecz jasna przeczącej odpowiedzi. Działa to tak, że Raul z uśmiechem od ucha do ucha wyciąga do mnie swoją dłoń, a potem ściska mnie w geście pełnym przyjaźni.

przechadzka po hawanie

Mój nowy znajomy uparł się aby pokazać mi swój dom.

Trochę się stawiałam, ale Raul wcale nie chciał słuchać moich wykrętów. Dzielnica, w której mieszkał podobno nie należała do najbezpieczniejszych, ale o tym dowiedziałam się później. Weszliśmy do jednej z kamienic. Głowę bym dała sobie uciąć, że to pustostan, no i… głowy bym teraz nie miała.

Kubańczyk prosi by robić zdjęcia w środku. A w środku – korytarz robiący za niby patio, balkony wyglądające do środka i wiadra pomyj stojące na zewnątrz i sprawiające, że każdy mój wdech okraszony jest odruchem wymiotnym. Syf jakich mało! Syf nie z nieróbstwa, a z biedy jak mniemam. Wszystkie osoby, które tam widzimy nie wydają się być alkoholikami ani innym marginesem. Dlatego też nie wydaje mi się aby to co widziałam wynikało z jakiegoś rodzaju patologii.

Dziwiło mnie to, że Raul tak ochoczo pozwalał to fotografować. Ludzie z zasady nie lubią gdy pokazuje się to co brzydkie, a szczególnie gdy to „brzydkie” dotyczy bezpośrednio ich samych. Odnoszę też wrażenie, że Kubańczyk nie zdawał sobie sprawy z tego jak dom wygląda w moich oczach. Czułam się głupio, byłam zakłopotana.

kubańskie historie

Raul uparł się bym weszła do jego mieszkania.

Odmawiałam, bo zwyczajnie trochę się bałam, ale ten był nieugięty. Zrobiłam krok przez próg, jedną nogą zostając na zewnątrz i przytrzymując nogą drzwi. Mieszkanie było niczym nora bez okiem. Pokój robił za wszystko – sypialnie, kuchnię i toaletę – to ostatnie wywnioskowałam po panującym smrodzie. Telewizor, dwa stare fotele i trochę szmat walających się po podłodze. Na głównym miejscu obraz przedstawiający Che Guevarę. Widok dość smutny, może trochę straszny, ale Raul chyba tak tego nie widział. Z uśmiechem prosił by zrobić mu zdjęcie. Zrobiłam więc i znów podjęłam próbę wywinięcia się z tej niezręcznej sytuacji, w której się znalazłam. Tym razem się udało. No cóż… Kubańskie historię nie zawsze są tak kolorowe jak przewodnikach.

kubańskie historie

Kubańskie historie – Rademar i jego deskorolka.

Rademar Yzaguirre to młody chłopak, którego pasją jest jazda na deskorolce.

Problem jednak w tym, że jest to pasja trudna do realizacji na Kubie. Rademar podczas rozmowy wskazał  ręką na swoje bardzo zniszczone, częściowo dziurawe buty, a potem na rozdwajającą się deskę. Dodał, że w jego państwie nie ma sklepów z potrzebnym mu sprzętem. Jedyny skateshop znajduje się w Hawanie, ale i on jest słabo wyposażony. Jakby tego było mało w mieście, w którym mieszka nie ma odpowiednich miejsc do uprawiania tego sportu. Jazda na ulicach, w parkach czy niedaleko zabytków traktowana jest przez ogół społeczeństwa i służby porządkowe jako akt wandalizmu.

kubańskie historie

W Polsce aby zostać skaterem wystarczy mieć trochę chęci i pieniędzy na sprzęt.

Sklepów oferujących odpowiednie buty, ubrania i deski są setki, więc wystarczy poszukać odpowiedniej oferty dla siebie. Na Kubie taki stan rzeczy, który dla mnie jest codziennością, jest utopią i czyimś marzeniem.

Rademar marzy o tym, aby jego ulubiony sport stał się bardziej popularny i akceptowany wśród społeczeństwa. Marzy by w jego mieście został otwarty skateshop i żeby na Kubie zostało wybudowanych kilka skateparków, gdzie wspólnie z kolegami mogliby jeździć na deskorolkach. Kto w Polsce marzy o takich rzeczach?

Mój rozmówca i jego koledzy chętnie pozowali do zdjęć i kolejnych nagrań. Zdawali się być podekscytowani tym, że ktoś zwrócił uwagę na nich, a nie im. Ich zachowanie przypominało czasy kiedy w Stanach Zjednoczonych w latach ’80 surferzy zrezygnowali z fal, doczepili do desek kółka i zaczęli „surfować” po ulicach. Podobnie jak ekipa Rademara walczyli o swoje prawa i akceptację. To co już wydarzyło się i wykiełkowało w innych krajach na Kubie zaczyna dopiero dojrzewać.

kubańskie historie

Miałam w oczach szczere łzy kiedy tego słuchałam.

Czuć w tym było to jak chłopcy walczą swoją postawą o swojego rodzaju wolność, której im brakuje. Jeszcze nikomu na Kubie nie podoba się ich styl bycia, ale za piętnaście lat – podobnie jak w Stanach czy innych krajach – jazda na deskorolce zostanie upowszechniona. Tu wszystko dzieje się z opóźnieniem. To piękne, że mogłam zobaczyć jak dojrzewa w kimś pasja i bunt, który jest jakoby jej podstawą. Kubańskie historie nie przestają mnie zaskakiwać.

Kubańskie historie – Szalony Ali.

Przechadzając się ulicami Santiago de Cuba do moich uszu dotarła muzyka. Podążając za nią trafiłam na teren budowy obok którego ustawionych było kilka stolików oraz sprzedawane było piwo z leja. Nie wiem czy na Kubie pojęcie squatu funkcjonuje, ale to miejsce wyglądało bardzo squat-owo.

Podeszłam do baru w zamiarze kupienia sobie kubeczka złotego napoju, ale nie było mi dane. Podszedł do mnie czarnoskóry mężczyzna w dredach. Wypytywał o pochodzenie i z wielkim uśmiechem pełnym zepsutych zębów przywitał mnie w Santiago de Cuba. Miał na imię Ali. Zaprosił mnie do grona swoich znajomych. Więc poszłam.

kubańskie historie

Przy stoliku siedziało kilka osób.

Każda z nich kolejno się przestawiła i ścisnęła moją rękę. Łysy murzyn w szarej koszulce i jego bardzo okazałych kształtów kobieta opowiadali o dwójce swoich dzieci. Wysoki i chudy mężczyzna w okularach, które optycznie sprawiały, że jego oczy były znacznie mniejsze co chwilę chwytał mnie za ramię i mówił, że dostał szanse wyjazdu i pracy w Hiszpanii.

Podeszła do mnie szczupła dziewczyna o wyrazie twarzy takim jakby była czymś odurzona. Uśmiechała się i wodziła oczami po ścianach, a potem podała mi kubeczek z piwem. Przyłożyłam go do ust nie biorąc ani łyka, w obawie, że piwko może być czymś doprawione. Potem dłuższy czas obserwowałam tą laskę. Tuliła się do swojego chłopaka tak intensywnie, że w końcu uwolniła zupełnie swoje piersi ze szponów stanika. Na nikim jednak nie zrobił ten widok specjalnego wrażenia.

Wśród ekipy był jeszcze Noel. Trzydziestoletni mężczyzna w krótkich dredach. Miał zdrowe i równe zęby w przeciwieństwie do reszty towarzystwa. W jego pięknym uśmiechu bez problemu można było się zakochać, ale mam to szczęście, że jestem odporna na takie wdzięki. Był dość mocno umięśniony, co starał się eksponować.

Noel wypytywał mnie o wiele rzeczy i sam dużo powiada o sobie. Od dwóch i pół roku mieszka we Francji. Prowadzi biznes polegający na sprzedaży kubańskich przedmiotów w Europie. Cygara, rum, rękodzieła i inne takie.

Ali przysłuchiwał się całej rozmowie i zapytał mnie w końcu o to z jakiego powodu wybrała właśnie Kubę jako cel wyprawy. Opowiedziałam mu o tym, że chciałabym poznać marzenia osób mieszkających na wyspie oraz ich pasję. Rozmowa znów zmieniła swój tor, ale czujny Ali ponownie ją przerwał…

kubańskie historie

– Jeśli chodzi o to co Cię interesuje… Bo wiesz… Ja jestem piosenkarzem.

Rzeczywiście był. Poderwał się z siedzenia i zaczął rapować. Chwile potem reszta ekipy zaczęła mu akompaniować tworząc całkiem niezły kawałek bez używania instrumentów, za wyjątkiem strun głosowych oczywiście. Umówiliśmy się, że kolejnego dnia nagramy wspólnie materiał. Ali był zachwycony!

O jedenastej rano kolejnego dnia w umówionym miejscu spotkałam się z Alim. Wystroił się chłopak. Był cały ubrany na biało, ale mówił, że to jeszcze nie wszystko i że przed samym nagraniem trochę poprawi swój wygląd.

Ali ma trzydzieści cztery lata i mieszka w Santiago de Cuba od zawsze. Zaraz po skończeniu szkoły spakował się i wyjechał do Hawany. Miał nadzieję, że dorobi się tam czegoś, ale niestety – nie powiodło mu się i wrócił z powrotem do swojego rodzinnego miasta. Na życie zarabia wykonując drobne prace remontowe. Fuch mu nie brakuje, więc z głodu nie umiera.

Kiedy szykowałam kamerę do nagrań Ali faktycznie się przebrał. Ubrał na siebie biało-pomarańczową koszulkę z napisem Harley-Davidson, związał dredy i założył na głowę czapkę z daszkiem.

kubańskie historie

Pasją Ali’ego jest muzyka.

Miłość do niej zawdzięcza swojej matce, która puszczała mu salsę odkąd był mały. Chłopak słuchał jej bez przerwy. Gdy poszedł do szkoły miał ambicję by nauczyć się tańczyć salsę. Chciał zapisać się do kółka z tym związanego, ale… z jakiegoś powodu mu na to nie pozwolono. Kubańskie historie jak już wiecie mają różne barwy rzeczywistości. Zaczął więc uczyć się sam – na ulicy. Poznawał kolejne gatunki muzyczne, aż w reszcie sam zaczął tworzyć. Swoim głosem sam potrafi stworzyć rytm, do którego spokojnie można by się poruszać. Ali chciałby pewnego dnia połączyć muzykę hip-hopową z elektroniczną. Sądzi, że mógłby być to wielki przełom.

Marzy o tym, o czym marzyły niegdyś dzisiejsze gwiazdy sceny hip-hopowej, czyli po prostu o sławie. Chciałby wybić się i pewnego dnia docierać do ludzi na całym świecie. Gdyby ktoś go słuchał w drodze do szkoły czy pracy… wtedy czułby się szczęśliwy. Chciałby mieć szanse nagrywania z innymi słynnymi raperami. Ali zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest najlepszy, ale wierzy, że ciągła praktyka pomoże mu w dostaniu się na szczyt. Stara się pokazywać swoje umiejętności nowym osobom aby szło to dalej. Na Kubie jednak YouTube działa dość ubogo, więc robi to po prostu na ulicy. Tutaj też rapuje. Całym sercem wierzy w to, że kiedyś będzie jak Dr.DRE albo Snoop Dogg, a jak wiadomo wiara – jest pierwszym krokiem na drodze sukcesu. Ludzie z jego otoczenia nazywają go szalonym, bo jego marzenia zdają się dla nich być niedoścignione, on jednak uważa zupełnie inaczej.

kubańskie historie

To oczywiście nie wszystkie kubańskie historie, które poznałam podczas podróżowania po wyspie. Było ich znacznie więcej. Obiecuje opowiedzieć Wam je wszystkie, a więc obserwujcie nowe wpisy.

4 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Magda napisał(a):

    Pamietam jak byliście na Kubie! Super wyprawa i owocne reportaże!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *