ZAKAZ WSTĘPU – Tam nie wolno wchodzić…

Zakaz wstępu towarzyszy nam we wszystkich niemal podróżach. Zawsze trafimy na niego celowo, bądź przypadkiem. Taki jest już urok naszego nieustannego wędrowania, że najbardziej interesują nas miejsca, do których wejść nie wolno. Oczywiście, że nie wszystkie próby złamania takiego zakazu się udają. Czasem za takim zakazem kryją się niespodzianki. Druty kolczaste, kamery i psy spuszczone z łańcucha. Wówczas grzecznie prosimy o pozwolenie sfotografowania interesującego nas obiektu, ale przeważnie wówczas jest tak, że nici z udzielenia nam zgody. 

zakaz wstępu

To właśnie zauważyłam podczas naszych wojaży. Jeżeli prosisz grzecznie i tłumaczysz, że fotografujesz jedynie celem zarchiwizowania obiektu\zabytku i robisz to jedynie z miłości do historii – to często, gęsto jesteś odpędzany i traktowany wrogo. Liczne podobne sytuacje nauczyły mnie, że wszędzie tam, gdzie zakaz wstępu się pojawia złowrogo na naszej drodze, należy podchodzić cicho, bez nagłaśniania swojej wizyty, robić fotografie szybko i dużo, a dopiero potem podchodzić bliżej i legalnie prosić o możliwość uwiecznienia obiektu na zdjęciach.

Byłam całkiem niedawno w takiej sytuacji, kiedy poprosiłam o sfotografowanie starego grobowca, który stał na niby prywatnej posesji, przy wjeździe do której nie było zakazu wstępu.

Właściciel terenu mieszkał w pałacyku obok obiektu. Kiedy usłyszał, że chcę zrobić zdjęcie wyprosił mnie z terenu, który zapewne nie był aż tak prywaty jak o nim opowiadał. W pałacyku mieszkało więcej rodzin i powątpiewam w jego absolutne prawa do całości otoczenia. Grobowiec stał na skraju dawnego parku przypałacowego i rozsypywał się dosłownie w oczach. Zdjęcia nie zrobiłam, ponieważ nie chciałam wchodzić w kolizję z właścicielem działki. Ale w moim pojęciu to chodziło po prostu o to, że „pan na tych włościach” nie zajął się zabytkiem jak należy i dlatego nie pozwolił go fotografować. Mogłam się upierać przy swoim, ale odpuściłam. Wrócę tam jeszcze, ale wtedy już o nic pytać nie będę…

Zakaz wstępu 

Często omijam go obojętnie – przyznaję. To jest ryzyko wliczone w moje wędrowanie i nie potrafię już żyć bez tego.

zakaz wstępu

Oczywiście, że nie przeginam. Wszystko to ma swoje granice przyzwoitości. Ale jeżeli natrafię na zabytkowy obiekt, który jest otoczony dziurawą siatką ogrodzeniową i nikomu nie jest potrzebny, tylko niszczeje bezpańsko opatrzony tabliczką z zakazem – to wejdę tam, aby zrobić fotografie. Bo to jego ostatnie chwile i za rok, czy dwa rozsypie się i zginie bez śladu. Wtedy guzik mnie obchodzi zakaz wstępu.

Wchodzę i robię swoje. Niczego nie dotykam, niczego nie zabieram z takich miejsc – robię tylko zdjęcia. Dziś w archiwach Nieustannego Wędrowania są zdjęcia obiektów, które już nie istnieją. Właśnie dzięki takiej naszej postawie.

zakaz wstępu

Zakaz wstępu jest oczywiście zasadny.

Po pierwsze – teren prywatny to „rzecz święta”. Po drugie – zakaz wstępu w miejscach, które grożą zawaleniem jest jak najbardziej wskazany ze względu bezpieczeństwa. Zachęcam do stosowania się do nie przekazania zakazanych granic. Ja jednak nie mogę tego obiecać. Fotografowanie w takich miejscach to moje powołanie. Wiem, że ryzykuję, bo takie miejsca są przeważnie bardzo niebezpieczne. Dach się może zawalić, podłoga zapaść…

Zdarzyć się może wszystko, bo miejsca, które odwiedzam to przeważnie opuszczone stare pałace, kościoły czy inne obiekty, których stan od dawna nikogo nie interesuje. Wszędzie więc buszuję na własną odpowiedzialność. I nigdy nikogo nie zachęcam do podążania moimi śladami.

