MARRAKESZ – Bujna turystyka w Maroku w stylu 1001 nocy

Historia Marrakeszu zaczyna się już w XI wieku, ale wtedy ciężko było nazywać go stolicą południowego Maroka. Wówczas miasto było  jedynie niewielką osadą wybudowaną głównie z gliny i kamienia, która znajdowała się na szlaku karawan. Wtedy była to oaza dla kupców. Na przestrzeni kolejnych stuleci Marrakesz został rozbudowany do dzisiejszych rozmiarów i miasto stało się tym razem oazą dla turystów. Turystyka w Maroku nigdzie nie kwitnie tak bujnie jak właśnie w tym mieście. Równać może się z nim jedynie Szafszawan, zwane  niebieskim miastem.

Maroko ceny

Mury miejskie w Marrakeszu liczą sobie dziesięć wieków. Do dzisiejszych czasów zachowały się one w niemal nienaruszonym stanie. Spoglądając na panoramę miasta można odnieść wrażenie, że ono płonie. Zabytkowe mury mają brązowo-czerwony kolor. Jest tak ponieważ wzniesione są z tabii, której głównym składnikiem jest czerwona glina.

Marrakesh maroko

Marrakesz wzbudza wśród odwiedzających go raczej skrajne uczucia

Jedni zdają się być zachwyceni jego klimatem doszukując się na jego ulicach miejsc akcji z opowieści Szeherezady. Alladyn ze swoją zaczarowaną lampą czy też Ali-Baba i banda rozbójników idealnie wpasowują się w klimat miasta. Dlatego też Marrakesz bywa nazywany jednym z miast 1001 nocy. Nie jest to Bagdad, w którym prawdopodobnie powstała najstarsza z baśni, ale również pasuje.

turystyka w Maroku

Jest też druga grupa turystów odwiedzających to marokańskie miasto. Są to sceptycznie podchodzący do jego uroku turyści. Drażni ich widok zwierząt uwiązanych na łańcuchach, które w swojej niewoli mają stanowić atrakcję. Właściciele zniewolonych zwierząt zarabiają na turystach, którzy fotografują się z makakami.

 Węże tańczące do arabskiej muzyki wcale nie wprawiają ich w zachwyt, a henna na dłoniach pięknych arabskich kobiet wcale ich nie oszołamia.

Marudzą tacy, że za wszystko trzeba płacić bez względu czy jest to zdjęcie przebierańca czy sok ze świeżych pomarańczy.

Marokańczyk i makaki

Marrakesz ma jednak w nosie zachwyty czy też słowa krytyki. W końcu kasę zbija na obu typach turystów! Medina tego miasta wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Do tego Marrakesz może poszczycić się swoim światowej sławy placem Dżemaa el-Fna. To najbardziej orientacyjny punkt w mieście. To właśnie w tych miejscach skupia się całe życie. Sklepy z pamiątkami, ubraniami i przyprawami powalają bogactwem kolorów i zapachów. Muzyka rozpieszcza uszy, a restauracje kuszą swoimi menu. Można wręcz zakochać się w tym miejscu albo… oszaleć z braku spokoju. Jedno z dwojga.

Maroko

Warto jednak zwrócić uwagę na to, że czasami nazwę Dżemaa el-Fna tłumaczy się jako „zgromadzenie umarłych”.

Jej pochodzenie jest owiane lekką nutą tajemnicy, ale może wiązać się ona z tym, że na wspomnianym placu jeszcze w XIX wieku odbywały się targi niewolników. Tam też wykonywano egzekucje. No cóż… i pomyśleć, że w tym samym czasie we Francji największym utrapieniem dla niektórych było noszenie gorsetów.

Dżama el-fna

Marrakesz to istne królestwo barw. Szkoda jedynie, że znaczną część sprzedawanego na targu asortymentu stanowią produkty importowane z Chin. Znalezienie czegoś prawdziwie marokańskiego może być problemem, ale za to jeśli już wygrzebie się coś wartościowego pośród towarów „Made in China” to z pewnością nie zabraknie radości!

chińszczyzna

Turystyka w Maroku to czysty biznes

Nie ma w tym nic złego oczywiście, ale zalecam ostrożność w wyborze pamiątek. Nietrudno jest nadziać się na oszustwo. Tak już bywa w stolicach turystycznych różnych państw. W gruncie rzeczy sytuacja wygląda bardzo podobnie bez względu na to czy mówimy o Paryżu, Wenecji czy Hawanie. Przyjezdni zawsze muszą uważać aby nie dać wystrychnąć się na dudków.

turystyka w Maroku

Nie liczcie na to, że w Marrakeszu dostaniecie cokolwiek gratis. Turystyka w Maroku podobnie jak w innych państwach jest bezwzględna dla portfela. Na marrakeszańskich ulicach panuje dość zabawny rodzaj kapitalizmu. Mianowicie najpierw sprzedawcy oferują coś za darmo, a potem żądają opłaty za darmowy prezent. Marokańscy handlarze bywają natrętni. Należy o tym wiedzieć wybierając się do Maroka. W przeciwnym wypadku można popsuć sobie sporo krwi. Polecamy odwiedzić to miasto. Jest na swój sposób wyjątkowe. Zderzają się w nim różne priorytety i poglądy. Rozczarowanie spaceruje w parze z zachwytem, a naciągacze nigdzie indziej na świecie nie bywają milsi. Trzeba to przeżyć aby zrozumieć.

,

1 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

5 komentarzy

  1. Dee napisał(a):

    Spędziliśmy uroczy, rodzinny, długi weekend w Marrakeszu. Miasto mnie nie rzuciło na kolana, ale muszę przyznac, że bylo to bardzo miłe i interesujące doświadczenie. Tak naprawdę to spodziewałam się bardziej nachalnych kupców, a tu było OK. Nawet więcej; spotkałam miłych ludzi, którzy naprawdę byli bezinteresowni. Ale zgadzam się ze wszystkim, co napisaliście, bardzo miło mi się czytało. Pozdrawiam serdecznie

  2. Tomek | Jak To daleko napisał(a):

    Nie czuliście przesytu turystów? Jest ich tam nieziemsko dużo. Na skutek tego klimat miasta, jak i ludzie są nastawieni w głównej mierze na hajs…

  3. sekulada.com napisał(a):

    Hmm, nigdy w Maroku co prawda nie byłem, ale już na sam opis plus zdjęcia mam mieszane uczucia. Zapewne, aby sprawdzić jak jest faktycznie i tak musiałbym się wybrać tam sam. Jednakże ostrzeżenia o odpłatnych prezentach bardzo cenne!

  4. Ewa | Daleko niedaleko napisał(a):

    Uwielbiam Marrakesz, jestem z tych, którzy zakochali sie w nim od pierwszego wejrzenia. Nie przeszkadzał mi tłum naciągaczy na Dżemma el-Fna, a co z tego, że za sok pomarańczowy trzeba było płacić skoro był najsłodszy na świecie i tani jak barszcz. Plac ma swój urok szczególnie w nocy, a kucharze nawołujący „Come inside, Abdullah Makłowicz” tylko wywołują uśmiech. Wróciłabym tam chętnie :)

  5. Czyli Twoja opinia o mieście jest bardzo ukierunkowana ;) O dziwo mi się miasto podobało, choć byłam negatywnie nastawiona. Zrobiłam spore zakupy na bazarze ziół i przypraw. Tam już prawie nie było turystów, a ceny wręcz genialne. No i nie ukrywajmy – po 2 tygodniach w „orientalnym” Maroku da się w Marrakeszu odpocząć

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *