Komercyjny

Głębowice. Kaplica na grodzisku, klasztor karmelitów i straszne opowieści z krypty

Opowiem Wam o klasztorze, który w XVII wieku wzniósł dla braci karmelitów pewiem żołnierz, który na wojnie dorobił się sporego majątku. Opowiem Wam o tym, jak zrzucił on mundur i założył habit, aby stać się jednym z nich. Ale to nie wszystko, bo odwiedziłam miejsce jego spoczynku. Widziam trumnę, znajdującą się w krypcie w podziemiach kościoła, gdzie spoczywają jego nienaruszone niemal kości. Widziałam też inne stare, drewniane skrzynie ze szczątkami zakonników, a wśród nich tego, którego pochowano tam żywcem. Kto ma uszy, niechaj słucha…

Głębowice. Krypta pod kościołem
Głębowice. Krypta pod kościołem

Zacznę jednak od lokalizacji, musicie przecież wiedzieć gdzie znajduje się źródło tej historii. Najsampierw była Trzcinica, która po raz pierwszy na piśmie wspomniana została A.D 1245. Powodem tego zapisu w dokumentach było stwierdzenie, że sioło to, zwane wówczas Trscenez należało do wrocławskiej kapituły katedralnej. Według niektórych źródeł trzynastowieczna Trscenez pochodzi od słowa strażnica, które w kolejnych latach zostalo zniemczone. Jeżeli byłoby tak rzeczywiście, to nazwa ta sporo nam zdradza z dziejow tej miejscowości. Mam na myśli to, że na samym początku musiała być to osada konkretnie ufortyfikowana. Z wałami ziemnymi, być może z fosą i palisadami nad którymi górowały baszty. Jednak dla innych Trscenez bardziej przypominało trzcinę, stąd polska nazwa tej osady Trzcinica. W kolejnych latach przy Trzcinicy, do której wtedy dodano przymiotnik Wielka, powstały dwie mniejsze kolonie. Były to Trzcinica Mała i Głębowice. Teraźniejsze Głębowice kilka wieków temu wchłonęły Trzcinicę Wielką i od tamtej pory obie te wsie stanowią pojedyńczy twór, natomiast Trzcinica Mała (teraz Wołowska) do dziś pozostała samodzielną osadą.

Trzcinica
Trzcinica. Kaplica Matki Bożej Bolesnej

Trzcinica Wołowska i szlak kapliczek

Trzcinica Położona jest przysłowiowy rzut beretem od Głębowic. Jest jakby przedsionkiem tej miejscowości. Cudnym do niej wprowadzeniem. Już z daleka widać na wzgórzu otoczonym żyznymi polami kaplicę. Widok jest to niesamowity. Ten urokliwy obiekt sakralny wzniesiono na samym początku XVIII stulecia. W późniejszych latach była kilkakrotnie remontowana, podobnie jak w chwili obecnej. Stanowi ona centralny punkt dla wszystkich kapliczek w tej okolicy. Całość zowie się Szlakiem kapliczek poświęconych Matce Bożej Bolesnej.

Zanim jednak weszłam na tę górę, żeby zobaczyć z bliska ten maleńki kościółek, miałam okazję przyjrzeć się rzeczonym przydrożnym, barokowym kapliczkom, które są naprawdę zaskakująco ogromne. Dzięki nim krajobraz między Trzcinicą a Głębowicami jest niezwykle czarujący. Wszystkich ich jest siedem, a każda z nich poświęcona została jednej z siedmiu boleści Maryi: proroctwu Symeona, ucieczce z Egiptu, zgubieniu Jezusa, spotkaniu na drodze krzyżowej, ukrzyżowaniu i śmierci Jezusa, zdjęciu z krzyża i złożeniu go do grobu. Kiedy zjawiłam się tam po raz pierwszy z moją przyjaciółką Renią, obie byłyśmy pod silnym wrażeniem tamtej okolicy, która jest niesamowicie malownicza. Wszędzie dookoła łagodne pagórki, pola obsiane zbożem i zieleń powalająca na kolana. Ale najpiękniejsza jest tam cisza. Mały ruch samochodowy, zero ludzi na horyzoncie i dźwięki natury. To prawdziwie baśniowa kraina…

Trzcinica Wołowska
Kapliczka dolnoslaska

Kaplica matki Bożej Bolesnej

Kiedy przybyłyśmy do tego miejsca, okazało się, że kaplica jest w trakcie remontu. Oczywiście było to radosne odkrycie, gdyż zawsze cieszę się, kiedy widzę dbałość o zabytki dolnośląskie, jednak fakt ten zrujnował niestety moją romantyczną wizję sesji zdjęciowej. Obiekt zakralny znajduje się na sporym wypiętrzeniu. Jest to dosłownie taka góra na górze, którą oceniam jako najprawdopodobniej wybudowaną ludzką ręką znacznie wcześniej, zanim powstała tutaj ta budowla. Tuż obok tego zabytku namierzyłam cmentarzysko z epoki brązu.

Trzcinica Wołowska
Kaplica Matki Bożej Bolesnej wTrzcinicy Wołowskiej

Od razu powiedziałam o tym Reni, że wyczuwam tam grodzisko średniowieczne. Sądzę, że bardzo prawdopodobne jest, że na tym wzgórku ongiś stała wieża rycerska, a całość otaczały palisady. W średniowieczu umocnienia stanowiły podstawę bezpieczeństwa, więc niemal każda osada lokalizowana była w taki sposób, aby jej mieszkańcy mogli bronić się przez napastnikami z zewnątrz. Niemcy bardzo często wykorzystywali podobne miejsca wtórnie. Na terenach dawnych grodzisk urządzali cmentarze, lodownie przypałacowe, albo miejsca na ich pomniki patriotyczne. W tym wypadku nie jest inaczej. To na dawnym grodzisku powstała kaplica, która stanęła zapewne w miejscu wieży rycerskiej. Taka jest moja opinia po lustracji tamtego terenu.

Kaplica Matki Bożej Bolesnej wTrzcinicy Wołowskiej

Majdan jest na tyle duży, aby obok wieży mogła stanąć tam również stajnia i nawet ze dwie chałupy. Podgrodzie znajdowało się tuż obok, w zasięgu wzroku. Być może w przeszłości była tam również sucha fosa, ale teraz nie ma po niej śladu. Z tamtej wysokości okolicę widać jak na dłoni. Jak dla mnie są to korzenie Trzcinicy Małej z czasów, kiedy powołano ją do istnienia. Jednak najpierwsi Trzcinowianie też mogli wtórnie zająć teren po jeszcze starszej osadzie. Tak czynili koloniści z krajów niemiecko języcznych, którzy przybywali tu za czasów księcia Henryka Brodatego i na jego zaproszenie. Osiedlali się w dogodnych punktach na tej ziemi, często wczeniej zagospodarowanych przez ludy zamieszkujące tu przed nimi. Archeolodzy, którzy badali te tereny potwierdzają, że znaleziono dowody na to, iż okolica ta zamieszkiwana była już 4 tysiące lat przed naszą erą. To wieki historii kiedy ludzie ustępowowali sobie miejsca z różnych przyczyn. I zawsze coś po sobie pozostawiali. Na przykład usypane wały obronne i ubite majdany na wypiętrzeniach, gdzie można było ponownie się urządzić, zamiast pracować przy nowych. No bo w sumie po co, skoro teren pod osadę był gotowy? Koła przecież nie da się wymyślić od nowa.

Trzcinica Wołowska
Widok na Trzcinicę z terenu kaplicy

Głębowice

Patrząc dzisiaj na Trzcinicę i Głębowice, gdzie wszędzie widać ducha katolicyzmu, ciężko wyobrazić sobie, że nie zawsze tak było. W drugiej połowie XVI stulecia bowiem w miejscowościach tych mieszkali głównie luteranie. W roku 1598 Hans von Nostitz und Noês, ówczesny pan na Trzynicy Wielkiej wybudował tam kościół protestancki i szkołę dla dzieci z protestanckich rodzin. Świątynia była nieduża i bardzo skromna. Wybudowna z muru pruskiego z wieżą, posiadała drewniany ołtarz, który powstał z nieheblowanych desek oraz drewnianą chrzcielnicę. Przybywający tam na modlitwę wierni stąpali po posadce z niewypalonych cegieł. W jej podziemiach znajdowała się krypta. Spoczywali w niej okoliczni jaśniepanowie i członkowie ich rodzin. Kilkanaście lat po powołaniu do życia protestanckiego kościoła w Trzcinicy Wielkiej wybucha wojna trzydziestoletnia, która sprawiła, że na powrót katolickie znalazło się na wierzchu.

Brama klasztorna w Głębowicach
Brama klasztorna w Głębowicach

Kiedy w 1648 roku wojna się zakończyła, nastał czas pokoju westfalskiego. Śląsk był wtedy masakrycznie wyludniony, ale nie tylko przez samą zawiruchę wojenną, bo również przez głód i epidemie. Ziemia stała ugorem, bo nie było komu na niej orać i siać. Wtedy też jej wartość bardzo spadła, tak że za dosłownie grosze można było stać się właścicielem ogromnego i cennego w przeszłości majątku. Zdażało się też, że dobra ziemskie rozdawano za darmo, tylko po to, aby zaczęto uprawiać pola. W Głębowicach świątynia została zdemolowana. Nie było nikogo, kto mógłby jej bronić, bo wierni wymarli. Wtedy do akcji wkroczyli katolicy i zagarnęli kościół. Wówczas to nie była już rzeczywistość protestancka tylko katolicka. W roku 1661 Trzcinicę Wielką i Głębowice zakupił, zapewne za bezcen, cesarski żołnierz, pułkownik kawalerii Jan Adam de Garnier, który był zagorzałym katolikiem i weteranem minionej, strasznej wojny.

Jan Adam de Garnier
Jan Adam de Garnier

Jan Adam Garnier, pan na Głębowicach

Niewątpliwie jest to naważniejsza persona w dziejach tej miejscowości, którą wspomina się tam do dziś z wielkim szacunkiem. Nie dziwię się temu, gdyż w miejscowości tej znajduje się klasztor karmelitów, którego budowę on sfinansował. W obiekcie niejednokrotnie spotyka się jego podobiznę, najczęściej ukazującą go z czasów, kiedy jeszcze nie planował wstąpić do zakonu i gustował w ziemskich uciechach, jak to żołnierz. Garnier urodził się w lutym A.D 1613. Pochodził z Górnej Alzacji. Na świat nie przyszedł sam, bo towarzyszył mu Johann Henryk, jego brat bliźniak. W rodzinie Garnierów byli oni najmłodsi. Ich rodziciel, Georg von Garnier był lekarzem. Czuwał on nad zdrowiem samego księcia Maksymiliana Habsburga, natomiast matka Anna zajmowała się wychowywaniem potomstwa w liczbie jedenaściorga dzieci.

Głębowice. Klasztor karmelitów.
Głębowice. Klasztor karmelitów.

W dwa tygodnie po urodzinach bliźniaków, ich ojciec umarł, zostawiając rodzinę w bardzo trudnej sytuacji życiowej. Nie było łatwo, jednak Annie udało się wykształcić swoje pociechy. Adam uczył się najpierw u Jezuitów, a potem studiował filozofię. Kiedy osiągnął wiek męski wraz ze swoim bratem bliźniakiem, wstąpił do wojska. Obaj nastawieni byli na zrobienie kariery. I wkrótce stało się tak, że Johann urósł do rangi generała, a Adam został półkownikiem. Za swoje zasługi i wierną służbę obaj bracia szybko otrzymali nagrodę od cesarza Ferdynanda III, który nadał im tutuły baronów, a przy okazji nagrodził materialnie. W tamtym czasie Adam stał się bowiem właścicielem dóbr w Lubielu, gdzie osiadł. Od tamtej pory sukcesywnie powielał swój majątej, zakupując kolejne włości (w tym Trzcinicę i Głębowice), ale nie zapominał o dobroczynności, którą obdarzał głównie kościoły i klasztory.

Kościół w Głębowicach
Kościół przyklasztorny w Głębowicach

Jak wspominałam wyżej, baron Adam de Garnier był bardzo wierzący, dlatego często wyruszał w drogę w celach pielgrzymkowych. Stać go było na to, bo to bogacz, który jak najbardziej mógł w ten sposob manifestować swoją wiarę. Wyjeżdzał do Rzymu, Asyżu i do Loreto szukając tam wmocnienia w duchowości. Jednak na pomysł wybudowania w Głębowicach klasztoru dla karmelitów wpadł będąc w podróży do Cieplic. Jechał wówczas z dragonami, jako ich dowódzca i postanowił, że wstąpi na kolację do karmelitów w Strzegomiu. Wydarzyło się to zimą 1676 roku. Bracia zakonni przyjęli go z honorami i chcieli ugościć w najlepszym guście, jednak Garnier poprosił jedynie o zwykłą kolację, taką jaką spożywają mnisi. Siedział z nimi przy drewnianym stole jedząc skromny, prosty posiłek podczas którego nikt nie rozmamiał, bo wszyscy słuchali lektora czytającego Pismo Święte. Wtedy to właśnie nasz głębowicki bohater, zauroczony tym milczącym, pobożnym bractwem postanowił, że sprowadzi ich na swoje włości i wybuduje dla nich klasztor.

Klasztor karmelitów w Głębowicach
Oryginalne drzwi do zakrystii w kościele przyklasztornym w Głębowicach. Nad drzwiami portret Jana Adama de Garniera

Klasztor karmelitów w Głębowicach

Kiedy miesiąc później wracał z Cieplic, Adam de Garnier ponownie zapukał do klasztornych wrót w Strzegomiu tym razem po to, aby wręczyć zakonnikom dokument zawierający zamiar założenia fundacji oraz przekazanie środków finansowych na rzecz karmelitów. Była to całkiem spora suma 20 tysięcy talarów. W dokumencie tym znajdowały się również wymagania wobec obdarowanych. Garnier życzył sobie konkretnej liczby mszy świętych odprawionych w jego intencji, zorganizowanie na terenie klasztoru (tego, który dopiero miał powstać) szkoły dla 12 biedych, chłopskich dzieci (ale tylko chłopców), którzy mieli się tam uczyć czytać i pisać oraz zdobywać wiedzę o rachunkach i co najważniejsze: poznać katechizm. Ponadto wymagał od nich aby byli oni dobrzy dla ludzi, którzy wyciągną do nich rekę po pomoc. Poza tym zaznaczył, że chciałby aby nowowybudowany obiekt sakralny był zadbany. Na jego terenie przebywać miało dwunastu zakonników oraz pięciu braci bez święceń wyższych. W umowie było wyraźnie zaznaczone, że mieli oni być dobrze traktowani i niczego nie może im w tym zgromadzeniu brakować. Ten ostatni punkt napisany został zapewne pod samego Garniera, który już wtedy planował, że ktoregoś dnia wstąpi do tego zakonu jako brat laik bez wyższych święceń.

Kościół w Głębowicach.
Oryginalna sygnaturka przy drzwiach zakrystii kościoła. Używano jej za czasów karmelitów i co ciekawe, nadal jest używana w momencie, kiedy do świątyni wchodzi ksiądz aby odprawić mszę świętą. Działa tak samo jak przed wiekami.

Kiedy potem wrócił do Lubiela spisał kolejny akt prawny, zobowiązujący go do wypłacenia karmelitom 10 tysięcy talarów w kwartalnych ratach po 150 talarów. Pieniądze te zostały zabezpieczone hipotecznie na jego majątku. Środki przeznaczone zostały przez niego na utrzymanie zakonników, którzy zamieszkali w Głębowicach. Od tego momętu budowa ruszyła na całego.

Klasztor Głebowice
Klasztor w Głębowicach

Przy klasztorze założono piękny ogród i szkołę, gdzie uczono rownież rzemiosła oraz ambulatorium i aptekę. Majątek zakonników, dzięki chojności Adama de Garniera powiększał się stale podczas budowy klasztoru, gdyż podarował on im na własność Trzcinicę wraz z młynem na jej terenie, winnicą i stawem pełnym ryb wraz ze wzgórzem, na którym teraz stoi wspominana wcześniej kaplica matki Bożej Bolesnej, gdzie planowano urządzić pustelnię dla zakonników. Również grunt, na którym budowano nowy obiekt dla nich, był ich własnością. Ich dobroczyńca dorzucił do tego wieś Łaźnicę niedalego Żmigrodu, która również do niego należała. Ale kiedy baron po koniec życia wstępował do zakonu jako brat bez święceń wyższych, nie przyszedł tam z pustymi rękami, bo przyniósł ze sobą srebra pałacowe.

Klasztor Głębowice
Widok z wieży kościelnej przy klasztorze w Głębowicach. Cały ten teren aż do lini drzew, za którymi znajduje się Trzcinica zagospodarowany był przez karmelitów w ramach ich ogrodu.
Klasztor Głębowice
Na tej rycinie widać jak to wyglądałao w czasach, kiedy bracia zakonni karmelici działali na terenie Głębowic.

Testament pułkownika

Adam de Garnier pomimo tego, że było go na to stać, nigdy nie wziął sobie żony. Nawet z braćmi i z siostrami nie utrzymywał zbyt mocnych więzi. Z końcem swego żywota okazał się mocno schorowany, choć nie był bardzo stary, kiedy odchodził z tego świata w roku 1680, liczył sobie bowiem tylko 67 wiosen. Na kilka lat przed śmiercią sporządził testament. Wszystko co posiadał przepisał Leopoldowi Heinrichowi, swemu bratankowi. Zaznaczył tam, że gdyby ten umarł, kolejnym spadkobiercą zostać miał jego siostrzeniec Franz Teobald Michael. Jednak gdyby i on odszedł z tego świata przedwcześnie, cały jego majątek polecił oddać jezuitom z Wrocławia. Takie buty!

Klasztor w Głębowicach
Pan Jan Adam de Garnier na portrecie przedstawiony jako leżący w trumnie.

Miał on najwyraźniej mocne przeświadczenie, że jego misją jest powiększanie majątków Kościoła. Ta jego wola objawiła się chyba w najmocniejszej formie podczas wznoszenia klasztoru w Głębowicach, bo wiedzieć trzeba, gdyż jest to mega ciekawostka, że Garnier zaczynał to przedsięwzięcie całkowicie bez pozwolenia i na dziko. W lipcu 1676 roku wysłał wprawdzie do biskupa wrocławskiego prośbę o zezwolenie na budowę tego obiektu, ale nie czekał na odpowiedź i już w sierpniu ruszył z pracami. Stało się tak dlatego, że biskup ten, Friedrich von Hessen-Darmstadt był jego przyjacielem, więc baron był święcie przekonany, że zgodę otrzyma, ale w sprawę wkradło się licho.

Klasztor w Głębowicach
Klasztor w Głębowicach. Dziedziniec wewnętrzny

Ogólnie projekt Garniera podobał się i Kościołowi i władzy cesarskiej, która w wojnie trzydziestoletniej przesunęła protestantów na margines, jednak miejscowi „heretycy” wznosili głośne protesty przeciw tejże inwestycji. Nie były to jedynie krzyki i groźby ale powoływanie się na prawo, a ono mówiło konkretnie, że duchowni nie mogą przyjmować darowizny od osób świeckich w postaci gruntów, a wiemy już że Garnier hojnie obdarował ich swoją ziemią, również tą, na której wzniesiono klasztor. Sprawa oparła się o sejmik stanowy, gdzie baron niestety nic nie wskórał, gdyż jego działanie uznano za szkodliwe pomimo wszystko. Stwierdzono tam, że rozdawanie majątków zakonnikom ściąga gniew wyrastający z ludzkiej krzywdy i powoduje straty dla księstwa.

Refektarz  zakonników w klasztorze w Głębowicach
Refektarz zakonników w klasztorze w Głębowicach

Potem były kolejne starania u władz o uznanie klasztoru, ale nie przynosiły one efektów. Apelowano nawet do Najwyższego Urzędu Królewskiego! Sprawa ciągnęła się latami, bo dopiero w roku 1681, już po śmierci Adama de Garniera rozpatrzono ją wreszcie pozytywnie. Jednak nie obeszło się bez kary, zabroniono bowiem zakonnikom przyjmowania kolejnych podarunków od innych darczyńców. Dodatkowo od tamtej pory karmelici z Głębowic zostali obciążeni tymi samymi podatkami co ich dobroczyńca, kiedy nimi gospodarował. Niespodobało im się to wcale. A żeby tego było mało, zaraz potem kościół i klasztor zostały strawione przez ogień. Wszystkie podejrzenia o podpalenie spadły na miejscowych protestantów.

Głębowice
W roku 1711 poza murem klasztornym przy kościele ustawiono figurę Nepomuka

Pożary….

Pierwszy pożar w historii karmelickiego klasztoru w Głębowicach strawił znacznie skromniejszą bryłę od tej, którą zastajemy tam dzisiaj. Kościoł posiadał tylko jedną nawę i miał dwie kondygnacje. Sam klasztor również był dużo skromniejszy. Niedługo po tej katastrofie zakonnicy przystąpili do odbudowy obiektu. Prace te ukończono w 1686 roku a efektem ich był nowy klasztor, który okazał się o niebo okazalszy od pierwowzoru. Żeby jednak tego dokonać, karmelici musieli sięgnąć po swoje oszczędności przeznaczone na budowę pustelni przy kaplicy Matki Bożej Bolesnej w Trzcinicy. Przez to wydarzenie erem nigdy nie został wybudowany, a zamiast niego powstało siedem kapliczek przydrożnych, które opisalam dla Was wyżej.

Kapliczka przydrożna. Trzcinica
Jedna z siedmiu kapliczek między Trzcinicą a Głębowicacmi

Kilkadziesiąt lat później klasztor spłonął po raz drugi. Bracia zakonni po raz kolejny podjęli się podniesienia go z pożogi i wówczas powstał obiekt, który możemy dzisiaj oglądać w Głębowicach. Jest on najokazalowszą, barokową wersją klasztoru karmelitów w tej miejscowości. Po ostatnim pożarze w jego murach zaczęła działać kolejna szkoła, tym razem dla dzieci arystokratów. Znajdowało się w niej miejsce dla piędziesięciu uczniów. Na potrzeby uczelni w klasztorze zorganizowano bibliotekę, gdzie zebrano do czasów sekularyzacji, czyli do roku 1810 dużo ponad 2 i pól tysiąca tomów ksiąg. W tym przedsięwzieiu widać wyraźnie, że karmelicy próbowali obejść system, żeby wypełnić luki w finansach. Okoliczni bogacze z całą pewnością finansowali edukację swoich pociech, co przynosiło zyski zakonnikom.

Klasztor karmelitów w Głębowicach
Biblioteka klasztorna
Klasztor w Głębowicach
Biblioteka klasztorna

Miejsce pielgrzymkowe

Biorąc pod uwagę fakt, że teraz w dawnym klasztorze karmelitów dzieje się sporo dobrego, być może w najbliższej przyszłości ponownie stanie się on ośrodkiem pielgrzymkowym. Zakon ten od zarania swoich dziejów szerzył kult swej patronki Matki Bożej z Dzieciątkiem i szkaplerzem. Była to metrowa figurka słynąca cudami, którą mnisi po przybyciu do Głębowic nazywali Matką Boską Głębowicką. Figura stała na bocznym ołtarzu wśród klejnotów ze srebra i złota, przyozdobiona kolorolwymi szatami i zabezpieczona w szkanej skrzyni z baldachimem. Wokół Matki Boskiej Głębowickiej utworzyło się Bractwo Szkaplerza Świętego, które w swoim najleszym czasie liczyło prawie 50 tysięcy członków. Ich głównym zadaniem były modlitwy i udział z mszach świętych oraz odpustach.

Głębowice. Klasztor
Schody i korytasz w klasztorze

Do Głębowic najwiecej pątników przybywało podczas święta Matki Bożej Szkaplerznej, kiedy to urządzano tam fetyn trwający 8 dni. Wówczas można było skorzystać z odpustu i wiąć udział w procesji, która szła przez wieś z Przenajświętrzym Sakramentem i z figurką Matki Boskiej Głębowickiej. Było to bardzo huczne i barwne widowisko, gdyż figurę przyozdabiano kolorowymi strojami i wstążkami, co sprawiało, że procesji przyglądali się protestnci, którzy nie ukrywali rozbawienia i dosłownie pękali ze śmiechu widząc to pstre widowisko. Dotarło to do biskupa z Wrocławia, który rychło zjawił się w Głębowicach z wizytacją i kategorycznie nakazał zaprzestać tego kultu, aby nie ośmieszać się w ludzkich oczach i nie narażać na drwiny. Polecił również natychmiastowe zdjęcie figury z ołtarza. Wzbudziło to protest wiernych, którzy buntowali się przeciw tej decyzji i słali nawet zażalenia i petycje w tej sprawie, ale nie przyniosło to pożądanych efektów, dlatego Matka Boska Gębowicka trafiła do magazynu na plebani. Znaleziono jej miejsce wśród licznych dekoracji kościelnych, gdzie doczekała się się rządów kolejnego proboszcza, który ją sprzedał.

Głębowice. Klasztor
Wewnętrzny dziedziniec klasztorny

Wiele lat później, bo w roku 1922 zaczęto poszukiwania figury. Ustalono, że po sprzedaniu trafiła ona do Żmigrodu, a potem do Lipska. Wówczas próbowano ją odkupić. Dalsze losy figury nie są mi znane, jednak dzisiaj można ją spotkać w tamtejszym kościele stojącą na ołtarzu.

Kościół w Głębowicach. Wnętrze.
Wnętrze kościoła w Głębowicach

Krypta pod kościołem

W wielu miejscach w sieci opisujący klasztor w Głębowicach błędnie informują, że Adam de Garnier, gdy dokonał żywota w 1680 roku, został pochowany w krypcie razem z zakonnikami. To nie jest prawda, gdyż po śmierci jego ciało złożone zostało do grobu ziemnego na przyklasztornym cmentarzu i dopiero wiele lat później jego szczątki zostały przeniesione do podziemi pod kościołem.

Głębowice
Resztki cmentarza przykościelnego w Głębowicach
Płyty nagrobne
Relikty cmentarne z Głębowic

W klasztornym grobowcu początkowo chowano tylko karmelitów ale z czasem to się zmieniło i pozwalali oni również na pochówki świeckie. Oczywiście tylko tych zmarłych, którzy posiadali wielkie majątki w tej okolicy. W krypcie znajdują się również małe trumienki dziecięce. Wszystkie trumny są mocno uszkodzone, ponieważ rozbijano je podczas szabrowania w 1945 roku, kiedy do klasztoru wpadli czerwonoarmiści. Splądrowali oni cały ten obiekt nie oszczedzając zmarłych, na których na pewno nieźle się obłowili, gdyż znajdowały się przy nich kosztowności.

Krypta
Krypta pod kościołem w Głębowicach

Niektórzy z żołnierzy byli niecierpliwi bądź bardzo się spieszyli, bo zabierali pierścienie razem z palcami. W roku 1996 do grobowca w podziemiach świątyni przyklasztornej weszli antropolodzy i historycy sztuki w celu zbadania tego obiektu. Spędzili tam trzy miesiące otwierając trumny i badając kości zmarłych zakonników. Jednak to co tam odkryli, to jedynie wierzchołek tego grobowca, gdyż pod ziemią znajdują się kolejne pochówki, które nie zostały odkopane i póki co nie ma takich planów, aby kontynuować badania.

Głębowicka krypta
Krypta pod kościołem w Głębowicach

Pochowany żywcem

Ciało zakonnika, który był bardzo wysokim meżczyzną, zastano w pozycji opowiadającej straszną historię. Jego głowa była mocno odchylona do tyłu, a usta szeroko otwarte. Wygląda to tak, jakby dramatycznie walczył o oddech w ostatnich chwilach swojego życia. W prawej ręce trzymał but. Najpewniej zdjął go aby mieć czym uderzać o wieko trumny, wołając w ten sposób pomocy. Nie doczekał się jej jednak, bo nikt nie usłyszał jego stukania. Czy jednak na pewno? Kiedy zaczynam sobie to wszystko wyobrażać, przeszywają mnie dreszcze i przysięgam sobie, że zadbam o to, aby po śmierci mnie skremowano. Wróćmy jednak do tego nieszczęśnika, który w tak upiorny sposób zakończył swoje życie. Nikt nie wiedział o tej tragedii do roku 1996, kiedy rozpoczęto badania w tej krypcie. Nie znamy tego zakonnika z imienia. Pierwszą myślą jaka przyszła mi do głowy było to, że zapewne w chwili składania go w trumnie, znajdował się on w stanie śmierci klinicznej albo letargu, bo raczej nie podejrzewam karmelitów, że pochowali swojego brata żywcem w ramach jakiejś kary za grzechy. Choć, co prawda to prawda, że w klasztorach od zawsze działy się rzeczy od których nierzadko włos jeżył się na głowie i tak całkowicie wykluczyć tego nie można, pomimo braku dowodów. Ja jednak skłaniam się do tej drugiej „letargowej” wersji wydarzeń, ponieważ wydaje się najbardziej prawdopodobna. Zakonnik obudził się w zabitej gwoździami trumnie i próbował się z niej wydostać, robiąc przy tym największy możliwy hałas.

Krypta pod kościołem w Głębowicach
Dokładnie w tej trumnie zamknięto na wieczność żywego zakonnika.

To musiało wydarzyć się zaraz po jego pogrzebie, bo miał jeszcze czym oddychać podczas walki o życie. Podejrzewa się, że nikt go jednak nie usłyszał, ponieważ krypta znajduje się w głębokich podziemiach. Jednak ja sądzę, że gdyby nawet został usłyszany, to karmelici prędzej pobiegliby odprawiać mszę świętą za pokój jego duszy, niż poszliby sprawdzić co się dzieje. Ale czy rzeczywiście była taka szansa, że żywcem pochowany mógł zostać usłyszany? Jestem przekonana, że tak. Karmelici to zakon ciszy. Oni poruszali się spokojnie, nie rozmawiali głośno, czytali i pracowali w cichości. Takie walenie butem w trumnę na pewno niosło się echem między murami klasztoru. Z powodzeniem mógł to usłyszeć każdy z nich, kto akurat modlił się w kościele, gdyż stamtąd, spod ołtarza prowadziły schody bezpośrednio do krypty. Jednak oczywiście ta wersja, że jego wysiłki pozostawały głuche też jest możliwa, bo przecież nie wiemy z jaką siłą dawał sygnały. Tego już nie dowiemy się nigdy i ta straszna historia na zawsze pozostanie tajemnią.

Głębowice. Krypta
Podziemia klasztoru. Krypta
Głębowice. Krypta
Podziemia klasztoru. Krypta

Gdzie spoczywa Garnier?

Teraz już w krypcie karmelitów, ale jak wcześniej wspominałam, nie od początku tak było. Szczątki barona zachowały się w bardzo dobrym stanie. Z całości szkieletu brakowało jedynie kilka drobnych kości. Dzięki temu było możliwe aby zbadać go bardzo drobiazdowo. Stąd wiemy, że był to mężczyzna niewysoki i krępej budowy ciała, prawdopodobnie z nadwagą. Że cierpiał na osteoporozę i miał pruchnicę oraz na pewno bolał go kręgosłup, gdyż był on skrzywiony, zapewne od wielu lat spędzonych w siodle. Stan jego czaszki pozwolił na odtworzenie wizerunku barona i teraz możemy zobaczyć go takim, jak rzeczywiście wyglądał. Garnier jest tutaj jak żywy. Wątpliwej urody ale sympatyczny

Odlew głowy Jana Adama de Garniera w proporcjach 1:1
Odlew głowy Jana Adama de Garniera w proporcjach 1:1 wykonany na podstawie jego czaszki

W podziemnej krypcie pod kościołem przenaczono dla niego specjalne miejsce we wnęce i opatrzono je tablicą z jego imieniem i nazwiskiem oraz datami urodzin i śmierci. Znajduje się tam również rycina z jego podobizną. Teraz to wielka atrakcja klasztoru w Głębowicach. Sama również byłam pod ogromnych wrażeniem, kiedy stanęłam przy tej trumnie. Tyle wcześniej naczytałam się o tym człowieku i o tej fundacji, która stała się dziełem jego życia, że czułam się tak, jakbym odwiedziła grób dobrego znajomego.

Klasztor w Głębowicach. Krypta
Miejsce spoczynku barona de Garniera

To historia niesamowita. Nadal jest on ważną personą w tej miejscowości. Rozpisują się o nim blogerzy i kręci się o nim filmy na YouTube. Odtworzono jego podobiznę, przedstawiając go w najbardziej realistyczny sposób. Jak on to zrobił, że świat o nim nie zapomniał, pomimo tego, że ten pierwszy klasztor, który on rzeczywiście wybudował, spłonął? Jego czasy minęły dawno temu, w Głębowicach od wielu lat nie ma już karmelitów, a Adam de Garnier wraca zza światów i dalej robi karierę.

Głębowice. Krypta

Miejsce pochówku barona odwiedzają turyści i słuchają przewodników, którzy opowiadają o jego rodzinie: ojcu, matce i rodzeństwie. Kiedy odchodził z tego świata po tym, gdy wstąpił do klasztoru i stał się jednym z karmelitów, nie mógł nawet marzyć o podobnej, nieśmiertelnej sławie, która pokonała wieki. Sądzę, że zasłużył sobie na takie wyróżnienie i jestem mu wdzięczna, że podarowł mi taki zacny temat na bloga.

Krypta pod kościołem. Głębowice
Jedna z przebadanych trumień w krypcie

Garnierówka. Zwiedzanie i spanie

Garnierówka to baza noclegowo-turystyczna funkcjonująca w dawnym klasztorze karmelitów w Głębowicach. Nie ma najmniejszych watpliwości, skąd wzięła sie jej nazwa, prawda? Można więc przyjechać do Głębowic nie tylko na zwiedzanie, bo zmęczony drogą wędrowiec ma możliwość wypoczać tam, zanim pojdzie dalej. W grubych murach klasztornych znajduje się aż 60 pokoi z łazienkami.

Głębowice. Garnierówka
Głębowicka „Garnierówka”

Pokoje wyposażone są skromnie, ale za to jaki niesamowity panuje tam klimat! Być może nocą słychać, jak po korytarzach chodzą dawno zmarli mnisi, a wśród nich sam baron Adam de Garnier? Bo dlaczego nie? W końcu jak najbardziej jest u siebie. Czy z krypty pod kościołem docierają do nocujących tam turystów starszliwe jęki żywcem pochowanego zakonnika? Nie zdziwiłabym się wcale. Te mury pamiętaj zapewne wiecej historii, o których my nie dowiemy się nigdy.

Głębowicka "Garnierówka"
Głębowicka „Garnierówka”

Podczas zwiedzania obiektu (cena biletu to 15 zł.) przewodnik prowadzi turystów korytarzami klasztornymi do kaplicy, biblioteki, świątyni, podziemi i na wieżę kościelną, skąd widać całą okolicę jak na dłoni. To bardzo piękny teren. Malowniczy i zielony, a sama miejscowość niezwykle urokliwa.

Głębowice
Głębowice

Schody na szczyt wieży są bardzo wąskie i strome. Wejście jest niekonfortowe i może rozkojarzyć cierpiących na klaustrofobię, jednak ja uważam, że warto się przełamać żeby doświadczyć tej przygody. Z dołu dzwonnica nie wygląda na bardzo wysoką, jednak kiedy stoi się na jej wierzchołku, robi ogromne wrażenie, tak że nogi się uginają. Po drodze mija się jeden z trzech zabytkowych dzwonów w tym obiekcie sakralnym. Spośród nich ocalał tylko ten jeden.

Dzwon z wieży klasztornej. Głębowice

Idąc tam tymi krętymi schodami, dostałam zadyszki i dopadał mnie lekki atak paniki, ale nie dałam się mu i parłam do przodu gnana ciekawością. Mój lęk wysokości i przestrzeni towarzyszy mi od zawsze, ale Nieustanne Wędrowanie nauczyło mnie, że warto go pokonywać dla takich właśnie chwil. Bez tej walki ze sobą, naprawdę wiele bym starciła, biorąc pod uwagę mój przerób wędrowniczy. Aby nie myśleć o swoich demonach idąc tymi schodami, rozkminiałam o tym, jak to ciężko musiało być temu zakonnikowi, który codziennie wspinał się tu pod górę, żeby dzwony ożywały, zapraszając wiernych na mszę świętą. Musiał mnieć chłop kontydcję! Szacun.

Schody na wieżę kościelną. Głębowice

W tym miejsu dotarliśmy do końca opowieści o klasztorze karmelitów w Głębowicach i o jego fundatorze, baronie Adamie de Garnierze. Mam nadzieję, że podobała się Wam moja opowieść, która pochłonęła mnie bez reszty, bo spisując ją dla Was często dostawałam wypieków na twarzy z emocji. Myślicie zapewne, że to już koniec i Głębowice nie mają już nic więcej do zaoferowania wędrowcom? Nic bardziej mylnego! W kolejnym wpisie na tym blogu wrócimy do tej miejscowości po to, aby odnaleźć tajemnicze ruiny pałacu, które znajdują się w zdziczałym parku dworskim nad stawem. Będziemy szukać też pozostałości po okazałej niegdyś oranżerii aż w końcu wejdziemy do kolejnej krypty. To już niedługo!

Źródła:

https://www.radiowroclaw.pl/articles/view/137539/Glos-z-wnetrza-trumny-Dolnoslaskie-tajemnice-odkrywamy-z-Joanna-Lamparska-FILM-odc-186 

https://jerzyjarek.blogspot.com/2017/05/v-behaviorurldefaultvmlo_12.html?m=1

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
20
OK
3
Kocham to!
5
Nie mam pewności
1
Takie sobie
1
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted

More in:Komercyjny

0 %