Historyczny

PRAWDZIWE BAGNO. Rozpustnice z zamku Zimnik

Bagno to leciwa wieś dolnośląska, która dzisiaj należy do powiatu trzebnickiego. Miejscowość nie jest z tych bardzo słynących w świecie, ale mogłoby taka być, ponieważ dysponuje zapleczem historycznym, że klękajcie narody!

Audiodeskrypcja

Bagno nie poddaje się jednak bez walki. Można dość sporo poczytać o tej wsi w internecie. Mieszkańcy Bagna szczycą się bowiem swoją miejscowością i wychwalają jej zalety. Nazywają ją – ziołową wsią.

Wieś Bagno

Na miejscu wiele się dzieje pod kątem turystycznym. Wabi się tam wędrowców ciekawymi trasami, zabytkami i miejscowymi specyfikami. W sierpniu każdego roku w Bagnie urządza się święto, na którym można posmakować wiejskiego chleba, przetworów najróżniejszej maści oraz nalewek ziołowych. Rzeczywiście wioska ma potencjał. Wszystko tam otwarte jest na turystykę. Dla mnie to jednak jest spory minus, wolę bowiem tajemnicę, ciszę i pustkę na szlaku. Jestem trochę inna. Dziwna. I zawsze, od maleńkości od wszystkich odstaję. 

Wieś Bagno

Prawdziwe Bagno

Dlatego też nie zabiorę Was na żadną lokalną imprezę ani święto, choć kiedy przybyłam do Bagna, na takie właśnie trafiłam. Pierwsze z nich — to koncert w dawnym parku dominialnym, a drugie — to odpust w tamtejszym kościele. Prawdziwe combo. Znacie mnie już długo, a więc bez drobiazgowego opisywania tej sytuacji, możecie sobie wyobrazić jaką porażkę poniosłam. Wszędzie były tłumy. Wszędzie słychać było jakąś muzykę. Historia wymykała mi się z rąk, jakby była żywą, śliską rybą. Nie mogłam w pełni się skupić. Pracowałam nad zdobyciem materiałów do tego wpisu w warunkach jak dla mnie — ekstremalnych. Jednak pomimo tego wszystkiego udało mi się przywieźć z tej wyprawy wystarczająco wiele, aby Wam opowiedzieć o tym miejscu. Bez komercyjnych trików, bez upiększania, bez reklamowania. Tylko prawdziwe Bagno…

Wieś Bagno

Bagno. Rys ogólny

Mój rys ogólny zaczyna się od ostatniego fragmentu poprzedniego mojego wpisu. TUTAJ należy zacząć tę opowieść. Bez tego nie przybyłabym do Bagna tak prędko. To właśnie magia tego miejsca, którą podsycają lokalsi, zaprowadziła mnie tam, a teraz każde pisać o sobie. Bagno ma potencjał. Ma swoje skarby, i nie są one nieoczywiste. Niekoniecznie trzeba się wysilać, aby zobaczyć w nich wartości i piękno, ponieważ tam wszystko jest ładne. Mogłoby mnie to prawdziwie obrzydzić, ale stało się odwrotnie. Zachłysnęłam się tym miejscem i pozwoliłam mu się uwieść…

Pałac Kisslinga

Przyjechałam do Bagna z Godzięcina. Jechałam dawnym gościńcem, który dziś nazywany jest przez miejscowych — polniakiem. Dziur na tym szlaku mnóstwo, pola i lasy dokoła. Dziko tam i bardzo odludnie, ale droga bazaltowa jest, tylko należy dobrze się przyglądać, żeby ją zobaczyć.

Wieś Bagno

Dawniej zapewne przemierzały tę trasę powozy, w których podróżowali najbogatsi z Bagna i z Godzięcina, kiedy przyjmowali od siebie nawzajem zaproszenia na popołudniowe herbatki z ciastem. Teraz to dzika droga dolnośląska. Pierwszym w Bagnie jest krzyż przydrożny…

Krzyż przydrożny w Bagnie

To bardzo poprawne, zważywszy, że miejscowość od wieków związana jest z kościołem katolickim. Epizody luterańskie również w historii wsi można znaleźć, jednak przewaga Rzymu ostatecznie odcisnęła tam największe ślady. Tyle o tym jest w sieci, że ciężko mi się odnaleźć w roli powielacza tych treści. Zrobię to jednak, ponieważ mam swojego „asa w rękawie”, i zaraz po tych wszystkich oficjalnych prezentacjach opowiem o swoich przemyśleniach i o tropach, do których one mnie doprowadziły. I — moim zdaniem — dopiero wówczas zacznie być ciekawie…

Wieś Henryka 

W Bagnie najwięcej szumu robi się przy tamtejszym pałacu. Oczywiście jest to całkowicie zasadne. Obiekt ten jest zachowany w stanie idealnym, dlatego też jego historia jest bardzo łatwa do odczytania. Zrobię to szybko, ponieważ największą robotę wykonają tu moje fotografie. Po co mówić dużo, skoro widać wszystko jak na dłoni… 

Wieś Bagno
No i gdzie się rozlazły, kurna…?

Najsampierw, czyli setki lat temu dzisiejsze Bagno zwano Heinrichesdorf, co tłumaczy się  – wieś Henrysia… No ok – Henryka :) Nie będę robić jaj. 

Jednak sprawa umiejscowienia Bagna nie jest tak prosta, jakby mogłoby się wydawać. Gdzieś w największych mrokach tej historii — miejscowość ta ewoluowała. Bagno, które istniało najpierw, jak sama nazwa wskazuje, położone było na bagnach, tam gdzie teren był mokry. Taki podmokły grunt leśny ongiś znajdował się w okolicy dzisiejszego Bagna. I tam należy szukać jego fundamentów.

Rycerz Poppo 

Jak każda wieś średniowieczna, również Heinrichesdorf funkcjonowało na zasadach feudalnych. System ten, niemal niewolniczy był jednym z najpaskudniejszych w historii i nie ma sioła na tym terenie, żeby go ominął. Znalazłam w kilku miejscach informację o tym, że właścicielem Bagna w A.D 1337 był ponoć rycerz Poppo von Haugwitz. 

Wieś Bagno

Poszperałam sobie — jak to ja — w przeszłości z lubością i rzeczywiście natrafiłam na takie nazwisko w dziejach tych ziem. Haugwitzowie pojawiają się w historii Łużyc, Moraw, Czech, Saksonii i … Śląska. Do tego wszystkiego pierwsze wzmianki o tych arystokratach pochodzą z dwunastego stulecia. Wspominam więc o Poppo uznając jego panowanie w Bagnie za prawdopodobne. Jednak tutaj trop się urywa. Poppo pojawia się i znika jak duch. Podobno umarł bezpotomnie. I to wszystko by wyjaśniało. 

Dowody na prawdziwość Poppo

Jako dodatkowe dowody na prawdziwość tej historii dodam, że wieś Bagno, początkowo należąca do księstwa głogowskiego, już w 1309 stanowiło część księstwa wrocławskiego, które A.D 1335 stało się własnością Czech. Rycerz Poppo mógł, jak najbardziej był Czechem, zwłaszcza że jego imię dość mocno to sugeruje, choć już nazwisko nieco dezorientuje — brzmiąc tak w sumie germańsko. Natomiast Poppo może być wczesną formą imienia Pepo, które jest jednym z najbardziej popularnych imion męskich w Czechach. Poppo osiedla się w Bagnie w dwa lata po tym, jak księstwo wrocławskie staje się własnością korony czeskiej. Kolonizuje nowe ziemie, które zostały do niej przyłączone. I po takiej skrupulatniej analizie i zestawieniu tych faktów uważam, że całość jak najbardziej kupy się trzyma…

Wieś Bagno

Później rządzili tam kolejno Lamberg, Schreibers, Seidlitz, Posadowsky, Schenck, Schlabrendorf, Schonaich, Kiessler, Verson, Bussing… i nareszcie – Kissling!

Pałac Kisslinga

Jak widać Bagno przechodziło dość często z rąk do rąk. Jakoś tym wszystkim Jaśniepannom było tam chyba niewygodnie, skoro zjawiali się tak nagle i szybko wyprowadzali.  W 1905 majątek ten kupił Georg Kissling. Nowobogacki, bez „von” przed nazwiskiem browarnik z Wrocławia.

Wieś Bagno

Miał on być ostatnim świeckim właścicielem wsi. Był to człowiek bogaty i miał taką ambicję, aby zostać szlachcicem. Pieniądze bardzo mocno mogłyby mu w tym pomóc, więc jak najbardziej korzystał z ich magicznych mocy. Kupił porycerskie Bagno i kilka innych okolicznych majątków. Żeby uzyskać tytuł szlachcica, musiał zostać właścicielem dóbr rycerskich. Takie było wówczas prawo.

Wieś Bagno

Georg naprawdę bardzo się starał zostać Jaśniepanem. W Bagnie stała już luksusowa rezydencja, ale dla niego było to zbyt mało! Dobudował do niej kolejne części. Teraz cały ten ogromny kompleks nazywa się Starym i Nowym Zamkiem. Oba obiekty połączone zostały wieżą pałacową.

Pałac Kisslinga

Porycerskie Bagno za wszelką cenę

Cokolwiek o nim mówić, jakkolwiek może obrzydza kogoś człowiek ten z wyraźnym przerostem ambicji, jedno w nim mnie porusza i zachwyca. Był niesamowicie kreatywny! I to właśnie pozostawił po sobie, nic więcej — jak tylko pasję tworzenia.

Wieś Bagno

Wzniósł niezwykłej urody pałac, zachowując jego starszą część jako relikt dawnej historii.

Stary Zamek w Bagnie

Przy rezydencji zachował się do dziś dawny park dominialny.

Wieś Bagno

Posadził lipy przy głównej drodze, która prowadziła przez całą wieś aż do jego posiadłości. W miejscu dawnego grodziska utworzył rodzinne mauzoleum. Stworzył iluzję. Zmieszał rzeczywistość z dziejami sprzed wieków tak, aby móc stać się kimś wyjątkowym.

Wieś Bagno

Kimś więcej niż jedynie bogaczem. Pragnął błyszczeć jak perła w koronie. Cesarz obiecał mu tytuł szlachecki. To na jego przyjazd do Bagna budowano rezydencję. Dla Wilhelma II sadzono lipy. Monarcha miał zobaczyć, że wywyższa kogoś nadzwyczajnego…

Pałac Kisslinga w Bagnie

Zimny Dom

Jednak los tak chciał, że wybuchła I wojna światowa i cesarz miał ważniejsze sprawy na głowie od majestatu browarnika. Georg zapadł mocno na zdrowiu, kiedy na wojnie zginął Gunter, jego ukochany syn. Cesarz nigdy nie przyjechał do Bagna, żeby uczynić go szlachcicem. Miejsce na ścianie pałacu, w którym miał pojawić się herb do dziś jest puste.

Wieś Bagno

Georg przekazał majątek swojemu drugiemu synowi, Konradowi. Szybko jednak dorobek życia Kisslinga wpadł w ręce banku ziemskiego, a potem niemieckich księży Salwatorianów. Należy on do tego zgromadzenia od 1930 roku do dziś. Natomiast sam Georg Kisslig, jak również jego syn Gunter, zmarły w 1915 roku spoczęli na wzgórzu Kaltenhausen, gdzie znajdowało się mauzoleum rodzinne dla przyszłych, acz niedoszłych szlachciców Kisslingów. Kaltenhausen tłumaczy się jako — zimne domy. 

Grodzisko Bagno

Co dalej z pałacem Kisslinga?

Najpierw urządzili się tam niemieccy Salwatorianie, a po II wojnie światowej – polscy. Teraz znajduje się tam Studium Filozoficzno-Teologiczne i Wyższe Seminarium Duchowne. Innymi słowy obiekt ten należy do kleru.

Wieś Bagno

Nawet jeżeli ktoś nie przepada za kościołem i jego kapłanami, tutaj nie może zarzucić im złych intencji, jeżeli chodzi o opiekę nad zabytkiem. Księża wprawdzie korzystają na maksa z dawnej luksusowej rezydencji Kisslinga, jednak dzięki temu obiekt ten jest w doskonałej kondycji. Nie można temu zaprzeczyć.

Pałac Kisslinga

Park przy pałacu jest jak rajski ogród. Enklawa zieleni po dominialnej zachowana została w angielskim stylu, tak jak było w oryginale.

Park w Bagnie

Ogrodowe aleje prowadzą do kilku osobliwości. Znajduje się tam cudnej urody i bardzo już leciwa kapliczka drewniana.

Wieś Bagno

Jest też grota kamienna, która zachęca do chwili modlitwy. Znaleźć tam można miejsce o pięknej i wzniosłej nazwie – altany filozofów. 

Ogrodowa altana w Bagnie

Dodam też — jako że doświadczyłam tego na własnej skórze — że Salwatorianie nie bronią dostępu do obiektu. Można wejść na teren parku — nawet z psem — i wszystko sobie pooglądać. Jest też możliwość zajrzenia do wnętrza pałacowego. Ominęło mnie to, ponieważ na dziedzińcu dawnej rezydencji grano koncert, jednak księża zaprosili mnie w dogodniejszym terminie.  Tamtego dnia fotografowałam jedynie z zewnątrz. 

Pałac Kisslinga w Bagnie

Wstęp wzbroniony 

Poznani tam Salwatorianie okazali się bardzo przyjaźni. Poświęcili nam chwilę uwagi. Zapytali, skąd przybywamy, zainteresowali się losem Frutkowskiego, podróżującego w koszyku. Zapytali, czy podobało nam się w Bagnie i zaprosili nas na mszę z odpustem. Odebrałam to pozytywnie. I było to bardzo fajne uczucie, pełne ulgi, jakie pojawiło się zaraz po wcześniejszym rozczarowaniu, które przyszło, kiedy przeczytałam na bramie wjazdowej, że teren jest prywatny. Napis ten od razu dodał w mojej głowie drugą, nigdzie nienapisaną część — że wstęp wzbroniony. Pomyślałam wówczas, że to już definitywny koniec tej przygody. A potem spotkałam tamtego księdza, który wyszedł nam naprzeciw i powiedział, że wszystko można bez przeszkód obejrzeć…

Katolickie Bagno. Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny

Parafia w Bagnie jest obsługiwana przez Salwatorianów. Dzisiejsza świątynia jest stosunkowo nową budowlą, powstała bowiem na samym początku ubiegłego stulecia. Pierwszy kościół w Bagnie wzniesiono w 1353 roku jako katolicki, jednak w czasach reformacji „przechodzi” on na protestantyzm. Po pięćdziesięciu latach po raz kolejny „zmienia zdanie” i powraca do Rzymu. W połowie osiemnastego stulecia świątynia ta płonie definitywnie, kończąc swoją karierę duszpasterską. Wtedy to powstał kolejny obiekt sakralny w Bagnie. Kościół był szachulcowy i przetrwał do roku 1900. Po 150 latach posługi postanowiono go wymienić na nowy. Stało się to za rządów znanego już Wam z wcześniejszego opisu wyżej — Georga Kisslinga. Podejrzewam, że nowy pan w Bagnie sfinansował budowę neoromańskiego przybytku. Dalsze opisy tego przedsięwzięcia wspominają o wyposażeniu wnętrza świątynnego, w którego skład wchodził między innymi obraz ukoronowanej Najświętszej Marii Panny. Wszystko to, cały ten opis sugeruje  wyraźnie, że Georg Kissling był najprawdopodobniej katolikiem. 

Kościół w Bagnie

Przy kościele znajduje się stary cmentarz.

Wieś Bagno

Na jego terenie, oprócz leciwych nagrobków, znaleźć można grobowiec Salwatorianów.

Grobowiec Salwatorianów w Bagnie

Całość jest bardzo zadbana, jak niemal wszystko co kościelne w Bagnie.

Cmentarz w Bagnie

Tam też bezpośrednio zetknęłam się z legendą o trzech lipach, posadzonych korzeniami do góry.

Wieś Bagno

Rozpustnice z Bagna 

Kiedy usłyszałam to podanie po raz pierwszy, wspominano w nim o bogaczu z Bagna, który całe swoje życie spędził na hulankach i kiedy zbliżał się jego koniec, ze strachu przed piekłem pragną przeprosić Boga za swoje grzechy. Modlił się więc, ale chcąc przyspieszyć odpowiedź na pytanie — czy Pan mu wybaczy — wymusił na Bogu znak. Posadził przy kościele trzy lipy, wszystkie korzeniami do góry i powiedział do Stwórcy, że jeżeli drzewa się przyjmą, oznaczać to będzie, że grzechy jego zostały wybaczone i może spokojnie umrzeć. I stało się tak, że lipy zaczęły rosnąć. 

Jednak w Bagnie przy kościele legenda ta nieco się zmieniła. Miejsce tajemniczego bogacza zajęły trzy kobiety. W podaniu tym nazywa się je rozpustnymi, a mieszkać miały one w zamku Zimnik.

Prawdziwe Bagno. Legenda nie wyssana z palca

Ja wiem, że to tylko niewinna lokalna bajka. Jednak czytam z niej między wersami. Lipy – stare że mózg się marszczy – na terenie kościelnym znalazłam.

Legendarna lipa w Bagnie

One mówią wiele o czasach, w których wszystko to miało się wydarzyć. Lipa ma pełne predyspozycje do długowieczności i może przeżyć nawet kilkaset lat. Wcześniej dotarłam do innej historii, w której mowa jest, że rezydencja Kisslinga zbudowana była w miejscu dawnego fortu z XIII wieku, który należał do Konrada II, a warownia ta słynęła z niemoralności jej mieszkańców.

Konradów dwóch

Zrobiłam remanent historyczny i wytypowałam dwóch Konradów drugich, którzy mogliby grać tutaj tę rolę. Pierwszy z nich to Konnrad II Garbaty, urodzony w drugiej połowie XIII stulecia i który do historii tej przylega jedynie przez wzgląd na datę wybudowania warowni. Natomiast reszta jego istnienia na Śląsku nie pasuje do bagiennej historii o zamku Zimniku. Książę ten mocno wiąże się z dziejami Szprotawy, Żagania i Ścinawy. Bywa wprawdzie we Wrocławiu, jednak ma to związek z jego karierą w sutannie. 