Czasami napotykam miejsca, które choć stanowią zagrożenie i mają swojego właściciela – to nie są opatrzone tabliczkami z napisem – zakaz wstępu. 

Wtedy na legalu można lustrować teren nie przejmując się niczym. Ryzyko jest to samo, zagrożenia podobne, ale różnica polega na tym, że nie trzeba wtedy stąpać na paluszkach, szeptać i skradać się. Takich miejsc bez oficjalnych zakazów jest znacznie więcej niż tych, które są nim opatrzone. Dzieje się tak dlatego, że wszelkiego rodzaju ruiny nie obchodzą nikogo w zasadzie. Ruiny pałacu czy kościoła to nie to samo co turystyczny kombajn w Książu czy Sanktuarium w Licheniu. To zabytki, o które nie zadbał nikt. Dziś mają się już tylko rozpaść, najlepiej bez kosztów, i im szybciej tym lepiej dla właściciela działki. Jak ludzie rozbiorą mury i wyniosą cegły, stare belki i podłogi – to mniej będzie do sprzątania.

Zakaz wstępu, kamuflaż i mały aparat

Zawsze jestem przygotowana na zakaz wstępu. Kiedy ma się taką wypracowaną w tym temacie świadomość, do każdej podróży przygotowuje się profilaktycznie i staram się wyglądać tak, żeby widać mnie było jak najmniej. Unikam więc kolorowych ubrań. Zero czerwieni, żółci, seledynów itp…

zakaz wstępu

Do takich akcji z zakazem wstępu zawsze używam małego aparatu. Nazywam go „mydelniczką”. Duży, wypasiony aparat fotograficzny zrobiłby zapewne zdjęcia lepszej jakości, ale za bardzo zwraca uwagę i naprawdę ciężko schować go sprawnie i szybko w razie nagłej potrzeby. Bo wszystko mogę znieść. Kiedy mnie wypraszają – jestem w stanie pokornie przeprosić. Ale zdjęć stracić nie mogę, bo są zbyt cenne.

zakaz wstępu

Tak było na początku…

Dziś sprawa ta wygląda nieco mniej skomplikowanie. Dzięki naszemu blogowi wiele drzwi się dla nas otwiera, wiele obiektów staje się dostępne bez problemów. Dostajemy zaproszenia, jesteśmy mile widziani tam, gdzie jeszcze kilka lat temu zakaz wstępu nas całkowicie obowiązywał. Coraz więcej ludzi docenia naszą pracę i dopinguje nam. Ludzie listy piszą i dają nam wskazówki i namiary na nieznane nam obiekty. Pasja, której się oddaliśmy jest nam dziś łaskawsza. Możemy więcej i korzystamy z tego. Pojawiamy się w rożnych miejscach na świecie. Opisujemy wszystko co widzimy, ale zawsze to co jest niedostępne – najbardziej nas fascynuje. 

zakaz wstępu

Zakaz wstępu jest jak przekraczanie granicy. To taki moment, kiedy pozwalam sobie na ryzyko i podejmuję wyzwanie. Towarzyszą mi wówczas najróżniejsze uczucia. Strach, ogromne skupienie na pracy, w której się zatracam. Radość i poczucie, że naprawdę nie tracę czasu. Tropienie historii i zapisywanie jej ostatnich chwil ma dla mnie sens, ponieważ ocalam ją od zapomnienia… 

8 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

3 komentarze

  1. Szary Burek napisał(a):

    Podziwiam i pozdrawiam :)

  2. FatUrbex napisał(a):

    Bardzo ciekawy artykuł a odnośnie zaproszeń zapraszam do Bolkowa na Dolnym Śląsku mamy parę ciekawych obiektów młyn hotel kino stacja PKP i jeszcze parę i zapraszam na mój kanał na YT Fat Urbex Ekipa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *