Niekomercyjny

WIEŚ WAŁY. Prawdziwa dolnośląska bomba historyczna

Wieś Wały stanowiła cel tamtej letniej, rowerowej wyprawy. Chciałam, żeby tak było, ponieważ wtedy lepiej się podróżuje. Jakiś tam plan jest jednak potrzebny, żeby wiedzieć, kiedy należy zawrócić. Jednak Wały stanowiły tak naprawdę jedynie niewielką część z całości tamtej przygody. Droga to była przy Odrze, a na niej mnóstwo historii. Posłuchajcie…

Odra

Kiedy wyruszam na szlak o poranku w niedzielę, jest on niemal pusty. Moje trasy rowerowe, nawet te asfaltowe, nigdy nie są zbyt ruchliwe, a w weekendy stają się jeszcze bardziej ciche. Czuję się wtedy tak jakbym zamiast na rower, wsiadała na statek i wyruszała nie drogą dla pojazdów, ale wypływała karawelą na pełne morze. Wrażenie takie towarzyszy mi często tam, gdzie dookoła mnóstwo przestrzeni, a mój rower jest jedynym poruszającym się po niej obiektem, który widzę.

Trasa rowerowa

W sercu swoim jestem wtedy jak Magellan, który okrąża świat, albo jak Kolumb, który wyruszył do Indii, a odkrył Amerykę. Moja wola przemieszczania się, wyobraźnia i pasja sprawiają, że Dolny Śląsk, na którym mieszkam od zawsze, jest cały czas dla mnie jak terra incognita. Nie muszę więc koniecznie płynąć do innych ziem, żeby realizować się jako odkrywca, podróżnik czy pisarz. Dlatego też nie zazdroszczę innym wędrowcom ani ich wypraw ani krain odległych, ponieważ mój Dolny Śląsk nie skończy się dla mnie nigdy, a ja nie pragnę więcej…

Trasa rowerowa

W tamtą drogę wybrałam się ze Sławkiem. Wieś Wały jako cel wyprawy był całkowicie moim pomysłem. Wabiło mnie tam średniowieczne grodzisko, a takie miejsca są dla mnie zawsze bardzo atrakcyjne. Nie do końca jednak zdawałam sobie wtedy jeszcze sprawę z tego, jak niesamowicie wartościową obrałam trasę. Od początku do końca drogę naszą wypełniały przygody z historią, której jeszcze nigdy nie dotykałam. Często najpierw przygotowuję się do wyprawy i zbroję w informacje zanim wyruszę, ale czasami tego nie robię i wyjeżdżam na lajcie. Poddaję się drodze, upajam nieznanym i odpoczywam duchowo pracując w terenie. Tak właśnie było tamtej niedzieli.

Spotkanie z wilkiem 

Z mojego miasta, czyli ze Środy Śląskiej, do Wałów trasa rowerowa pełna jest lasów i pól. Mijane wsie są ciche i senne, zwłaszcza w niedzielę. Jest w takiej drodze magia i moc przygody. Dzikość otoczenia sprawia, że pojawia się też dreszczyk emocji. Podróżując z towarzystwem, nie rozmyślam o tym zbyt wiele. Jednak kiedy jestem na takim szlaku sama, wówczas zastanawiam się, jakby to było gdybym spotkała tam rozjuszonego jelenia albo wilka. Ludzie często mówią, że dzika zwierzyna unika człowieka, ale od każdej reguły są wyjątki – o tym już jednak rzadko się pamięta. Dotąd zawsze spotkania z dzikami, lisami, bażantami, zającami czy sarnami miały charakter migawkowy. Zwierzęta te na ułamek sekundy raptem pojawiały się w zasięgu mojego wzroku i zaraz potem znikały. Jednak teraz lasy, które przemierzam bardzo się zmieniły. Zaczynają rządzić w nich wilki. Coraz częściej docierają do mnie wieści o nich. Opowiada się, że bez strachu podchodzą blisko do człowieka, kiedy spotkają go w lesie. Niektórzy śmieją się z tego mówiąc, że to bajki, ale widziałam już niejeden filmik nakręcony kamerą z telefonu, gdzie spotkanie z wilkiem zostało zarejestrowane w taki sposób.

Naturalna obojętność 

Wielu miłośników wilków zapewnia, że nie należy się bać tych zwierząt. Ja uważam inaczej. Jestem zdania, że w ogólnym rozumieniu przyrody, jak najbardziej należy się jej bać. Jeżeli nie będzie we mnie obawy przed naturą, poczuję się zbyt pewnie na jej łonie. Pierwotne instynkty samozachowawcze przestaną działać właściwie. Środowisko naturalne, gdzie żyją dzikie zwierzęta to nie ogród zoologiczny czy park miejski. Uważam więc, że jeżeli chcę przebywać sama w lesie, powinnam dopuszczać do siebie zdrowy strach, który pozwoli mi zachować czujność. Uważam bowiem, że tylko człowiek bez wyobraźni idzie do lasu i myśli, że spotkanie z wilkiem jest niegroźne całkowicie. Jeżeli ktoś szanuje naturę, powinien odczuwać lęk w jej obliczu, inaczej nigdy jej nie zrozumie i nie nauczy się jak w niej przetrwać. Trzeba pojmować, że choć jest ona fascynująca i piękna, to jest również na nas całkowicie obojętna. Chory albo bardzo głodny wilk zainteresuje się człowiekiem. Rozjuszony jeleń jest w stanie go zaatakować, podobnie jak dzika locha, kiedy wejdzie się między jej młode. A kiedy człowiek pójdzie w mroźny dzień do lasu, a tam w samotności przytrafi mu się coś złego i nie będzie możliwości wezwania pomocy, to zwyczajnie zamarznie. Natura nie zna litości. 

Las

Kręsko

Nasza droga prowadziła przez Głoskę na Most Wolności a potem do Brzegu Dolnego. Dopiero za miastem zaczęliśmy przeżywać nasze przygody. Najpierw przekroczyliśmy tory i wjechaliśmy do Kręska.

tory kolejowe

Teraz jest to część Brzegu Dolnego, przez miejscowych nazywana osiedlem, ale mapa nie rozdziela dziś formalnie tych dwóch miejsc.

Kręsko

Kiedyś jednak była to niezależna wieś, gdzie zaczynając od początku – nad Odrą powstało grodzisko. Potem miejscowość ta, ze swoim folwarkiem, pałacem i jakąś tam piekarnią czy gorzelnią może, została wchłonięta przez miasto. Kręsko z całą pewnością kiedyś zagra pierwsze skrzypce w którymś z moich wpisów, ponieważ mam zamiar tam powrócić na głębszą lustrację, teraz wspominam Wam o nim jedynie „przejazdem”.

Kręsko

Nie mam niestety innego wyjścia, ponieważ strzeliłam tam niemałego bubla, nie zagłębiając się przed wyprawą w temat i przejechałam dosłownie o krok od grodziska, mijając je obojętnie bokiem, niemal ocierając się o nie. Po prostu nie miałam pojęcia, że tam jest…

Kręsko

Z Kręska nie powróciliśmy już na główną ulicę Urazką, ale zjechaliśmy do Odry. Do mostu kolejowego…

Most kolejowy na Odrze

Most powstał w 1874 roku. Jego kondycja widoczna jest gołym okiem, jednak nadal jest w użyciu. Ponieważ nigdy wcześniej nie widziałam go na własne oczy, zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Most kolejowy Brzeg Dolny

Nie zostaliśmy przy nim jednak długo, jedynie do czasu kiedy nadjechał pierwszy pociąg. Wtedy też powstało tam kilka fotografii. Mieliśmy również okazję do chwili odpoczynku w drodze.

Most kolejowy Brzeg Dolny

Rozmowy nasze, pełne emocji głosy, niosły się hen daleko nad rzeką i usłyszały nas tamtejsze krowy, które wypasały się na łące przy moście. Były bardzo ciekawskie i bez skrupułów zaczęły zbliżać się w naszym kierunku. Na szczęście dla nas, ograniczał je pastuch elektryczny, jednak bydlątka bardzo wyraziście okazywały zainteresowanie naszą obecnością. Ich muczenia wypełniły tę ciszę nadrzeczną i sprawiły, że stały się bardziej zajmujące od zabytkowego mostu kolejowego. Zaczęliśmy rozprawiać ze Sławkiem o tym stadzie i przyglądać się zwierzakom z zainteresowaniem, komentując ich wygląd i zachowanie, a one przez cały czas do nas przemawiały na swój sposób…

Most kolejowy Brzeg Dolny

Wieś Wały

Rzeka, łąka, zardzewiały most, przestrzeń, wąska ścieżka na wale prowadząca do elektrowni i do Wałów. Taki to był krajobraz, który nas otaczał. I zero ludzi na horyzoncie.

Wieś Wały

Już wtedy czułam, jak zaczynam się tym upajać, jak mnie to odurza. Nic bowiem bardziej nie wciąga mnie na maksa, jak właśnie taki prawdziwy dolnośląski klimat. W tamtej drodze bardzo istotną rolę dla mnie grała Odra.

Elektrownia Wodna Wały

Rzeka ta zawsze wprowadza mnie w nastrój, który działa jak balsam dla poranionej codziennością psychiki. Na jej brzegu można zapomnieć na chwilę o świecie, w którym się żyje i pozwolić sobie na regenerację duszy, nawet jeżeli w zasięgu wzroku jest elektrownia wodna. 

