JESIENNE GRZYBOBRANIE – Pasja, która łączy Polaków

Jesienne grzybobranie pasją? Przynajmniej dla Polaków – jak najbardziej. Wiadomo, nie dla wszystkich ale procent obywateli naszego kraju, przynajmniej raz – dwa razy w roku uczestniczących w tym procederze jest naprawdę duży. Duży, w porównaniu z innymi krajami, zwłaszcza nie słowiańskimi. A co z tym Zachodem? Nie zbierają? Nie jedzą?

jesienne grzybobranie

Jedzą, choć głównie to grzyby z plantacji. Zbierają? Też… Robią to jednak głównie ci, dla których to źródło dochodu, bądź mieszkający od pokoleń na wsi, przy lesie, blisko natury. W miejscach, gdzie ta pradawna tradycja nie zanikła. Pradawna, bo to „zbieractwo„. Zbieractwo zaś starsze jest u homo sapiens niż rolnictwo, a nawet myślistwo. Tak…

…To atawizm

jesienne grzybobranie

Bardzo głęboko w nas zakorzeniony, widać w Polakach bardziej niż w wielu innych nacjach. Możliwe, że jesteśmy wciąż bliżej przyrody niż inni. Chyba coś w tym jest. Ostatnio opowiadano mi o gościach z Nowego Jorku, którzy przez całe życie nie widzieli otwartego ognia. Gdy gospodarze zorganizowali im w Polsce ognisko, kiełbaski itd, to tamci  byli bardzo wzruszeni. Piękne i straszne to zarazem. Ale na razie u nas gdy przychodzi TA pora i lato przełamuje się powoli w jesień, to…

…jesienne grzybobranie staje się faktem

jesienne grzybobranie

Dlaczego akurat „jesienne”? Bo choć są grzybiarze z tzw. wyższej półki, którzy zbierają przez cały rok, nawet zimą – gatunki o których nikt nie słyszał i byłby w szoku, że są jadalne…

jesienne grzybobranie

…to wczesną jesienią, najliczniej (przy grzybnym roku) występują gatunki najbardziej wszystkim znane i pożądane. Zaludniają się wtedy lasy, wypełniają podleśne parkingi.

jesienne grzybobranie

Ludzi z koszykami spotkać można w pociągach, autobusach, tramwajach i oczywiście w autach, czy na rowerach. Profesorowie, rolnicy, uczniowie, księgowi czy robotnicy. Przekrój społeczny nie ma znaczenia.

Ma się tego bakcyla albo nie

Ja mam, choć długo nie wiedziałem o tym i grzyby zacząłem zbierać już w dojrzałym wieku. Bo choć las był mi środowiskiem naturalnym odkąd ledwie zacząłem chodzić – to u mnie w domu tradycji grzybobrania nie było. Ot, przy okazji jak grzyb rósł przy drodze, to zerwało się go do zupy. Żeby jednak specjalnie jakieś „akcje”, to nie. To dzięki przyjaciołom, którzy pochodzą z typowo „grzybiarskich” domów złapałem tę pasję. No i połączyłem dwa w jednym.

Miłość do lasu i grzyby

Chodzę do lasu przez cały rok, a jak przy okazji uda mi się znaleźć jakiegoś grzybka – to radochę mam podwójną.

jesienne grzybobranie

Właściwie to… hmm, nie lubię jak grzybów jest mnóstwo i rosną dosłownie wszędzie. Gdy bywały takie lata, to po powrocie do domu, rozdawałem je znajomym. Wolę lekkie „polowanie” i przemieszczanie się po lesie. Dlatego idealnym środkiem transportu jest dla mnie rower. Daje w lesie wolność i mobilność. Auta używam, gdy pogoda mokra albo „łowisko” daleko.

jesienne grzybobranie

Mam taki swój podział grzybiarzy – jedni jadą do lasu „po grzyby” a inni „na grzyby„. Jestem raczej tym drugim, gdyż ważniejsze jest dla mnie samo zbieranie i jego okoliczności. Robię sobie z takiej wyprawy swój mały ceremoniał. Sprawdzam wieczorem pogodę aby przygotować odpowiedni ubiór, szykuję kanapki, koszyk, inne rzeczy. Dla mnie, sama w sobie…

…Droga do lasu

…jest bardzo ważna. Gdy ujrzę w drodze taki wschód słońca to daje mi to odpowiedni, na poły mistyczny podkład przed wejściem do lasu.

jesienne grzybobranie

Wschód – bo jesienne grzybobranie lubię zaczynać bardzo rano. Gdy las się budzi i promienie słońca zaczynają przebijać się przez wierzchołki drzew.

jesienne grzybobranie

Jak rozganiają poranne mgły, a las powoli odsłania swoje wdzięki…

jesienne grzybobranie

Wtedy, po wejściu do lasu należy przykucnąć, przysiąść pod drzewem. Oprzeć się o nie plecami i złapać kontakt z naturą. Można zjeść kanapkę, wypić piwo (jeśli jest się kierowcą, to tylko gdy pobyt planujemy na kilka godzin, aby wyparowało). Należy przestawić oczy, a raczej mózg z „częstotliwości drogi” na „częstotliwość poszukiwawczą„. Ta chwila jest potrzebna.

Ludzie mający mętlik w głowie, rozmyślający o setkach innych spraw – po prostu nie widzą grzybów

Lubię być w takiej chwili sam… Ogólnie, wolę być w lesie sam.

jesienne grzybobranie

Nie boję się, choć jestem ostrożny – bo las to las. Wchodząc do niego, mam poczucie, że po chwili zlewam się z nim, staję się jego elementem, nie ciałem obcym w nim, tylko jego cząstką. Nieraz Aneta Nieustanna pytała mnie o to, że dziki itp… Żartowałem wtedy, że mamy innych przodków. Ja pochodzę z plemion leśnych i wśród pól czuję się nagi i jak na widelcu, a ona, choć lubi las, widzi jego piękno – woli pola, przestrzenie – czyli plemiona stepowe i las ją niepokoi mocno. Żarty żartami ale może coś w tym jest? Zdaję sobie jednak sprawę, że najpragmatyczniej i bezpieczniej być w nim jednak z kimś. Najlepiej jeśli to jest wieloletni przyjaciel, z którym rozumiemy się bez słów. Wtedy też jest dobrze…

jesienne grzybobranie

Do lasu ubieram się w kolorach natury, bo to jakoś tak … naturalne. Zwłaszcza przekonałem się do ciuchów z demobilu, które nawet przechodzone, z „lumpa” są lepszej jakości niż z te z „wypasionych” marek, tzw. outdoorowych. Jednak, gdy idziemy na jesienne grzybobranie z dziećmi – bo przecież jeśli chcemy… bo czym skorupka… To lepiej dawać im kolorki kontrastowe, aby nam nagle nie zniknęły z pola widzenia…

jesienne grzybobranie

I choć lubię być w lesie sam lub maksymalnie w 2-3 osoby, to nieraz trzeba się poświęcić, jednak wtedy jesienne grzybobranie staje się bardziej piknikiem. Zawsze jednak coś tam się znajdzie.

jesienne grzybobranie

Gdy pisałem, że trzeba się przestawić na fale poszukiwawcze, taki skaner ukierunkowany na grzyby – to nie znaczy, że trzeba być ślepym na inne rzeczy. Choć w lesie niezbyt wiele jest nie leśnych atrakcji, to zawsze można np. wpaść na mega mrowisko.

jesienne grzybobranie

Lub tajemniczy, stary most  – bez śladu drogi prowadzącej do niego (już ja to wyjaśnię).

jesienne grzybobranie

Albo zagubioną w ostępach dawną leśniczówkę.

jesienne grzybobranie

Gdzie nie tylko grzybiarze ale i wędkarze znajdą swój raj.

jesienne grzybobranie

A nawet „ni stąd ni z owąd” kawałek nagrobka przy leśnej drodze…

jesienne grzybobranie

W końcu to Dolny Śląsk, a stąd jestem

Co do tego nagrobka to wydedukowałem, iż pochodzi z zagubionego w lesie poniemieckiego cmentarza, odległego od tego miejsca ok. 2 km. Widocznie ktoś kiedyś użył nagrobków z niego do utwardzenia leśnej drogi, a jakaś litościwa dusza wydarła jeden z błota i oparła o drzewo. Jest jeszcze jedna rzecz, ważna, o której chciałbym powiedzieć. Znajdując np. w lesie „kotlet”, czyli Kanię Czubajkę…

jesienne grzybobranie

i oglądając się za siebie, nie chciałbym widzieć więcej czegoś takiego

jesienne grzybobranie

Może to i zabawne ale nie dla mnie, bo dla mnie to są leśne śmieci. 

Gdy widzę coś takiego, to z chęcią stałbym się „Stalinem i Hitlerem” w jednej osobie. Coraz częściej jesienne grzybobranie staje się śmieciobraniem. Ci co wywożą śmieci do lasu to są dla mnie ostatnie (…….). Ale grzybiarze, którzy śmiecą w lesie, hmm… no tym, to całkiem nie życzę już dobrze. Kończę i pozdrawiam prawdziwych grzybiarzy, lub tych co nimi się staną.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

2 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *