Paszko Gorzepcowicz. Historia pewnego średniowiecznego bankruta
Zawsze, kiedy pochylam się nad historią nieznanej mi jeszcze dolnośląskiej miejscowości, najpierw staram się odnależć w jej dziejach osoby, które miały na nią głęboki wpływ, gdyż uznaję, że to jest dobry początek, żeby przedstawić ją światu. Mogą to być ludzie, którzy powołali ją do istnienia, albo w jakiś szczególny sposób rozsławiły. W przypadku Głoski położonej na Dolnym Śląsku, blisko Odry i należącej do powiatu średzkiego, nie było to łatwe zadanie, ponieważ wieś ta bardzo rzadko opisywna była na przestrzeni swoich dziejów, a jeżeli już, to nacześciej przez pryzmat pobliskiego Brzegu Dolnego, gdzie mieszkali jej wieloletni właściciele – rodzina von Hoymów. Jednak i wówczas o samej Głosce pisano niewiele, skupiano się raczej na mieście i dziejach tej szlacheckiej rodziny.
A Głoska? Trwała nieustannie przez wieki tuż przy Odrze i pośród pól, dzikich lasów, mokradeł i łąk zielonych. Otaczały ją jej przysiółki; Głogi, Gąsiorów i Owieczki, które stanowią z nią całość. I tak minęło aż 700 lat jej istnienia. To naprawdę dobry moment aby przyjrzeć się tej leciwej miejscowości dogłębniej i cofnąć się do jej początków po to, aby zrekonstruować jej zapomnianą historię. Z wielką pasją podjęłam się tego zadania i postanowiłam, że sięgnę dużo dalej niż wszyscy, którzy dotąd rozpisywali się o Głosce. Podeszłam do tej sprawy bardzo ambicjonajnie. Tak jak wspominałam wcześniej, dla mnie najważniejsi są ludzie. W tym wypadku ci, którzy jako pierwsi pojawiają sią na osi czasu tej wsi dolnośląskiej. Każdy, kto kiedykolwiek szukał informacji o Głosce na pewno trafił na taki opis:
“Pierwsze wzmianki o Ganserow (przysiółek Głoski) pojawiają się w 1342 roku, gdy bracia Paszko i Andrzej z Gorsepcowicz sprzedali las Ganserow braciom Janowi i Henrykowi zwanych Walach. W latach 1349-1352 dobra należały do Peszka de Goczepcowitz. Po 1352 roku część majątku została sprzedana Popponowi Haugwitz oraz Grzegorzowi de Zabor. Później dobra również często zmieniały właścicieli. Według danych archeologicznych w XIV wieku musiało istnieć krótkotrwale użytkowane założenie obronne. W czasie wojny trzydziestoletniej Gasiorów został zniszczony. W 1786 właścicielem dóbr został hrabia Carl Georg von Hoym. W rękach rodziny von Hoym majątek pozostawał do połowy XIX wieku.” (źródło: zabytek.pl)

Bracia Andrzej i Peszko to niezwykle ważne persony, gdyż to właśnie oni ukazują się w dziejach Głoski jako jedni z pierwszych znanych z imienia jej właścicieli i to oni położyli fundament pod kolejne 700 lat jej istnienia. I choć na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że po tak długim czasie nie będę w stanie dowiedzieć się o nich niczego więcej ponad to, co zacytowałam Wam wyżej, to jednak postanowiłam spróbować, ponieważ intuicja szeptała mi do ucha, że warto. Tutaj sprawa ma się o wiele trudniej, gdyż osoby te nie pochodziły z tych najbardziej znanych rodów szlacheckich na dolnośląskiej ziemi, gdzie większą wagę przywiązywano do kronik, a i czasy, w których żyli są bardzo odległe, co również utrudnia sprawę. Jednak i tak podjęłam decyzję, zakasałam rękawy i zaczęłam kopać w historii wierząc, że w końcu trafię na jakiś trop.
Gąsiorów. Grodzisko i bracia Andrzej i Peszko Gorsepcowicz…
…jak napisano wyżej – Gorsepcowicz, ale wariacje tego nazwijmy “nazwiska” są bardzo różne. A wśród nich Grzebkowitz, Gorsebkowicz i kilka innych podobnie zniemczonych i przekręconych przez kolejnych skrybów, ale według mnie najważniejsze jest to najpierwsze, które bardzo mocno określa jakiej narodowości byli ci bracia, a brzmiało ono bardzo polsko, bo Gorzepcowicz. Można więc śmiało założyć, iż familia Gorzepcowiczów miała korzenie polskie. Zaświadcza o tym również zapis w publikacji “Między panem, opatem i autostradą” autorstwa J.Nowosielskiej-Sobel, J. Tyszkiewicza i P. Wiszewskiego gdzie napisano, że: “Paszko Grzebkowitz wywodził się z rodzin żyjących według polskiego prawa rycerskiego”. Poza tym imię jednego z braci – Paszko, to zdrobniała forma pochodząca od Pawła, którą posługiwano się na ziemiach polskich w średniowieczu. Jak dla mnie to już wystarczy, aby uznać braci Gorzepcowiczów za swoich. A więc śledztwo ruszyło i mamy już piewsze konkrety związane z Andrzejem i Paszko, gdyż wiemy, że płynęła w nich polska krew.
W Gąsiorowie znajduje się grodzisko średniowieczne, datowane na przełom XIII i XIV stulecia. Obiekt zabytkowy zlokalizowny jest około 200 metrów na północny wschód od tamtejszego pałacu. Jest to kopiec w kształcie czworokąta o następujących wymiarach: u podstawy 24 na 35 metrów, a na wierzchołku: 18 na 26 metrów. Kopiec ma wysokość 4 metrów i znajduje się na terenie dużo wiekszego placu (plateau/podgrodzia), który ma wymiary 80 na 125 metrów. Otacza go mokra niegdyś fosa o szerokości 6 metrów, ale to nie wszystko, bo całość tego założenia obronnego okala druga, w najszerszym miejscu mierząca 18 metrów, która broniła dostępu i do kopca i do plateau.
Podczas archeologicznych badań powierzchownych tego miejsca stwierdzono, że wierzchnia warstwa kopca pokryta jest dwumetrową warstwą ziemi, która została tam sztucznie naniesiona, gruzem ceglanym i wapnem. Znaleziono tam również kawałki ceramiki. Naukowcy ustalili, że to założenie obronne miało chatrakter jednofazowy i nie było długo użytkowane. Co to oznacza? Dla mnie jest to wartościowa informacja o tym, gdzie Andrzej i Paszko rezydowali, kiedy przybywali doglądać swoje włości w Gąsiorowie. Wiemy, że w roku 1342 sprzedali oni braciom Janowi i Henrykowi Walach las, który również zwał się Gąsiorów i że od 1349 do 1352 osada ta nadal należała do Paszko, czyli wieś ciągle była własnością Gorzepcowiczów, choć Andrzej chwilowo zniknął nam z oczu.
Od tamtej chwili najwyraźniej jedynym właścicielem Gąsiorowa był Paszko Gorzepcowicz
Gdy tam przybywał, mieszkał w grodzisku, które wybudował zapewne kilka lat wcześniej wraz z Andrzejem. Jest to typowe motte, które można było bardzo szybko wznieść dysponując odpowiednią siłą roboczą, a tej braciom na pewno w ich osadzie nie brakowało, gdyż posiadali oni własnych chłopów i na pewno zapędzili ich do roboty. Kopano więc fosy a ziemię z nich wrzucano na obszar grodziska podwyższając go w ten sposób o przynajmnieju dwa metry.
Teren nadawał się do tego idealnie. W bezpośredniej bliskości małego płaskowyżu płynęła rzeka Jeziorka (i nadal płynie), której wody po zakończeniu prac bez problemu przekierowano do fos. Nawyższy poziom w grodzisku dodatkowo nadsypano ziemią i postawiono tam wieżę rycersko-mieszkalną. Murowaną, o czym zaświadcza warstwa gruzu ceglanego i resztki zaprawy wapiennej znalezionych tam przez archeologów.
Bracia Gorzepcowicze urządzili się w Gąsiorowie na bogato. Wieża rycerska musiała być solidna i dobrze ufortyfikowana, gdyż z całą pewnością przechowywano w niej czasowo zyski z posiadanych dóbr. Być może nawet lokalizacja grodziska sprzyjała ściąganiu cła za przechodzenie przez ich ziemię do brodu na Odrze. Bracia byli łebscy, dlatego trochę dziwiłam się skąd pomysł, aby pozbyć się lasu obok swojej posiadłości, gdzie były prawdziwe skarby: drewno pod budulec i na opał, dzikie zwierzęta dające mięso, miód, owoce i grzyby. No ale na pewno był jakiś konkretny powód, skoro tak uczynili i już niedługo go Wam wyjawię.
Warto też przyjrzeć się samej formalności sprzedaży. Zwróćcie uwagę, że transakcja została podpisana przez nich obu, znaczy to, że obaj mieli równe prawa do rodzinnego majątku i wcześniej go nie podzielili. W tamtej chwili Andrzej i Paszko jeszcze trzymali się razem i wspólnie gospodarowali na ojcowiźnie.

Teraz zacznę gruntowną lustrację historii życia tych dwóch mężczyzn, którzy w sumie bardzo solidnie zapisali się w dziejach Głoski i pozostawili po sobie bezcenny dziś zabytek w postaci otoczonego ongiś palisadami i fosą grodziska. Ten mały wiejski fort nie był długo użytkowany. Archeolodzy oceniają ten czas na około 100 lat, a potem miejsce to zostało opuszczone i z czasem bardzo szybko rozebrano stającą na szczycie kopca wieżę, tak że dziś został po tamtej zabudowie jedynie ceglany pył. Pomimo tego jednak jest to niesamowity dowód na to, że w XIV wieku w Gąsiorowie toczyło się życie. Ludzie mieszkający w grodzisku służyli swoim panom, pracowali na polach i w lesie. Fakt, że bracia Gorzepcowicze wznieśli na kopcu wieżę rycerską z cegły a nie z drewna sugeruje, że stać ich było na taką inwestycję i mieli plany zostać tam na dłużej.

I rzeczywiście historia ich życia opowiada o tym, że byli to ludzie niezwykle zamożni i przedsiębiorczy. Dużo czasu zajęło mi odnalezienie informacji na ich temat, ale w tej chwili jestem bardzo zadowolona z efektów mojego śledztwa, które przeniesie nas w czasie o cały 700 lat. To będzie niesamowita przygoda! Posłuchajcie…
Główny bohater – Paszko
W dokumentach bracia Andrzej i Paszko Gorzepcowicze pojawiają się już w roku 1317. Wtedy to również wspólnie odsprzedają 12 łanów pola w Jarząbkowicach (w powiecie średzkim i w gminie Kostomłoty) swojemu stryjowi. Dlaczego tak się stało? Ponieważ Gorzepcowicze pochodzili z Jarząbkowic, które wtedy zwano Grzebkowitzami i w tamtym momencie życia postanowili oni się usamodzielnić. Szukali więc pieniędzy. Ustaliłam też, że trzy lata później, w 1320 roku Paszko sprzedał Żurawiniec należący również do niego (powiat średzki, gmina Miękinia). Wieś kupili panowie w Karczyc. W tym momencie na długo tracimy z oczu Andrzeja, ale znajdziemy go w poźniejszych żródach, od teraz jednak głównym bohateren tego opowiadania będzie jego brat Paszko, który już w roku 1321 inwestuje pieniądze uzyskane ze sprzedaży Żurawińca i pola w Jarząbkowicach w Ramułtowice, które kupił od Ramolda z Ramuntowic.

Tam osiadł nasz bohater i wybudował allodium. Znaczy to, że Ramułtowice były jego prywatną i niczym nieograniczoną własnością wolną od zobowiązań. Innymi słowy nie było to lenno. Wraz z tym majątkiem nabył także ¼ patronatu nad tamtejszą świątynią. Oznacza to, że zrobił dobry interes i naprawdę świetnie się urządził. Z kolejnych wzmianek w dokumentach wynika, że pomimo tego, iż Paszko od 20 lat rządził w swoim nowym majątku, Jarząbkowice nadal były jego własnością. Stało się tak zapewne dlatego, że jego stryj umarł i on otrzymał te dobra w spadku. Taki wniosek nasuwa się po wydarzeniu mającym miejsce w roku 1339, kiedy to Paszko zaciągnął ogromny dług pieniężny od Johanesa de Borsnitz i Johanna Gallici w wysokości 100 grzywien srebra i w zastaw oddał im Jarząbkowice. Postąpił tak ponieważ w tamtym czasie budował swoją fortunę i robił to bardzo brawurowo.

Majątek, którym dysponował rozrastał się i przynosił dochody, a on sam stawał się naprawdę wielkim i znaczącym rycerzem, z którym bardzo się liczono. A ponieważ dobrze się mu wiodło, zapragnął więcej. Pożyczone pod zastaw ojcowizny 100 grzywien srebra (1 grzywna to około 200 gram czytego srebra) wydał na pełnię praw książęcych do Karczyc (1 kilometr od Jarząbkowic) poza królewskim dochodami z tej wsi i poza służbami wolnych kmieci. Interes ten ubił z królem Janem Luksemburskim.
Piękne złego początki
Ten manewr uczynił z Paszko niemal księcia na własnej ziemi. Dzięki temu znalazł się on na szczycie rycerskiej elity. Miał władzę podatkową i sądowniczą. Spełnił swoje ogromne ambicje i nakarmił ego. Był również zapobiegliwy, bo dokładnie w tym samym roku, czyli w 1339, kiedy stał się panem na Karczycach, zapisał swojej żonie Jadwidze, z domu Zedlitz, 20 grzywien rocznego dochodu z tych dóbr. Jak widać szczodrze obdarował swoją połowicę i zabezpieczył jej przyszłość.
I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że szybko okazało się, iż jego majątek nie przynosi wystarczającej ilości pieniedzy aby sprawnie pokryć zaciągnięty dług u Johanesa de Borsnitz i Johanna Gallici. Niedługo zaczęły się problemy i trzeba było spłacać także odsetki, bo jego wierzyciele byli nieugięci. Paszko jednak nie popadł w rozpacz tylko próbował się ratować i nawet dobrze mu to szło, gdyż jeszcze przez długi czas unikał bankructwa i żył na wysokich obrotach. To właśnie w tym czasie odnajdujemy go w Gąsiorowie, w roku 1342, kiedy to wraz ze swoim bratem Andrzejem sprzedał las przy tej osadzie braciom Walach. Teraz już wiemy dlaczego tak postąpił, że pozbył się cennego źródła nieustannie płynących pieniędzy. Grunt po prostu palił mu się pod nogami i potrzebował gotówki na spłatę odsetek. Niedługo dowiecie się też dlaczego w tamtym momencie nie pozbył się całego Gąsiorowa.

Jednak już kilka lat później, bo w 1348 w dokumentach odnajdujemy informację o tym, że Paszko oficjalnie przekazuje całe Karczyce swojej żonie Jadwidze. Zapis ten jest szczególny, gdyż Gorzepcowicz nazywa ją tam Jadwisią. Okazał w ten sposób, że kochał swoją żonę, bo zwracał się względem niej z czułością. Oczywiście można sie domyślić, że ta darowizna zabezpiecza nie tylko ją ale również i jego, gdyż odtąd Karczyce będące tylko i wyłącznie jej włąsnością stają się niedostępnie dla wierzycieli. Ten manewr pokazuje w jak wielkich tarapatach znalazł się nasz bohater.
Zabójczy dług
Widoczne jest, że szukał schronienia u swojej małożonki, która najwyraźniej go wspierała ale poszukiwał też wsparcia w Stwórcy, gdyż pomimo kłopotów finansowych w roku 1349 nie patrząc na nic zafundował ołtarz w kościele w Karczycach. Ołtarz ten kosztował go dwie grzywny czynszu, które pochodził z majątku w Jarząbkowicach. Ten manewr znacząco poprawił jego wizerunek i postawił go w dobrym świetle. W “Między panem, opatem i… autostradą. Dzieje gminy Kostomłoty, Wrocław 2012 P. Wiszewskiego cytamy:
„…znany nam ze swojej działalności gospodarczej jako twórca pokaźnego majątku, Paszco Gorzepcowicz, w grudniu 1349 r. otrzymał od starosty wrocławskiego specjalny przywilej, zgodnie z którym roczny dochód w wysokości sześciu grzywien czynszu ze wsi Gąsiorów, Źródła i Łukaszowice, należący dotąd do skarbu królewskiego, został inkorporowany do ołtarza (w Karczycach) , którego fundatorem był Paszco…”

Teraz już wiecie dlaczego Paszko nie pozbywał się Gąsiorowa. Potrzebowal pieniędzy aby wzbogacić swój kościół i mieć dodatkowe źródło dochodu płynące z tego przywileju. Zabiegał o to, jak widać, bardzo skutecznie. Ostatecznie zamiar ten się udał i od tamtej chwili Paszko mógł nazywać siebie fundatorem ołtarza.
W roku 1350 zaczyna się dziać w życiu Paszko już naprawdę bardzo źle, gdyż w tym czasie był on zmuszony sprzedać połowę Jarząbkowic. Uczynił to – jak informują dokumenty – za zgodą swojej Jadwisi. Kupującym był mieszczanin wrocławski Henrich Rote. Dla siebie nasz bohater zostawił cześć z folwarkiem. Rok później, w 1351 Rote kupił drugą połowę Jarząbkowic, ale bez folwarku, gdyż Paszko nadal nie chciał go oddać, ponieważ było to zabezpieczenie dla jego córki jako wiano. Ale niestety już w 1352 również i ten folwark stał się właśnością Rote. W tym samym roku dochodzi także do sprzedaży Gąsiorowa Popponowi Haugwitz i Grzegorzowi de Zabor.
Bezprawne zajęcie kasztelani w Środzie Śląskiej
W tym miejscu widać jak wielką porażkę zaliczył Paszko Gorzepcowicz i w jak tragicznej sytuacji znalazła się jego rodzina. W prawdzie nie udało mi się dotrzeć do dokumentów, gdzie napisano o Ramuntowicach, ale według mnie, można śmiało uznać, że i one zostały spieniężone, choć nie ma na to pisemnych dowodów. Wówczas rycerz ten, przypary do muru i bez perspektyw po raz ostatni porwał się do walki o przetrwanie i wykonał niesamowity manewr. W dokumencie sądowym z 14 stycznia 1355 roku czytamy:
„…Bernard de Czedlicz (Bernhardus), rycerz, w imieniu dzieci i Franczka (Franczko). brata nieżyjącego Kriga de Rydeburg, oskarżył Paszka z Jarząbkowic k. Środy Śl. (Pascho de Gorsepkowicz), rycerza, o bezprawne zajęcie kasztelami w Środzie Śl. (Nouumforum). W.w. Bernard zarzut swój potwierdził dokumentem królewskim, oskarżony zaś Paszko powołał się na przeciwną decyzję w tej sprawie w.w. asesorów”
Co to oznacza? Z pewnością nie zbrojne wtargnięcie do miasta i nie próbę zbójeckiego go opanowania, choć na pierwszy rzut oka tak to wygląda. Słowa “bezprawne zajęcie” oznaczają, że atak na kasztelanię owszem był, ale w charakterze czysto prawnym, finansowym i urzędowym.
Chodziło w tym o to, że nasz bohater Paszko próbował wykorzystać moment śmierci rycerza Kriga de Rydeburga, który to wcześniej zarządzał kasztelanią w Środzie Śląskiej. Kiedy Rydeburg odszedł z tego świata, Paszko zaczął bardzo agresywnie starać się o to, aby stać się samozwańczym dysponentem tych dóbr. Widział się w tej roli, gdyż, słusznie zresztą, uważał siebie za godnego, jako że był potężnym lokalnym graczem, a ta gra była rzeczywiście warta tego trudu i ryzyka. Kontrolowanie kasztelanii wiązało się bowiem z przepływem dużego bogactwa, które pochodziło z ceł i podatków z miasta i z targu. Widząc, że po zmarłym Rydeburgu pozostali jedynie niepełnoletni potomkowie i brat Franczko, Paszko założył, że jego plan się powiedzie, gdyż rodzina Rydeburga nie będzie miała wystarczającej siły, aby się temu przeciwstawić. Jednak nie działał w tej sparwie jak pospolity zbój, ale bardziej jak wytrawny i bezwzgędny gracz procesowy. Kiedy podczas rozprawy sądowej, Bernard de Czedlicz, prawny opiekun dzieci Kriga de Rydeburga pokazał oficjalny dokument wystawiny przez króla, którego treść potwierdzała prawa jego rodziny do kasztelanii, Paszko nie uciekł, tylko pokazał kontr-dokument i powołał się na przeciwną decyzję wrocławskich asesorów, którą najwyraźniej udało mu się wcześniej zdobyć dzięki swoim dawnym układom w urzędach. A może ich po prostu przekupił? To bezbłędnie pokazuje taktykę Paszka. Nie negował on władzy sądu ani nie wymachiwał bronią. To była twarda, urzędowa wojna na dokumenty.

Tak więc Paszko rzeczywiście „napadł” na kasztelanię ale za pomocą kruczków prawnych i samowolnego pobierania podatków, traktując zyski ze Środy Śląskiej jako ostatnią deskę ratunku, która miała uchronić jego i żonę Jadwigę przed całkowitym marginesem społecznym. Niestety jednak ten manewr mu się nie udał, choć rzeczywiście nasz bohater miał ogromne szanse na wygraną, bo skoro raz król sprzedał mu najwyższe państwowe uprawnienia w jego Karczycach, Paszko uważał się za oficjalnego partnera monarchii i dobry materiał na lokalnego urzędnika państwowego. Dla niego rozciągnięcie tych uprawnień na kasztelanię w Środzie Śląskiej było logicznym, kolejnym krokiem w karierze, ale sąd gajony we Wrocławiu nie przyznał racji Paszkowi. Choć rycerz wymachiwał wcześniejszą, korzystną dla siebie decyzją asesorów, sędziowie zablokowali jego samowolne działania. Wydano wyrok, który mówił, że jeśli Paszko nadal będzie próbował naruszać prawa dzieci zmarłego Rydeburga, starosta wrocławski (reprezentant króla) osobiście wezwie go przed swój sąd i wyciągnie surowe konsekwencje. Paszko musiał ustąpić i wycofać się ze Środy Śląskiej, bo dalszy opór groziłby mu oskarżeniem o zdradę króla.
Paszko skończonym bankrutem
Po przegranym procesie Paszko nie posiadał już żadnych dóbr. W oku 1360 w kolejnym dokumencie, do którego udało mi się dotrzeć pojawia się zapis o tym, że Klara von Gorzepcowicz, sostra Paszko przekazała mu swoje prawa do majątku w Jarząbkowicach. Był to młyn, który ocalał przed wierzycielami. W moim pojęciu to było tak, że ona sama, być może wdowa już albo zakonnica (bo nie znamy jej losów) miała środki do życia i widząc upadek brata, postanowiła wesprzeć go w niedoli. Być może wspierał go również jego syn Bartek, który zanim jego ojciec stracił wszystko, bogato się ożenił, gdyż był wówczas jeszcze dobrą partią, jako spadkobierca wielkiej fortuny. Niewykluczone jest też, że jakaś pomoc finansowa płynęła także od jego brata Andrzeja, który od lat związany był z dworem księcia Ludwika brzeskiego i wiadome jest, że w roku 1358 był w posiadaniu dworu znajdującego się w Lubinie. A więc zrobił tam karierę i być może stał się bogatym człowiekiem, którego stać było na wsparcie brata. Najbiedniejsza w tym wszystkim jednak była córka Paszko, której nie znamy z imienia. Ta dziewczyna, choć szlachcianka nie miała wizji dobrej przyszłości. Bez posagu na pewno nie znalazła odpowiedniego męża, a i w klasztorze takiej biduli zapewne nikt nie chciał.

Po 1355 roku Paszko stał się żywym symbolem upadku dawnego śląskiego rycerstwa. Z wielkiego magnata, który kupował prawa do swoich wsi od króla i fundował ołtarze, stał się bankrutem zależnym od łaski i pomocy swojej siostry Klary, brata Andrzeja, syna Bartka i żony Jadwigi. Jestem przekonana, że pochowano go w kościele w Karczycach, blisko ołtarza, który zasponsorował, a że kościół ten nigdy nie zmienił lokalizacji, nawet kiedy przekształcano go w 1500 roku z drewnianego na murowany, to jego kości muszą nadal tam leżeć, choć nikt go już w Karczycach nie wspomina. Tego jednego wierzyciele nie mogli mu zabrać, że był rycerzem, który fundując ołtarz w tamtejszej świątyni wykupił sobie miejsce na wieczność w jej murach, głęboko pod podłogą.
Taką historię sprzed 700 lat skrywa grodzisko średniowieczne w Gąsiorowie rzut beretem od Głoski. Żywą, pełną zwrotów akcji i przede wszyskim prawdziwą…
Źródła:
1. https://zabytek.pl/pl/obiekty/g-289758
2. https://www.dokumentyslaska.pl/korta/03/020.html
3. https://www.ugk.pl/files/_monografia/e-Kobierzyce.pdf
4.https://bibliotekacyfrowa.pl/Content/104853/PDF/Miedzy_panem_opatem_i_autostrada_Dzieje_gminy_Kostomloty.pdf
5. http://archiwumbip.kostomloty.pl/cms_inc/20110317143150_jarzabkowice-pomaced.pdf?id=466&dok_id=2250


















