Niekomercyjny

PRAWDZIWIE ZAPOMNIANY CMENTARZ. Pysząca niedaleko Brzegu Dolnego

Jeżeli jest miejscowość, o której nic nie piszą, prawie nic nie wspominają w sieci, to z pewnością jest to Pysząca. Niesamowite jest, że w dzisiejszych czasach, kiedy wszystko już zostało odkryte, zdarzają się tu, na Dolnym Śląsku takie miejsca, o których prawdziwie świat nie słyszał.

Pysząca to jeszcze nic, ponieważ jednak jest to miejscowość z drogą dojazdową i z dostępem do wszelkich dóbr cywilizacji. Nie pojechałam tam po to, aby udowadniać, że to jakiś koniec świata jest. Przybyłam tam żeby odnaleźć stary cmentarz w tej miejscowości, o którym to do czasu naszego tam przybycia, absolutnie nikt nigdzie w internecie nie wspominał. 

Historia ta zaczyna się w tej właśnie wiosce. Przybyliśmy tam, zaparkowaliśmy na wprost starej drogi, którą odnaleźliśmy na starej mapie niemieckiej. Przed nami jednak roztaczała się prawdziwa, dolnośląska sawanna…

Pysząca. Stary cmentarz

Pysząca. Droga do nekropolii 

Było nas wówczas troje. Ja, Sławek i Pan Frutkowski. Nikt z nas nigdy wcześniej nie odwiedzał tego starego cmentarzyska, a więc wyprawa była bardzo odkrywcza. Od samego początku mieliśmy „pod górkę” z naszym planem, ponieważ w tamtym przypadku nic nie było standardowe. Zwykle takie nekropolie położone były niedaleko wioski. Prowadziła do nich w miarę dobrze ubita droga, która sama wiodła nas do celu. Natomiast tam, w Pyszącej, z marszu zorientowaliśmy się, że z traktu do poświęconej ziemi umarłych nie zostało nie tylko niewiele, ale absolutnie nic. Wszystko zarosło tam na maksa tak gęstym buszem dolnośląskim, że bez maczety nie dałoby się przejść nawet kilku kroków. Nie mieliśmy więc wyboru, zaczęliśmy iść polem, wzdłuż starej drogi.

Oczywiście nikt bez wiedzy, że dawnymi laty ten zakrzaczony pas zieleni był deptakiem prowadzącym do cmentarza, nie wpadłby na to. Mnie również nie łatwo było sobie to wyobrazić, kiedy Sławek przekonywał mnie, że tędy właśnie prowadziła stara droga.

Sawanna dolnośląska

Buszowanie na krawędzi między nieistniejącą ścieżką, a polem, było chwilami zbyt trudne dla Frutka, którego zwyczajnie to przerastało. Żeby nam się chłopak nie zgubił, w najcięższych momentach niosłam go na rękach.

Pysząca. Stary cmentarz

Przystawaliśmy, żeby zorientować się gdzie aktualnie się znajdujemy. Próbowaliśmy wspierać się mapą w telefonie, ale z internetem było tam bardziej niż kiepsko, więc dosłownie na czuja, obserwując teren, wysuwając wspólne wnioski dawaliśmy prowadzić się nieistniejącej drodze w polu. Nie wiedzieliśmy na pewno, gdzie leży nasz cel. Natrafiliśmy na zakręt…

Pysząca. Stary cmentarz

I ostatecznie na fragment starej ścieżki. W tamtym momencie przez chwilę mogliśmy z niej korzystać, choć chłostały nas gałęzie.

Pysząca. Stary cmentarz

Po krótkim czasie zeszliśmy z trasy, pewni już, że nie pobłądziliśmy i ponownie zaczęliśmy iść wzdłuż zarośniętego pasa. Tam to już nawet pola nie było, tylko najprawdziwsza, naturalna sawanna jak w Afryce. Jeszcze żeby rósł tam jakiś grochodrzew, to żyrafę mogłabym sobie już bez problemu wyobrazić…

Pysząca. Stary cmentarz

Byliśmy na całkowitym pustkowiu

Zero cywilizacji dokoła. Temperatura wyciskała z nas ostatnie poty. Frutek był wtedy chory, miał jeszcze rany na brzuszku po alergii i źle znosił ten marsz po dzikiej ziemi. Złapaliśmy go ze Sławkiem i obróciliśmy na plecy, żebym mogła spryskać mu obolałe miejsca lekarstwem. Były takie chwile, że chciałam zawracać. Frutkowski nie był w kondycji, a cmentarza nie było widać ani trochę. Wszędzie dokoła ślady dzików. Nie bardzo wierzyłam, że coś tam znajdziemy, pamiętając nie jedną taką porażkę. Są takie miejsca, do których nie sposób już wrócić. Wszystko się zmienia, giną dowody na ich istnienie. Takie właśnie myśli prześladowały mnie wówczas, aż dotarliśmy do linii lasu, która była przed nami. Sławek zniknął na moment w kniejach, żeby zrobić lustrację, i już za chwilę usłyszałam radosne nawoływanie. Wiedziałam, że udało nam się!

Pysząca. Zapomniany cmentarz

Ten cmentarz należał dawniej do wioski, i zapewne jeszcze po wojnie Pysząca z niego korzystała. Potem droga dojazdowa zaczęła znikać. Trwało to kilkadziesiąt lat.

Pysząca. Stary cmentarz

W tym czasie nekropolia zdążyła zostać splądrowana. Nie ma już z czego czytać nazwisk pochowanych tam ludzi. To co zostało z pomników i ogródków grobowych, to dosłownie strzępy.

Pysząca. Stary cmentarz

Nikt, kto nie wiedziałby, że coś takiego znajduje się w tym lesie, do którego już żadna droga z tamtej strony nie prowadzi, nigdy sam, chyba że przez czysty przypadek, nie trafiłby do tego miejsca.

Pysząca. Stary cmentarz

Klimat prawie upiorny

Wejście na teren naszego znaleziska pozostaje dziś bez bramy wjazdowej. Zostały tam po ogrodzeniu jakieś resztki.

Pysząca. Stary cmentarz

Grobowce stanowią konkretne zagrożenie. Stropy wiszą nad nimi na słowo honoru. Nie trudno tam o wypadek.

Pysząca. Stary cmentarz

Dokoła wszędzie rozrasta się bluszcz. Dzięki niemu tworzy się klimat, i to naprawdę upiorny. Czas, w którym tam przybyliśmy nie sprzyjał archiwizacji. Busz zasłaniał mogiły, a liście dawały zbyt dużo cienia.

Pysząca. Stary cmentarz

Fotografie więc tak naprawdę nie oddają atmosfery, która tam panowała.

Pysząca. Stary cmentarz

Frutkowski w akcji

Rozeszliśmy się po cmentarzu, każde w swoją stronę. Słychać było jedynie trzaskanie gałązek pękających pod naszymi nogami.

Pysząca. Stary cmentarz

Chwilami któreś z nas przedzierało się przez krzaki i szeleściło ile wlezie. Stojąc tak z daleka od siebie, nie byliśmy pewni co słyszymy. Siebie nawzajem, czy może dzika w kniejach.

Pysząca. Stary cmentarz

Frutkowski z każdym rokiem naszego wędrowania staje się coraz bardziej odważny. Wkładał łepek do grobowców i wąchał co tam we wewnątrz słychać ciekawego.

Pysząca. Stary cmentarz

Nie można było nad nim zapanować, kiedy zajął się po swojemu lustracją terenu. Znikał mi z oczu i szarpał mi nerwy.

Pysząca. Stary cmentarz

Nie trudno było mu się schować w tej cmentarnej dżungli.

Pysząca. Stary cmentarz

Ma też ten gagatek taką manierę, że kiedy coś namiętnie obwąchuje, wydaje takie dźwięki jak mały warchlaczek, dusząc się ostatecznie przez zbyt szybkie wciąganie powietrza. I tam w tej dziczy robił właśnie takie rzeczy. Wystraszył mnie porządnie przynajmniej raz. 

Pysząca. Stary cmentarz

Dokumentacja 

Sławka,  jego zwyczajem gdzieś poniosło, więc zaczęłam go nawoływać. Ostatecznie po dłuższej chwili wszyscy zeszliśmy się przy głównym wejściu, z aparatami pełnymi dokumentu. Frutek wszystko zapisał w swojej pamięci podręcznej, czyli na czubku nosa.

Pysząca. Stary cmentarz

Wyjęliśmy z plecaków browary bezalkoholowe, wodę dla Frutkowskiego i przekąski. Staliśmy tak pod lasem, za którego krawędzią znajdował się nasz zapomniany cmentarz. Wymienialiśmy się spostrzeżeniami, mając banany na twarzach i oczy pełne zadowolenia. Oto kolejny raz złapaliśmy historię na chwilę przed unicestwieniem i prawdziwie, po swojemu świętowaliśmy…

Pysząca. Stary cmentarz

Pysząca to wieś, która należy do Doliny Odry. Od Brzegu Dolnego dzielą ją raptem trzy kilometry. Pierwsze pisemne wzmiankowanie o tej osadzie pochodzi z pierwszej połowy XV stulecia, jednak ludzie osiedlali się tam już w okresie neolitu. Wiemy o tym, ponieważ kiedyś ktoś zainwestował w badania i sprowadził tu archeologów. A o starym cmentarzu, z czasów przedwojennych wszyscy zapomnieli…

 

 

 

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
311
OK
90
Kocham to!
25
Nie mam pewności
15
Takie sobie
14
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Kategoria:Niekomercyjny

0 %