MAREK AURELIUSZ – CESARZ, FILOZOF I PISARZ

Nie specjalnie przepadam za pomnikami, ale ten jest dla mnie ciekawy, ponieważ historia zawarta w tej bryle porywa, co widać nawet na wielkim ekranie. Na koniu siedzi cesarz Marek Aureliusz – ten sam, którego w filmie „Gladiator” udusił Kommodus. Oczywiście film nie przedstawia faktów. To jedynie wizja reżysera – zresztą bardzo prawdopodobna, jednak prawdziwe są postaci przedstawione w tej produkcji. Marek i jego głupi syn to historia prawdziwa.

marek aureliusz pomnik

Na Piazza del Campidoglio w Rzymie można podziwiać postać wielkiego myśliciela swoich czasów. Pomnik wykonano z brązu i jest wysoki na 4 metry na oko. Oczywiście to kopia, bo oryginał zabezpieczono w muzeum. Rzeźba wykonana została w około 180 rok n.e. Istnieje przypuszczenie, że fakt jej przetrwania do naszych czasów zawdzięcza się małej pomyłce. Otóż przez wieki tę postać na koniu utożsamiano z Konstantynem Wielkim. I dlatego też nikt nie śmiał unicestwić posągu.

703

Ta średniowieczna pomyłka pomogła Markowi przetrwać do naszych czasów.

A jego postać dumnie prezentująca się w siodle inspirowała wielu artystów w wiekach kolejnych. Nawet książę Poniatowski podobnie w siodle się zaprezentował. I wielu innych wodzów…

marek aureliusz pomnik

Sam cesarz natomiast patrzy z góry, a dostojeństwem zmusza do zadumy. Zaprawdę był wielkim człowiekiem. Światłym, wykształconym i myślącym. Nie tylko o sobie w przeciwieństwie do większości władców imperium. Jego wielką namiętnością była filozofia.  Kiedy umarł (180 roku n.e) Rzym rozpaczał. Na tronie usiał jego syn – Kommodus. I wtedy zapewne również Rzym rozpaczał… Nowy cesarz szybko sponiewierał polityczne osiągnięcia swego ojca. Dał poznać się jako bezwzględny tyran. Bawił się na igrzyskach w Koloseum. Domagał się aby czczono go jak boga, a sam siebie nazywał zbawcą Rzymu. Był tak pewny siebie, że odważył się wprowadzać zmiany, które wywracały ówczesny ład do góry nogami.

marek aureliusz pomnik

Zmienił nazwę Rzym na Colonia Commodiana.

Pozmieniał również nazwy miesięcy tak, aby każdy z nich w swojej nazwie zawierał jakąś informację o nim samym. Na przykład sierpień w czasach Kommodusa nazwany został Commodusem. Na szczęście zamordowana drania. Podobno stało się to w wyniku spisku. Inne przekazy sugerują wypadek jako przyczynę śmierci. Biorąc jednak pod uwagę jego paskudną naturę ciężko mi uwierzyć, że umarł przez przypadek. I teraz tak sobie rozmyślam nad tym, jak to się stało że tak mądry człowiek jak Marek Aureliusz spłodził takiego zwyrodnialca i kretyna? Gdzieś czytałam, że Marek miał niewierną żonę, która lubiła przygody miłosne. Może tu jest „pies pogrzebany”? Może Kommodus po prostu nie był synem „swojego” ojca?

marek aureliusz pomnik

 Kiedy przylecieliśmy do Rzymu pomnik Marka Aurelisza był na naszej liście miejsc, których ominąć nie mogliśmy. Cesarz w majestacie swojej mądrości siedzi na koniu na Piazza del Campidoglio i spogląda na świat, który od czasów jego panowania bardzo się zmienił. Gdybyśmy tylko wiedzieli co o tym wszystkim myśli. Marek Aureliusz jednak milczy…

4 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

5 komentarzy

  1. ZbyszekZ napisał(a):

    Myślę, że to przede wszystkim obrona przed okrutnym i bezdusznym światem władzy, nieustannych zdrad i morderstw podyktowała Markowi Aureliuszowi jego życiową postawę. Na cesarskim tronie chciał pozostać w zgodzie ze sobą i próbował od takiego świata uciec. Sposobem było filozofowanie, właśnie to, którego podstawą jest apatheia – beznamiętność. Spokój wewnętrzny osiągany poprzez obojętność, pozbycie się pragnień i lęków. Jego przeciwstawienie – syn Kommodus był całkowicie wciągnięty w wir walki i postanowił w niej „iść na całość”. Miał przecież wzorce np. w postaci Kaliguli. Szaleństwo (może jego udawanie?) i tyrania były dla niego receptą na utrzymanie się przy władzy. Kommodus stracił swe życie w wieku ok. 30 lat, przechodząc do historii jako okrutny tyran. Jego ojciec cieszy się do dziś szacunkiem jako wzór racjonalnego, spokojnego władcy , mającego poczucie obowiązku wobec państwa i obywateli. Jako ten, który „nie dał się zwariować”. W różnych postawach życiowych – rolach, jakie odegrali w theatrum mundi nasi poprzednicy zawarta jest nauka dla nas. Ważne jest to, co po sobie zostawimy.

  2. ZbyszekZ napisał(a):

    Proszę sobie wyobrazić, jak mogły wyglądać szczyty władzy Imperium Rzymskiego. Pozostanie człowiekiem w takim świecie zasługuje na szacunek. Człowiek wrażliwy musi nałożyć pancerz obojętności i cynizmu, przechodzi w nim próbę jak przez ogień. To próba – masz wszystko, czego zapragniesz i co z tym zrobisz? Co uczynisz z siebie? Wygrałeś w totolotka i co dalej? Rozdasz chociaż część ubogim i potrzebującym, uszczęśliwisz kogoś czy utkniesz w bagnie hedonizmu, które cię pochłonie? Sytuacja uniwersalna, w której słowem – kluczem jest „próba”.

    • Aneta Aneta napisał(a):

      O wiele łatwiej jest nic nie mieć aniżeli wszystko mieć…

      • ZbyszekZ napisał(a):

        Mieć czy być – podstawowe zagadnienie życia. Jest scena w Ewangelii, zwana kuszeniem Jezusa. Szatan oferuje Jezusowi władzę nad światem, posiadanie go w zamian za złożenie pokłonu – podporządkowanie się. To taka sytuacja próby, przedstawiona po to, aby nas pouczyć. Człowiek też bywa stawiany w takich sytuacjach. Władza i „używanie świata”, zatracenie się w nim kontra pokora i miłość do świata, podążanie własną drogą, spokój… Nie twierdzę, że władza jest czymś złym. Zasadnicze pytanie, to jak i do czego ją wykorzystamy. Czy stanie się realizacją dobra wspólnego, służbą ludziom, czy bezdusznym zapędzaniem na służbę, wykorzystywaniem, zwłaszcza tych najsłabszych i najbiedniejszych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *