WIEŚ MUCHÓW. W Krainie Wygasłych Wulkanów
Wieś Muchów to mała miejscowość położona w Krainie Wygasłych Wulkanów. Wioska leży niedaleko Jawora, wśród pól i łąk. Na krańcu świata…
Prawdziwy kraniec świata
Podróżowaliśmy rowerem z Panem Frutkowskim po tej krainie, a drogi nasze były wąskie i pyliste, prowadziły pomiędzy obsadzonymi zbożem polami. Rosło tam żyto i pszenica złota i zielona kukurydza, która dopiero zaczynała dojrzewać. Kolby jej z kudłatymi czuprynami kołysały się na wietrze, a włosiska kukurydziane targał wiatr…
Dojrzały już rzepak o gównianym zapachu dopraszał się zebrania. Na łąkach pasły się krowy. „Muczały”, kiedy przychodził czas dojenia.
We wioskach widzieliśmy całe mnóstwo drobiu. Kaczki, kury i gęsi. Wszytko to porcje rosołowe.
Gdzieniegdzie konie buszowały sobie po łące za zagrodą…
… a gdzieniegdzie kozy.
Psów na łańcuchach ciężko byłoby zliczyć. Przykra sprawa…
Przemierzaliśmy tak tę krainę, która wydaje się na pierwszy rzut oka romantyczna i sielankowo – wiejska, a jednak życie tam jest trudne i dla zwierząt i dla ludzi. Dla mnie to kraniec świata…
Zacznijmy od Muchowa…
Wieś Muchów położona jest na Dolnym Śląsku, w powiecie jaworskim, w gminie Męcinka. To wioska Pogórza Kaczawskiego. Tam wszędzie jest albo wysoko pod górę, albo ostro w dół. W pierwszym wypadku ledwie do przodu idziesz, w drugim o mało zębów nie połamiesz — tak drzesz na naprzód. Muchów jednak położony jest bardzo pięknie z punktu widzenia krajobrazowego. Leży na terenie Parku Chełmy. Do Bolkowa stamtąd raptem kilkanaście kilometrów…
Przyjechaliśmy do Muchowa polną drogą ze wsi Pomocne.
Zatrzymaliśmy się przed sklepem, bo zauważyłam, że mam zbyt mało powietrza w kolach. Zatoczka przy witrynie i ławeczki tuż obok były idealnym miejscem do chwilowego postoju. W kilka sekund potem ze sklepu wyłonił się właściciel i zainteresował się moim problemem. Porozmawialiśmy chwilę i wówczas sporo dowiedziałam się o tym, co warto we wiosce zobaczyć, a podczas rozmowy przemiły pan napompował moje koła rowerowe. Kupiłam u niego słodkie bułki, wodę i suchą karmę dla Frutka, a potem ruszyliśmy na szlak. Wieś Muchów wydawała się bardzo interesująca…
Wioska leży na wysokości około 360 m n.p.m.
Ciągnie się długo, a domy jej rozlokowane są po obu stronach jednej drogi. Ludzie tam żyją z ziemi, a przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Może trochę też z turystyki, ale z tym tam chyba za bardzo szału nie ma. Dokoła lasy, łąki, wypiętrzenia i pola. Zające, wiewióry, żaby, zaskrońce i inne gady wraz z sarnami hasają sobie w najlepsze po drogach, nawet asfaltowych i za nic mają ludzką obecność.
Żeby tam żyć — trzeba to kochać. Żeby przyjechać na wakacje — trzeba to lubić. Żeby tylko mieszkać — bez miłości do tej ziemi — trzeba mieć totalnego pecha…
Wieś Muchów. Miejsce much
Ta wieś jest bardzo stara. To średniowieczna miejscowość, którą w dokumentach gdzieś tam, kiedyś wspomniano już A.D 1203. Nazwa jej bynajmniej jest przypadkowa i wynika z niej najwyraźniej, że mieszkańcy wioski mieli problem z insektami tak wielki, że aż utrwaliło się to w nazewnictwie. Wieś Muchów, podobnie jak Pomocne należały dawnymi laty do cystersów z Lubiąża. Ongiś ludzie żyli tu z łowienia ryb i z polowania. I gryzły ich tu zapewne muchy na potęgę…
Pałac (zamek) w Muchowie
Jedne źródła mówią — pałac, inne zamek. Ciężko dziś dojść prawdy na ten temat. W każdym razie budowla ta położona jest na lekkim wzgórzu. Być może wcześniej wzniesiono tu warownię. Już w pierwszej połowie siedemnastego stulecia znany jest nam z nazwiska właściciel muchowskich dóbr — był to von Schweinichen. Następnie rządził tu i bogacił się von Vogten. Ostatnimi właścicielami przedwojennego Muchowa był von Sprenger rodem z Małuszowa. Sprenger na włościach swoich z rodziną siedział tam od 1883 do końca drugiej wojny światowej. Zdążył w tym czasie wybudować w Muchowie rezydencję dla siebie i swojej familii. Wygodną, ale nie za dużą. Zgrabną i wręcz bajeczną. Pałac powstał bowiem w 1910 roku i cudem ocalał do naszych czasów w tak dobrym stanie, choć nie jest to dziś własność prywatna.
Teraz to schronisko turystyczne, ale zaraz po wojnie, kiedy bogaczy stąd eksmitowano, pokoje pałacowe zaadoptowano na biura PGR -u. Potem znajdował się tu ośrodek wychowawczy dla dzieci. Następnie dom wczasowy. Kolejno urządzono tu ośrodek wypoczynkowy dla milicji, a potem dla policji. Być może tylko to uratowało ten śliczny pałacyk przed zniszczeniem, że się przydawał. Turystyczny klimat miejscowości ocalił go przed dewastacją.
Pałacyk jest wyraźnie eklektyczny
Czyli jest to taki architektoniczny, słodki „kundelek”. Wybudowany na modłę swoich czasów, kiedy to budowniczych ponosiło w fantazjach. Jest pełen stylów, ale bez „rodowodu”. Pełen wdzięku, ale bez faktycznej wartości.
Niemniej tego zajmuje miejsce w rejestrze zabytków, i to mnie cieszy, gdyż wola przetrwania budowli eklektycznych powinna przejść do historii. Te urocze bryły pełne fantazyjnych zdobień, najróżniejszych dodatków i innych słodyczy powodowały, że czasem ich uroda chwytała za serce.
Wszystkie te zdobienia czyniły je atrakcyjnymi dla ludzi, którzy nie znali prawdziwej wartości obiektu, ale zachwyceni jego blaskiem oszczędzali go. I tak oto sporo takich dwudziestowiecznych budowli w stylu bliżej nieokreślonym przerwało w kondycji doskonalej, podczas kiedy inne — bardziej wartościowe zrównano z ziemią.
Przy Muchowskim pałacyku zachowały się kolejno — część parku przypałacowego, brama wjazdowa na teren posiadłości i rotunda — dawna, pałacowa lodownia. To naprawdę sporo jak na tak niewielki mająteczek…
Wieś Muchów. Stary cmentarz
O tym starym cmentarzu opowiedział mi wspominany wcześniej właściciel sklepiku przy drodze. Położony jest na samym końcu wioski, w lesie, na lekkim wzgórzu…
Szukaliśmy go z Frutkiem dość długo. Jadąc pod górę, a potem w dół, a potem znowu pod górę…
Rowerem, żeby była jasność. A więc nie po linii najmniejszego oporu, ale z potem na czole ma się rozumieć. Pot oczywiście oblewał mnie, bo Frutek w koszyku miał jak Cezar w lektyce. Ale mniejsza z tym, najważniejsze, że ostatecznie stary cmentarz został przez nas odnaleziony.
Było bardzo gorąco i bardzo daleko od ludzkich siedzib. I cicho, bo cmentarz był odosobniony. Byłam tam tylko z psem. Ziemia miękła pod moimi stopami wśród bujnych traw i barwinka. Groby były rozkopane. Dziura na dziurze i mnóstwo podejrzanie wklęsłych miejsc. Bałam się…
Bałam się, że pies wpadnie do grobu, ale tego nie lękałam się najbardziej, bo zawsze mogłabym go stamtąd wyciągnąć. Drżałam o siebie, że sama wpadnę do grobowca. I że będzie tak głęboki, że nie będę mogła się stamtąd wydostać, a wśród tych wulkanicznych wzgórz bardzo ciężko było o zasięg z plusa.
Kiedy jest się samemu w takim miejscu, trzeba o tym myśleć. O tym, że stanie się coś — co nie powoli wydostać się z pułapki
Jednak bardzo chciałam zarchiwizować to miejsce, skoro już się tam znalazłam po takich trudach. Chodziliśmy więc z Frutkiem po tej ziemi umarłych i uważałam na niego, ale najbardziej na siebie. Jako że tylko ja jedyna mogłabym wezwać pomocy w razie zagrożenia. Frutek miał to gdzieś. Niebezpieczeństwo i okoliczności. On jak zawsze zaglądał do grobowców, podchodził do samego końca, tak, że potem to już tylko wlot na szybko do krypty zostaje do wyboru. Tak został nauczony, żeby węszyć w podobnych miejscach. Dla niego to żadna nowość, czy tam zagrożenie jakieś… Stary, zapomniany cmentarz jest — to trzeba go zlustrować, obwąchać i zapisać w pamięci. A ja cała drżałam, kiedy odchodził za daleko i zwiedzał sobie na własną łapę.
Znaleźliśmy tam jeden wielki grobowiec. Był otwarty i pusty. Cmentarz dawnymi laty otoczony był murkiem. Być może nie za wysokim i obsadzony śnieguliczką jak żywopłotem. Poza tym groby i płyty z nazwiskami. Mogiły rozkopane, płyty rozrzucone jak bądź…
Wieś Muchów — Szachulcowy dom
Mówiono mi, że to jeden z najstarszych domów Muchowie. To cud, że ta szachulcowa konstrukcja nadal stoi, nie będąc restaurowana. Toż to same deski, słoma i glina. Prawdziwy szachulec…
Wstęp na teren był wzbroniony, ale co tam…
No jak można zabronić zrobić fotografie czemuś takiemu? Przecież ta ruina lada dzień się rozpadnie. A przecież dziś już się tak nie buduje! I jak teraz nie ocali się go od zapomnienia na fotografii, to straty będą nie do odzyskania. Weszłam więc na teren i ufociłam co się dało. Przy domu znajdują się budynki gospodarcze również w stanie agonalnym. Od strony podwórka, przed wejściem do chałupy rosną dwa drzewa. Okna są takie malutkie, jakby nie ludzie tam mieli mieszkać, a krasnoludki.
Długo stałam przy tym budynku i patrzyłam. Przyglądałam się deskom i glinie. Oglądałam go i zastanawiałam się nad tym, kto w nim mieszkał. Kto go zbudował…
To gospodarski dom, więc zapewne nikt nic o nim w kronikach nie napisał. Wszystko co widzę, sama muszę sobie przerobić w wyobraźni na obrazy z tamtych czasów.
Projekcja ta pełna była ludzkich głosów. Ludzie, którzy wstawali skoro świt i doglądali zwierząt. Mężczyźni szli w pole, kobiety przygotowywały posiłki, dzieci niesforne jak w każdych czasach — dokazywały…
Psy urywały się z łańcuchów, krowy pędzono na pastwiska. A w domu przygotowywano masło do chleba z własnego pieca wypiekanego. Życie biblijne – zawsze pełne trudu. Wieś Muchów zatrzymała się gdzieś na granicy dwóch światów. Niby to już dwudziesty pierwszy wiek, a tam tak cicho. Tylko asfalt podczas upału przykleja się do gumowych opon rowerów i samochodów, i jakby tylko na tym polegała różnica między dawnymi, a nowymi laty…
Wieś Muchów. Młyńskie ruiny
Znaleźliśmy je z Frutkiem w miejscu, gdzie wiatr porywał mi włosy i pchał rower siłą żywiołu. Nie od razu pomyślałam, że tam, w tej kępie drzew mogą znajdywać się jakieś pamiątki historyczne. Jednak we wsi mówiono mi o starym młynie, który już nie istnieje…
Jestem przekonana, że trafiłam w to miejsce idealnie. Wiatr tam doskonały, rumowisko w sam raz pasujące do starego wiejskiego młyna.
Wieś Muchów opisywana w ramach turystycznych atrakcji nie dochodziła w treściach do starego wiatraka i cmentarza.
Dlaczego tak jest, że te najciekawsze miejsca zostają pominięte i trzeba samemu sobie je odkrywać? To, że nie wyglądają ładnie i kolorowo, nie oznacza, że nie są interesujące…
Jeżeli podobają Ci się nasze dolnośląskie wojaże, kup książkę autorek bloga Nieustanne Wędrowanie (patrz poniżej). Polecamy! :)
Materiał zawiera autoreklamę.
Tak, tam jest tak jak piszesz – bardzo dobrze oddany klimat tych terenów… Choć ja tak „dokładnie” tam nie przejeżdżałem – rower to jednak rower. ps – tylko sakwy, nie plecak :) Ja już mam i nie ma porównania w komforcie jazdy.
Musiałabym zrezygnować z koszyka na bagażniku, żeby ułatwić sobie podróż sakwami… Zapominasz, ze mam psa.
No wiesz! „Zapominam” ! :) Sakwy takie, które tylko zwisają po bokach – bez góry, na bagażniku.
Na moim bagażniku zamocowana jest metalowa szyna, do której wsuwa się koszyk i przykręca się go z boku. Nie ma miejsca tam na sakwy, bo nawet jeżeli są bez góry – jak to zwykle sakwy :) – to mocowane są do bagażnika. Przecież muszą na czymś wisieć… A u mnie właśnie już takiej możliwości nie ma.
:) standardowe (dziś) sakwy, zwykle maja nadstawkę, stałą, bądź odpinaną, ale fakt – trzeba je przełożyć poprzez bagażnik. Ja kupiłem , wojskowe, z demobilu byłej armii NRD, z lat 50 – tych i cuchną mimo prania impregnatem :), ale one tylko maja po rogach dwa karabinki, byle tylko zahaczyć. Na dodatek można je momentalnie odczepić i zamienić w plecaki „kostki” bo są do nich szelki :)
Życie tutaj wcale nie jest trudne …jest piękne z dala od miejska gonitwa szczurów
Miejskiej gonitwa szczurów