Jaki zapach i kolor ma północ? Podróż do Estonii.

Gdy wybierałam się w podróż na Kubę w głowie rozbrzmiewały mi piosenki z repertuaru Buena Vista Social Club. Lecąc do Meksyku mierzyłam w myślach liczne sombrera i piłam tequilę. Zanim dotarłam do Paryża w mojej wyobraźni zdążyłam skosztować już francuskiego wina i słodkich makaroników. Właściwie zawsze gdy gdzieś wyjeżdżałam towarzyszyły temu jakieś skojarzenia. Jedne dotyczyły krajobrazów, inne jedzenia albo też miały związek z historią. Niedawno wróciłam z podróży po Estonii. Gdy wsiadałam do autobusu relacji Warszawa – Tallin, Estonia stanowiła dla mnie białą plamę na podróżniczej mapie. Nie miałam pojęcia co powinno mi się z tym państwem kojarzyć. 

Podróż do Estonii

Podróż do Estonii – czas spędzony w autobusie. 

Osiemnaście i pół godziny drogi do brzozowego raju.

Podróż z Warszawy do Tallina zajęła dokładnie osiemnaście i pół godziny. Gdyby dodać do tej liczby kilka godzin podróży z Katowic do Warszawy i czas oczekiwania na transport do Estonii wyszłaby z tego ponad doba. Godziny spędzone w autobusie dość mocno przekonały mnie o fakcie, że nie jestem już pierwszej młodości. Nawet podniecenie podróżą nie było w stanie zagłuszyć krzyku moich kości, które wyły z bólu. Mam zdecydowanie za długie nogi do takich środków lokomocji. Przez cały czas starałam się je jakoś ułożyć, ale żadna z wybieranych przeze mnie pozycji nawet nie wydawała się być komfortowa.

Mijałam kolejne polskie miasta. Domki, wille, drewniane chaty i stodoły, które chyba tylko za sprawą cudu ciągle stoją w jednym kawałku. Podsłuchiwałam rozmowy ludzi, którzy wraz ze mną pędzili w kierunku krajów bałtyckich. Słychać było rosyjski, estoński, litewski. O ile w autobusie do Pragi czy Wiednia podróżujący to zazwyczaj turyści, o tyle do Tallina jechali głównie Ci, którzy na co dzień pracują lub studiują w Polsce i po prostu wracają do domów. Takie odniosłam wrażenie.

Wilno, Ryga… kolejne długie kilometry pokonywane w ciemności. Bezduszny Rosjanin siedzący za moimi plecami nadrabiał zaległości filmowe. Szkoda, że nie posiadał słuchawek. Za jego sprawą przekonałam się, że „Piraci z Karaibów” nie najlepiej brzmią z rosyjskim dubbingiem. Ruski jednak nie był najgorszy. O wiele straszniejsze było chrapanie, które w całym autobusie tworzyło efekt kina domowego. O spaniu nie było mowy.

O tym, że przekroczyłam estońską granicę sieć Plus poinformowała mnie późno w nocy. Przykleiłam twarz do szyby i starałam się wyłapać choć najdrobniejszy szczegół z otoczenia. Był to również sposób na ignorowanie efektów krzywych przegród nosowych męskiej części podróżującego towarzystwa.

Jechałam obok ściany lasu brzozowego. Nawet w ciemności doskonale widać było białą korę tych pięknych drzew. W świetle księżyca mieniły się srebrem, a widok ten pomimo chłodnych barw wypełniał moje serce ciepłem. Podniosłam wzrok ku górze. Tysiące nagich iskier migotało na sklepieniu niebieskim, które wtedy było zupełnie czarne. Ostatni raz taką ilość gwiazd w nocy udało mi się dostrzec na pewnej marokańskiej wsi. Popadłam w zachwyt, a potem moje zmęczenie przestało zwracać uwagę na chrapiące stereo i po prostu zasnęłam.

Podróż do Estonii

Podróż do Estonii – pierwsze wrażenie.

Zapach północy o szóstej nad ranem.

Wysiadłam z autobusu kilka minut po szóstej. Mój wewnętrzny zegar nie miał pojęcia jak ma zareagować, kości zdawały się skrzypieć przy każdym ruchu. Mięśnie starały się wyperswadować mojej świadomości, że to ostatni raz zabrałam je w taką podróż, ale wspomniana świadomość miała to w głębokim poważaniu. Widok drewnianych domów, brukowanych ulic i poczucie, że jestem tak daleko na północy Europy napełniała mnie dziką fascynacją. Oczywiście, że to jedynie przedsionek północy, nie mniej tego ja jeszcze dalej swoich stóp nie postawiłam. Czułam, że rozpoczynam nowy etap, wzięłam głęboki wdech, dzięki któremu wypełniłam płuca świeżym, estońskim powietrzem i ruszyłam na spotkanie ze znajomymi. Zmęczenie brało górę. Znalazłam siłę na powitanie, a potem niemal zasnęłam w progu domu. Wdrapałam się na łóżko. Było tak wysokie, że groziło atakiem lęku wysokości. Wyciągnęłam się, wtuliłam w miękką poduszkę. Zasnęłam.

Jako osoba, która od lat zmaga się z problemem bezsenności, nauczyłam się doceniać każdą chwilę głębokiego i spokojnego snu. W Tallinie spałam jak dziecko. Gdybym skupiła się wystarczająco mocno mogłabym poczuć łagodny oddech Anioła Stróża na moich plecach. Byłam w obcym domu, ponad tysiąc kilometrów od miejsc, z którymi wiąże się moja codzienność i nie miałam zupełnie żadnego planu dotyczącego tej podróży, a jednak coś z tyłu głowy szeptało, że warto się będzie w niej zatracić bez reszty. Poczucie bezpieczeństwa było w tej sytuacji irracjonalne, jednak pochłonęło mnie ono zupełnie. Zaufałam wszystkim siłom wyższym, że przestanę tracić czas. Bez snów, bez koszmarów i bez zmartwień. Sen trwał aż do dziewiątej. Wtedy to pewna jasnowłosa dziewczyna zarządziła wyjście na kawę i za nic miała sprzeciwy moich podkrążonych oczu, które najbardziej na świecie nie chciały się otwierać.

Podróż do Estonii

Podróż do Estonii – trudy poranka.

Kawa bez mleka i bez cukru.

Za każdym razem gdy informuję towarzystwo o tym, że ani nie zabielam ani nie słodzę kawy ktoś robi bardzo zdziwioną minę. Z cukrem pokłóciłam się jeszcze w Maroku, mleka w kawiarniach się boje przez wzgląd na nietolerancję laktozy. Piję więc kawę czarną jak estońskie niebo w nocy. Takiego wyboru dokonałam również w tallińskiej kawiarni, która znajdowała się na starym mieście. Wewnątrz pachniało atmosferą śniadania, ale moja świadomość była wciąż na etapie późnego wieczoru i przeklinała w myślach fakt, że trzeba się było obudzić.

– Spójrz na ten sufit, niesamowity jest, prawda? – ktoś wyszeptał za moimi plecami.

Istotnie, sufit stanowił swojego rodzaju dzieło sztuki. Zaspany umysł jednak nie zdołał wykonać mu fotografii. W mojej pamięci zostało więc jedynie wspomnienie wrażenia, jakie na mnie wywarł. Kolory i kształty umknęły przy aromacie pysznej kawy i na rzecz ludzi, którzy gościli przy innych stolikach. Sama nie rozumiem dlaczego wzór sufitu tak łatwo wyparował z mojej pamięci, podczas gdy udało mi się w niej zapisać samotną blondynkę zajmującą stolik za plecami mojej znajomej. Jej włosy ścięte były asymetrycznie, makijaż wskazywał, że wykonywała go w pośpiechu. Była bardzo zmęczona i całą sobą oddawała się piciu napoju zawierającego kofeinę. Potem wstała, ubrała fioletowy płaszcz i wyszła z kawiarni nieco chwiejnym krokiem.

Potem nadszedł czas i na nas. Przed nami była jeszcze droga do Tartu, w którym miałam spędzić kolejny tydzień.

Podróż do Estonii

Podróż do Estonii – spokój północnego krajobrazu.

Samotne pola pełne pustki.

Nie trzeba było wyjeżdżać za Tallin zbyt daleko aby dostrzec bezkres estońskiej przestrzeni. Pola i lasy rozlewały się po całości krajobrazu. Co jakiś czas na jego krańcach dostrzec można było samotne drewniane chatki. Widok jak z  bajki, godny tego aby marzyć o byciu posiadaczem takiego drewnianego cudeńka na końcu świata. Chmury na niebie zwiastowały burzę. Światło było więc cudownie złote. Oświetlało ono drogę przed nami tak, że przypominała ona kadr z filmu. Z głośników wydobywały się dźwięki piosenki „A Horse With No Name” zespołu America. A może to ja ją nuciłam? Nie wiem. Wiem natomiast, że to jeden z tych utworów, które kojarzą mi się z najlepszymi chwilami mojego życia.

Podróż do Estonii była ciężka, ale nie byłam w stanie myśleć o trudach poprzedniego dnia gdy moim oczom jawiły się tak piękne widoki. Nawet deszcz wydawał się mienić kolorami jesieni. Zdarzyło mi się pomyśleć, że warto by było odwiedzić ten kraj, ale nigdy nie zdecydowałam się na to przez wzgląd na jego położenie. Do Estonii trzeba się wybrać specjalnie, ona nie stanowi punktu przelotowego. Estonia jest wspaniałym celem podróży, ale fakt ten nie jest ani trochę oczywisty.

Podróż do Estonii

Dotarłam do Tartu. Ogarnęłam wzrokiem drewnianą zabudowę. Najbardziej spodobał mi się jeden niebieski dom. Nie sądziłam, że drewno i błękit mogą tak do siebie pasować. Potem przyjrzałam się stuletniemu budynkowi, w którym miałam być gościem. W powietrzu unosił się zapach palonego drzewa.

– Trafiłaś na sezon grzewczy. – skomentowała ten fakt moja Pani Gospodarz.

 

4 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *