RUINA GRODU – Ballada o trzech bohaterach…

Ta historia jest pełna dobrych wspomnień. Ruina grodu, o której będzie tu mowa to jeden z celów naszych wojaży. Oczywiście osiągnęliśmy go i mamy z tego ogromną satysfakcję. Jednak czymże ona jest wobec przeżyć, które towarzyszyły nam w podczas tamtej wyprawy… 

Ruina grody Chwalimierz

Wojtek jest naszym czytelnikiem. Któregoś dnia skomentował jeden z naszych postów i zagaił temat grodziska w chwalimierskim lesie. Tego grodu szukałam niejednokrotnie i zawsze z zerowym skutkiem. Kiedy więc usłyszałam, że ktoś wie jak tam trafić – od razu zagaiłam rozmowę. Nie czekałam na odpowiednią chwilę, tylko umówiłam się na wspólną wyprawę w najbliższą niedzielę. Tak więc wparowaliśmy z Frutkiem Wojtkowi „na chatę” i wyciągnęliśmy go do lasu…

To w telegraficznym skrócie. Cały ten początek jest jedynie krótkim wstępem do tej niezwykłej wyprawy. Bo choć ruina grodu to temat tego wpisu, to jest to tak naprawdę jedynie tylko jego tło. 

Przyjechaliśmy do Ciechowa ze Środy Śląskiej rowerem. Frutek w koszyku zajechał jak w karocy pod drewniany uroczy domek na końcu wioski, tuż pod lasem… Spojrzałam i pomyślałam – ale czad! Domek jak z bajki, w jego tle jesienny las. W tym domu sama dobra energia zapewne jest, inaczej być nie może. Nie byłam nawet odrobinę skrępowana, kiedy zapukałam do drzwi, choć nigdy wcześniej nie widziałam ludzi, których zamierzałam odwiedzić. Czuło się tam, że to dobre miejsce jest dla Nieustannego Wędrowania. 

Drzwi otworzyła mi Gosia, siostra Wojtka i zaprosiła nas z Frutkiem do środka. Wyprawa była jeszcze w stanie organizacyjnym. Nie wszyscy uczestnicy byli gotowi. Tak więc poczęstowano nas ciastem domowej roboty i napojono. Poznałam wtedy również żonę Wojtka – Małgorzatę i Łukasza – jego szwagra. W całej tej atmosferze totalnego zamieszania znajdowały się również dzieci. Trzech chłopców, z których najstarszy ma pięć lat. Tylko trzech, a miałam wrażenie, że to żywioły w czystej postaci. Trzech – jak żywe srebro, jak lawina życia i nieposkromionej energii. Trzy maluchy, które kiedy dorosną, to mój Boże – ziemia trząść się będzie, kiedy zaczną po niej biegać, bo teraz to jedynie tylko z lekka drży…

Ruina grody Chwalimierz

Ruina grodu – wyprawa

Dziewczyny zostały w domu, a Wojtek i Łukasz wyruszyli z nami i z synami do grodziska. Wszyscy dorośli szli na piechotę, ale chłopcy jechali na rowerach. Łukasz prowadził wózek dla Leosia (Leon jest jego synem) – bo jako, że najmłodszy miał jeszcze spore wymogi. Gdyby nie dawał rady na rowerku, mógł przesiąść się na wygodną spacerówkę. Leon ma dwa i pół roku i już ma plany na przyszłość. Chce zostać kierowcą… Wprawdzie najpierw chciał być jedynie chłopczykiem, ale w sumie jedno drugiemu nie przeszkadza w niczym i wcale rezygnować nie musi z niczego.

wyprawa do lasu

Wojtek jest tatą Adama i Filipa. Adaś chce w przyszłości zwiedzać świat. Ma doskonały zmysł orientacji w terenie i już zaczyna sięgać po lekturę podróżniczą. Filip marzy w przyszłości o tym aby zostać czołgiem… Rozumiemy oczywiście co ma na myśli, i że oznacza to, że pragnie zostać żołnierzem. A mały Leoś póki co, jak wspominałam wcześniej zmienia plany na przyszłość jak rękawiczki.

Chłopaki nie płaczą…

Adam ma pięć lat. To już prawie mężczyzna, ale teraz ciężko jeszcze zauważyć to gołym okiem. Filipek jest jeszcze chłopczykiem, ma dopiero trzy latka i jego rowerek jest bardzo dziecinny. Filipek jednak rośnie w oczach i dogania brata z minuty na minutę. Adaś natomiast na swoim „doroślejszym” już rowerze  znika za zakrętami i robi więcej kilometrów aniżeli jest to konieczne. Chłopcy bez przerwy zaliczają glebę na tych swoich rumakach. Żaden nie marudzi, upadną, potłuką się, wstają i jadą dalej. Wojtek się nad nimi nie rozczula. Nie  dlatego, że ich nie kocha, ale dlatego, że jest właśnie wręcz przeciwnie. TAK ICH WYCHOWUJE. Na twardzieli. Na prawdziwych mężczyzn, którzy nie płaczą bez powodu…

Ruina grody Chwalimierz

Miałam wrażenie, że las to ich środowisko naturalne. Chłopcy nie boją się przyrody i dzikich zwierząt. Ja to nawet myślę, że oni nie boją się niczego. Zazdroszczę im tego…

wyprawa do lasu

Ruina grodu – Gdzieś w środku wielkiego lasu…

Kiedy myślę o tym chwalimierskim lesie zawsze przychodzi mi na myśl takie powiedzonko. Taki żarcik, że są tylko trzy miejsca na świecie, gdzie naprawdę warto pojechać. To jest Las Palmas, Las Vegas i las Chwalimierz…

Ruina grody Chwalimierz

Ten las jak się okazuje jest bardzo tajemniczy. W swoich ostępach kryje historię zamierzchłą, o której mało kto wie. Do starego grodziska docierają grzybiarze, leśnicy, ale zwiedzać to tu raczej rzadko kto przychodzi. Na pierwszy rzut oka to tylko fragment lasu z dziwnymi wałami, który większości ludzi niekoniecznie wydać by się mógł czymś nietypowym. Do grodziska nie prowadzi żaden oznaczony szlak. Żeby więc dotrzeć tam w celach turystycznych, trzeba wiedzieć gdzie gród się znajduje. Bez przewodnika odnalezienie go w lesie o takich gabarytach jest raczej niemożliwe. Chyba, że sprawi to zwykły przypadek… 

Ruina grody Chwalimierz

Na miejscu stoją dwie tablice informacyjne. Na jednej informacja jest taka, że grodzisko pochodzi z czasów miedzy XIII a XIV stuleciem, a na drugiej, że czasy to są od X do XII wieku. Skoro takie widać tu niezdecydowanie, przyjmijmy, że grodzisko istniało tu między dziesiątym, a czternastym stuleciem. W niczym tutaj historii nie będziemy ujmować, bo czasy te jak najbardziej sprzyjają takiemu sposobowi na życie.

Ruina grodu – Leśni ludzie

Wiemy również, że w Chwalimierzu w czasach średniowiecza uprawiano winorośl. A skoro ją uprawiano, to zapewne nie w tym lesie. To już przeskok w tej historii z miejsca grodziska do dzisiejszego Chwalimierza, o którym jeżeli ktoś pisze i opowiada jego historię, to zaczyna nawet nie od wina, ale od von Kramsta i jego bajecznego pałacu na wzgórzu. Rzadko kto zagłębia się dalej w mroki średniowiecza i przychodzi do tego grodziska w lesie, gdzie wszystko się zaczęło. To tutaj powstał gród, zwany Chwalimierz. Na niewielkim terenie, który otoczony jest wałami mieszkali leśni ludzie. Wówczas zapewne las ten był jeszcze bardziej dziki i jeszcze bardziej ogromny. Gdybyśmy znaleźli się tutaj tysiąc lat temu, zamiast pustego placu zobaczylibyśmy chaty drewniane, paleniska tlące się przed nimi, ludzi krzątający się tutaj przy swoim dobytku, psy, kozy i kury, dzieci rozbiegane… A wszystko to za ogrodzeniem drewnianym, wysokim, przed którym zapewne jeszcze wyższe aniżeli dziś usypane były wały i prawdopodobnie woda w fosie broniła dostępu do osady. Polowano tu z łuków na dzikiego zwierza i życie toczyło się w ciągłym stanie zagrożenia, skoro taka dzikość dokoła i czasy nakazujące budowanie obwarowań. Ale dziś tam jedynie cisza…

Ruina grody Chwalimierz

O grodzisku tym naprawdę niewiele napisano i niewiele się nim zajmowano. Nie mam pojęcia czy prowadzono tu jakiekolwiek prace archeologiczne, a jeżeli nawet – to czy przyniosło to jakiekolwiek namacalne efekty? Wydaje się, że dowody w postaci przedmiotów codziennego użytku, które mogłyby się tutaj pod ziemią znajdować – nie są dla nas dostępne, bo nikt ich nigdy nie wykopał. Cóż więc wiemy o tym miejscu? Tylko tyle, że dawniej istniała tu osada, najprawdopodobniej kultury łużyckiej i na trop tego miejsca naprowadzają nas treści pisane w języku niemieckim. I to by było na tyle…

Ballada o trzech bohaterach… 

Skoro więc brakuje nam faktów, artefaktów i choćby trochę gdzieś przez kogoś opisanej historii tego miejsca – sami sobie ją napiszemy. Będzie to ballada o trzech bohaterach. Zdarzenie to jest faktem, miejsce i czas jego można określić z dokładnością do co dnia i godziny. 

Oto trzech naszych bohaterów – szybki jak żbik Adaś, nieprzewidywalny w działaniu Filip, i nieustępliwy Leon. Ci trzej wybrali się na tę wyprawę aby odnaleźć miejsce dawnego grodziska. Droga to była długa, warunki ekstremalne, dokoła w ostępach leśnych czaiły się dzikie zwierzęta. Bohaterowie nasi byli jednak nieustraszeni. Jedynie tylko dzięki ich wytrwałości i odwadze szczęśliwie dotarliśmy na miejsce nie gubiąc się w tej dziczy…

Ruina grody Chwalimierz

Ruina grodu – Drobiazgowa lustracja terenu

Tak rokujący na przyszłość bohaterowie doprowadzili nas pod swoją eskortą do miejsca, którego poszukiwaliśmy. Od razu zaczęli lustrację terenu. Bardzo trudno było ich wszystkich naraz sfotografować, bo pracowali bardzo energicznie i niezmiernie szybko przemieszczali się z miejsca na miejsce. Kiedy próbowaliśmy zrobić sobie wspólną, pamiątkową fotografię przy jednej z płyt informacyjnych, skupienie wszystkich ich razem graniczyło z cudem.

Ruina grody Chwalimierz

Nawet jeżeli przez chwilę stali obok siebie, była to zbyt krótka chwila aby zdążyć zrobić nierozmazane zdjęcie. Bohaterowie nasi penetrowali więc teren grodziska. Biegali w wąwozie, turlali się z jego najwyższego punktu w dół, wkraczali na podmokły teren fosy, odczytywali informacje na płytach.

Ruina grody Chwalimierz

Wojtek potrząsał drzewami, tak żeby spadały z nich złote liście, a chłopaki uganiali się za nimi rozbawieni. Ruina grodu ożyła na chwilę. Było tam głośno i wesoło. Słowiańscy bogowie, którzy zapewne nadal tu mieszkają musieli mieć niezły ubaw na widok takich wyczynów.

Zrobiliśmy solidny obchód terenu. Ruina grodu Chwalimierz to temat dla ludzi z wyobraźnią, bo tylko ona może rozchylić mroki tej historii, oświetlić plener, pozwolić poczuć woń palącego się ogniska, usłyszeć słowiańskie pieśni, którymi ongiś ludzie na tej ziemi umilali sobie czas. Ta mała osada kiedyś była miejscem, w którym toczyło się na poważnie życie pełne zwykłych ludzkich zwyczajów. To mógłby być pierwowzór każdej wioski i miasta tego terenu. Tak mogłoby wyglądać nasze życie, gdybyśmy urodzili się tysiąc lat temu. W takim właśnie miejscu moglibyśmy przyjść na świat. A tutaj ani internetu, ani telewizji ani telefonii. Nie ma bieżącej wody z kranu i nie ma gazu. Całkowity survival. Dzisiaj to SZTUKA przetrwania, a wtedy było to ZWYCZAJNE  życie… 

Ruina grody Chwalimierz

Nasi bohaterowie dali z siebie maximum energii. Poświecili nam swój czas, a to rzecz najcenniejsza. Gdyby nie oni nigdy nie dotarlibyśmy w tamto miejsce. Ich rola była w tej wyprawie najistotniejsza. To właśnie dzięki nim ruina grodu w chwalimierskim lesie nie jest już nieznaną i tajemniczą… 

Wpis ten dedykujemy trzem bohaterom naszej opowieści – Adamowi, Filipowi i Leonowi,  którzy w sposób nadzwyczajnie zaskakujący przyczynili się do zebrania materiałów potrzebnych do napisania tej historii.

 

 

 

6 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

2 komentarze

  1. Wojciech napisał(a):

    Oby więcej takich wspólnych wypraw :)
    Polecamy się i jeszcze raz dziękujemy za ogromne zaangażowanie w kreatywny opis naszej wspólnej wycieczki :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *