Spacer po Tartu. Ile dźwięków można usłyszeć w ciszy?

Tartu jest drugim co do wielkości estońskim miastem. To bardzo zabawna sprawa, bo miasteczko wcale nie jest specjalnie duże. Mówi się o nim, że jest kulturalną stolicą państwa. Zapewne ma to związek z tym, że co roku przyjmuje ono całkiem sporą liczbę studentów. Klimatem przypomina ono Wrocław, choć w nim wielokulturowość jest widoczna jeszcze bardziej. Spacer po Tartu zapisał się w mojej pamięci jako coś  niezwykle pięknego, choć tak naprawdę była to zwyczajna przechadzka po jego obrzeżach. Tam nad rzeką, pośród błota i pożółkłych liści, gdzieś na końcu świata patrzyłam przed siebie i wiedziałam tylko to, że jest pięknie.

Spacer po Tartu

Spacer po Tartu sprzyja układaniu się myśli.

Przez Tartu przepływa rzeka, która łączy ze sobą największe estońskie jeziora. Emajogi stała się dla mnie głównym wątkiem podczas mojej włóczęgi po okolicy. Aby dostać się nad jej brzeg musiałam trochę utonąć w błocie. Właściwie podczas tego spaceru moje buty zmieniły kolor z białego na ciemnobrązowy. Rdzawe barwy jesieni stanowiły ramę każdego z odwiedzonych przeze mnie miejsc. Tak jakoś wyszło, że zamiast odkrywania kolejnych tajemnic starego miasta wolałam włóczyć się wśród gęstwiny krzewów. W głowie rozbrzmiewał mi jeden wers piosenki zespołu Hey: „A jutro znowu pójdziemy nad rzekę…”. Reszty utworu nie potrafiłam sobie przypomnieć, ale fragment, który mimowolnie wciąż odtwarzał się w mojej głowie działał kojąco na moją duszę.

Usiadłam na jednej z licznych ławeczek ustawionych nad brzegiem rzeki. Nie miałam przed sobą zbyt pięknego krajobrazu. Dom wybudowany w bardzo nowoczesnym stylu zdobił drugą stronę Emajogi. Liczne balkony, kilka ścian, które właściwie zbudowane były z okien. Całość pomalowana była na któryś z odcieni szarości. Zapach potężnych pieniędzy albo jeszcze większego kredytu unosił się w powietrzu. Jeżeli tam gdzie znajdowała się moja ławeczka, teren pozostanie tak dziewiczy jak teraz przez kolejne kilkadziesiąt lat, to właściciele tej gustownej bryły zawsze będą mieli piękny widok z okna. Jeżeli jednak powstanie tam kolejne osiedle, supermarket albo biurowiec… miejsce to na zawsze straci swój niepowtarzalny klimat.

Spacer po Tartu

Spacer po Tartu i mieszkania w rolce papieru toaletowego.

Myślałam, że nie istnieje drugi taki budynek, który podobnie jak Sky Tower działałby mi na nerwy. Wyjątkowo mi się nie podoba ten wrocławski wieżowiec. Być może gdyby nie był on tak samotny w obrazie miasta wzbudzałby we mnie inne uczucia. Póki co jednak należę do grona ludzi, którzy mają na niego alergię. W Tartu  dane mi było zobaczyć budynek, przy którym Sky Tower jest całkiem urodziwy. Estoński przykład wieżowcowej sztuki współczesnej jest podobno najdroższym z możliwych punktów jeśli chodzi o kwestię wynajmu czy też kupna mieszkania w Tartu. Cały problem polega na tym, że budowla ta przypomina rolkę papieru toaletowego.

Odnoszę wrażenie, że architekt, który odpowiedzialny był za stworzenie tego projektu był posiadaczem bardzo dziwnego poczucia humoru. Patrzyłam na tę wątpliwej urody bryłę i nie potrafiłam nadziwić się temu jakim cudem budowa czegoś tak paskudnego jest legalna. Nie mniej tego, chętnych na mieszkanie w rolce papieru toaletowego nie brakuje.

Spacer po Tartu

 Spacer po Tartu – kilometry pokonywane w ciszy.

Nie istnieje chyba nic piękniejszego niż cisza, która w żaden sposób nie krępuje. Milczenie, które nie wymusza w nas intensywnych myśli o tym aby jak najprędzej je przerwać. To dokładnie ten rodzaj ciszy, który towarzyszy zakochanym, ten który jest tak samo wartościowy jak najpiękniejsza rozmowa. W tym wypadku cisza była w szeleście liści, w szumie wiatru i kroplach drobnego deszczu, który niepewnie uderzał o ziemię. Być pośród dzikiej przyrody w niemal samym centrum miasta jest doświadczeniem niezwykłym. I taka właśnie jest Estonia. Dzika, choć jednocześnie tak mocno pochłonięta przez nowoczesność. To istny raj dla tych, którzy nie chcąc rezygnować z wygód życia, których dostarcza nam technologia, pragną również spokoju jaki można odnaleźć pośród przyrody. Takie uczucia wzbudza we mnie to państwo na północnym krańcu Europy.

Życie żongluje nami zachowując przy tym jedynie pozorny ład. Tak naprawdę ono samo nie wie, która z piłeczek wpadnie kolejna do jego ręki. Na co dzień jesteśmy w stałej komitywie z hukiem i chaosem. Dlatego warto znaleźć sobie takie miejsce na ziemi, które umożliwi nam to aby nie myśleć o niczym innym niż o tym jaki zapach ma powietrze tam gdzie się znajdujemy. A jeśli jesteśmy zbyt leniwi by zacząć go szukać to… pozwólmy się mu znaleźć. Czasami warto postępować w myśl zasady, że jeśli nie wiemy co zrobić to nie powinniśmy robić nic.

Stare miasto i jego krzywe oblicze.

O starówce w Tartu można powiedzieć wiele. Wśród zasługujących na uwagę rzeczy znajduję się choćby ratusz, który swoją pamięcią sięga końca osiemnastego wieku. Mogłabym się nim chwilę pozachwycać, ale niestety pałam żywą niechęcią do zabytków, które występują w barwach różu oraz żółtego. W chwilach gdy widzę tak pomalowane bryły na horyzoncie, zaczynam żałować, że nie mogę przełączyć wzroku na tryb czerni i bieli. Na szczęście brukowane centrum miasta, urocze kamienice i spokój płynący z estońskich twarzy rekompensował mi ten ohydny odcień w stylu barbie na ścianach osiemnastowiecznego zabytku.

Lubię krzywizny. To trochę niezasadne ponieważ z założenia są one niezbyt pożądanym efektem, ale mi się one po prostu podobają. Krzywe sufity na poddaszach zawsze zwracają moją uwagę. Nie lubię idealnie gładkich ścian, wolę gdy są na nich widoczne niedoskonałości. Wynika to pewnie między innymi z tego, że nie jestem zbyt dokładną osobą. Przechodząc do meritum sprawy – krzywe budynki mnie fascynują! Uwielbiam ten moment gdy chcąc sfotografować przekrzywioną wieżę lub inne cudo architektury jestem zmuszona szukać prostego punktu odniesienia. Dlatego też krzywy dom w Tartu wyjątkowo mocno odbił się w mojej pamięci. Mam nadzieję, że mieszkający w nim mają prostą podłogę, bo ta akurat taka powinna być zawsze.

Spacer po Tartu

Ten spacer po Tartu jest dla mnie wyjątkowo miłym wspomnieniem. Myśl o nim przywołuje na mojej twarzy uśmiech. Weselą mnie myśli. Zarówno te, które pojawiły się jedynie w mojej głowie, jak i te, które wypowiedziałam na głos. Usłyszała je otaczająca mnie natura, błoto przyklejone do moich butów i wiatr, który wtedy wiał zza moich pleców. Dotykał moich pleców i dłoni, z lekka niepewnie, jak gdyby nie był do końca przekonany czy wieje naprawdę.

2 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *