Naturalny

EICHVORWERK. Dawno temu w Jastrzębcach…

Eichvorwerk to takie zapomniane dziś miejsce do którego ściągano z całej, najbliższej okolicy, żeby sobie pojeść, zabawić się, wypić coś wyskokowego i czasem potańczyć. Wszystko to znajdowało się trzy kilometry od mojego miasta, w najbliższym Środzie Śląskiej lesie.

Dzisiaj to tylko głusza, i dzicz w niej dolnośląska. Mało kto wie, że jeszcze przed końcem II wojny światowej, mieszkający w mieście Niemcy, co niedzielę urządzali sobie trzykilometrowe wyprawy rodzinne do leśniczówki, która położona była na krawędzi tego lasu.

Las

Falkenhain mit Försterei Eichvorwerk

Zastawali tam atrakcje. Na terenie tego leśnego gospodarstwa znajdowała się tancbuda pod wiatą. Był tam również mini amfiteatr, gdzie być może grano i śpiewano dla publiczności. Niemcy urządzali też w tym miejscu swoje święta patriotyczne. Tuż obok leśniczówki istniało sporych rozmiarów gospodarstwo zwane Eichvorwerk. Według moich wyobrażeń leśniczówka i folwark stanowiły całość. Położone były bowiem blisko siebie na zalesionym wzgórzu i miały jeden adres — Falkenhain mit Försterei Eichvorwerk. Przy gospodarstwie urządzony został leśny park krajobrazowy. Romantyczne ścieżki, oczka wodne, mostki, strumyczek. Po tym wszystkim zachowały się wyraźne ślady, jednak dzisiaj wielu rzeczy można się już jedynie domyślać. Ze Środy Śląskiej do Eichvorwerk prowadziła droga, która dziś już prawie nie istnieje. Od folwarku można nią było spacerować dalej, aż do leśniczówki. Stamtąd prosto do cmentarza ewangelickiego, a potem do stawu, na którym ostatecznie się kończyła wraz z terenem zielonym. Administracyjnie wówczas całość ta należała do pobliskich Jastrzębiec.

Na tropie nieistniejącego folwarku

Wszystko to bardzo lekko i łatwo się opisuje, ale dużo gorzej było dojść do tych wszystkich wniosków. Cała sprawa zaczęła się od pewnej starej, niemieckiej mapy, którą z Ines wspólnie studiowałyśmy. Na niej właśnie zaznaczono w środku tego lasu — Eichvorwerk. Nie kojarzyłam w ogóle, o co to może chodzić, przecież w tej dziczy niczego takiego nie ma. Z mapy jednak wynikało, że dawnymi laty w miejscu tym istniała mini wieś. Być może przysiółek z dużym gospodarstwem i leśniczówką.

Nie od razu jednak zaczęło się nasze śledztwo. Minęło trochę czasu i tematem Eichvorwerk zainfekował się również Sławek. Potem przyszedł maj, serca nam się znarowiły i zaczęliśmy poszukiwania…

Eichvorwerk. Podejście pierwsze

Był taki plan, żeby zacząć od starej drogi ze Środy Śląskiej. Były tam dwie opcje. Pierwsza skończyła się nam po kilkunastu metrach. Podjęliśmy próbę z drugiej strony. Któraś z tych tras musiała przecież przetrwać. Do dziś widoczna, dawna aleja spacerowa, delikatnie wbija się w ostępy i skręca ku krawędzi lasu.

leśna droga

Zaczynało się nawet bardzo miło. Leśny dukt pełen seledynowej jeszcze zieleni, ubita nawierzchnia, czyli drożna i obiecująca. Z każdym krokiem jednak nasza wesoła dróżka coraz bardziej się zmieniała, zdecydowanie na gorsze.

leśna nieistniejąca droga

Powoli znikały z mojej wyobraźni te eleganckie panie w kapeluszach, spacerujące tędy pod rękę z wystrojonymi elegantami. Im bardziej wbijaliśmy się na siłę w tę zapomnianą aleję leśną, tym bardziej stawały się one niewyraźne. Rozpłynęły się całkowicie, kiedy musiałam przenosić rower przez zwalone drzewa, wyciągać sobie dziady z włosów i zdejmować kleszcze z ubrania. Frutek znikał mi z oczu. Sławek szedł pierwszy, lustrując teren. To była prawdziwa dżungla. Ukrop nie do opisania. Dokoła odgłosy dzikich zwierząt. Sarny jakieś czy dziki, zrywały się jak szalone w tych chaszczach i uciekały przed nami, robiąc przy tym dużo hałasu. Ale to cały czas była właśnie ta droga, którą widziałam na starej niemieckiej widokówce, po której spacerowali wytwornie ubrani goście przedwojennego Eichvorwerk.

Droga do Eichvorwerk niedaleko Środy Śląskiej

Ścieżka zwierząt

Ten dukt w pewnym momencie zaczął zmieniać się konkretnie w leśną ścieżkę zwierząt.

W trudnym terenie

Błoto i wilgoć. Ślady po dzikach, które tutaj urządzały sobie toaletę. Trasa wyprowadziła nas na pole przy dzisiejszym kurniku za miastem.

Droga do Eichvorwerk niedaleko Środy Śląskiej

Wyleźliśmy tam z tego buszu, przechodząc przez stare ogrodzenie z drutu kolczastego. Czułam się jak Jana z dżungli. Styrana i spocona jak koń po westernie.

w trudnym terenie

Zaczęłam się na poważnie zastanawiać, czy aby dzisiejszy kurnik między Środą Ślaską a Proszkowem, nie stał przypadkiem centralnie na miejscu dawnego folwarku? Jednak Sławek absolutnie nie chciał przychylić się do mojej teorii, która według mnie miała sens. Sugerowałam, że może stara mapa nie jest tak dokładna, za jaką ją uważamy. Sławek ostatecznie nie dał się przekonać i musieliśmy pozostać wierni dawnym zapisom.

Znaleźliśmy sobie kawałek łąki pod drzewem. Rozłożyliśmy się tam obozem z grillowaną kiełbasą. Byliśmy styrani i głodni. I trochę źli, że z naszej wyprawy guzik wyszło…

Piknik "na dziko"

Jednak po posiłku padło hasło, żeby spróbować jeszcze raz. Tym razem od strony starego cmentarza w Jastrzębcach.

Eichvorwerk. Podejście drugie

Pojechaliśmy rowerami do Jastrzębiec i za krzyżówką skręciliśmy w cmentarną drogę. Z tego miejsca chcieliśmy namierzyć trasę do leśniczówki i dalej do folwarku. Lustrowaliśmy teren nekropoli, szukając śladów alejki. Szybko jednak musieliśmy przenieść się na samą krawędź lasu, na pole.

w terenie niezabudowanym

Busz tam był nie do przebycia z naszymi maszynami. Co jakiś czas zostawialiśmy rowery pod drzewami i wchodziliśmy w knieje, próbując namierzyć jakikolwiek ślad leśniczówki albo chociaż drogi do niej. Przeczesywaliśmy teren krok po kroku.

Las

Było już naprawdę późno, nawet jak na majowy wieczór, kiedy z tej dżungli bez dróg, pełnej roślinności tak gęstej, że świata nie było przed sobą widać, niespodziewanie weszliśmy w oazę przestrzeni.

wieczorem w lesie

Drzewa rosnące w przyzwoitych odstępach, zero chaszczy. Pagórki i rowy jakby po wąskich strumykach. Podmokłe dziury w ziemi, jakby po oczkach wodnych. Wypiętrzenia terenu idealne do stworzenia punktów widokowych. Wyraźnie widoczne, wijące się między drzewami alejki, jakby parkowe…

Wieczorem w lesie

Marsz nieistniejącą drogą

Szukaliśmy ruiny leśniczówki, ale zaczynało się ściemniać i czas nam się powoli kończył. Wszystko tam tak bardzo pasowało do folwarcznego miejsca na imprezy i wypoczynek, które uwiecznione zostało na starej niemieckiej widokówce. Jednak sprawa wówczas nie została ostatecznie wyjaśniona, a Sławek dostał obsesji na punkcie tego miejsca. Fakt, że nie mogliśmy go w stu procentach namierzyć, doprowadzał go do pasji. Rozmawialiśmy o tym niemal bez przerwy. Nawet wtedy, gdy byliśmy na wyprawach w innym miejscu. Kiedy nie przebywaliśmy razem, pisaliśmy do siebie, notorycznie wałkując ten temat. Miałam już dość tej leśniczówki i w sumie mogłabym odpuścić. No przecież jak nie ma, to nie ma! Pomimo tego, któregoś listopadowego dnia postanowiliśmy spróbować jeszcze raz. Tym razem zaatakowaliśmy od strony dawnego folwarku w samych Jastrzębcach. Droga ta wprawdzie od dawna już nie istnieje, ale można było wędrować tuż przy niej, przez pole…

Eichvorwerk. Podejście trzecie

Droga z folwarku w Jastrzębcach prowadziła ongiś prosto do leśniczówki. Zaparkowaliśmy auto na ścieżce i ruszyliśmy w kierunku lasu. Aleja była całkowicie nie drożna, zarośnięta bez pardonu. Maszerowaliśmy wzdłuż niej, idąc po mokrej, zaoranej ziemi. Nieco dalej zanurzyliśmy się z lekka w ostępy, i tam trafiliśmy na obsadzoną żywopłotem ze śnieguliczki aleję, która zaczęła prowadzić nas płynnie i bardzo stanowczo. Wydawało się, że trafiliśmy na fragment oryginalnej drogi do Eichvorwerk, którą nadal można było używać. Żywopłot od lat nie był tam przycinany, ale zachowywał formę i był świetnym drogowskazem. Dotarliśmy do linii lasu, a aleja cały czas wskazywała kierunek. Skręciliśmy w prawo i w chwilę potem zgubiliśmy trop. Jednak nie powinno to się wydarzyć, ponieważ przechodziliśmy przez stary drewniany mostek. Potem lekko pod górę i co?… koniec drogi? No niemożliwe! Chyba… że dotarliśmy do celu.

Droga do Eichvorwerk

Porażki i wiwaty

Stanęliśmy tam jak dwa barany i gapiliśmy się dokoła siebie. Drogi dalej już nie było. Tu wzgórek, tam pagórek, a jeszcze dalej jakiś dawny punkt widokowy, górujący w terenie. Drzewo namierzyliśmy stare, inne od wszystkich, ale poza tym nic. Tylko las.

Droga do Eichvorwerk

Na zwalonej kłodzie rozłożyliśmy się z kawą i przeżywaliśmy porażkę. No ja już odpuściłam. Miałam powyżej uszu tej poniemieckiej Żołędnej Góry i jej tajemnic.

Droga do Eichvorwerk

Cały ten las był od początku XX stulecia do końca II wojny światowej jednym wielkim parkiem z atrakcjami, ale teraz nie ma tam nic oprócz dziczy…

Droga do Eichvorwerk

I wtedy Sławek poprosił, żebym zerknęła jeszcze do tego dołu na lewo od nas, a on rozejrzy się po drugiej stronie drogi. Rozeszliśmy się.

Weszłam głębiej do lasu, zerknęłam w tamto miejsce. Zobaczyłam cegły. Rozejrzałam się wokół. Tuż obok, poza wyrwą w ziemi leżał kawałek ceglanej ściany, i jeszcze inne drobne strzępy muru.

Eichvorwerk

Trochę dalej dość spory fragment schodów.

Eichvorwerk

Z prawej – betonowa dziura w ziemi, jakby zejście do piwnicy.

Eichvorwerk

I wszędzie twardy grunt pod nogami!

Eichvorwerk

Wołałam go radośnie:

” Zobacz! Jest! Mamy ją! Masz już! Znalazłeś Sławek tę swoją leśniczówkę…”

Eichvorwerk

Tak naprawdę, to znaleźliśmy jedynie miejsce po niej, z dowodami na jej istnienie, w postaci resztek po zabudowie. Jednak udało nam się namierzyć ten obiekt i tylko to się wówczas liczyło. Czasami w naszych wyprawach chodziło jedynie o to, aby dotknąć się nieistniejącego. To, co widoczne, łatwo jest opisać i sfotografować. Trudniej jest tam, gdzie niby nic nie ma, a historia nie chce odpuścić…

Od czasu tamtej wyprawy, w Nieustannym Wędrowaniu sporo się zmieniło i teraz oprócz bloga mamy Wam do zaoferowania również książki, których treści nie uświadczycie na tej stronie. Poniżej znajdziecie więcej informacji na ten temat. Koniecznie zerknijcie. Zapraszamy!

Artykuł zawiera autoreklamę

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
35
OK
7
Kocham to!
6
Nie mam pewności
1
Takie sobie
1
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Dariusz

Eichvorwerk przetłumaczyłbym jako Dębowy Folwark, ewentualnie jako Folwark w Dębinie.

Kategoria:Naturalny

0 %