Naturalny

ŁOWĘCICE PEŁNE TAJEMNIC. Szukałam, ale czy znalazłam? [MAPA]

Łowęcice za nami, a na wprost nas droga całkiem do niczego. Świat, którego poszukiwałam w tym szczerym polu od dawna nie istnieje. Znalazłam go na starej mapie z XIX i XX stulecia i już tam zauważyłam, że bardzo się zmienił na przełomie wieków. Najpierw było tam pole i wyrobisko przy drodze. Potem, już po roku 1900 ktoś zaczął twórczo ingerować w ten teren. Na niemieckich karatach graficznych pojawiły się aleje w lesie, zaznaczono w nim staw z silnikiem wietrznym przy jego brzegu, a wzniesienia doczekały się swoich nazw. To takie miniaturowe „pasmo górskie”…

Wszystko to znajduje się na niewielkiej powierzchni, a droga którą przebyliśmy nie była zbyt długa. Nie oznacza to jednak że było łatwo. Może lżej wędrować byłoby tamtędy latem, bo wtedy buty nie naciągnęłyby wody, a zimowe ubranie nie krępowałoby ruchów. To bardzo utrudniało ten marsz po bezdrożach. Dla mnie jednak ta pora roku była bardziej korzystna pod względem widoczności. Szukałam tam czegoś, po czym najprawdopodobniej niewiele zostało. A więc chodziło mi głównie o dowody istnienia.

Łowęcice

Czego konkretnie?

Parku dominialnego, który dawniej należał do Friedriecha von Schillera. Ze starej mapy czytam, że dopiero wówczas kiedy on zaczął po pańsku gospodarzyć w Łowęcicach, pojawiają się na niej wspomniane wcześniej parkowe akcenty a wzniesienia zostają nazwane. To on zapewne kazał posadzić wszystkie tamtejsze stare drzewa. Specjalnie na potrzeby tego wpisu stworzyliśmy mapę, na której zaznaczyliśmy miejsca tu opisywane. Tak więc teraz każdy, kto chciałby się porządnie styrać w drodze, ma okazję podeptać mi po piętach i doświadczyć na własnej skórze, jak to jest tropić historię, której już nie ma…

Łowęcice. Droga całkiem do niczego

Łowęcice ominęliśmy bokiem, zostawiając je na sam koniec wyprawy, a nawet na całkiem osobny wpis. Teraz pragnę zająć się jedynie parkiem dworskim, który powstał z dala od pałacu, w sporej odległości od wioski, w szczerym polu. W założeniu tym zobaczyłam jakąś odmienność, rzadko spotykaną w podobnych kompleksach dworskich. Temat uwolnił motyle w moim brzuchu i znowu się zakochałam. Tym razem w Łowęcicach. Zapragnęłam zbadać ten teren. Droga do tego miejsca na starej mapie wygląda bardzo konkretnie. Najpierw prowadzi do stodoły na skraju lasu (nr 1), a idąc nią wędrowiec na horyzoncie widzi Szubieniczną Górę, po niemiecku – Galden Berg (nr 8). Dziś jednak z tej trasy został jedynie niedługi jej kawałek i do tego całkiem zarośnięty. Jest więc to już nie droga ale miedza, która urywa się w polu. Wpakowaliśmy się tam, w tą mokrą, zaoraną ziemię, żeby tak jak dawniej Jaśniepaństwo – urządzić sobie dworski spacerek. Na wprost nas park dominialny, po prawej stronie  Szubieniczna Góra a po lewej łowęcickie pasmo wzniesień – po kolei Spitz Berg (nr 3), Heide Berg (nr 4) i Schinder Berg (nr 5). 

Łowęcice

Stodoła von Schillera

Niesamowite jest to, że gdyby nie ta wiedza, chodziłabym jedynie po polach i lesie. A tak – spacerowałam po parku Jaśniepana Schillera i wdrapywałam się na szczyty gór, które najwyraźniej były jego atrakcją. A wszystko to pod moim nosem, w powiecie średzkim, kilkanaście kilometrów od miasta, w którym mieszkam. Pierwszym punktem na naszej mapie była stodoła. Po co wznoszono takie zadaszenia w polu? Budowano je bardzo często, ponieważ były potrzebne do składowania plonów. Można było na spokojnie zwozić do nich zboże, buraki czy inne dary ziemi a potem stamtąd odprowadzać do majątku albo fabryki. W przypadku gospodarowania von Schillera – w stodole tej prawdopodobnie składowano buraki cukrowe, które potem transportowano do malczyckiej cukrowni. Mogła też służyć ona do chwilowego przechowywania ziemniaków, z których Schiller na miejscu, u siebie w majątku, produkował mączkę ziemniaczaną. Stodoła była więc budowlą bardzo ważną przez wzgląd na swoją funkcjonalność, jednak na mapie nie z tego powodu została zaznaczona. Te sporych rozmiarów hangary stawiane w szczerym polu były świetnymi punktami orientacyjnymi dla wojska, a mapy z których korzystam mają charakter militarny.

Łowęcice

Po tej konstrukcji, zapewne w większości drewnianej, na skraju lasu został dość plaski i równy plac, który gubi się wśród liści i w wysokich trawach. Kilka kamieni i jakiś element betonowy w miejscu dawnej szopy – to wszystko co tam znalazłam. 

1Silnik wietrzny

Numer dwa na naszej mapie – to znak silnika wietrznego. Tak zaznaczono to miejsce przy stawie, który dziś jest jedynie suchą dziurą w ziemi. Kiedyś jednak stał tam taki właśnie młyn. Nie spotykam podobnego ustrojstwa zbyt często na starych mapach, było to więc chyba wówczas urządzenie dość nowoczesne. Von Schiller korzystał z niego w nieznanym mi celu. Być może był potrzebny do pompowania wody? Skoro stał przy stawie. Tego nie dowiem się już nigdy, jednak przyglądając się postepowaniu tego Jąśniepana i czytając – że zatrudnił on inspektora do zarządzania majątkiem – sądzę, że obiekt ten pełnił ważną rolę w tym nowoczesnym gospodarstwie, nadzorowanym przez profesjonalistę. Szukałam jego śladów. Znalazłam tylko kilka cegieł i trochę granitu…

Łowęcice od zawsze były typową dworską wsią, egzystencja jej mieszkańców wiązała się więc z dworem. Urządzenie w majątku tylu miejsc pracy pozwalało im dostatniej żyć, albo przynajmniej żyć bez głodu. Początek XX wieku i zjawienie się tam w tym czasie Schillera był dla tej miejscowości zapewne wielkim krokiem naprzód. Było więc komu pracować na polu, zwozić plony z szopy i obsługiwać młyn. Niestety wszyscy, którzy pracowali w tym gospodarstwie dawno już nie żyją i niczego mi nie opowiedzą. Pozostaje mi jedynie poszukiwanie śladów, dedukowanie i wyobrażanie sobie – jak kiedyś wyglądał ten dziś dziki i po prostu tylko las…

3Spitz Berg. Ostra Góra

Niemcy mieli takiego lekkiego świra na puncie wzniesień. Nie koniecznie musiało to być coś wysokiego, niekiedy była to zaledwie fala na polu, ale to im wystarczyło, żeby nazywać takie wypiętrzenie górą. Większość z takich pagórków wykorzystywano praktycznie, choć słowo to dziwnie brzmi, kiedy odnosi się na przykład do miejscówek szubienicznych czy cmentarzy. Na wywyższeniach w terenie budowano jednak najczęściej wiatraki, a przy nich gospodarstwa młynarzy. Szczerze mówiąc, rzadko spotykam się z taką marnotrawnością wypiętrzenia, jak tutaj na terenie Łowęcic. Ostra Góra (nr 3) posiada jakby dwa szczyty. Jeden jest wyższy i na nim, na starej mapie – wydaje mi się – że widzę narysowany krzyż, który jeżeli kiedyś faktycznie tam stał, dziś już nie istnieje. Podejście na szczyt jest dość konkretne. Można zauważyć, że roślinność wiele opowiada o tym miejscu. Zastaliśmy tam jedyną w okolicy, naprawę starą sosnę. Na wierzchołku wzniesienia rośnie ogromne drzewo o dwóch pniach wyrastających z jednego korzenia. Są tam też liczne grochodrzewy. Jednak nie rosnące w bezładzie, ale tworzące aleje. Byłoby to lepiej widoczne, gdyby powycinać z tego miejsca wszystkie krzaczory.

Łowęcice

To była taka dworska ścieżka survivalowa dla błękitno -krwistych

Dziś to można się na niej faktycznie porządnie styrać. Za nogi chwytały mnie pnącza, oplatały kostki i nie raz nie dwa próbowały powalić na ziemię. Liczne i gęsto rosnące samosiejki powodowały, że często traciliśmy się z oczu. Ines znikała w gęstwinie i wtedy zaczynałyśmy się nawoływać. Nieustannie czuwałyśmy nad Frutkiem, który notorycznie znikał nam z oczu. Był tam z nami również Daniel. Wszyscy nieustannie pilnowaliśmy siebie wzajemnie. W tym buszu spotykaliśmy jedynie dzikie zwierzęta. Nie było tam żadnych dróg parkowych, tych które widziałam na starej mapie. To wyspa na szczerym polu z jedną tylko marną drogą dojazdową wzdłuż pasma wzniesień, po której chyba tylko terenowe auto mogłoby się poruszać. A jednak na każdym kroku znajdowałam tam ślady dawnego zagospodarowania o charakterze parkowym. Choć nie widać tam już alejek z mapy, to starodrzew zdradza ich kierunki. Niektóre dęby były tak ogromne, że mogłyby być już zabytkami przyrody. Jednak wszystko to zobaczyć można jedynie przez pryzmat tej niewielkiej wiedzy o tym terenie. Bez tego – niczego tam nie ma…

Łowęcice

4Heide Berg. Pogańska Góra

Akurat to wzniesienie na mapie zaznaczone było już w XIX stuleciu a może nawet i wcześniej. Miejsce to musiało być znane z pogańskich obrządków od wieków. Nie wiem jakie bóstwa tutaj wywyższano i jakie lud to czynił, jednak z całą pewnością historia tego pagórka jest bardzo leciwa. To wypiętrzenie jest dziś porośnięte drzewami. Wokół niego sieje się zboża. U jego stóp mnóstwo kamieni urodzonych w tej żyznej ziemi. Dokoła Pogańskiej Góry jak zawsze toczy się życie, ona jednak pozostaje niezauważana. 

Pogańskie Wzgórze

Żeby wdrapać się na jej szczyt, musieliśmy walczyć z roślinnością. Macki Flory chwytały mnie za ubranie, ciągnęły za kaptur, zrywały czapkę z głowy. Frutkowski całkiem tam oszalał. Na przemian stawiał opór w dalszej wędrówce albo uciekał przed siebie bez rozumu. Musieliśmy go ścigać po lesie, żeby się nam nie zagubił. Całym sobą okazywał, że on nie chce tam być. Heide Berg jest wąska ale długa. To bardzo wysoki garb o stromych i niebezpiecznych stokach, na których rosną grochodrzewy.

Pogańskie Wzgórze

Miałam wrażenie, że posadzono je tam specjalnie po to, żeby utrzymywały górę w dobrej kondycji. Żeby podtrzymywały jej stoki, nie pozwalając jej się rozsypywać. Przeszliśmy ją całą idąc tym garbem, na którym – gdyby nie liczne drzewa – można by urządzić fantastyczny punkt widokowy na całą tę cudną okolicę. Kiedy doszliśmy do końca, czekało nas ostre zejście w dół. A potem, przed nami było już tylko wyrobisko…

Łowęcice

5Schinder Berg 

Jednak bardzo pomyliłby się ktoś, kto by pomyślał, że ta dawna kopalnia piachu, a dziś dzikie wysypisko wszystkiego co niepotrzebne – to tylko zwykła dziura w ziemi. Czasami w takich wyrwach kryje się historia, tyle że kiedy coś tak paskudnie wygląda – to nie każdemu chce się w niej grzebać. 

Łowęcice

Schinder znaczy łupić, niszczyć, wyzyskiwać. Tłumaczyłabym tą nazwę tym, że albo górę „łupiono” poprzez eksploatację, albo ludzi tu tak wyzyskiwano i zamęczano tytaniczną pracą, że aż zapisało się to w jej nazwie. Jednak mój znajomy Stefan, podczas dyskusji na ten temat zasugerował, że „może tę kopalnię zaczął budować ktoś o takim nazwisku i tak już zostało”. Może i jest w tym jakaś prawda, ponieważ to wyrobisko piachu istniało już w XIX stuleciu – jak oznajmia stara mapa – i wtedy jeszcze nie naniesiono na nią żadnej nazwy tego miejsca. Jak widzicie niekiedy ciężko jest dokopać się do całej prawdy, która jest gdzieś tam na pewno, tylko nie żyje już nikt, kto by coś o niej opowiedział…

6Wach Berg

To wypiętrzenie na naszej mapie zaznaczyliśmy nr 6. Tamtego dnia nie dotarliśmy do tego miejsca. Warunki w terenie sprawiły, że w naszych butach chlupało, a Frutkowski miał całe podwozie w mokrym błocie. Trzeba nam było powracać do auta, a Wach Berg jedynie z daleka objęłam wzrokiem. Jednak nie mogę tego miejsca pominąć bez słowa, ponieważ jest ono bardzo treściwe historycznie. Oto na Wach Berg A. D 1757 stał sam król Fryderyk II i dowodził bitwą pod Lutynią.

Łowęcice

Urządzono tam dla niego punkt obserwacyjny. Prusak z koroną na głowie wzrokiem obejmował pole bitwy między Łowęcicami a Lutynią i wydawał rozkazy, które uczyniły go wśród swoich nieśmiertelnym. Zapewne to na jego cześć Wach Berg taką nosi nazwę. Można tłumaczyć ją jako Wartownicza Góra, Strażnica albo Obudzona Góra. To ostatnie tłumaczenie podoba mi się najbardziej. Ma niejedno dno i brzmi niemal romantycznie. Miejsce nieuśpionej czujności króla Prus, który w tamtym czasie położył rękę na mapie Dolnego Śląska i nie zdjął jej nawet po śmierci aż do 1945. No nie lada to wyczyn, czy nam się to podoba czy nie.

Łowęcice

Obiecałam sobie, że kiedy następnym razem wyruszę w tamte okolice, wejdę na szczyt Wach Berg, stanę tam tak jak on, spojrzę na tę dolnośląską ziemię jego oczami. A potem powiem głośno, że teraz moja ona jest! A duch jego niechaj słucha, że panuje na tej ziemi ten, kto na niej stoi. Czasy się zmieniły…

7Friedrichebaum – Drzewo Fryderyka

Na naszej „mapce przygodowej” pod numerem 7 zaznaczyliśmy miejsce, w którym kiedyś rosło drzewo Fryderyka. Nie znalazłam o nim najmniejszych zmianek pisanych, nie ma go już też na tym polu. Biorąc jednak pod uwagę historię tej ziemi, najbardziej ongiś wielbiącej swojego pruskiego monarchę, który nas Polaków upodlał rozbiorami, to nie wątpię, że drzewo to zostało posadzone na jego cześć. Czytam jednak jedynie ze starej, niemieckiej mapy i z zaoranego pola – więc mogę się mylić. Ale w głębi serca czuję, że jest tak jak mówię…

Łowęcice

I jeżeli ktoś pomyślałby, że tajemnicze, nieistniejące dziś drzewo mogło zostać posadzone ku czci pana na tych włościach – Friedricha von Schillera, to z miejsca i od razu wytrącę go z tego pomysłu, ponieważ pomnik ten żywy zasadzono dużo wcześniej – bo najpewniej w XIX stuleciu. Historia ta jest więc bliższa królowi aniżeli Schillerowi.

8

Galgen Berg – Szubieniczna Góra

Miejsce to mroczne widać na zdjęciach z naszej drogi. W oddali, dość wysoko, daleko od wszystkich okolicznych wsi. Takich wzgórz jest u nas na Dolnym Śląsku naprawdę sporo. Miejsca egzekucji wyglądają dziś tak jak to na horyzoncie – cudna wyspa wśród pól, z której widać Łowęcice. I Radakowice, i Pustynkę, i Kryniczno, i Wojczyce. No może Źródeł to już nie, bo w sumie to za daleko chyba. Tam też, do Galgen Berg nie dotarliśmy podczas tej wyprawy. To cel kolejnej naszej wędrówki. Po powrocie opowiem Wam co na miejscu widziały moje gały…

9Łowęcice. Nieistniejący pałac

Łowęcice mają na swoim terenie ogromną ranę dziejową. Nie są więc szczególnie wyjątkowe w tym momencie. Wiele dolnośląskim wsi dopuściło się wyniszczenia podominialnego. Dawny majątek w tej miejscowości zastałam w stanie agonalnym. Wystarczyło mi jedno spojrzenie, żeby zrozumieć, że folwarku tu nijakiego nie było. Budynki gospodarcze bardzo odstają wyglądem od tych, w których zajmowano się hodowlą zwierząt wszelakiej maści. Tak jak wspominałam wcześniej, Friedrich von Schiller był producentem skrobi, buraków cukrowych i tytoniu.

Majątek w Łowęcicach

Mieszkał w rezydencji wzniesionej w 1653 roku i wówczas była ona zamkiem. Kiedy nastały czasy II wojny światowej w dawnej warowni  rozgościli się naziści i władali ziemią średzką. Potem, kiedy stąd uciekali – zabrali ze sobą pałacowe wyposażenie, zapewne warte majątek. Następnie do dworskich  pokoi wkroczyli Rosjanie, a w gospodarstwie urządzili sobie koszary. Po roku 1945 pałac zaczyna znikać z powierzchni ziemi. Park dominialny zostaje zdewastowany. Ten przy dworze i ten daleko w polu, który lustrowaliśmy. Teraz ciężko o choćby jedną cegłę z zamku z XVII stulecia. Taki cenny zabytek doprowadzony do ostateczności. Zresztą – klikajcie TUTAJ – i zobaczcie sami…

Podsumowując całość – Łowęcice pełne tajemnic. Szukałam ich, ale czy znalazłam? Tam w tym polu i między starymi drzewami ukrywa się zapomniana historia tej ziemi. Nikt już jej nie chce, ponieważ zarosła dziką roślinnością a drogi jej zaorano. Po co komu dziś takie wspomnienia, w których nie ma niczego, co można by zobaczyć inaczej, niż oczami wyobraźni? Ja na tych bezdrożach znalazłam dawne miejsce pogańskiego kultu, spotykałam pruskiego króla, odwiedziłam starą kopalnię piachu o niesławnej nazwie. Przeszłam obok prawdziwego zamku z rycerskimi korzeniami, maszerowałam po nieistniejącej drodze…

Łowęcice

Wystarczy tylko odrobina Nieustannego Wędrowania aby niewidoczny Dolny Śląsk nabrał swoich właściwych kształtów. Łowęcice pełne tajemnic….

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
49
OK
37
Kocham to!
8
Nie mam pewności
4
Takie sobie
2
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Kategoria:Naturalny

0 %