Lifestyle

Czary i straszne opowieści babci Frani. Tego nie powinny słuchać dzieci

Babcia Frania opowiadała mi same straszne opowieści. Miała dar skupiania uwagi na tym co mówiła. Pamiętam, że byłam uzależniona od tego Jej bajania. Nie zawsze, ale bardzo często zaczynała swoją historię od słów…

A u nas jeden Żyd…

I wtedy ciągnęła temat, ubierając go w słowa tak, żeby nie osłabiać napięcia. Z perspektywy czasu widzę to w zupełnie innym świetle. To chyba nie były jednak dobre opowieści dla małej dziewczynki. Pomimo tego wychowałam się na tym, co usłyszałam od babci Frani. Spędzałam z nią dużo czasu. Bardzo często nocowałam u niej. Wtedy, w długie letnie wieczory snuła swoje historie, straszne opowieści, a mój mały rozumek wszystko notował. Z kolei w zimowe wieczory, przy zapalonej świecy razem wywoływałyśmy duchy. Kiedy skończyłam 18 lat, babcia umarła. Odeszła na zawsze, ale jej straszne opowieści przetrwały we mnie. Posłuchajcie…

Straszne opowieści
Od lewej — Maria, siostra mojej babci. W środku mój dziadek Franciszek, mąż babci Frani i babcia Frania…

Czarownica sekutnica

Kiedy byłam bardzo mała, pewna kobieta spojrzała na mnie, gdy leżałam w wózku i powiedziała głośno do mojej mamy, że jestem strasznie brzydka. Od tamtej chwili wszelki spokój w naszym domu przestał istnieć. Płakałam nieustannie. Nie spałam po nocach. Wszyscy byli wykończeni na maksa tą sytuacją. W jednej chwili ze spokojnego, grzecznego dziecka stałam się nie do wytrzymania. Mama nie dawała już rady i wtedy oddała mnie mojej babce. Ona położyła mnie na stole. Wyjęła z moich gaci mokrą od siuśków tetrową pieluchę i wycierała nią moje policzki i czoło. Coś przy tym mamrotała. Potem wyjęła bryłki węgla z węglarki i rzucała za mnie. Było tam jeszcze coś, ale już nie pamiętam tej opowieści tak drobiazgowo. W każdym razie nawydziwiała wtedy nade mną i… przestałam drzeć japę. W nocy spałam i pozwalałam spać rodzicom. Urok odpuścił.

O tym jak nie zostałam kaleką

Niedługo potem podczas kąpieli moja mama zauważyła, że dziwnie podkurczam jedną nogę. Kiedy próbowała ją wyprostować, zaraz potem gdy ją puściła, noga z powrotem się podnosiła. Następował przykurcz. Przeraziło ją to i następnego dnia poszła ze mną do lekarza. Diagnoza była bez wątpliwości — obustronne zwichnięcie stawu biodrowego. Trzeba było zakładać szynę i kontrolować nieszczęście. Mama oddawała mnie babci po kąpieli, kiedy ciało moje było elastyczne, żeby „mierzyła mnie”. Łokieć do kolana. Uda na boki. I kilka innych ćwiczeń gimnastycznych, których medyk nie zalecił. Babcia robiła to na swoją odpowiedzialność. Miałam obustronne zwichnięcie stawu biodrowego. To było pierdyliard lat temu. Jednak pomimo tego, że lekarze wtedy niewiele mieli pomysłów co z tym robić i niczego nie gwarantowali — ja chodzę. A nawet więcej — nieustannie wędruję, uprawiam długodystansową, turystykę rowerową. 30 kilometrów na pieszo i 100 na rowerze w ciągu jednego dnia. Nie jestem kaleką, choć niewiele brakowało, żebym była.

