NIEISTNIEJĄCY PAŁAC – PUSTYNKA

Nieistniejący pałac w Pustynce to  historia, której czas nie oszczędził w najmniejszym nawet stopniu. Budowlę rozebrano w czasach PRL-u. Dziś ciężko na miejscu, w którym stała znaleźć choćby jedną cegłę po tym jak wspaniały zapewne, a dziś nieistniejący pałac był centrum tej wyspy na polu. Pustynka to pięć domów i pięć rodzin. Dziś mieszkańcy mają tu wodę bieżącą, latarnie i drogę dojazdową, ale nie zawsze tak było. O tej położonej wśród pól miejscowości dziś opowiemy. 

423

To był bardzo ciepły dzień, choć jesień powoli zaczynała się panoszyć. Tym bardziej było to widoczne za sprawą suszy, która w tamtym roku dała wszystkim w kość. Ziemia spękana i spragniona wody, liście przedwcześnie zaczynały opadać, a trawa podobna do tej na sawannie w Afryce w porze suchej. Pojechaliśmy na krótką przejażdżkę po okolicy. Mieszkamy na Dolnym Śląsku więc mieliśmy nadzieje, że przygoda sama nas znajdzie. I tak się też stało.

W Krynicznie (powiat średzki) wjechaliśmy w pola znaną nam już drogą do Gozdawy. I wtedy wpadłam na pomysł, żeby w tym szczerym polu odnaleźć Pustynkę. Pamiętałam, że gdzieś tu jest. Mało kto wie, że na „wyspie na polu” leży wioska. Z Karczyc prowadzi do niej od niedawna asfaltowa droga, a do niedalekich Łowęcic jedynie ubity, poniemiecki gościniec. Jeszcze kilka lat temu ludzie z Pustynki do Karczyc czy Łowęcic chodzili jesienią i zimą w kaloszach nosząc ze sobą w foliowych torbach buty na zmianę. Kilka kilometrów przez pola, bo autobus tam nie dojeżdżał. Droga nie była ani zbyt przejezdna, ani nawet przechodnia.

Pustynka kilkanaście lat temu – trochę historii.

Ale po kolei. Cofnijmy się w czasie dokładniej. Był rok 2003. Październik. Wiatry hulały po polu, chłód zaczynał dawać znać o nadchodzącej późnej jesieni. Jechałam rowerem do tego miejsca. Do Pustynki. Pracowałam wtedy dla jednej z lokalnych gazet i realizowałam temat, o którym nie wiele osób słyszało. Szukałam jej jadąc polnymi drogami i wjechałam tam od strony Ramułtowic. W polu było błoto, które chwilami sięgało do połowy kół rowerowych. Z oddali zobaczyłam dachy domów. Dwóch lub trzech. I tak pojechałam tam sama w nieznane miejsce. Daleko od głównej drogi i bez żadnej obstawy.

pustynka

Wtedy wioskę zamieszkiwało dwudziestu mieszkańców. Stało tam pięć domów. Autobusy dojeżdżały tam tylko po dzieci do szkoły, a wodę ludziska czerpały ze studni. Ponieważ nie było tam latarni, po zmroku zapadały tam egipskie ciemności. W jednym z domów był stacjonarny telefon i stanowił jedyny kontakt ze światem. I żyli tam pustynkowi ludzie tak od wielu lat. Mieszkańcy tej wyspy na polu niejednokrotnie próbowali zwrócić na siebie uwagę lokalnych władz. Walczyli o usługi telefonii. Potem o oświetlenie i wodę bieżąca. Potem władze gminne niby drogę do Karczyc poprawiły. Wysypali 30 ton klińca i trzeba było to taczkami i wiadrami nosić i rozsypywać. Mieszkańcy wioski robili  to sami…

Kiedy w Pustynce trwała zima nastawał czas paraliżu. Śnieg zasypywał pola i drogę. Nawet autobus szkolny tu nie zajeżdżał. Dzieci miały wtedy przymusowe ferie. Samej drogi nie odśnieżano, bo nikt nie widział gdzie się kończy i zaczyna droga, a gdzie pole. A wiosną przychodziła odwilż… I wtedy kalosze na nogach i topienie się w błocie było nieuniknione. Wówczas dwie rodziny były w posiadaniu samochodu. Ludzie starali się wzajemnie wspierać w razie nagłej potrzeby na przykład, kiedy ktoś potrzebował pomocy lekarskiej.

Pustynka dziś – informacje najświeższe

 Z daleka w polu zauważyliśmy dom w oddali. Ścieżką na miedzy i wśród niczym nieskrępowanej przestrzeni kierowaliśmy się ku tej wiosce, która w moim pojęciu była właśnie Pustynką. Kiedy dojechaliśmy na miejsce przywitała nas sfora wściekle ujadających psów, że aż musiałam użyć mojego shockera. Inaczej zjadły by nas żywcem zwłaszcza, że był z nami nasz Frutek–wędrowiec.

324

Przejechaliśmy kawałek drogi i zatrzymaliśmy się przy jednym z domów. Zapytaliśmy gospodarzy czy miejsce, do którego dotarliśmy to faktycznie poszukiwana przez nas Pustynka. Odpowiedź potwierdziła nasze przypuszczenia. Zapytaliśmy więc o drogę, której kiedyś tu nie było. Tak jak wspominałam – została najpierw naprawiona, a następnie położona na nowo. I w końcu pytamy o tutejszy nieistniejący pałac. Wiemy, że go już od dawna nie ma, ale pytamy gdzie stał. Odpowiedzi są chaotyczne. Jedna z osób twierdziła, że po pałacu śladu już nie ma, podczas kiedy druga z osób komentowała, że coś tam jednak jeszcze można znaleźć. Ale zaraz usłyszeliśmy, że do parku pałacowego nikt nie wejdzie – takie tam chaszcze i dżungla. Na co osoba obok mówi, że owszem, można wejść i są tam jeszcze pozostałości jakiegoś obelisku, który tam był, ale teraz już go nie ma. I w ogóle to nie ma po co tam iść…

Słuchamy tego z lekka oszołomieni. Ciężko było się w tym wszystkim połapać. Zaraz potem usłyszeliśmy kilka propozycji dokąd udać się, żeby trafić na pałac w okolicy, który jest bardziej warty uwagi. Znamy wszystkie tego typu budowle w promieniu 30 kilometrów, ale grzecznie wysłuchujemy informacji. Potem dziękujemy i ruszamy do wcześniej wspomnianego parku. Nam przecież wtedy chodziło właśnie o ten nieistniejący pałac, a nie żaden inny.

Zanim weszliśmy w gęstwinę parkową rozłożyliśmy się obozem przy nieczynnej studni. Kiedyś stał tu jakiś dom, ale teraz został tylko biały plac i ta właśnie studnia.

Podczas konsumowaniu w tym miejscu śniadania do studni przyszedł jeden z mieszkańców Pustynki. Ciągnął za sobą wózek, a na wózku wiózł kanister na wodę. Potem czerpał wodę ze studni. Widok był niesamowity. Nie przegapiliśmy okazji i pociągnęliśmy mężczyznę za język w związku z naszym celem wyprawy. Okazało się, że park tak do końca nie jest bez śladów swojej historii. Nasz rozmówca nie mówił za wiele, ale poradził uważać na głęboką studnię, która jest nie zabezpieczona gdzieś tam w tym kniejach .

318

Nieistniejący pałac – poszukiwania

Po posiłku spinamy rowery i wchodzimy do parku. Od razu natrafiamy na szczątki muru okalającego pałac i ogród. Myślę – „Tato, gdybyś żył opowiedziałabym Ci o tym co tu widzę, tak jak Ty kiedyś opowiedziałeś mi o tej wyspie na polu, kiedy byłam małą dziewczynką”. Bo to z nim tu byłam pierwszy raz i wtedy usłyszałam o pałacu, który spinany był linami i rozciągany przez wozy wojskowe, bo nie chciał odpuścić podczas prób wysadzenia ładunkami wybuchowymi… Z czego był? Z żelbetu?

Natrafiamy na resztki cegieł i dachówekPotem idąc dalej widzimy mocno poturbowane drzewa. Zapewne jest to efekt ostatniej wichury, która znalazła tu dla siebie drogę do przejścia. Widzimy tę niby studnię, o której wspominał nabierający wodę mężczyzna.

343

Napotykamy wreszcie na coś konkretnego. Z daleka zauważyłam sporych rozmiarów kawałki budowli. Leżą w lesie porozrzucane bez ładu i w niewielkiej ilości. Wyglądają jak żelbetonowe ściany bunkrów. Poza tym wszędzie połamany, przerażający las jak z planu filmów na podstawie powieści Stevena Kinga.

Nieistniejący pałac

Trafiamy na kolejne znalezisko. To zapewne podstawa wspominanego wcześniej obelisku. Niestety faktycznie już go tam nie ma. Lustrujemy park metr po metrze co chwilę otrzepując się z kleszczy. Trafiamy na olbrzymie, wycięte  drzewo. Zapewne posadzono je w czasie, kiedy zakładano tu park przy pałacowy.

Po dwóch godzinach przedzierania się przez gąszcz wychodzimy wreszcie na drogę i wracamy do rowerów. Nic prawie nie mamy. Trochę zdjęć lasu i jakieś kawałki rumowiska. W sumie niczego się nie dowiedzieliśmy do tamtej chwili, ale zaraz potem trafiamy na polanę za parkiem. Widzimy tu idealne miejsce dla pałacu i znajdujemy tu gruzy z piaskowca oraz kawałki starego muru. Robimy z Ines gruntownego rentgena terenu, a Adaś fotografuje…

409

407

Nie jest to jednak miejsce gdzie stał poszukiwany przez nas nieistniejący pałac, bo kiedy po raz kolejny przemierzamy Pustynkę kierując się na drogę do Łowęcic, zatrzymujemy się przy jednym z pięciu domostw i pytamy o tę polanę. Dostajemy odpowiedź, że w tamtym miejscu stały budynki gospodarcze otoczone murem wraz z terenem pałacu. Dostajemy informację gdzie stała karczma ze starych zdjęć tej miejscowości  i okazuje się że właśnie ją minęliśmy. Śladu po niej prawie nie ma. Pytamy więc o nieistniejący pałac i nasi nowi rozmówcy również utrzymują wersję, że stał w tamtejszym parku. Pytam czy to prawda, że nie mogąc go wysadzić ówczesne władze lokalne rozciągały go wozami wojskowymi? Miejscowi z pasją potwierdzająca tę informację. A potem opowiadają, że co niektórzy do dziś mają w łazienkach kafelki z zabytku i z cegieł co nieco sobie pobudowali. Wskazują jeden na drugiego kto rozbierał i na czyje polecenie…

A potem nagle zrobiło się cicho. Rozmówcy jakby uświadomili sobie, że zbyt dużo mówią w temacie, zbyt wylewnie i nagle z chwili na chwilę straciliśmy źródło informacji.

Ten nieistniejący pałac w Pustynce rozpala naszą wyobraźnię. Poszukujemy bezustannie informacji o jego losach. Nie wiemy jak wyglądał, ponieważ nie zachowały się żadne zdjęcia z tamtego okresu. Będziemy wdzięczni wszystkim, którzy pomogliby nam rozświetlić nieco tę historię.

 

11 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

15 komentarzy

  1. S.Tap. napisał(a):

    Pustynka, tak blisko kiedyś pomieszkiwałem a tylko nazwę znam – wstyd! :) Zauważyłem, że w takich małych, całkiem małych miejscowościach, faktycznie trudno wyciągnąć z miejscowych jakieś informacje na temat zniszczonych, rozebranych obiektów typu pałac…Im mniejsza miejscowość i im później obiekt został rozebrany – tym większy problem. Myślę, że powodem właśnie jest, jak wyżej napisałaś, osobisty bądź rodzinny udział mieszkańców w „zagospodarowywaniu” materialnych pozostałości po takiej budowli. Park przypałacowy w Pustynce – koszmarnie piękny! :) świetne zdjęcia.

  2. Bogna napisał(a):

    Mysle, ze fascynujace sa takie poszukiwania, nawet jezeli sie nic nie znajdzie.

  3. Mikołaj napisał(a):

    Takie małe, skryte w gąszczu i zapomniane miejsca, potrafią „zaleźć za skórę” (w dobrym tego zwrotu znaczeniu).
    Można w nich odnaleźć piękno minionych lat, wyobrazić sobie to życie, które się tam toczyło. Drobne radości i zawody ludzi, którzy kiedyś tam mieszkali. I to nadaje właśnie kolorytu całemu odkrywaniu świata – nie puste mury, fundamenty, czy inne pozostałości, a zderzenie (choćby tylko w wyobraźni) z prawdziwym toczącym się tu kiedyś lub dziś życiem.
    A co do tego „nic” o którym pisze Bogna, to nie ma czegoś takiego, zawsze znajdzie się „coś”, nawet jeśli jest to ulotne, to potrafi dać radość z poszukiwania i odnajdywania.

  4. Zbyszek napisał(a):

    Świetny opis wycieczki,i prosty przekaz odczuć. Czyni takie wypady krajoznawcze,niesamowitymi przeżyciami.Czyta się to z przyjemnością.Sam też zapuszczam się w takie miejsca,bo te miejsca pomimo że już tam prawie nic niema,mają swoisty urok i atmosferę,jak w waszej

  5. Elżbieta Łukowska napisał(a):

    Z wielką przyjemnością towarzyszyłam Wam w wycieczce…nie znam tamtych stron więc tym chętniej …teraz muszę trochę wstecz poczytać o Was bo bardzo mi się podoba ta strona :)

  6. slawek napisał(a):

    Człowiek aż sobie to wszystko wyobraża. Jakby tam był! Powiem jedno „Szukałbym” :D

  7. Paula napisał(a):

    Pałacu już dawno nie ma..zostały tylko gruzy. Ta niby studnia to prawdopodobnie zasypane wejście do piwnic-podziemi pałacu. Kiedyś w Pałacu była szkoła. Sąd i piękne boisko..a tam gdzie Państwo zostawili rowery była poczta :-)

  8. Mira napisał(a):

    Ja również chętnie czytam te opowieści i moimi oczami wyobraźni próbuje być w tych niesamowitych miejscach
    Pozdrawiam serdecznie życząc dalszych niekończących się wędrówek

  9. renata napisał(a):

    Pieknw wspomnienia Pustynki szkoda ze wszysto tak rozgrabili nic nie zostalo nawet drzewa wycieli rosly piekne czeresnie z ktorych je sama zjadalam mieszkalam tam a do Karczyc chodzilam do szkoly super czasy pizdrawiam

  10. Sikor napisał(a):

    Pamietam pamietam moja babcia mieszkala w pustynce bardzo czesto tam przebywalem a obok studni gdzie nabierali wode sam nabieralem hihi stal duzy ceglany folwark niestety zawalil sie ale biegalo sie w nim w srodku swietnie ale jak przyszedl zmrok oj to juz tak wesolo nie bylo hihi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *