Naturalny

TAJEMNICZA LEŚNICZÓWKA. Między Słupem a Kobylnikami

Na początku każdej mojej opowieści jest zawsze ogromna miłość do przygody, a na końcu — grillowana kiełbasa. Dzieje się tak dlatego, że po takich dolnośląskich wojażach, cała nasza ekipa bywa głodna. Dzisiaj opowiem Wam o wyprawie, której celem była tajemnicza leśniczówka.

Sławek ma słabość do dawnych leśniczówek. Odnajdywanie ich staje się czasami jego obsesją. Kiedyś jedną z nich namierzaliśmy przez kilka miesięcy, żeby ostatecznie dotrzeć do miejsca, w którym ongiś stała. To było kilka podejść, w warunkach prawie ekstremalnych, ze starą niemiecką mapą i bez żadnych innych wskazówek. Od czasów jej funkcjonowania minęło wiele lat. Zmienił się teren wokół, a droga, która do niej prowadziła — zniknęła. To nie było łatwe zadanie, a jednak udało nam się.

Między Słupem a Kobylnikami

Tym razem wybraliśmy się do lasu między Słupem a Kobylnikami. Dolny Śląsk pełen jest takich zaginionych oaz życia, które zniknęło stamtąd zaraz po wojnie. Podobnie jak niegdyś, i w tym lesie poszukiwaliśmy leśniczówki, o której dawno już zapomniał świat. Sławek określił jej położenie „na oko”, mając do dyspozycji niemiecką mapę tego terenu sprzed kilkudziesięciu lat. „Na oko” Sławka przeważnie można było polegać. Ten fenomen oparty jest na całkiem niezłej orientacji w terenie. Mnie zwykle to upośledzało, ponieważ mając go po swojej prawicy, nie musiałam skupiać się na drodze i mogłam sobie notować w pamięci inne rzeczy, na które on za bardzo uwagi nie zwracał. Tak więc wędrowaliśmy tamtego dnia we troje. Sławek, który prowadził, ja, która upijałam się krajobrazem, i Pan Frutkowski, który dosłownie olewał wszystko…

wiosenny las

W dziczy dolnośląskiej

A było się tam czym zachwycać. Wiosna rozbudzała świat miłośnie. Ptaki wyśpiewywały namiętnie swoje trele. Zieleń dokoła seledynowa i pełna życia. Słońce rozgrzewało nasze serca do wędrowania. Byliśmy jak dzieci na podchodowym szlaku. Rozbawieni, rozluźnieni, wolni. Skupieni na poszukiwaniu znaków, które miały zaprowadzić nas do celu. W Kobylnikach zaraz za pałacem zaparkowaliśmy na starej drodze, która być może kiedyś była głównym łącznikiem między wioską a leśniczówką. Teraz to bardziej miedza, choć nadal drożna. Biegnie początkowo przez pola, a potem wprowadza wędrowca w leśne ostępy. Przestrzeń tam, że klękajcie narody! Dzicz prawdziwa, dolnośląska, z przygodą gratis.

Tajemnicza leśniczówka między Słupem a Kobylnikami

Na polu…

Maszerowaliśmy wzdłuż linii zaoranej gleby. Jeszcze nic na niej nie wzeszło, ale cudnie pachniało tam ziemią. O tej porze roku dolnośląskie pola nie zachwycają kolorami. Ziemiste barwy wypełniają te niezmierzone przestrzenie, obiecując w niedalekiej przyszłości biały cukier, pachnący chleb i wartościowe oleje. Kiedy ziarna zaczną kiełkować, będzie tam zielono. Później rośliny zaczną kwitnąć i dojrzewać. Dywany dobrodziejstwa tego falować będą w słońcu i w deszczu, nasycone żółcią i złotem, aż przyjdzie czas zbiorów. Proces ten nie zmienił się od wieków. Z ziemi tej wyrosło wszelkie bogactwo dolnośląskie, o którym tyle rozpisuję się na blogu. Nie byłoby tych wszystkich uroczych, pałacowych opowieści, gdyby nie ta brunatna zaorana gleba, z której wszystko tu miało początek.

Tajemnicza leśniczówka między Słupem a Kobylnikami

Przeprawa przez rzekę

W lesie znaleźliśmy staw. Ciężko opisać, co czułam, kiedy zobaczyłam to miejsce. Niespodziewane widoki często zamurowują, i ze mną właśnie tak było. Nie przewidziałam takiej atrakcji na tej wyprawie. Miejsce to nie jest tak do końca dzikie, ponieważ opatrzono je odpowiednią tabliczką informacyjną, że to teren prywatny, jednak wtedy nikogo tam nie było. Mogłam więc sobie stać nad brzegiem, fotografować i cieszyć oczy tym cudem, który sama sobie w lesie znalazłam. Dla takich chwil warto jest wędrować nawet bez planu.

Staw w lesie

Ciekawsze to niż wszystko, czego spodziewać się można. Obeszliśmy staw, prowadzeni przez „oko Sławka”, który wyraźnie widział drogę, której ja za nic dojrzeć nie mogłam. Szliśmy wzdłuż rzeki, po czymś podobnym do wału.

brzozowy lat

Minęliśmy niewielki gaik brzozowy, cudownie biało-seledynowy i wiosennie senny, aż natrafiliśmy na kładkę, która pozwoliła przeprawić się nam na drugi brzeg Jeziorki.

Kładka

Kładka była bardzo prowizoryczna, i Pan Frutkowski wyczuł to od razu. Nie wykazywał zaufania względem tej konstrukcji. Nie było wyjścia. Trzeba było go przekonać…

Tajemnicza leśniczówka między Słupem a Kobylnikami

Na tropie ruiny

Tajemnicza leśniczówka miała ongiś znajdować się już za rzeką, i za polem przy Jeziorce. Kładka, po której przeszliśmy, była tam od zawsze, tyle że kiedyś wyglądała nieco inaczej. Najwyraźniej po zniszczeniu starej konstrukcji, miejscowi postanowili ją odtworzyć. Wędkarze albo może myśliwi. Pozostałości po starym moście znajdują się na brzegu rzeczki. Na polu między terenem leśniczówki a wodą, do dziś wśród zaoranej ziemi leżą resztki tej murowanej budowli. Prowadził nas szlak starych kawałków cegieł. Byliśmy na tropie tej ruiny. Na wprost drogi, która zaczęła ukazywać się nam w lesie.

Tajemnicza leśniczówka

W tych ostępach, po tamtej stronie rzeczki, widoczne było, że las kiedyś tam zagospodarowano tak, aby człowiek mógł się w nim urządzić. Droga dojazdowa do leśniczówki, choć dziś zarośnięta i zabrana przez las, nie straciła swojej nili i łatwo można było uchwycić ją wzrokiem. Daliśmy się jej prowadzić. Szliśmy wśród tej dziczy, mijaliśmy ślady dzików. Im bliżej celu, tym więcej napięcia. Staliśmy się cisi i skupieni. Przed mami pojawił się w kniejach lekki wzgórek. Nie mieliśmy wątpliwości. To była nasza tajemnicza leśniczówka…

Tajemnicza leśniczówka między Słupem a Kobylnikami

Tam nic nie ma…

Wielu mogłoby tak skomentować ten widok, że tam nic nie ma. Delikatne wypiętrzenie w polu, na krawędzi lasu. Na nim jedynie ślady dawnego gospodarstwa. Wśród młodego drzewostanu w tym miejscu, który korzenie swoje zapuścił w piwnicach dawnej leśniczówki, można wyłowić kilka roślin bardziej ogrodowych. Nieleśne drzewo, nieleśne krzewy…

Tajemnicza leśniczówka między Słupem a Kobylnikami

Z czasem nauczyłam się wychwytywać z takich miejsc i takie dowody na istnienie ongiś, nieistniejącego w chwili obecnej. Zaczęliśmy buszować po kniejach. Szybko zorientowaliśmy się, że stąpamy po leśnym gospodarstwie. Gruz pod naszymi stopami zaczynał „opowiadać” tę historię.

Tajemnicza leśniczówka między Słupem a Kobylnikami

Kawałki kafli z pieca, dachówki w strzępach, okruchy cegieł, resztki porozbijanych naczyń. Dziury w ziemi, w których kiedyś znajdowały się piwnice. Resztki fundamentów. Cisza pełna duchów…

Tajemnicza leśniczówka między Słupem a Kobylnikami

Wyłowione z przeszłości

Tajemnicza leśniczówka między Słupem a Kobylnikami, to już całkowicie zapomniana historia. Położona była malowniczo wśród lasów i pól. Kiedyś zapewne tętniło w niej życie na całego. Teraz ciężko to sobie nawet wyobrazić. Jeszcze kilkadziesiąt lat, i nawet cegły tam nikt z gruntu nie wygrzebie. Mnie udało się znaleźć jedną, i miałam tyle szczęścia, że prawdziwie można mi pozazdrościć.

Tajemnicza leśniczówka między Słupem a Kobylnikami

Cegła niemal w całości, z wybitym nadrukiem jej twórcy. Z takiego materiału wybudowano tu ten leśny, niemiecki dom. Wiele lat przed wojną.

Tajemnicza leśniczówka między Słupem a Kobylnikami

Nieistniejący leśny dom

Staliśmy tam, wśród resztek ruin, wśród pól, na krawędzi tego zapomnianego świata, i byliśmy zachwyceni znaleziskiem.

Tajemnicza leśniczówka między Słupem a Kobylnikami

Wyobraźnia podsuwała nam najróżniejsze scenariusze. Głośno opowiadaliśmy o swoich wizjach, związanych z historią tego miejsca, ale to wszystko jest tylko wyobraźnią, ponieważ nie zachowały się żadne wspomnienia, o które mogłabym oprzeć moją opowieść. Być może nie ma już wśród żywych nikogo, kto pamiętałby, jak to wszystko wyglądało po wojnie. Nie trafiłam też na żadną starą fotografię. Wszystko, co znalazłam, to gruz i kawałek zardzewiałego, metalowego okucia, być może z dawnego ogrodzenia, które ktoś zawiesił na drzewie tuż obok.

Tajemnicza leśniczówka między Słupem a Kobylnikami

Leśni ludzie

Tylko na chwilę zamknęłam oczy i obraz natychmiast zmienił się w żywy. Przed murowanym, niewielkim domem stały obórka i kurnik, wybudowane na modłę szachulcową. Słychać było radosne gdakanie kokoszek, między którymi spacerował nastroszony kogut. Dwa piękne, lśniące, brązowo-czarne ogary wygrzewały się na słońcu przed gankiem. Gospodyni wywieszała białą, wykrochmaloną pościel na sznurze rozciągniętym za domem. Przy niej trójka niesfornych dzieci, wszystkie jasnowłose z niebieskimi oczami. Niedaleko ogrodzenia przyczajony rudy lis. Patrolował teren przed nocnymi łowami, widocznie zniechęcony widokiem psów. Na drodze do leśniczówki pojawił się pan tego domu. Jechał z lasu wierzchem. Nie spieszył się i nie poganiał klaczy. Dzieci zauważyły go z daleka i wybiegły ojcu naprzeciw…

Tajemnicza leśniczówka między Słupem a Kobylnikami

Czy taki obraz pasuje do tego miejsca? Czy nasza tajemnicza leśniczówka była enklawą rodzinnego szczęścia, które trwało w symbiozie z przyrodą? Tego nie wiem na pewno, ale dlaczego nie? Żyli tu ongiś leśni ludzie. Nie byłoby tam ich, gdyby nie lubowali się w ciszy i zieleni. Takie serca biją inaczej niż te z miast i wsi. Ich rytm wyznacza natura. Tak sobie wyobrażam to miejsce, jako prawdziwy ziemski eden…

A na końcu wyprawy, jak zawsze kiełbasa z grilla… :)

kiełbasa z grilla

Więcej naszych opowieści znajdziecie w książkach autorek bloga Nieustanne Wędrowanie. Te papierowe publikacje zawierają treści nieosiągalne na tym blogu, a więc jeżeli macie ochotę na wielką i nieznaną w wielkim świecie przygodę z Dolnym Śląskiem, koniecznie zerknijcie poniżej! Polecamy!

Artykuł zawiera autoreklamę

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
101
OK
64
Kocham to!
26
Nie mam pewności
4
Takie sobie
6
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Monika

Bardzo podoba mi się ten tekst, świetnie napisany, a takie hobby jest super – połączenie ducha przygody, umiłowania natury i historii. Wyszukiwanie i odwiedzanie zapomnianych miejsc jest ekscytujące.

Kategoria:Naturalny

0 %