Lek na guza piersi

Kiedy urodził się mój młodszy brat, moja mama wyczuła sobie guza w piersi. To było straszne. Wszyscy się martwiliśmy. Horror normalnie. Pamiętam, jak płakałam po nocach. Babcia Frania poszła ze mną za mury obronne w moim mieście, blisko których mieszkaliśmy. Na grobli przy fosie rosło wielkie drzewo. Teraz już go tam nie ma, zostało wycięte przez wzgląd swoją leciwość, ale pamiętam, gdzie się znajdowało. Razem skrobałyśmy z niego korę. To były cuchnące wiórki. Zbierałyśmy je do dużego słoika. W domy ona wyłożyła je na folię i polała spirytusem. Potem robiła mojej mamie okłady z tego czegoś. Kilka razy, aż skóra z piersi zeszła. Po niedługim czasie guz zniknął…

Wywoływanie duchów

To było niesamowite przeżycie. Już od rana na to czekałam, bo babcia Frania obiecała mi, że wieczorem będziemy wywoływać duchy. Do tych eksperymentów z zaświatami najlepiej nadawały się wieczory zimowe. W piecu palił się ogień. Światło wydostające się ze szczelin żeliwnego blatu biegało po ścianach jej pokoju. Oczywiście palił się jeszcze ogarek. Taki prawdziwy, zwyczajny. Bez szkła czy plastiku. Babcia odwracała talerzyk i przyklejała do niego świeczkę na gorący wosk, który z niej kapał. Potem w tym półmroku siadałyśmy przy stole, chwytałyśmy się za ręce i zapraszałyśmy duchy, żeby przybyły. Bardzo długo były to jedynie niewinne, choć ekscytujące zabawy, które uatrakcyjniały nudne, grudniowe wieczory. Aż któregoś razu talerzyk zaczął podskakiwać. Tarabanił jak wściekły, aż zgasił ogarek. Wtedy usłyszałam w ciemności tylko jedno zdanie, które babcia wypowiedziała. „Wszelki duch pana Boga chwali”. Posikałam się wtedy ze strachu.

Straszne opowieści

Tam skąd pochodziła, mieszkało dużo Żydów. Byli oni bohaterami wielu jej historii. Od słów – „a u nas jeden Żyd…” zaczynało się naprawdę sporo historyjek. Niektóre z nich pamiętam, jakbym słyszała je wczoraj.

Tajemnicze lekarstwo

Babcia Frania była wtedy małą dziewczynką. Razem z rodziną mieszkała w Górce (Górnej Wygnance) niedaleko Czortkowa. Wszyscy ono zbierali jesienią ziemniaki z pola. Ona była wtedy słaba i bardzo się zmęczyła. Kiedy nastała chwila przerwy w pracy, babcia oddaliła się od mamy i położyła na ziemi, w słońcu i zasnęła. Był piękny, ciepły dzień. Po jakimś czasie wszyscy ją szukali i nawoływali. Kiedy się obudziła, poczuła, jak oblewają ją poty. Ojciec wziął ją na ręce i zaniósł do chałupy. Tej nocy dostała straszliwej gorączki i majaczyła. Następnego dnia rano jej tato zaprzęgł konia do wozu i zabrał ją do Czortkowa do Żyda. Był on medykiem i prowadził aptekę. Obejrzał dziecko i posłuchał w rejonie klatki piersiowej. Bez żadnych przyrządów, tylko ucho przyłożył. Potem zalecił lekarstwo. Ale trzeba było poczekać, żeby mógł je przygotować. Trwało to może z godzinę. Lek został sporządzony, Żyd zainkasował zapłatę i powiedział, jak go stosować. Na łyżkę należało wylać syrop i natychmiast wypić. W innym wypadku w przeciągu chwili zrobi się z niego „szkło” i nie będzie można go przełknąć. Babcia Frania chorowała wtedy dość długo, ale po jakimś czasie wydobrzała. Kiedy przyjechała na Dolny Śląsk, wiele lat potem, będąc już dorosłą i matką dwojga dzieci, któregoś razu lekarz skierował ją na zdjęcie rentgenowskie płuc. Kiedy je zobaczył, przeraził się. Były tam czarne plamy na płucach. Babcia usłyszała wtedy, że to chyba nowotwór. Ona jednak uważała, że to miejsca, w których lekarstwo sprzed lat pozalewało dziury powstałe tam po zapaleniu płuc. Nigdy nie drążyła tematu. Umarła wiele lat później na serce, nie na raka.

Kiedy umierał jej brat

Babcia Frania miała trzech braci i siostrę. Nie pamiętam imion chłopców niestety. Jeden z nich razu pewnego bardzo zachorował. To była zima i śnieg zasypał wszystkie drogi dookoła. Brat babci Frani leżał na piecu przykryty pierzyną, a pomimo tego targały nim straszliwe dreszcze. W domu wszyscy myśleli, że umrze. Tracił przytomność. Nie jadł już i nie pił.

Był późny wieczór, kiedy do drzwi chałupy ktoś zapukał. Ojciec otworzył i zobaczył dziada. Tak nazywano wtedy wszystkich bezdomnych. Ten poprosił go, żeby pozwolił mu się ogrzać i darował mu kromkę chleba. Rodzina zaprosiła go do środka. Dziad usiadł na ławie przy piecu i dostał jedzenie. Po jakimś czasie zainteresował się chorym i zaczął wypytywać o niego. Kiedy już wszystkiego wysłuchał, poszedł z ojcem w kąt i coś mu szeptał do ucha. I stało się tak, że zaraz wybrali nieco popiołu z pieca i wyrobili go ze smalcem. Dodali do tego gorzałki i mazią tą, która była polecona przez dziada, wysmarowali chłopaka od stóp do głów. Potem z powrotem położyli go na gorących kaflach. W nocy chory wył z bólu i gorączki, a skórę miał czerwoną jak rozżarzona blacha. Rano obudził się, otworzył oczy, spojrzał na matkę i powiedział, że jest głodny. Wszyscy wtedy płakali…

Dziad dostał od nich ciepłą kapotę, a do torby jedzenie na drogę. Pieniądz też jakiś się znalazł, choć tego to akurat tam za wiele nigdy nie było.

Jedyna siostra

Babcia Frania miała tylko jedną siostrę — Marię. Była od niej starsza, ale nie dużo. Rok, może dwa. Uchodziła za niezwykle urodziwą. Oglądali się za nią wszyscy chłopcy w okolicy, jednak w tamtych czasach to ojciec decydował, za kogo dziewczyna wyjdzie za mąż. Maria spodobała się pewnemu żołnierzowi, który przebywał w koszarach w Czortkowie. Wodził za nią oczami w kościele. Zjawił się u nich w domu kilka razy i z ojcem pił gorzałkę. Rozmawiał tylko z nim. Niedługo potem dziewczyna dowiedziała się, że to będzie jej mąż. Nie podobał się jej. Nie kochała go, nie znała i nie chciała. Jednak nikt na to nie zważał. Ostatecznie Maria postanowiła przeciwstawić się ojcu i kategorycznie odmówiła zamążpójścia. Postawiła się na całego. Babcia opowiadała, że tato wziął wtedy pogrzebacz i bił ją straszliwie. Najbardziej po plecach i brzuchu. Katował aż przestała protestować. Potem poszła do ślubu spłakana i obolała. Od tego czasu nie miewała regularnych miesiączek, a kiedy krwawiła, bardzo cierpiała. Nigdy nie zaszła w ciążę i do końca życia babcia Frania uważała, że wtedy przez tę karę coś się w niej uszkodziło i dlatego nie mogła mieć dzieci.

Straszne opowieści
Maria. Jedyna siostra mojej babci Frani.

Straszne opowieści z innej beczki

Babcia Frania bardzo dużo mówiła mi o naszej rodzinie. Dlatego wiem, kim jestem. Przekazy ustne i tradycja opowiadania była u nas na porządku dziennym. Jednak czasami bajała o obcych ludziach.

O Magdusi

Był raz we wsi jeden wdowiec. Bardzo bogaty. Choć już starszawy, to przez swój majątek mocno interesował kobiety. I była tam również Magda. Młódka biedna, ale cwana i tak się koło niego kręciła, tak kombinowała, że w końcu mu ją wyswatali. Problem z wdowcem był taki, że był on okrutnie skąpy, dlatego też swaty mówili, że Magda nie jest wymagająca i mało je. Więc nie będzie go wiele kosztować. No i stało się tak, że to go przekonało, i ostatecznie doszło do zaślubin. Jakiś czas potem stary żonkoś się rozchorował i leżał długo w łóżku. Na wszelki wypadek Magda wezwała prawnika, żeby sporządził on testament. Jednak mąż jej nie był zdecydowany, czy chce wszystko, co posiada zostawić młodej żonie, z którą, bądź co bądź nie długo pożył. Zanim zeszli się pisarze, Magda ugotowała kutię. Było w niej mnóstwo maku, więcej niż wymagał przepis. Nałożyła do miski potrawę i zaczęła w łożu karmić męża. Napychała go jak gęś hodowlaną, a kiedy prosił o wodę, nie podała mu ani kropli. Wtedy przyszedł do niego prawnik i zabrał się do pracy. Zapytał chorego, komu zapisuje swój majątek? On jednak nie mógł mówić, bo w gardle pęczniał mu mak. Krztusił się i chrząkał, ale słowa nie wydusił. Wtedy zza ściany wyłoniła się Magda i stanęła przed jego oczami z talerzem rosołu przy brodzie. Zaczęła jeść tak łapczywie, że zupa kapała jej po brodzie, a kluski wypadały z miski. Kiedy stary zobaczył, że żona przejada jego majątek, wybałuszył oczy i wskazał na nią ręką. Wtedy pisarz ponownie zapytał, komu gospodarz zapisze swoje morgi? A on tylko powtarzał, że go mak dusi, mak dusi… i z żalem wskazywał na żonę, żeby mu pokazać, że się tak bezwstydnie obżera za jego pieniądze. Prawnik jednak zrozumiał to zupełnie inaczej. Że Magdusi wszystko zapisuje…

Mak w gardle gospodarza spęczniał jeszcze bardziej i więcej już z siebie stary nie wykrzyczał. Zmarł tego samego wieczora, uczyniwszy z Magdy najbogatszą we wsi.

Straszne opowieści. Zamordowana dziewczynka

Była we wsi pewna młoda wdowa, której spodobał się jeden samotny gospodarz. Zapałała do niego wielką namiętnością, jednak on jawnie mówił, że nie chce kobiety z dzieckiem. Miała ona bowiem pięcioletnią córeczkę. Pominąwszy to, jednak zdarzało się, że para ta spotykała się potajemnie, ale o ślubie nie było mowy. Na dłuższą metę wdowie to nie pasowało.

Po jakimś czasie we wsi rozniosła się wieść, że zaginęła jej córka. Matka mówiła, że dziecko wyszło z domu i nie wróciło. Sąsiedzi szukali jej aż do zmroku. Niestety poszukiwania nie przyniosły efektów. Wszystko zaczęło się od nowa następnego dnia. Cały tydzień ludzie ze wsi poszukiwali dziewczynki, aż w końcu przestali widząc, że na nic są ich trudy. Zaraz potem, w czasie nie dłuższym niż tydzień, w kościele ogłoszono zaręczyny. Wdowa i jej ukochany postanowili się pobrać. Ludzie dziwowali się, że zaraz po starcie dziecka matka szykuje wesele, ale któż mógł jej zabronić?

Któregoś dnia przyszły pan młody szedł polem, żeby sprawdzić, czy stonka nie zżera mu ziemniaków i zobaczył, że nad lekkim wzniesieniem, na środku jego uprawy krążą ptaki. Lądują i wzbijają się w powietrze. Było ich dużo i robiły sporo jazgotu. Zaciekawiony zaczął iść w tamtą stronę i kiedy dotarł na miejsce, zobaczył trupa, którego skubią ptaszyska. Po resztkach ubrania poznał, że to córeczka jego przyszłej żony. Na głowie dziecka znajdował się worek, a na szyi sznur. Gdy powrócił do wioski, od razu o wszystkim zawiadomił matkę. Kobieta zbladła i zaczęła straszliwie płakać. Choć nikt jej o to nie pytał, sama przyznała się do zbrodni. Tłumaczyła, że pozbyła się dziecka z miłości do narzeczonego. Ludzie ze wsi od razu ją skrępowali i zaprowadzili do miasta, żeby zajęli się nią stróże prawa.

Śmiertelne robótki ręczne

Pewien gospodarz miał żonę. Jednak nie kochał jej i najchętniej by się jej pozbył. Tym bardziej że we wsi spodobała mu się pewna młoda, piękna dziewczyna. Ona jednak nawet patrzeć nie chciała na żonatego. Cierpiał więc straszliwe męki i nieustannie rozmyślał o tym, jakby to było dobrze, gdyby jego żona umarła. Jednak ona pełna była wigoru i nawet o czymś takim nie myślała. Rano wstawała, żeby gospodarstwo oporządzić. Potem gotowała, a wieczorami robiła na drutach ciepłe skarpetki i szaliki dla męża. Była dobrą żoną, choć jej mąż już od dawna sypiał osobno.

Jego z kolei opętała miłość do pięknej dziewczyny, która nie chciała go tylko dlatego, że nie był wolny. Postanowił więc wymyślić sposób, żeby pozbyć się ślubnej. Nigdy do niej nocą nie przychodził, ale wtedy było inaczej. Wśliznął się do łoża ku wielkiej radości żony. Zaczął ją dotykać, a ona nie protestowała. Na szafce nocnej obok pryczy leżały jej druty do robótek. Mąż trzymał jeden z nich dłoni. Włożył ją pod lewą piersi małżonki i wbił drut prosto w serce. Po chwili kobieta już nie oddychała.

Mężczyzna powycierał skrzepniętą krew na ciele denatki. Jedna mała dziurka pod ogromną piersią nie była widoczna. Rano powiedział, że po prostu umarła. Niedługo potem się ożenił. Nikt nie zaglądał pod biust zmarłej…

Straszne opowieści
Moja babcia Frania. Autorka strasznych opowieści.

Bardzo straszne opowieści. Diabelska księga

To wspomnienie nie jest takie ostre jak wcześniejsze. Pamiętam, że babcia opowiadała mi o książce, którą ludzie we wsi sobie pożyczali do czytania. Nie zanotowałam w pamięci tytułu, ale wiem, że jej treść była straszliwa. Babcia opowiadała, że ludzie zaczynali czytać wieczorami, a do rana byli całkiem siwi. Młodzi ludzie w jedną noc ze strachu siwieli na maksa. W książce miały być straszne opowieści o diabłach i szatanie. Nie wiem, czy ona też ją czytała. Tego już nie mogę sobie przypomnieć.

To nie wszystkie straszne opowieści mojej babki. Jest ich więcej. Sporo dotyczy czasów wojny i tego, co banderowcy robili z Polakami w tamtym czasie i jak ucierpiała od nich nasza rodzina oraz wiele innych. Ale to już temat na kolejny wpis. Znajdziecie go poniżej.

Opowieści babci Frani. Historie z ubiegłego stulecia. Cześć II.

A dla najbardziej zaawansowanych Czytelników Nieustannego Wędrowania polecamy naszą książkę (patrz poniżej), w której więcej takich, również strasznych opowieści :)

Artykuł zawiera autoreklamę.

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
779
OK
132
Kocham to!
141
Nie mam pewności
13
Takie sobie
6
Subscribe
Powiadom o
guest
44 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Marta

Uwielbiam takie opowieści! Dziękuję za wpis

Ruda

O tak… Musi być dalsza część…

Ola

Czekam na kolejną część!

ELA

Czekam na kolejny odcinek
Zajebiste opowieści
Thx

Ewa

Fascynujące! Chcę więcej. W ogóle babcia Frania, ładniejsza była niż jej siostra.

Sandra

Tak! Czekam z niecierpliwością!

Marta

Super historie… Druga część obowiązkowa.

Wiola

Super opowieści, przypominają mi się moi dziadkowie.. też wiele takich opowiadań słyszałam

Barbara

Teraz już wiem skąd ten talent pisarski. Mogłaby Pani napisać powieść kryminalną na kanwie babcinych opowieści. Fajnie się czytało,

Anna Piechalak

Koniecznie dalszą część poprosimy

Jola

Fajne te opowieści mój dziadek też podobne opowiadał ta

Jola

Szczególnie ta o mak dusi i drucie pod piersią

Aleksandra

Rewelacja

Eva

Przypomniała mi się historia mojego ojca. Jako mały chłopiec, a bylo to dobrze ponad 80 lat temu, zachorował na gruźlicę kości. Lekarz w miasteczku postanowił ze jedynym wyjściem jest amputacja. Moja babcia się nie zgodziła i poszła do starej znachorki-zielarki. Ta kazała go wymoczyć w tłustym domowym rosole, a po wystygnieciu rosołu nie wycierać tylko takiego tłustego owinąć w białe lniane prześcieradło. Proces się powtarzał przez trzy dni. Mój ojciec wyzdrowiał tylko mu została blizna na nodze. Medycyna ludowa to dla mnie fenomen. Pozdrawiam.

Justyna

Stawiam dychę, że pomógł kolagen, który wygotował się z kości :) Świetna anegdota.
Pozdrawiam równie zafascynowana medycyną ludową

Iwona

Lubię takie historię, czekam na dalszą część, od razu przypomina mi się moja Babcia, która żyła pod zaborem rosyjskim i opowiadała mi różne historyjki.

Aro Kazelot

Zawsze mnie fascynowała taka historia niźli ta z książek
Czekam na ciąg dalszy

monika

Super czekam na następną część

Justyna

Takie opowieści są niesamowite. Czyta się je z wypiekami i zapartym tchem. U nas w domu to mama opowiadała to, co sama usłyszała od swojego taty, który pochodził „zza Buga”- konkretnie z obecnego pogranicza białorusko-litewskiego. On też mnóstwo opowieści zaczynał od słów „był u nas taki Żyd…”. Kilka jego opowieści dotyczyło też okrutnego pozbywania się współmałżonków ;)

Anna (wrocia)

Jasne. Bardzo ciekawe… Przy okazji do wiem sie jak wygladalo zycie w tamtych stronach. Bo babcia i prababcia po tym co przeszly nie chcialy wracac pamiecia do tych czasow a pytane mowily „po co Ci to wszystko wiedziec dziecko” ☺️ Super opowiesci. Bardzo takie lubie.

Katarzyna

Super, czekam na kolejne wpisy

Monika

Wow…. w imieniu wszystkich pozwolę sobie prosić o ciąg dalszy

Grzegorz

Mój dziadek urodził się w Czortkowie

aga

Jasne! Czekam z niecierpliwoscia na kolejna czesc!

Andre

Moja babcia opowiadała o głodzie na Ukrainie i Niemcach Musiała pracować na Bawarii Tam poznała męża a Niemieccy właściciele wyprawili im ślub i to bogaty Mężem był Polak z Kielc

Małgosia

Bardzo przyjemnie mi się Ciebie czyta zostanę tu zapewne na dłużej

Waldi

Oczywiście dalsze opowieści prosimy

Aneta

Super, moja babcia też mi dużo opowiadała i wolałam jej słuchać niż oglądać tv. Poproszę cd. Przypomniały mi stare dobre czasy. Pozdrawiam

Janina

Super,uwielbiam takie opowiesci.Prosze o wiecej.

Ania

Czekamy na więcej

Katarzyna

Uwielbiam takie opowieści, bo i moja ukochana Babcia niestety już Ś.P. raczyła mnie podobnymi od dziecka. I też o odczynianiu uroków było. Mogę takich opowieści słuchać nieustannie. Mam nadzieję, będzie więcej:)

Ania

Pewnie , czekam na część 2:) Pierwsza jest bardzo interesująca:) Pozdrawiam

Patrycja

Uwielbiam
Moja babcia i jej siostra też opowiadały mi straszne historie o duchach. To był cudowny czas.

[…] trafiłeś tutaj, drogi Czytelniku/Czytelniczko, to musisz wiedzieć, że jest to druga część Strasznych opowieści babci Frani. Pierwszy wpis wzbudził sporo emocji, dlatego też postanowiłam stworzyć kolejny, w którym […]

Blog fantastyczny. Wspaniałe opowieści zupełnie jak z opowiadań babci z czasu mojego dzieciństwa, choć te z odprawianiem uroku przeżyłam osobiście. Kiedy moja najstarsza córka miała 3 miesiące i byłam z nią na spacerze podeszła kobieta zajrzała do wózka i pozachwycała się malutka, od tego czasu bardzo pogodne dziecko zmieniło się w rozwrzeszczane, a darła się jakby była chora. I tu właśnie wkracza moja kochana babcia która zasilaną pielucha przeciera dzieciaczki, przykrywa żółtym i odgania wszelkie źle uroki. Cud moja słodka córeczka wróciła i czegoś co logicznie wytłumaczyć nie można byłam świadkiem. Mama mi mówiła że babcia często miała przeczucia, sny i widziała coś czego nie widać a od jakiegoś czasu zdarzają mi się sytuacje w których wiem i czuję rzeczy których inni nie wiedzą. Pozdrawiam

Marcin

Jak dla mnie to wspaniałe a nie straszne opowieści

Magda

Super!!!

Natalia

Czekam z niecierpliwością na kolejne

Ewelina

Więcej, prosimy o więcej!!!

Regi

Piękne opowieści

Gosia

Przypomina mi to moje dziciństwo

Daniel

Uwielbiam takie opowieści.

Kategoria:Lifestyle

0 %