Babucke był chłopem, który trzysta lat temu mieszkał w małej, nadodrzańskiej miejscowości. Jego tragiczna śmierć napisała tę historię. Starzy ludzie opowiadają, że w nocy w tamtym miejscu pojawia się zjawa. Wielu widziało ją na własne oczy…

W moim mieście, w Muzeum Regionalnym w Środzie Śląskiej znajduje się stara, niemiecka książka. Jej treścią są lokalne legendy. Ciekawostką jest to, że autor tej publikacji sporo uwagi poświęcił tam również miejscom akcji poszczególnych podań. Dzięki temu — o ile ktoś orientuje się w tym terenie — można trafić dokładnie w sam środek każdej z tych leciwych opowieści.

Z tego też powodu od jakiegoś czasu nie myślę o tej książce jak o zbiorze bajek. Odnajduję miejsca tych wydarzeń i za każdym razem mocniej gruntuję się w przekonaniu, że zamiast nazywać te treści legendami, powinno zwać się je historiami, ponieważ najprawdopodobniej wszystkie one noszą w sobie prawdę. Należy tylko czytać między wersami i nie dawać się omamiać tajemnicy. Jeżeli rozdzieli się podczas czytania tych opowieści wszystko to, co można namierzyć w terenie od tego co całkowicie fantastyczne i spróbuje się patrzeć przez pryzmat dziejów tej ziemi, wówczas legendy znikają, i zostaje jedynie opowiadanie o prawdziwych wydarzeniach. Posłuchajcie…

Staw w lesie między Zakrzowem a Słupem. Legenda
Dziki akwen przy polnej drodze między Słupem a Zakrzowem. Legenda głosi, że tam właśnie zginął tragiczną śmiercią chłop Babucke.

O Babucke, który utonął w stawie

Legenda mówi, że Babucke był rolnikiem mieszkającym w Słupie (województwo dolnośląskie, powiat średzki, gmina Środa Śląska). Wydarzenie to miało miejsce 300 lat temu. Babucke był przykrym człowiekiem i nie był lubiany we wsi. Wszystkim dokuczał, każdego przeklinał i nie czuł bojaźni przed Bogiem. Chłop ten miał pole daleko poza wioską. Któregoś dnia zaprząg swego konia i wyruszył tam, żeby je uprawiać. Kiedy nastało południe, Babucke postanowił zabrać spragnione zwierzę do wodopoju. Pośrodku starej drogi — która istnieje do dziś — w lesie znajdować się miał staw. Chłop przyprowadził tam konia i zszedł z nim ze skarpy, aby zbliżyć się do wody. Wówczas stracił równowagę i wpadł do akwenu. Podanie głosi, że runął w toń głową, a więc najprawdopodobniej uderzył w jakiś kamień znajdujący się przy brzegu. Babucke utopił się tam, tracąc przytomność.

Potem ludzie komentowali to zdarzenie, mówiąc, że to kara za grzechy. Jednak nie jedyna, ponieważ w dalszej części podania jest mowa o tym, że topielec nie zaznał spokoju po swej tragicznej śmierci i każdej nocy, w godzinie duchów pojawia się przy stawie, z własną głową pod ramieniem i błądzi w lesie. Ludzie unikali tego miejsca, ponieważ obawiali się spotkania ze zjawą. Mówiono bowiem, że każdego, kto ujrzy o północy Babucke, spotka nieszczęście w życiu.

Legenda czy fakt?

Na pierwszy rzut oka to legenda. Zwłaszcza że znajdujemy ją w książce opatrzonej takim tytułem – „Sagen und Erzählungen aus dem Kreise Neumarkt”. Nikt rozsądny raczej nie uwierzy w to, że dusza Babucke błądzi w lesie, przy stawie zlokalizowanym według podania na samym środku drogi między Słupem a Zakrzowem. Jednak jeżeli rozbierze się to opowiadanie na części pierwsze i przyjrzy się każdej z nich osobno, wówczas wszystko to nabiera innych kształtów.

Jakie są fakty?

W podaniu zostało opisane bardzo dokładnie miejsce zdarzenia. Przy polnej drodze, pomiędzy Słupem a Zakrzowem. Pośrodku lasu. Mały, zaniedbany staw.

Legenda o Babucke. Staw w lesie między Słupem a Zakrzowem.

Usiadłyśmy z Ines najpierw przy mapie, żeby odnaleźć na niej to miejsce. Trzeba bowiem wiedzieć, że wspominana ścieżka, łącząca te dwie miejscowości nadal istnieje i ludzie z niej korzystają tak, jak 300 lat temu. Przy drodze tej znajdują się dwa akweny, ale trzymając się opisu z podania, niekoniecznie nabierze się wątpliwości, o który staw tutaj chodzi. Babucke bowiem utopił się pośrodku lasu. To ważna informacja, dlatego też nie waham się stanowczo stwierdzić, że odnalazłyśmy to miejsce w terenie. Na mapie widać to bardzo wyraźnie.

Zaniedbany staw. To wcale nie legenda!

Akwen jest dziki. W wodzie leżą połamane wiatrem drzewa. Brzegi są wysokie i piaszczyste. Na zdjęciach tego nie widać, ale kiedy stoi się na krawędzi można uwierzyć, że ktoś mógł tam się poślizgnąć i niefortunnie wpaść do stawu. Teren stwarza warunki do podobnego, nieszczęśliwego wypadku. Prowadzi tam droga, choć nie łatwo teraz ogarnąć ją wzrokiem. Trzeba się przyjrzeć, żeby zobaczyć, jak odbija od leśnego traktu i skręca ku wodzie.

Legenda o Babucke. Staw w lesie między Słupem a Zakrzowem.
Leśna droga prowadzi do stawu, w którym utopił się chłop Babucke (po lewej).

Swobodnie można tam wjechać nie tylko z koniem, ale nawet i z wozem. Trasa ta dobiega do brzegu i tam się kończy. Dalej są już jedynie bezdrożne knieje. To tylko dojazd do tej leśnej plaży. Jest tam również w miarę dogodne, choć nadal strome zejście. To tutaj Babucke stracił równowagę, wpadł do wody nieprzytomny i się utopił…

Legenda o Babucke. Staw w lesie między Słupem a Zakrzowem.

Legenda sprzed wieków

Droga, która biegnie wśród pól, a potem przez dziki las i łączy ze sobą Słup i Zakrzów, to teraz piękna trasa rowerowa, dawniej jednak jej rola była mniej rekreacyjna a bardziej komunikacyjna.

Leśny szlak rowerowy

Ludzie często wędrowali tamtędy, ponieważ mieli interesy w sąsiedniej wsi. Nie wątpię więc, że zdarzało się niejednemu mieszkańcowi Słupa czy Zakrzowa zawitać tam po nocy, gdy nie zdążył on powrócić do domu przed zmrokiem. Historia nieszczęśliwego, śmiertelnego wypadu Babucke jak widać, była znana przez wiele lat po tym wydarzeniu. Każdy zapewne słyszał to przysłowie, ze strach ma wielkie oczy, a tutaj ono właśnie gra pierwsze skrzypce. Ludzie bali się tego miejsca, ale z powodu braku innej ścieżki, maszerowali obok stawu za każdym razem, gdy przemierzali tę trasę. W tym gęstym nadodrzańskim lesie po zmroku robi się strasznie. Woda niesie i nasila dźwięki. Umysł ludzki jest bardzo elastyczny, jednak zawsze najpierw próbuje wszystko, co mu nieznane dopasować do czegoś, co można nazwać i jakoś wytłumaczyć.

Legenda o topielcu. Duch Babucke

Pomimo tego, że przyjechałyśmy tam w samo południe, knieje czyniły tę ścieżkę mroczną i ciemną. Na okolicznych polach trwały prace i słychać było odgłosy silnika traktora. Przetworzone przez wiatr, załamane na pniach drzew docierały do nas niemal potworne, jak ryki smoków. Dzikość tego miejsca dawała nam swe znaki. Zewsząd dochodziły tajemnicze dźwięki natury. Spłoszone zwierzęta przemykały blisko nas i łamały suche gałązki podczas ucieczki.

Pan Frutkowski musiał zostać uwiązany na smyczy, ponieważ istniała możliwość, że ześlizgnie się ze skarpy, gdy podejdzie bliżej stawu. Nie chciałyśmy ryzykować i pies pozostał na uwięzi. Na miejscu zrobiłam archiwum fotograficzne. Potem usiadłyśmy na plaży, wyciągnęłyśmy napoje i analizowałyśmy całe to wydarzenie sprzed wieków. Taka lustracja terenu naprawdę wiele tłumaczy.

Ines zapragnęła bardziej przyjrzeć się brzegom akwenu i zeszła niżej po skarpie. Spojrzałam na nią i zawołałam — Nie idź tam! Bo się utopisz jak Babucke!

Pan Frutkowski

Strach ma wielkie oczy

Znajdowałyśmy się w sercu wielkiego lasu. Bardzo daleko od ludzkich domostw. Zwabiła nas tam historia o duchu topielca, który umarł w tym miejscu kilkaset lat temu. I uwierzcie, że pomimo wczesnej godziny, włosy czasami jeżyły nam się na głowach! Siła sugestii zawsze jest ogromna w takich okolicznościach. Tak było również z nami. Nasze rowery stały oparte o drzewo, a wszystko, co miałyśmy ze sobą, było spakowane. Gdyby cokolwiek nas zaniepokoiło, w kilka sekund oddaliłybyśmy się z tego miejsca, przedtem tylko wsadzając Frutka do kosza. Nie odpięłam nawet torby, którą noszę na pasie…

Od jakiegoś czasu z wielką pasją i namiętnością udowadniamy, że te niby legendy z wymienionej wyżej książki wcale nimi nie są. Moim zdaniem są to prawdziwe wydarzenia, które przetrwały w takiej formie do naszych czasów. Inaczej nie miałby szans na tak długie życie. Tropienie legendy o straszliwym rycerzu von Lest z Rakoszyc zajęło mi kilka lat, zanim udało mi się odnaleźć jego mogiłę. Topielec ze stawu między Cesarzowicami a Piersnem to również nie jest bajka. Tam naprawdę w tragicznych okolicznościach, wiele lat temu zginął człowiek. Podobnie jak w Zakrzowie, przy nawiedzonym stawie.

Las nad Odrą

Legendy bardzo często stanowią bazę do moich opowiadań. Traktuję je poważnie, dlatego i one nie drwią sobie ze mnie. Pozwalają mi się namierzać. Dotykać. Czytać między wersami. Oddzielać prawdę od mitu. Podania są jak szyfry. Żeby je złamać, trzeba patrzeć ponad to, co widać…

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
39
OK
16
Kocham to!
8
Nie mam pewności
2
Takie sobie
0
Subscribe
Powiadom o
guest
6 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Gala

Bardzo ciekawa historia…pięknie namalowana…zawsze jest jakas prawda w legendach bo w końcu opiera się na zaistnialym wydarzeniu,wiadomo,że trzeba oddzielić fakty od fantazji …Wam to wychodzi perfekcyjnie..Podziwiam i chętnie z Wami zanurzam się w dzwięki,wonie i smaki atmosfery ziemi dolnośląskiej

Gala

Jak

GALA

Dziękuję,za tak ciekawą historię.Legendy zawsze są oparte na jakimś zaistniałym wydarzeniu oczywiscie zawsze pięknie ubarwione ale wystarczy oddzielić fakty od fantazji i ukazuje się prawdziwa historia .Podziwiam Wasze zaangażowanie i upór …dzięki Wam mogę zanurzyć się w głosy natury,smaki i wonie w atmosferze pięknej,tajemniczej i nie do konca odkrytej ziemi ślaskiej

[…] przez pola, a potem przez las z Zakrzowa do Słupa znajduje się kolejny staw, który również uchodzi za nawiedzony. Cały ten teren, tak cichy, zielony i spokojny naszpikowany jest historiami sprzed wieków, o […]

[…] Nie idź tam, bo się utopisz jak Babucke! Legenda czy fakt? […]

[…] o bardzo nieprzyjemnym, złośliwym i nielubianym przez sąsiadów człowieku, który zwał się Babucke. Pewnego dnia zjawił się on przy tej wodzie ze swoim koniem, aby go napoić i niefortunnie wpadł […]

Kategoria:Naturalny

Sprawdź: