Naturalny

SĘPIA GÓRA. Dziewczyny z NW na gigancie

Sępia Góra nie była tego dnia naszym celem. W ogóle nic nim nie było, po prostu zaistniała taka sytuacja, że nasze chłopaki z NW — Daniel i Pan Frutkowski postanowili poleniuchować sobie na kwaterze w Mirsku, bo… miało padać i byli zmęczeni po wędrowaniu poprzedniego dnia.

Sępia Góra. Szczyt

Daniel sam tak zaproponował. Powiedział do nas – „Wy idźcie w góry, jak chcecie, a my z Frutkiem włączymy sobie jakiś film”. Chłopaki z NW nigdy nie idą na szlak, kiedy aura nie dopisuje. Dziewczyny z NW zawsze ryzykują. Poza tym byłyśmy bardzo podekscytowane, że mamy wychodne. Miałyśmy czas tylko dla siebie i mogłyśmy poruszać babskie tematy bez świadków. Daniel z Mirska podrzucił nas autem do Świeradowa. Wysadził przy Domu Zdrojowym na parkingu i odjechał. Było bardzo pięknie. Połknęłyśmy bakcyla przygody. Nie miałyśmy żadnego planu. Po piętnastu minutach zaczęło padać…

Świeradów Zdrój

Sępia Góra. Pomysł na dzień w Świeradowie Zdroju

W pierwszych chwilach nasz urlopowy deszczyk nie wydawał się upierdliwy. Z lekka jedynie siąpiło. Żadna z nas nie wpadła z tego powodu na pomysł, żeby zadzwonić do Daniela po wsparcie. Weszłyśmy do Rossmana i kupiłyśmy tam dwa ostatnie płaszcze przeciwdeszczowe. Były w kolorach żółtym i niebieskim. Taki ukraiński akcent nam się akurat trafił. Osobiście byłam od tamtej chwili nastawiona bardzo podróżniczo, bo skoro już rozwiązałyśmy problem kapania nam deszczu na głowy, świat był dla nas nieograniczony w tym dniu. Ines wpadła na pomysł, żeby dopieścić wakacyjnie nasze podniebienia i zafundować sobie kawę na wypasie. Wybrałyśmy kafejkę, zamówiłyśmy rarytasy i poprosiłyśmy panią kelnerkę o zrobienie pamiątkowej fotki. Potem zaczęłyśmy kminić dokąd wyruszyć. Przy kawie obejrzałyśmy mapę i wybrałyśmy cel naszej wędrówki. Sępia Góra była tego dnia w naszym zasięgu.

Kawa w Świeradowie Zdroju

Byłyśmy na totalnym gigancie!

Musicie wiedzieć, że naprawdę nieczęsto zdarza nam się wypad w takim składzie, że idziemy na szlak tylko we dwie. Frutkowski bowiem nigdy sam nie zostaje w domu, a Daniel to również zapalony wędrowiec. Więc, jeżeli taka sytuacja się narodziła, to tylko dlatego, że nastąpił naturalny podział grupy NW na dwa obozy.

Postanowiłyśmy, że wejdziemy na Sępią Górę. Wypiętrzenie to ma bardzo ciekawą nazwę, taką intrygującą. Poza tym nie sprawdziłyśmy niczego więcej. Jak bardzo góra jest wysoka, czy związana jest z nią jakaś ciekawa historia, czy zbocza są strome, czy w ogóle tego dnia przestanie padać? Poszłyśmy na żywioł. Byłyśmy na gigancie! Przygoda czekała na nas na szlaku. Nie robiłyśmy żadnych przygotowań. Prowadziła nas pasja.

Sępia Góra

Sępia Góra. Słowianski chram

W Świeradowie korzystałyśmy z tamtejszych pomocy turystycznych.

Świeradów Zdrój

Drogowskazy prowadziły nas asfaltową drogą. Mijałyśmy rzekę, zabytki kolejowe i dopiero stamtąd odbiłyśmy do lasu.

Świeradów Zdrój

Wejście na niebieski szlak nie należało do łatwych tamtego dnia, ponieważ deszcz już zdążył zrobić swoje. Nie padało mocno, ale ziemia zrobiła się mokra, więc nietrudno było o zwichnięcie kostki.

Sępia Góra

Pomimo tego, że aura płaczliwa, to w powietrzu panował zaduch. To był środek lata. Cudowny lipiec. Ines za nic nie dawała namówić się na założenie płaszcza z folii, a ja jedynie nakryłam nim głowę.

Sępia Góra

Kiedy idzie się pod górę, człowiek jest mocno rozgrzany. Przeciwdeszczowe wdzianko wydaje się wówczas bardziej przeszkadzać aniżeli pomagać. Tak więc byłyśmy w drodze mokrej i mglistej, osłonięte jedynie koronami drzew.

Sępia Góra

Ścieżka była dzika, niewygodna, prawdziwa, naturalna. Od czasu do czasu na pniach pojawiały się niebieskie malunki, dzięki którym nie zgubiłyśmy drogi. Na szlaku tylko raz natrafiłyśmy na drewnianą wiatę, przeznaczoną dla turystów chcących schronić się od deszczu albo odpocząć.

Sępia Góra

Rozprawiałyśmy podczas wędrówki o najróżniejszych mitologiach, historiach biblijnych i danikenowskich teoriach. Temat nas porwał, wymieniałyśmy się wiedzą. Z perspektywy czasu uznaję ten żarliwy temat w tym miejscu za dziwny zbieg okoliczności…

Sępia Góra

Legenda Białego Kamienia

Dziwny, ponieważ dopiero po powrocie do domu dowiedziałam się, że Sępia Góra ma swoją tajemnicę, związaną z miejscem kultu pogańskiego. Nie jest to temat zbyt mocno opisywany w mediach. Raczej jest tak, że jedno i to samo zdanie z tą informacją powtarzają kolejno po sobie ci, którzy wspominają o tym akcencie w swoich wpisach blogowych i postach. To taka niby ciekawostka, ale czy ktoś w to wierzy? Nie ma żelaznych dowodów, ale jest podanie. A podania nie biorą się znikąd…

Sępia Góra

Sępia Góra należy do Grzbietu Kamienieckiego. Na samym wierzchołku tego sporego wypiętrzenia znajdują się skałki, zwane Białym Kamieniem. To kwarcowe głazy. Kiedy jest ładna pogoda, z tego miejsca można podziwiać okolicę. To doskonały punkt widokowy. Kiedy jednak pada deszcz, wszystko dookoła otula mgła. I niestety — nie widać stamtąd nic. Podania mówią, że ongiś, w czasach pradawnych na szczycie tym stała świątynia pogańska, gdzie wznoszono modły do wielu lokalnych bogów i wróżono. Być może głazy te stanowią część owego ośrodka kultu? W legendzie wspomina się też o świętym gaju, który tam podobno się znajdował. Bóstwa tu wielbione miały wiele wspólnego z naturą. Co do gaju z podtekstem świętości, to jest to motyw obecny również w chrześcijaństwie. Bo czyż nie o gaju oliwnym, zwanym Ogrójcem czytamy, kiedy wspominamy modlitwę pańską? A teraz jest to miejsce święte? Gaj więc jak widać, jest ważny z punktu widzenia odwiecznych wierzeń. Pogańskich również. Natomiast wspomniany wyżej chram, to po prostu świątynia albo kościół jak kto woli. Budowla sakralna.

Jesteśmy tu zupełnie same

Wygląda więc na to, że nasze tematy dotyczące religii najróżniejszych maści, które podejmowałyśmy na tym szlaku, natchnione były przez dawniej czczone tam bóstwa. Wątek ten porwał nas na całego. Dyskutowałyśmy energicznie, wymieniając poglądy.

Sępia Góra

Deszcz padał, Ines mokła zawzięcie, odmawiając założenia foliowej kurtki. Szłyśmy coraz wyżej w las. Drzewostan się zmieniał. Nie skupiałyśmy się na malunkach na drzewach. Był moment, że zastanawiałyśmy się, czy aby nie zgubiłyśmy drogi. Chciałyśmy to sprawdzić w necie, jak biegnie szlak i jak wysoka jest ta góra, ale nie było tam zasięgu. Stanęłyśmy na drodze z korzeni i wielkich kamieni, pod suchymi koronami świerków. Dookoła było bardzo ponuro. Zero zieleni i zero światła. I wtedy powiedziałam do Ines – „Zauważyłaś, że jesteśmy tu zupełnie same”? Powiedziałam to, bo byłam upojona tym faktem. Jednak Ines odebrała to zupełnie inaczej. Jakby nagle się obudziła. Zerwała wątek religii i rozejrzała się niespokojnie dookoła, przytomniejąc. Skomentowała, że nie bardzo lubi takie odludzia i zaczęło się buszowanie w plecaku. „Masz gaz? – zapytała — bo ja nie mogę znaleźć„. Odpowiadam, że mam. „A szoker dźwiękowy na dziki masz„? – pyta dalej, nie przestając przeglądać kieszeni plecaka. „Mam” – odpowiadam zgodnie z prawdą, ale sprawdzam na wszelki wypadek. „A finkę masz„?. „No mam”. Aneta z Lasu zawsze wszystko ma przy sobie. I chemię na komary i silne środki przeciwbólowe.

Sępia Góra

Ines nie przepada za górami

Widziałam, że dopadł ją cykor. Dla mnie jednak, dopóki nic nas nie chciało tam zjeść i nikt nas nie napadał, nie było żadnego problemu. Ines nie przepada za odludziem, a ja bardzo lubię być sama nie wiadomo gdzie. Tam też, w drodze na Sępią dowiedziałam się, że ona niezbyt lubi góry. Przyznam, że był to dla mnie szok. Nie podejrzewałam tego …

W pewnym sensie była to jakby terra incognita. Nigdy nie wędrowałyśmy w tamtych terenach. Podążałyśmy do góry w całkowitej ciszy, dlatego też w pewnym momencie doszły nas dźwięki, których zaczęłyśmy nasłuchiwać. Ines uznała je za podejrzane. Ja stwierdziłam, że to turyści schodzą z góry, jednak tak długo nikogo tam nie widziałyśmy – że również i mnie włączyła się czujność. Rzeczywiście niedługo potem minęłyśmy się z innymi wędrowcami, od których przy tej okazji dowiedziałyśmy się, że do szczytu niewiele zostało…

Sępia Góra

Tam była taka drewniana chatka. Kilka osób już w niej koczowało, ale wcisnęłyśmy się i my. Ines nieco się tam osuszyła, korzystając z mojego plecakowego zapasu papierowych ręczników i założyła płaszcz przeciwdeszczowy. I ja zrobiłam podobnie. Deszcz rozbestwił się już wówczas na całego. Mocno też aura zirytowała innych turystów, którzy zbyt optymistycznie podeszli do sprawy, dlatego bez żadnej przed nim ochrony ruszyli dalej w drogę, choć nic nie wskazywało na to, że przestanie padać. Po prostu nie mieli innego wyjścia…

Sępia Góra

Sępia Góra. Na szczycie

Ines miała dość tej wilgoci. Nawet nie bardzo interesowały ją widoki z góry. Mnie za to wręcz przeciwnie. Poszłam do punktu widokowego. Stąd wiem, że podczas letniego deszczu nic stamtąd nie widać. Uparłam się też, że chcę pamiątkę z tego miejsca i ustawię się na szczycie do zdjęcia. Lało już wtedy tak bardzo, że ryzykowne było nawet wyciąganie aparatu na deszcz, a co dopiero wchodzenie na śliskie skały. Lazłam tam jak pokraka, mantrując pod nosem zaklęcia, żeby tylko nogi nie złamać. Oczywiście obie „darłyśmy z tego łacha”. Ja śmiałam się ze swojego pokractwa, a Ines komentowała to z dołu. Ostatecznie zdjęcia zostały zrobione i podjęłyśmy decyzję powrotu tą samą drogą, ponieważ pogoda nie zachęcała do dłuższej, górskiej wędrówki…

Sępia Góra

Wcale nie lekko było zejść z Białego Kamienia. Skały były śliskie. Jednak jak miałam odejść stamtąd, jeżeli nie stanęłam w tym miejscu? Potem kiedy zaczęłam czytać o świętym gaju i chramie — pomyślałam, że być może właśnie stąpałam po legendzie. Żałowałabym, gdybym tam nie wlazła, wystraszona mokrym, niestabilnym podłożem. Ta historia wymknęłaby mi się z rąk, jak śliska ryba. A tak? Złapałam ją poza świadomością jeszcze i nie wypuściłam z dłoni…

Sępia Góra

Głodne jak wilcy

Po zejściu z góry, któremu towarzyszył ulewny deszcz, potoki płynących strumyczków i błoto — dotarłyśmy na powrót do Świeradowa.

Sępia Góra

Marzyłyśmy o dobrym jedzeniu i zimnym piwie. Byłyśmy naprawdę głodne i spragnione.

Sępia Góra

Jednak klimat tej miejscowości spowodował, że pomimo tego co działo się w naszych brzuchach — bo strasznie tam burczało — nie zdecydowałyśmy się na posiłek w tym mieście. Restauracje nie oferowały niczego powalającego na kolana oprócz … cen posiłków. Zrobiłyśmy bardzo solidny obchód terenu i na pokładzie NW zrobił się totalny bunt. Po dwóch godzinach lustracji tamtejszych jadłodajni zgodnie postanowiłyśmy, że będziemy dzwonić do bazy z prośbą o transport. Wróciłyśmy do Mirska i dopiero tam, w „Paprotce” zjadłyśmy obiad, który nie dojść, że był smaczny, to kosztował przyzwoicie. W Świeradowie-Zdroju o posiłku za mniej niż 40 zł można było zapomnieć…

Świeradów Zdrój

Sępia Góra to jedynie incydent tego lata, ponieważ działo się wówczas dużo więcej. To była taka szczególna wyprawa, w składzie niekompletna. Nieustanne Wędrowanie podzieliło siły. Byłyśmy na gigancie. Uciekłyśmy od domu, pracy i reszty załogi. Było fajnie, ale tylko przez chwilę, bo zawsze najlepiej nam jednak razem. Pomimo tego warto czasami się urwać, choćby po to, żeby porządnie zmoknąć…

Więcej naszych opowieści z drogi znajdziecie w książkach autorek bloga Nieustanne Wędrowanie, które już są dostępne w sprzedaży! Spójrzcie poniżej, jakie promocje dla Was przygotowaliśmy!

Artykuł zawiera autoreklamę

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
14
OK
4
Kocham to!
3
Nie mam pewności
0
Takie sobie
0
Subscribe
Powiadom o
guest
4 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Jarek

No to trafiłyście na wierzchołek góry lodowej. Sępia Góra, to tak naprawdę Gajowa, a współczesna nazwa wynika z błędu językowego. Cały Grzbiet Kamienicki zasługuje na odrębną wyprawę. Wg niektórych jest najbardziej demonicznym miejscem w Sudetach. To, że na szczycie prawdopodobnie znajdowało się miejsce kultu, to prawda. Uciekający przed chrystianizacją łużyczanie wg legendy mieli w okolicy ukryć posążek bóstwa, które czcili – Flinsa. Stąd też dawna nazwa Świeradowa – Flinsberg. Współczesny wizerunek bożka znajduje się w centrum Świeradowa koło fontanny. Nie daleko Gajowej (Sępiej Góry) znajduje się miejscowość Kamień, a tam w szczerym polu niewielki zagajnik i jedyne w Polsce grejzeny, wokół których odkryto w międzywojniu około 150 grobów ciałopalnych. Dzisiejsza nazwa tego miejsca to Wyrwak, dawniej Zmarlak lub Kamień Umarłych. Natomiast w stronę wschodnią – kierunek Kopaniec, to jedna wielka „świątynia”, począwszy od Jelenich Skał, Tłoczyny, Źródła Wolfganga, Pogańskiej Kaplicy, ciągnących się kilometrami wałów kamiennych (te ślężańskie się chowają). Na Grzbiecie Kamienickiem sięgają nawet 5 m wysokości i dalej, dawny Hexenplatz, czyli Polana Czarownic. Tam to się dopiero dzieje. Oczywiście jeszcze Sowi Kamień, Mgielnik, czy też Góra Mgieł – dzisiejszy Ciemniak aż po Bobrowe Skały. Jak Was interesują miejsca energetyczne, to warto się w ten rejon wybrać jeszcze raz. Jest do przejścia w jeden pełny dzień. Długa historia… ;-)

Jarek

Dlatego Was podpuszczam, żebyście zawitały tu na dłuższe oględziny terenu, bo robicie dobrą robotę;) Życia by zabrakło na ten nasz Dolny Śląsk, jakże piękny przecież i wciąż mało odkryty. Jeśli chcecie pomocy przy ułożeniu trasy i poleceniu miejsc wartych zobaczenia, to piszcie śmiało. P.S. przewodnikiem jestem, tak jakoś wyszło :) Howgh!

Kategoria:Naturalny

0 %