Następny możliwy kandydat to Konrad II Oleśnicki. Książę ten ma znacznie więcej wspólnego z opisywanym tutaj Bagnem, choć nie jest to tak oczywiste, jakby mogło się wydawać — w XIII stuleciu nie było go jeszcze na świecie. Krążył on jednak w pobliżu Zimnika w czasach pasujących do tej lokalnej legendy, dlatego też to jego osobę włączam osobiście do tej historii, eliminując garbusa. 

Grodzisko Bagno

Całość kupy zaczyna się trzymać dopiero wtedy, kiedy zrezygnujemy ze sztywnych ram i ustalonych jakiś tam niby faktów. Grodzisko, które położone jest około kilometra od wioski datuje się na wieki między XII a XIV. Mówi się, że stała tam wieża rycerska. Kiedy rozciągnie się tę oś czasu i naniesie się na nią obu Konradów, okazuje się że obaj pasują do tego opowiadania. Dlaczego więc stawiam na Konrada  II Oleśnickiego?

Ponieważ ustaliłam…

Że pierwszy swój kościół Bagno wybudowało w roku 1353. Lipy rosnące przy dzisiejszym przybytku, który powstał na miejscu starszego, mają kilkaset lat. Spokojnie mogą pochodzić z XIV stulecia, czyli z czasu powstania pierwszej tamtejszej świątyni. Że grodzisko niedaleko Bagna datuje się na czas między 1200 a 1400 rokiem. Idziemy dalej! Na miejscu grodziska stała wieża obronna. Moim zdaniem to legendarny Zimnik, forteca Konrada II Oleśnickiego, który żył w latach 1338 – 1403. Jego istnienie w tym miejscu przetrwało w nazwie sztucznego grodziskowego wzgórza jako Kaltenhausen. Zimny Dom. Nazwy tej używano oficjalnie do końca II wojny światowej. To, że mówi się, że pałac Kisslinga wybudowano w miejscu warowni księcia Konrada, może oznaczać jedynie, że oba obiekty powstały w Bagnie. Nic więcej. 

Grodzisko Bagno
Grodzisko Bagno z XII – XIV wieku

Złapałam tę legendę za pysk i tak mocno ścisnęłam, że puściła farbę! Według mnie to nie jest legenda, to prawdziwa historia, po której zostały do dziś namacalne dowody na to, że się wydarzyła. Trzy grzesznice mieszkały w warowni o niemoralnej sławie. Być może uległy atmosferze grzechu panującej w grodzie i tak przeszły do historii. Mieszkały w zamku otoczonym fosą. Dokładnie tutaj, gdzie zaczęło się Bagno. Konrada II Oleśnickiego nie znalazłam wprawdzie na liście właścicieli Bagna, jednak nie łudzę się, że historia wie wszystko dokładnie na temat przeszłości tej wsi. Domniema się jedynie na temat tego, kto założył tę miejscowość, kto powołał ją do istnienia. Historia trzyma się nazwy wioski jak tonący brzytwy i próbuje odczytać z niej, kto stoi za Henrykiem, do którego najpierw Bagno należało. Czy chodzi tutaj o Henryka III, czy też o Henryka Probusa, czy o Głogowczyka, Henryka III ? Potem dopiero oficjalnie na scenę wchodzi rycerz Poppo w 1337. Jego pojawienie się sprawia, że Bagno zaczyna mieć udokumentowaną historię. A to on mógł postawić fundamenty pod Zimnik. Był w końcu rycerzem, w posiadaniu licznych dóbr, i taki fort otoczony fosą, w którym stacjonowały jego miecze, był jak najbardziej wskazany, żeby go utworzyć. Takie to były czasy i wszystko to mogło się wydarzyć. Natomiast książę Konrad przewija się niejednokrotnie w historii tej ziemi…

Bagno. Historia połamana przez wieki

Tak naprawdę, kiedy mówi się o historii Bagna, opowiadać zaczyna się od pałacu Kisslinga, albo nieco tylko wcześniej, bo od tak zwanego Starego Zamku, czyli dworu wzniesionego w osiemnastym stuleciu, i który jest najstarszą częścią kompleksu dworskiego.

Wieś Bagno

Wcześniej były tam jedynie „smoki i potwory”. Coś tam się wspomina o rycerzach i pada kilka nazwisk właścicieli tego majątku. W tamtą część tej połamanej przez wieki historii wchodzi również legenda o trzech grzesznicach i zamku Zimniku. A mnie w tych dziejach najbardziej rozpaliła ta właśnie niejasna do końca jej strona. To, co wrzucono do wora z legendami, obudziło w brzuchu moim motyle. 

Postać księcia Konrada II z Oleśnicy i trzy grzesznice z Zimnika to bardzo podejrzana mieszanka dziejowa. Wydaje mi się bardzo prawdopodobne, że ta czwórka miała że sobą sporo wspólnego. 

Książę Konrad II Oleśnicki. Wojownik jakich mało

Postać to jest w takim samym stopniu nieznana jak i fascynująca, czyli aż do bólu w jednym i w drugim przypadku. O Piastach każdy z nas słyszał, tu na tej ziemi najwięcej o Henrykach Śląskich. O Brodatym, Pobożnym, Białym i Prawym wiele się mówi, ponieważ persony te bardzo wyraziście zapisały się w historii. Natomiast Konrad II jest jakby nieco zapomniany. Do dziejów jego potrzeba się dokopywać. W wyszukiwarce internetowej Konrad II nie wyskakuje jako pierwszy ani jako drugi, ani nawet na trzeciej pozycji go nie ma. Jego osoba zlała się w tłem historycznym, które wchłonęło go jako jednego z wielu książąt bez większego znaczenia. A to bardzo — według mnie — niesprawiedliwe. 

Wieś Bagno

Konrad II Oleśnicki, zwany Grosse Hirre, mógłby zagrać główną rolę w najprzedniejszym filmie historycznym, gdzie akcja byłaby porywająca jak na planie Conana Barbarzyńcy czy Upadku Królestwa. To persona bardzo barwna. Prawdziwy bohater. Energiczny, inteligentny, zaprawiony w boju, niezwykle kreatywny. Jest w nim coś niesamowicie pociągającego. Niepospolita to postać historyczna. Prawdziwy wojownik…

Kilka smaczków z życia księcia

Nie temu poświęcony jest ten wpis, aby drobiazgowo zajmować się całym życiem Konrada, jednak wspomnę tu o kilku ciekawostkach, które zawieruszyły się w dziejach tak bardzo, że mało kto dziś o nich pamięta. Otóż mój bohater, mój piękny książę, w czasach swoich miał spore szanse, aby zostać królem Polski po śmierci Kazimierza Wielkiego. Poparło jego kandydaturę kilkudziesięciu wojów, którzy w tamtych czasach bardzo liczyli się na arenie politycznej. Książę jednak, kiedy umarł król — nie podjął żadnych kroków, aby założyć na głowę koronę. Na tronie Polski zasiadł wówczas Ludwik Węgierski, a Konrad starał się o dobre z nim stosunki polityczne. Książę Oleśnicki najwyraźniej za nic miał tron i najwyższe wyróżnienia. Cenił sobie własną ziemię i własne rządy na swoim prywatnym podwórku. Znał również osobiście Konrad II późniejszego po Ludwiku — Władysława Jagiełłę. Był dla króla najpierw wsparciem zbrojnym, a potem stanął w stosunku do niego w opozycji. Miał odwagę i fantazję. Krew w nim gorąca była i lubiła wrzeć. Mnie najbardziej podoba się historia, która mocno zapisała się w dziejach Obornik Śląskich w A.D 1378. Konrad miał wówczas sporo na pieńku z klasztorem cystersów w Lubiążu. Coś nie mógł się z braciszkami dogadać na płaszczyźnie pokojowej. Zakonnicy podskakiwali księciu i dlatego też on, wcześniej gotując się z gniewu, skrzyknął swoje miecze i najechał klasztor zbrojnie. Rządzącego tam opata zniewolił i przetrzepał mu boleśnie tłusty zadek, jak należy. Po tej akcji Konrad został przeklęty, a w jego księstwie kościół przestał się udzielać sakramentalnie. Jednak klątwa szybko została zdjęta a kara wycofana. Bądź co bądź kler obawiał się takiego woja, co z królami do stołu siadał jak z równymi sobie i na kościół nie bał się miecza podnieść. Z wariatami nie ma żartów. Papież musiał ustąpić. 

Wieś Bagno

Wulkan contra zmarzlina 

Książę Konrad miał niesamowicie burzliwe życie. Był wojownikiem i politykiem. Zawsze aktywny, brał udział w wielu bitwach na przestrzeni swojego życia. Zapisał się w historii jak niesamowicie dzielny i inteligentny. Miał tylko jedną żonę — Agnieszkę z Piastów. Było to małżeństwo ustawione przez ojca Konrada. Agnieszka była bardzo blisko spokrewniona z księciem. Żeby doszło do zaślubin, potrzebna była papieska dyspensa. Para ta książęca doczekała się tylko jednego syna. Konrad II owdowiał bardzo wcześnie, bo już w wieku trzydziestu lat. Nie wziął sobie drugiej żony, choć był to mężczyzna w sile wieku. Najwyraźniej — jak sugeruje historia — nie miał czasu na matrymonium. Nie wierzę jednak, że był potem jak święty mąż. Zbyt wiele w nim było energii, żeby móc wyobrazić sobie, że prowadził życie bez kobiet. Jego żona Agnieszka, odeszła szybko, ponieważ była słabego zdrowia. Pewnie zawsze blada i chora z worami pod oczami. Jako bliska krewna i do tego wybrana przez ojca księcia — nie była zapewne miłością jego życia. Historia nie wspomina o tej parze jako o kochającej się na zabój. Konrad był jak wulkan, Agnieszka — jak skuta lodem rzeka. Tam nie było żaru i uniesień. 

Wieś Bagno

Bagno i trzy grzesznice

Co może dziać się z mężczyzną, który jest silny, ma władzę i jest przepełniony wolą życia i działania, a brakuje mu gorącej niewiasty, dla której chciałby on świat poodbijać? Niechaj każdy sam sobie odpowie na to pytanie…

Jednak przeprowadziłam gruntowne śledztwo na temat księcia Konrada i doszłam do pewnych informacji, które połączyłam ze sobą na swój sposób. Nie przedstawiam Wam ich jednak jako niezbite fakty, ale jedynie jako moją wizję tamtych wydarzeń. 

Pan na Oleśnicy owdowiał w roku 1371. Są zapisy w księgach z tamtego stulecia o tym, że Konrad od 1372 do 1381 roku był w posiadaniu rezydencji na ulicy Nowy Targ we Wrocławiu. Urządził się tam w rok po śmierci Agnieszki, swojej żony i przez dziewięć lat korzystał z tej „mety” regularnie. Okolice Wrocławia odwiedzał więc dość często choćby tylko po pretekstem doglądania własności swojej w Kątach Wrocławskich, które zakupił w 1379. Do Wrocławia przyciągały go nie tylko interesy, ale i sprawy polityczne. Księstwo wrocławskie było wprawdzie czeskie, jednak Konrad, podobnie jak jego ojciec złożył hołd lenny monarsze czeskiemu i tym samym mógł swobodnie poruszać się po tej ziemi. Król Czech i książę Konrad mieli spore powiązania i prywatne układy. Ze swojej rezydencji na Nowym Targu do Bagna droga była prosta i niedługa, bo to tylko 35 kilometrów. Okoliczności te według mnie bardzo mocno wiążą się z legendą o trzech rozpustnicach z zamku Zimnik, które również często bywały we Wrocławiu w tamtym czasie i słynęły w tej okolicy z niezwykłej urody. Fakt ten nie mógł umknąć księciu.

Wieś Bagno

Legenda i jej drugie dno

W podaniu tym jest sporo bzdur, które przestają nimi być dopiero wówczas, kiedy spojrzy się na to opowiadanie z pewnym dystansem. Legend nie można brać dosłownie, zwłaszcza tak leciwych. Należy przyglądać się im elastycznie.

Kiedy pierwszy raz czytałam o trzech grzesznicach, pomyślałam, że to jedynie bajka. Długo trawiłam tę historię. Przemyśliwałam każdy jej szczegół. Po kilku tygodniach całość zaczęła układać się w mojej głowie w całkiem sensowną treść. Posłuchajcie…

W Zimniku mieszkały trzy kasztelanki, piękne, że klękajcie narody! Było to jeszcze całkiem soczyste średniowiecze, a dziewczyny te nie chciały wyjść za mąż. W swoim zamku, który legenda ocenia jako niewielki, nieustannie organizowały imprezy. Zjeżdżali się tam młodzieńcy na huczny ubaw i rozpustę. Często zamek zimową porą był niedostępny dla gości, ponieważ drogi do niego zasypywał śnieg. Kasztelanki więc — jak mówi podanie — bogate obrzydliwie, co roku zakupywały tony soli, żeby nią zimą posypywać drogę do warowni. Dzięki temu dostęp do zamku był całoroczny. W innej wersji o soli mowa jest, jakoby dziewczęta miały taką fanaberię, aby w środku lata saniami jechać przez las i całą drogę posypały solą, żeby zrobić klimat i poczuć się jak w grudniu. Później, kiedy czas młodości minął, kobiety zapragnęły pogodzić się z Bogiem. Nie wiedziały, co zrobić, żeby uniknąć ognia piekielnego. Rozumiały bowiem, że ich życie do świętych żywotów nie należało. Poszły więc do miejscowej wiedźmy i zapłaciły jej za radę. Ona powiedziała im, co należy uczynić. Nakazała posadzić przy kościele trzy lipy korzeniami do góry i czekać. Jeżeli drzewa się przyjmą, oznaczać to będzie, że grzechy ich zostały odpuszczone. Kobiety zrobiły tak, jak poleciła wiedźma, a lipy rzeczywiście zaczęły rosnąć korzeniami do góry.

Wieś Bagno

Bagno i rozpusta. Kochanice księcia

Zróbmy rentgen tej historii. Osobiście nie wierzę, że młoda kobieta w średniowieczu z własnej woli pozostawała niezamężna, a przy tym nie decydowała się na życie zakonne. To niemożliwe według mnie, ale idziemy dalej. 

Były to trzy kasztelanki, czyli najprawdopodobniej córki miejscowego kasztelana. Z historii wiemy, że czternasty wiek nie czynił z takiego namiestnika bogacza. W legendzie też wyraźnie podkreśla się, że zamek był mały. Według mnie była to jedynie wieża obronna. Nie widać tu żadnego bogactwa ponad normy. Dwie wersje o soli jednak mają drugie dno. Sól w czternastym stuleciu była majątkiem równym złotu. Tylko skończony idiota sypałby ją na drogę dla zabawy. Jednak w tej nucie o soli kryje się sedno sprawy. Sól w tym momencie jest jedynie symbolem majętności. Kasztelanki stać było na wszystko, na co miały ochotę. Pozostawały niezamężne i prowadziły rozwiązłe życie, ponieważ miały ogromne „plecy” i nikt nie mógł nic im za to zrobić. Moim zdaniem wszystkie należały do księcia Konrada. Jego stać było na utrzymanie i zaspokajanie zachcianek młodych i pięknych kochanek, które w zamian miały pozostawać tylko jego własnością. To on ze swoją świtą nawiedzał Zimnik przez wiele lat. Nikt nie śmiał notować tego w kronikach, jednak w legendzie zła sława warowni Konrada przedostała się do naszych czasów dzięki przekazom ustnym. Kiedy książę zestarzał się, być może z sentymentu nadal utrzymywał kasztelanki. Jednak po jego śmierci, przestały czuć się tak pewnie i szukały rozgrzeszenia u ludzi. Przyjęcie się drzew posadzonych do góry korzeniami było jawnym symbolem łaski Stwórcy, a skoro on im wybaczył, i ludzie musieli. Być może zwyczajnie bały się, że czeka ich pogrom ze strony miejscowych, którzy nie mogli patrzeć na tak jawny grzech… 

Grodzisko w Bagnie. Miejsce, w którym stał legendarny zamek Zimnik
Grodzisko w Bagnie. Miejsce, w którym stał legendarny zamek Zimnik.

Wspomina się o tym, że warownia należała do księcia Konrada, jednak nie musi oznaczać to, że on ją wybudował. Biorąc to pod uwagę, wszystkie części tej tajemniczej układanki ostatecznie ułożyły się w całość, pasując do siebie jak ulał…

Żadna młoda kobieta w średniowieczu nie mogła pozwolić sobie na takie życie, jeżeli nie należała do kogoś z wielką władzą i z ogromnym majątkiem. Trzy grzesznice z Bagna postawiły wszystko na swojego bogatego sponsora i stąd w nich tyle pomysłów na tak wyjątkową egzystencję w tamtych czasach. Być może naprawdę kochały go na zabój, a być może była to tylko transakcja wymienna. Ich bezgraniczne oddanie za łaski księcia bez limitu. Któż to wie? Sporo jednak ryzykowały. A książę Konrad? Tylko się bawił i tylko się urządził w swoim rozkosznym gniazdku na bagnach. Jakież to królewskie i jakże męskie…

Artykuł zawiera autoreklamę

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
408
OK
89
Kocham to!
37
Nie mam pewności
10
Takie sobie
11
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Sławek

Genialne opowieści, czytam z trzęsącymi się uszami – ale po co ta androfobia na końcu.:D

Soliterka

Ja tu żadnej androfobii nie widzę. Mądre, realistyczne spojrzenie na rzeczywistość. Tak jest po prostu i mnie osobiście świadomość tego nie przeszkadza lubić mężczyzn. Kobiety mają swoje przywary, meżczyźni swoje. Ale cóż… komunistyczne przekłąmywanie rzeczywistości i cenzura powraca, a do tego – jak rzekł Einstein – głupcy zamykają usta mądrym, żeby mądrzy nie obrażali ich głupoty. Świetny wpis, gratuluję autorce śledztwa historycznego i pióra. Pozdrawiam wszystkich.

Chcę

A może to o poliamorii? Książe mógł mieć jedną z nich za kochankę, ale ona była biseksualna i chciała mieć swoją kochankę? Lub dwie?

micha

Dobre. Da się czytać ;-)

Kategoria:Historyczny

0 %