RABAT BEZ RABATU – bezpieczeństwo w Maroku

Rabat to stolica Maroka. Wjechaliśmy do miasta przez ogromną bramę wprost do dzielnicy rządowej. Ku naszemu zdziwieniu na ulicach Rabatu nie walają się śmieci tak jak w Larache czy w Asila. Stolica Maroka wolna jest od pustych puszek po coca-coli, papierków po batonikach i opakowań po konserwach. Zamiast tego są ładnie przystrzyżone trawniki i klomby z kolorowymi kwiatami. Budynki w mieście są wyremontowane. Bezpieczeństwo w Maroku nigdzie nie wydaje się być bardziej oczywiste jak w tej właśnie dzielnicy.

Bzpieczeństwo w Maroku

Znajdują się tutaj biuro premiera, ministerstwo i szkoła koraniczna. Tutaj również jest pałac królewski. Nie dziwota więc, że tak tam ślicznie skoro sam władca ma tam swoje włości. Całość tworzy atmosferę odosobnionego miasteczka w wielkim mieście. Wszystko otoczone murami, zdające się tonąć w ogrodach, których barwy są piękniejsze od znanych nam kolorów. Albo inaczej – barwy, których nie ogarnęłaby nawet paleta barw Photoshop’a.

W Rabacie zamieszkuje Muhammed VI, obecny król Maroka oraz jego rodzina

Jest on jednym z najbardziej zamożnych polityków na świecie. Jego małżonka Salma Bennani jest jedyną w historii Maroka kobietą, która otrzymała zaszczytny tytuł księżniczki. Żadna inna kobieta w świetle prawa nie znaczyła tam więcej niż ona.

Stolica Maroko

W mieście w strategicznych punktach zaobserwować można najważniejsze siły zbrojne państwa. Gwardia Królewska w czerwonych mundurach wygląda dostojnie i choć powinna budzić respekt wzbudza jedynie podniecenie turystów, którzy bez opamiętania trzaskają zdjęcie za zdjęciem. Choć jest to odrobinę zabawne „gwardia modeling-owa” nie wygląda na zniesmaczoną tym faktem.

Jak już wcześniej mówiłam – stolica jest czysta, zadbana i mogłaby stawać w konkury z niejednym europejskim miastem o to, które z nich ma więcej uroku.

Faktem jest że miasto jest administracyjne, więc wszystko kręci się wokół rządu. Zabytki są i turystów również nie brakuje, ale nie ma tu natłoku sklepów z odzieżą, zegarkami, biżuterią i tak dalej. Mam na myśli przede wszystkim nową część miasta. Bo medina (stara dzielnica) rządzi się własnymi prawami. Często „prawa” te mogłyby stanowić punkt rozważań nad tym czy bezpieczeństwo w Maroku jest faktyczne.

Main medina gate in Rabat

Jeszcze nie przekroczyliśmy bram mediny kiedy podszedł do nas Marokańczyk w średnim wieku. Szczerzył zębiska ile sił, choć jego uzębienie pozostawiało wiele do życzenia. Stwierdził, że poszukujemy hotelu, choć ani o to nie pytał ani my o tym nie wspominaliśmy.

Wyjąkaliśmy, że owszem poszukujemy taniego hotelu, a ten chwycił za adasiową rękę i pognał ciągnąc go za sobą w głąb wąskich uliczek. Po chwili puścił Adasia i ile sił w nogach ruszył przed siebie co kilka chwil sprawdzając czy wciąż za nim podążamy. Robił to na tyle często, że uciec i schować się przed gościem się nie dało. Po drodze odwiedziliśmy kilka hoteli za jego namową, ale wszystkie okazywały się za drogie. Za każdym razem zmuszeni byliśmy do oglądania pokoi. To oczywiście sprawiało, że traciliśmy sporo czasu.

Staraliśmy się spławić przewodnika ale był nieugięty

Wprowadził nas w wąską uliczkę. Sprzedawano tam głównie pieczywo, suszone figi i wiele odmian orzechów. Chodnik zapluty, po ulicy biegają myszy, a wygłodniałe koty się za nimi uganiają. Dzieciaki grają w piłkę, ale zauważywszy nas zaczynają powtarzać w kółko – monsieur dirham sil vous plait! (poproszę dirhama!). Tutaj dzielnica rządowa straciła zasięg. Urok starego miasta jest taki, że tam gdzie kończy się turystyczna część widać jak wszystko wygląda na co dzień. 

Targ Rabat

Na wspomnianej wąskiej uliczce mieścił się hotel. Weszliśmy do środka, rozpoczęliśmy negocjację ceny. Jej rezultat nie podobał się nam, ale przystanęliśmy na cenę 110 MAD (około 11 euro) ponieważ w cenę wchodził prysznic. Wszystko dzieję się szybko. Recepcjonista rozmawia  po arabsku z facetem, który nas tu przygnał. Samo to brzmi już jak wybuch trzeciej wojny światowej! Po chwili któryś z nich zaczyna na nas wrzeszczeć i domagać się podania naszych paszportów. Sytuacja bardzo nas zdenerwowała.

Odmówiliśmy wszystkiego, odwróciliśmy się na pięcie i rozjuszeni wyszliśmy z budynku. To jednak nie był koniec.

Przewodnik wybiegł za nami z impetem i zaczął krzyczeć abyśmy oddali mu pieniądze. Zapytaliśmy o jakie pieniądze chodzi, a w odpowiedzi poinformowani zostaliśmy, że o te za które zostaliśmy tutaj przyprowadzeni. Próbowaliśmy wyperswadować facetowi, że wspominaliśmy na początku, że nie mamy pieniędzy. Nie stanowiło to jednak dla niego żadnego problemu – chętnie wskazałby nam gdzie jest bankomat. Odmówiliśmy. Marokańczyk zaczyna wydzierać się, że chce swoje 300 MAD, a my z kolei podnosimy wrzask, że za żadne skarby nie oddamy mu ot tak 30 euro! Miarka się przebiera. Gość podwinął rękawy i zaczął szarpać się z Adasiem. Starałam się im przeszkodzić, ale bezzębny pseudo-przewodnik odepchnął mnie i dorzucił, że jestem kobietą i nie mam prawa się wtrącać. Minęła chwila zanim uświadomił sobie, że faktycznie niczego z nas nie wyciśnie. Ze wściekłością odwrócił się od nas i krzyknął coś w swoim języku.

View at the street in Rabat

Stolica Maroka jest różna. Jest cicha i spokojna tam gdzie gnieździ się cała śmietanka towarzyska kraju. Jest też głośna i brudna tam, gdzie ci z rządu nie chadzają na zakupy. W Rabacie nie można raczej liczyć na rabat. Kolor skóry sam w sobie świadczy o „zamożności”, a z bycia turystą trudno się wytłumaczyć. Bezpieczeństwo w Maroku nie powinno być traktowane jako lekki temat. Wystarczy trochę niewiedzy i zbyt duży kredyt zaufania aby wpakować się w kłopoty podobne do naszych.

1 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. S.Tap. napisał(a):

    Świetne… :) Fajnie opisane utarczki ekonomiczno – kulturowe

  2. Alicja napisał(a):

    Witam, wybieram sie z mężem na 7+7 5 maja br i trochę jestem przerażona różnymi wpisami o bezpieczeństwie i czystości, czy warto brać ze sobą jakis suchy prowiant i grzałkę?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *