Stary Łom. Tajemnica średniowiecznej kopalni złota
Takie właśnie były tegoroczne wakacje na rowerze. Wędrowaliśmy z Ines i z Lonkiem od miejscowości do miejscowości i wszystkie one stanowiły jedną wielką tajemnicą. Dopiero co rozprawiłam się na naszym blogu z Raszową, która własną historię bardzo chytrze ukryła w swojej nazwie, a już to samo spotyka mnie w Starym Łomie. Odniosłam takie przykre wrażenie, że ta naprawdę bardzo stara osada nikogo nie obchodzi, gdyż informacji o niej w sieci jest jak na lekarstwo, co znacza, że mało kto się nią zajmował. A wszystko to dzieje się na terenie Dolnego Śląska, niedaleko Legnicy, a jeszcze bliżej Chojnowa.
Poświęciłam Staremu Łomowi naprawdę sporo czasu. Chwytałam się zawikłanych wątków, które urywały się w najbardziej istotnych momentach i zostawiały mnie niespełnioną. Starałam się podchodzić do tego tematu ze wszystkich dostępnych stron. To był proces trwający dwa dni, kiedy to nieustannie i z uporem zdesperowanego maniaka przeczesywałam internet w poszukiwaniu informacji o tej naprawdę bardzo starej osadzie dolnośląskiej. Zacznę jednak od początku, czyli od chwili, gdy jechałam przez tę miejscowość rowerem i zatrzymałam się przez wzgląd na ten niesamowity widok…
Cudny prawda? Każdy, kto choć trochę wrażliwy jest na dzieje tej krainy, dałby po hamulcach w takich okolicznościach. Dwór w Starym Łomie to nie zabytek średniowieczny, ale teren na którym stoi już tak. I jeszcze woda, która go otacza również. Od pierwszego wejrzenia wiedziałam, że spoglądam na grodzisko średniowieczne. Byłam tego pewna bez żadnego wsparcia spisanej wiedzy. Ines podzielała moje zdanie, dlatego zatrzymałyśmy się tam na chwilę, aby uwiecznić ten moment na fotografii. Nie było to tak do końca proste, ponieważ teraz to teren prywatny. Nie chciałyśmy zakłócać niczyjego spokoju, więc Ines z Lonkiem zostali na jezdni, a ja pobiegłam bliżej z aparatem, licząc na to, że solo i bez rowerów nie zwrócę niczyjej uwagi.
Stary Łom. Dzieje osady
W bliżej nieokreślonym czasie na terenie tym ktoś musiał prowadzić badania archeologiczne, gdyż wyłowiłam z sieci informacje, że zostały tam odkryte ślady wczesnośredniowiecznej osady z IX wieku. Ta wiedza daje do myślenia. Stary Łom to prawdziwy wehikuł czasu. Żeby to ogarnąć, konieczne jest aby cofnąć się w daleką przeszłość, kiedy na ziemiach tych mieszkali Ślężanie, Dziadoszanie, Bobrzanie i Opolanie, których już w drugiej połowie IX stulecia zaczęli chrystianizować ochrzczeni Morawianie. Od tego czasu zaczęła się kolonizacja tych ziem. Mocno upraszczając ten wątek, w IX stuleciu w tym właśnie miejscu, gdzie dziś znajduje się pałac w Starym Łomie, Czesi założyli osadę. Przygotowali pod nią grunt według ówczesnych norm. Na lekkim podwyższeniu wzniesiono dwór dla zasadźcy, który otaczała do dziś czytelna w tym terenie mokra fosa, a przy nim obiekty gospodarcze i chaty dla lokatorów. Co bardziej czujny Czytelnik może teraz pomyśleć: dlaczego Czesi? Poczekajcie chwilę, a wszystkiego dowiodę.

Loym, Altenlohm, Stary Łom
I tu zaczyna się mocno pod górę, jeżeli chodzi o dzieje tej osady. Doszły mnie słuchy, że wzmiankowano ją na piśmie już w roku 1175, jednak pomimo, iż przewertowałam dostępne w tego okresu dokumenty Śląska, nigdzie nie wpadłam na potwierdzenie tej informacji, a więc bardzo możliwe, że nie jest ona prawdziwa. Dotarłam też do innego info o tym, że w roku 1362 w jakimś dokumencie wspomniano to sioło jako Loym. Do rzeczonego pisma niestety też nie udało mi się dotrzeć, ale namierzyłam inne ciekawe źródło tej wiedzy. W wrocławskim czasopiśmie Stowarzyszenia Historii Starożytności Śląska wydanym przez Ordynariusza Burmistrza Grünlingena w roku 1864 pojawiła się taka wzmianka: „H.L potwierdza, że Nikolaus Stewehansdorf sprzedał za cztery marki Mattiasowi Thammendorf, półtorej marki stałych odsetek z czterech łanów w Loym (Altenlohm. Kr. Hainau-Goldberg.)”
Notka w tej publikacji jest z drugiej połowy XIX wieku. Autor zostawia nam wiedzę nie tylko o tym, że dawno, dawno temu, bo w roku 1362 taka transakcja została zawarta pomiędzy wyżej wymienionymi i dotyczyła ona tajemniczego Loym, ale dodaje również, że w późniejszym czasie nazwa osady zmienia się na Altenlohm, co potwierdzają przedwojenne mapy niemieckie tego obszaru, na których Stary Łom do końca II wojny światowej tak jest nazywany. Rok 1362 urządzony jest na tym terenie przez wcześniejsze ważne wydarzenia. W 1328 roku Bolesław III, książę legnicko-brzeski uznał zwierzchnictwo Czech nad swoimi ziemiami. Niewykluczone, że w tym czasie do Starego Łomu przybywają Czesi, jako nowi lokatorzy, mający do tego pełne przyzwolenie swojego władcy, zwłaszcza, że najpewniej to oni właśnie założyli tę osadę w IX wieku, więc tak jakby w sumie wrócili do domu. Mniej więcej w tym okresie w dokumentach kościelnych pojawia się wzmianka o Fryderyku z Loym, który był mnichem w opactwie świętego Wincentego we Wrocławiu. Otrzymał on parafię w Starym Łomie. Wiemy o nim jeszcze, że zanim tam osiadł, pracował dla księcia Henryka Grubego służąc mu w roli kapelana. Kolejną osobą, którą wyłowiłam z dziejów tej miejscowości była pewna wysoko urodzona pani. Mowa jest tutaj o Juliannie von Sparnberg. Szlachcianka ta przyszła na świat już nie w Loym ale w Altenholm 11 lutego 1632 roku. Wyszła za mąż za Krzysztofa von Rothkirch. Związana jest z nią smutna historia. Otóż para ta doczekała się dziewięcioro potomstwa, z czego pięcioro dzieci zmarło przed panią Sparnberg.
Dwory w Starym Łomie
Stary Łom, po niemiecku Altenlohm, w pierwszej połowie ubiegłego stulecia, kiedy jeszcze znajdował się w granicach Niemiec na swoim terenie zawierał aż pięć dużych folwarków, z których najstarszym był Mittel Vro, gdzie do dziś stoi dawna, dwudziestowieczna rezydencja. Po II wojnie światowej obiekt użytkowany był przez PGR. Wówczas otaczały go budynki gospodarcze, po których nie ma dziś już śladu, podobnie jak po parku dworskim. Teraz pałac jest po prostu domem wielorodzinnym, nadal częściowo otoczonym mokrą fosą .
Natomiast wyżej od folwarku Mittel znajdował się Nieder Vro. po którym również zachował się pałac, ale niestety nie posiadam jego zdjęcia, a poniżej był Ober Vro. Dalej, w kierunku Krzywej istniały jeszcze Dobra Pauliny i Dom Scholza. Ten ostatni także ocalał do naszych czasów.
Dlaczego jednak wymieniając wszystkie te majątki, jakże liczne w tej jednej tylko wsi, podkreśliłam, że Mittel jest z nich najstarszy? Ponieważ tylko tam znajduje się fosa. Relikt średniowiecznego założenia obronnego, który prawdopodobnie opowiada historię tego miejsca zaczynającą się od IX wieku. Pozostałe folwarki powstały znacznie później, choć Ober Vro. cieszył się najstarszym ze wszystkich dworów w tej wsi, bo wzniesiono go 1876 roku. Nie szkodzi. To nadal budowla tylko z XIX wieku.
O uporze maniaka i chorobliwej ciekawości
To cała ja! Dająca ogarnąć się manii i ciekawości, kiedy coś mnie nakręci. Wtedy nie wiem kiedy przestać. Tak było w przypadku Raszowej, gdy uparłam się odczytać jej dzieje z nazwy. Zajęło mi to sporo czasu, ale teraz mogę być z siebie dumna, bo ustaliłam wszystko, do czego dążyłam i nikt nie zrobił tego przede mną. Minęło kilka dni i znowu zasiadłam przy moim komputerze z zamiarem napisania dla Was kolejnej opowieści z drogi. Na warsztat wzięłam Stary Łom, bo bardzo miło wspominałam tę miejscowość. Nie sądziłam, że historia tak szybko się powtórzy, i że ponownie będę pisać „doktorat” z nieznanego w wielkim świecie dolnośląskiego sioła koło Legnicy. A jednak tak się stało…
Bardzo mnie to ciekawiło, skąd taka niezwykła nazwa tej miejscowości? Interesowało mnie szczególnie, co ona ukrywa? Zaczęłam od lustracji najpierwszego w tym przypadku Loyma. Przeszło mi bowiem przez myśl, że może to imię tego, który założył tę osadę wieki temu. Ten trop nie wypalił, ale brzmiał sensownie, a więc koniecznie musiałam go sprawdzić. Kiedy ostatecznie go porzuciłam, wzięłam się za Altenlohm. To już na bank niemieckie brzmienie. Najpierw próbowałam po prostu w całości przetłumaczyć ten wyraz, jednak nic mądrego z tego nie wyniknęło, a więc podzieliłam go na dwie sylaby. I udało mi się coś osiągnąć ale jedynie połowicznie, bo choć alten znaczy stary, to lohn nie figuruje w słowniku. Próbowałam więc z innej beczki. Może to coś z łaciny? No niestety, ale nie ma ta dobrze.
Trybiki w mojej głowie nie chciały zaskoczyć, skierowałam więc uwagę na Stary Łom. Wiem, co to łom, jednak na wszelki wypadek postanowiłam sprawdzić w jakimś mądrym miejscu. I według Słownika Języka Polskiego pod red. W. Doroszewskiego, łom jest to pręt żelazny służący do kruszenia czegoś, łamania, podważania. Również bryła, odłam skały, blok, cios skalny, kamienny. Pokruszone lub obłupane kawałki metalu lub wyłom w czymś, luka. Natomiast Słownik Etymologiczny języka polskiego łom tłumaczy między innymi jako kamieniołom, ale też jako coś złamanego albo ułomnego. Czułam, że moja głowa staje się gorąca i zaczynam coś rozumieć, ale jeszcze nie wiem co. Wróciłam więc kolejny raz do Altelohm, bo choć samego lohm nie ma w słowniku, to podobnie brzące lahm już jest i oznacza kulawy, chromy, połamany. Czyli całkiem pasuje do mojego toku rozumowania. Wiem, że to nie dokładnie to samo, ale może to skutek jakiejś naleciałości? W moim mieście większość ludzi, których znam wypowiada słowo „lubiłem/lubiłam” jako „lubiałem/lubiałam” dodając jedną literę „a”, choć nie jest ona potrzebna. Oznacza to samo, choć to drugie to błąd językowy. Nie przeszkadza to jednak, aby ludzie go używali i to nagminnie. Ines mieszka w Katowicach i tam już nikt tak nie mówi. Może z nieistniejącym w niemieckim słowniku lohm było tak samo. Używano go regionalnie i nagminnie zamiast lahm? Do tego stopnia, że również zapisywano w ten sposób nawet na mapach?
I co by się stało, gdybym miała rację? Co by mi to dało? Coś w stylu Stary (Alten) Połamany (Lahm). To blisko, ale czułam niedosyt. To jeszcze nie to! Czy znajowałam się na dobrej drodze? Tak sądziłam, jednak była to bardzo pokręcona droga i wędrowałam nią chyba w samym środku ciemnej nocy i to bez latarki.
Po niemiecku Stary Połamany a po polsku Stary Łom. Dlaczego mi to nie wystarczyło?
To wszystko przez intuicję. Ja czuję takie rzeczy. Nie koniecznie muszę mieć na coś dowody, żeby to wiedzieć. Tak było w tym przypadku. Postawiłam sobie za punkt honoru ustalić, o czym opowiada mi nazwa tej wsi i ani myślałam działać na pół gwizdka i niechlujnie. Brakowało mi czegoś w tej układance i zamierzałam to namierzyć. Wiedziałam, że jeżeli mi się to uda, reszta wiedzy po prostu spłynie na mnie jak woda z pęknietej tamy. Wszystko czego potrzebowałam, to odrobiny szczęścia, aby wpaść na jakiś szczegół, który mnie oświeci. Znowu zaczęłam chaotycznie drążyć temat w internecie. Wpisywałam w wyszukiwarkę najróżniejsze hasła i tłumaczyłam kolejne słówka na wiele języków. Gimnastykowałam umysł na różne sposoby. Naprawdę długo to trwało i rozum podpowiadał mi, żeby odpuścić, ale tak bardzo nie chciałam. I wtedy coś drgnęło…
Wpisałam w translator Stary Łom i przetłumaczyłam tę nazwę na język czeski. Wynik był średni: staré páčidlo. Byłam bliska rozpaczy już. Wówczas zmieniałam hasło na Stary Kamieniołom i kliknęłam enter. Wtedy zobaczyłam to: starý lom. I normalnie szczęka mi opadła. Zrozumiałam, że zrobiłam to! Ustaliłam skąd wzięła się ta nazwa! Była w tym miejscu od samego początku, czyli od momentu, kiedy osiedlili się tu Czesi, bo teraz nie mam już co do tego najmniejszych wątpliwości, kim byli ludzie, którzy setki lat temu powołali do istnienia tę osadę. Niemcy też o tym wiedzieli i utrzymywali w mocy tę nazwę, choć u nich nie brzmiala już tak podobnie.

Starý Lom!
No dobrze, ta tajemnica została odkryta, ale teraz zostaje jeszcze ustalić, dlaczego tak nazwano to miejsce. Zadaję to pytanie, bo w tych okolicznościach nikt mi nie wmówi, że to jakiś przypadek. Nie ma mowy, żeby nazwa o tak konkretnym, wymownym brzmieniu, która niemal opisuje tę osadę, wzięła się znikąd. Wiemy, że na samym początku, gdzieś mniej więcej w XIV wieku jeszcze był to Loym. W tym momencie nie mam wątpliwości, że to po prostu późniejszy Lom, czyli kamieniołom, zapisany w jakiejś archiwalnej formie, której dziś już słownik czeski nie obsługuje. Jestem przekonana, że na bank istniała tam kopalnia. Ktoś mógłby powiedzieć, że to zły trop, bo owszem, trochę w kierunku Złotoryi to może, ale kto mówi, że to była kopalnia złota? Ale zresztą, dlaczego nie? Wierzę bardzo, że to jest prawdopodobne!
Czy słyszeliście już drodzy Czytelnicy o naszej najnowszej książce? „Mroczne tajemnice Wrocławia” to zbiór 12 trzymających w napięciu historii, w których opisujemy seryjnych morderców, bestialskie zbrodnie i wydarzenia, jakie działy się… być może tuż za rogiem. Pisali o nich dziennikarze, głowili się śledczy, a sędziowie próbowali wydać sprawiedliwy wyrok. My zbieramy informacje o nich tak, aby kryminalna zagadka ułożyła się w spójną całość. Czy uda nam się rozwikłać je wszystkie? Sprawdźcie sami. Poniżej więcej informacji. Zapraszamy do wglądu.
Książka „Mroczne tajemnice Wrocławia”
PREMIERA! Wysyłka 12.11.2025! Kurier lub Paczkomat – tylko 10 zł! (na terenie Polski)
Kopalnia złota
Do tej odważnej w sumie tezy, zważywszy, że nie stoi za mną murem ani jeden badacz z tytułem, skłoniło mnie pewne stanowisko archeologiczne, nazwane Legnickie Pole 2, AZP 79-21/19. Jest to pozostałość po kopalni złota, a konkretnie złotego piasku. Bardzo ciekawy jest opis tego miejsca na stronie Zabytek.pl, które na pierwszy rzut oka, bez żadnej wiedzy wygląda jak pofalowany z lekka las, a jednak są to widoczne gołym okiem i czytelne w terenie szyby górnicze, które obrały kształt niecek. Naukowcy zebrali tam materiał do badań (pozostałości po szybach złotniczych, kawałki naczyń z gliny) i ustalili, że ziemię tę eksploatowano przy Legnickim Polu na przełomie wieków XIV i XV. Przypominam, że Loym powstał właśnie w tym czasie. Podobnych, mniej znanych kopalń złota jest na Dolnym Śląsku więcej, ale nie słyszy się o nich, gdyż nie zrobiły takiej kariery jak na przykład Złotoryja. Popatrzmy tylko na Mikołajowice, które leżą w pobliżu Legnickiego Pola. Wielu z Was kojarzy je z bazaltem, ale tam również wydobywano złoto, podobnie jak w Wądrożu Wielkim i Małym. Wszystkie takie cenne kopalnie należały do księcia albo króla, który akurat rządził na danym terenie. Jednak o wspominanych tu pokładach wartościowego kruszcu niedaleko Legnicy wiemy też, że przestano go wydobywać w roku 1364. Stało się to dokładnie dwa lata po pisemnej wzmiance o wsi Loym na dokumencie dotyczącym transakcji, którą opisałam na początku tego wpisu. Teraz jestem już gotowa stwierdzić, że w tym właśnie czasie, po roku 1364 nastąpiła zmiana nazwy wsi na Starý Loym (Lom). Stary, bo zamknięto tamtejszą kopalnię. Takie buty!
Oczywiście dziś nie ma śladów po tej kopalni, jednak kiedy patrzę na starą mapę tego terenu, widzę mnóstwo dziur po wyrobiskach piasku i żwiru z opisem Kgr. Ziemia wokół Sarego Łomu jest rozkopana z każdej strony i wygląda jak ser szwajcarski. Eksploatowano ją nieustannie, szukając w niej cennych złóż. Może na samym początku wierzono, że jest tam również złoto. Może nawet było, jednak w ilościach tak małych, że szybko zaprzestano trudów poszukiwania. Dlatego po historii tej nie ma dziś śladów. Ocalała jedynie w nazwie tej miejscowości. Tak uważam i jestem o tym przekonana.
Kościół w Starym Łomie
Kiedy w średniowieczu na Dolnym Śląsku rodziła się nowa osada, budowa kościoła była tam priorytetowa. W Starym Łomie świątynia istniała już 1290 roku. Miejscowość ta miała również swojego proboszcza. Oczywiście ten obiekt sakralny zniknął z powierzchni ziemi już bardzo dawno temu. W jego miejscu wzniesiono kolejny w XV stuleciu. W XVI wieku kościół ten stał się protestancki, gdyż reformacja religijna bardzo wpłynęła na mieszkańców tej wsi. Jednak wszystko zmieniło się po wojnie trzydziestoletniej, kiedy to katoliccy poddani Habsburgów rozpoczęli kontrreformację. W tym czasie Przybytek w Starym Łomie stał się ostoją Luteran mieszkających również w powiecie bolesławieckim i jaworskim. Był on kościołem ucieczkowym (granicznym). Wtedy też obiekt sakralny został przebudowany. Działanie to miało na celu głównie powiększenie jego gabarytów, aby mógł on pomieścić jak najwięcej ludzi.
W tamtym czasie świątynia ta była ogromna. Na nabożeństwa ludzie przybywali tłumnie i nikt nie pozostawał na zewnątrz, gdyż kościół ten posiadał aż dwa tysiące miejsc siedzących. Był też bardzo piękny ze swoim mansardowym dachem i ryglową konstrukcją. Przy nim znajdował się cmentarz.
Niestety w roku 1935 wybuch pożar, który całkowicie go stawił. Wielka to strata, ponieważ gdyby istniał do dziś, stanowiłby wspaniałą atrakcję turystyczną, ale niestety tak się nie stało. Już następnego roku po tym tragicznym wydarzeniu w Starym Łomie zaczęto budować nowy kościół. Budowla sakralna została zaprojektowana przez Gerharda Langmaacka. Dzieło jego pracy w niczym nie przypomina wcześniejszej świątyni, ale rzeczywiście jest ciekawe. Przybytek ten od razu przyciągnął naszą uwagę, pomimo, że to całkiem jeszcze młody zabytek.
Teraz jest on pod wezwaniem świętego Antoniego
Pomimo, iż ta budowla sakralna jest typowa dla ziemi dolnośląskiej, to jednak jest w niej coś unikatowego. Wszystko to przez te piękne okna w cudnych, drewnianych oprawach. Nigdy wcześniej takich nie widziałam. Byłam pod wrażeniem. Jeżeli chodzi o rozmiary świątyni, to mocno przypominają one o protestanckich dziejach tego obiektu. Kościół jest zaprojektowany tak, aby pomieścił jak najwięcej wiernych w czasie nabożeństwa.
Świątynia jest pięknie usytuowana w terenie. Stoi na wypiętrzeniu, skąd rozciąga się cudny widok na okolicę. Przyjemnie tam było odpoczywać po trudach wędrowania.
We wnętrzu obiektu sakralnego stworzony został bardzo ciekawy fresk. Było to dzieło F. Porschego z Hamburga. Namalował on ostatnią wieczerzę. Jezusa siedzącego przy stole w wieczerniku i jego dwunastu uczniów. Do namalowania apostołów, pozowali artyście ówcześni, najwybitniejsi mieszkańcy Starego Łomu. To naprawdę niesamowite. Historia miejscowości została w ten sposób zachowana od zapomnienia! Niestety malowidło nie przetrwało do naszych czasów. Poddano go renowacji, ale najwyraźniej powierzono to zadania niewłaściwym osobom, ponieważ podczas tych prac, fresk został zniszczony. To wielka strata, że aż boli! TUTAJ klikajcie żeby zobaczyć fresk na archiwalnej fotografii.

Dzieje Starego Łomu to głównie historia tego Przybytku. To jest bardzo częste, gdyż dawniej życie zawsze toczyło wokół wiary i to właśnie w kościelnych dokumentach zapisywano wszystkie ważne informacje. Stąd tak wiele wiadome jest o świątyni, a tak mało o świeckich dziejach tej leciwej osady. Dla mnie było to ogromne wyzwanie, aby stworzyć materiał opisujący wydarzenia z początków istnienia tej wsi. Do większości szczegółów doszłam sama drogą dedukcji. Byłoby zapewne inaczej, gdyby w Starym Łomie znaleziono górę złota, tak jak w niedalekiej Złotoryii. Jednak to się nie wydarzyło, dlatego takim zapomnianym miejscowościom potrzebne jest Nieustanne Wędrowanie, aby ocalić je od zapomnienia. Dajcie znać w komentarzach, czy podobała Wam się moja opowieść?
Warto jest wiedzieć, że Nieustanne Wędrowanie to projekt bardzo wszechstronny. Publikujemy nie tylko w sieci, ale również w realnym świecie i na papierze. Nasze książki zawierają treści, których Czytelnik nie przeczyta na tym blogu. Poniżej prezentujemy jedną z naszych publikacji. Zapraszamy do wglądu, bo naprawdę warto.
Książka „Mroczne tajemnice Dolnego Śląska” Wydanie drugie (rozszerzone)
WYSYŁKA: Kurier lub Paczkomat – tylko 10 zł! (na terenie Polski)
Wydanie 2, z 3 nowymi rozdziałami!
Artykuł zawiera autoreklamę



















