Niekomercyjny

NAWIEDZONY CMENTARZ. Pustelnik z Białkowa

Białków to niewielka wioska na Dolnym Śląsku, która pięknie położona jest wśród bujnej przyrody gminy Miękinia. Do Białkowa przybyłam po fotografie dawnej, ewangelickiej nekropoli, która założona została daleko za wioską, a jej pozostałości do dziś ukryte są w leśnych ostępach na niewielkim wzgórzu. Nie wiedziałam wówczas, że fotografuję nawiedzony cmentarz… 

NAWIEDZONY CMENTARZ - Pod lasem w Białkowie.

Kiedy przybyłyśmy tam z Ines po raz pierwszy, pobyt w tym miejscu bardzo źle wpłynął na nasze samopoczucie. Nekropolia ta wydała nam się wtedy bardzo mroczna. Bardziej od innych opuszczonych i zapomnianych cmentarzy, które odwiedziłyśmy dotąd. To dawne miejsce pochówków położone jest dość daleko od wioski. Prowadzi do niego stara droga. Dziś gościniec jest zaniedbany, ale kiedyś był potrzebny mieszkańcom Białkowa i droga była porządnie utrzymana. Pierwszym razem trafiłyśmy w tamto miejsce latem i całkiem przypadkiem, za drugim razem wybraliśmy się tam w porze wczesnowiosennej po fotografie, których bujna roślinność cmentarza nie zdominuje. Zależało mi na dokładnym zarchiwizowaniu tego obiektu.

NAWIEDZONY CMENTARZ - Pod lasem w Białkowie.

Do cmentarza w Białkowie raczej nikt nie przybywa

Nie ma śladów bytności żywych. Nekropolia jest przewrócona wprawdzie do „góry nogami” jak niemal wszędzie w podobnych miejscach, ale to raczej działania sprzed wielu lat.

NAWIEDZONY CMENTARZ - Pod lasem w Białkowie.

Dziś nie ma tam świeżych śladów kopania w ziemi. Nie widać, aby ktoś przychodził tam, aby zapalić znicze. Cmentarz jest jakby poza światem. Zapomniany bardziej niż inne.

NAWIEDZONY CMENTARZ - Pod lasem w Białkowie.

Górka cmentarna jest dość sporych rozmiarów. Napisy na płytach nagrobnych zdarzają się być czytelne. Miałam dobre światło tamtego dnia, roślinność nie zasłaniała mogił. W powietrzu nie czuło się stęchlizny, którą wyczuwałam, kiedy byłam tu pierwszy raz. Miejsce to, choć położone wśród gęstwiny drzew, było bardzo ciche. Nie słychać było wesołych, wiosennych ptasich treli, choć dzień był słoneczny i radosny. I nawet wiatr nie poruszał gałęzi drzew.

NAWIEDZONY CMENTARZ - Pod lasem w Białkowie.

Nawiedzony cmentarz

Nigdy nie czuję się w takich miejsca zbyt komfortowo. To ziemia umarłych, zbezczeszczona i sponiewierana. Nieżyjącym, którzy zostali tutaj pochowani, obiecywano wieczny spokój, a tymczasem ich groby zostały obrócone w perzynę.

NAWIEDZONY CMENTARZ - Pod lasem w Białkowie.

Takie działania mogłyby wzbudzać gniew dusz, które któż to wie? Może zostały zawieszone w tym miejscu między światem życia i śmierci? Być może na tym cmentarzu żywi nie są mile widziani i dlatego właśnie zastaje się tutaj taki mrok, taką nienaturalną ciszę połączoną z zapachami stęchlizny nawet w suchy letni dzień.  To odstrasza. 

NAWIEDZONY CMENTARZ - Pod lasem w Białkowie.

W Białkowie starsi ludzie opowiadają pewną legendę, która żywa jest tam od wielu lat i tak naprawdę nie wiadomo w jakich czasach zaczęła krążyć.

NAWIEDZONY CMENTARZ - Pod lasem w Białkowie.

Pustelnik z Białkowa. Legenda czy fakt?

Opowiada się o pewnym człowieku, który zjawił się we wiosce nie wiadomo skąd. Był bardzo oszpecony przez okaleczenia, których doznał w przeszłości, w nieznanych okolicznościach. Wyglądać miał jak istny potwór. Jego los spowodował, że ludzie uciekali na jego widok, nie mogąc patrzeć na jego twarz. Nie był też w pełni sprawny. Utykał i kolebał się pokracznie na boki. Przybył do Białkowa i nie mógł znaleźć sobie wśród ludzi przyjaciół. Szybko zaczął wzbudzać w nich nienawiść. Jego pojawienie się bowiem zaczęto tłumaczyć jako zwiastowanie nieszczęścia, które miało spaść na Białków. Najwyraźniej jednak człowiek ten nie miał już siły dalej uciekać przed złym ludzkim słowem i nienawiścią. Pozostał we wiosce na przekór wszystkiemu.

NAWIEDZONY CMENTARZ - Pod lasem w Białkowie.

Pod lasem, niedaleko cmentarza zbudował sobie szałas i zamieszkał w nim. Do Białkowa przychodził tylko po zmroku, ludzie wystawiali wtedy przed domy chleb i ziemniaki dla pustelnika, żeby jak najszybciej sobie poszedł. On zabierał jedzenie i znikał na drodze do cmentarza. W ten sposób nikt nie spotykał się z nim twarzą w twarz i nie ścigał na siebie nieszczęścia.

NAWIEDZONY CMENTARZ - Pod lasem w Białkowie.

Nawiedzony cmentarz — upiory i duchy

Być może samotnik z Białkowa dożył w lesie swoich dni i umarł tam samotnie, niedaleko starego cmentarza. Za życia jedynie zmarli nie stronili od niego i pozwalali mu na bliskie sąsiedztwo. Być może teraz jego obolała dusza przygląda się tym, którzy przybywają dziś do tej opuszczonej ziemi umarłych i pała do nich niechęcią, którą wyczuwają żywi? Nie wiem, gdzie stał jego szałas, może mijałam bezpośrednio to miejsce w drodze na ten nawiedzony cmentarz?

NAWIEDZONY CMENTARZ - Pod lasem w Białkowie.

Człowiek ten był napiętnowany ludzką nienawiścią. Zawsze sam w lesie na łasce i niełasce ludzi. Los jego już za życia uczynił z niego upiora, więc i po śmierci mógł zostać nim naprawdę.

Nawiedzony cmentarz, upiory i duchy. Pustelnik z Białkowa, którego wszyscy się bali. Prawda to czy nie prawda. Któż to wie? Legendy mają to do siebie, że nie potrzebują żadnych dowodów, aby w nie wierzyć. Powtarza się je i każdy następny opowiadający dodaje coś od siebie. Wyobraźnia zaczyna działać…

W książkach autorek bloga Nieustanne Wędrowanie znajdziesz więcej podobnych opowieści, które nigdy nie były publikowane na tej stronie. TUTAJ — więcej informacji na ten temat!

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
319
OK
175
Kocham to!
40
Nie mam pewności
35
Takie sobie
34

Komentarze zamknięte.

Kategoria:Niekomercyjny

0 %