Odra

To był ostatni przystanek przed naszym głównym celem. Wieś Wały była przed nami na wyciągnięcie ręki. Ja szukałam tam grodziska, a Sławek dawnego cmentarza z miejscem po nieistniejącym kościele. Nasze priorytety splatały się z niezwykłą empatią i czułością, dzięki temu owocowały – zachwycały i zaskakiwały. Nie ma to jak być w ciekawym miejscu historycznym pierwszy raz. Oglądać, szperać, doszukiwać się drobiazgów, odkrywać, dzielić się spostrzeżeniami. Te wszystkie pierwsze razy na moich szlakach są dla mnie niezapomniane. Jeszcze zapewne nie raz przybędę do Wałów po inne historie, które mnie tam zwabią, ale to pierwsze podejście zawsze będzie już w mojej pamięci najwspanialsze. 

Wieś Wały

Wieś Wały. Stary cmentarz

W Wałach zachowano pamięć tej nekropoli. Nie jest to jedynie zarośnięte wzgórze z porozwalanymi miejscami pochówków, ale zaznaczone jako godne poszanowania.

Wieś Wały

Nie oznacza to jednak, że cmentarz znalazłam w dobrej kondycji.

Wieś Wały

Jest on jak wiele innych – po przejściach. Nie mniej tego jest tam sporo pamiątek po jego istnieniu, i te pozostałości się szanuje. 

Wieś Wały

Nie ma najmniejszych wątpliwości, że tam właśnie się znajdował, ponieważ oprócz zaznaczonego miejsca na starej mapie, na terenie tym do dziś można sporo znaleźć.

Wieś Wały

Mogiły nadal są wyraźne i nawet czytelna płyta grobowa się nam trafiła.

Wieś Wały

Plac cmentarny jest niewielki i zamknięty w ramach wzniesienia, z którego z drugiej strony widać kąpielisko – dawny teren cegielni, a konkretnie jej wyrobisko.

Wieś Wały

Na starej mapie niemieckiej zaznaczono w tym miejscu również świątynię, albo raczej według mnie kaplicę, konkretnie bez wieży. Niestety nie został po niej najmniejszy ślad, jak tylko pusty plac.

Wieś Wały

Wiemy jedynie, że kościółek był niewielkich rozmiarów, szachulcowy albo z muru pruskiego.

Wieś Wały

Cmentarz choć nie używany, w jakimś stopniu został ocalony.

Wieś Wały

Teren jego jest dostępny, więc każdy może zatrzymać się tam, wejść na ziemię umarłych i podumać…

Wieś Wały

Wieś Wały. Grodzisko

To klasyczny przykład grodziska stożkowego. Stworzone sztucznie przed wiekami przetrwało do naszych czasów w swojej pierwotnej formie. Uważam ten fakt za fenomenalny. Oczywiście niemożliwe jest aby zabytek sam oparł się czasowi. Tu wielką rolę odegrała opieka nad nim, która sięga daleko wstecz, zanim ta ziemia stała się ponownie polska. Gródek zachował się również dzięki niemieckiej nad nim opiece. Wiem to, bo znajduję go na mapach niemieckich z XIX I XX wieku.

Grodzisko w Wałach

Archeolodzy twierdzą, że grodzisko to ma cechy typowe dla podobnych budowli tworzonych w XI wieku. Oznacza to, że powstało ono na tej ziemi albo przed Piastami śląskimi albo na samym początku ich panowania. O Wałach na piśmie pierwszy raz wspomina się w 1301 roku, wcześniejszych zapisków nie ma. Grodzisko to więc jest wielką tajemnicą i zapewne nikt nigdy nie dotrze do jego korzeni tak, żeby napisać jego udokumentowaną historię. Jednak ja osobiście w podobnych miejscach zawsze szukam pierwszego uderzenia serca miejscowości, która z niego wyrosła. W moim wyobrażeniu to tutaj właśnie narodziły się Wały, które wieki temu zwano Rychinwald. 

Grodzisko w Wałach

Stałam przed grodziskiem i patrzyłam na tą niewielką, sztuczną wysepkę otoczoną mokrą fosą. Z pespektywy teraźniejszości ten dawny fort wydaje się być żałosnym. Średnica grodziskowego majdanu to zaledwie 20 metrów. Fosa to tylko kilka, do kilkunastu metrów szerokości. Jakaż to dziś przeszkoda dla wojska, które chciałaby zdobyć taką warownię? 

Ongiś całość gródka zapewne otoczona była palisadą, a na środku, na nasypie znajdowała się wieża. Musiał też tam być most zwodzony. Najprawdopodobniej wszystkie te budowle były drewniane. Teraz miejsce to wydaje się być bardzo lichym schronieniem, gdzie wystarczyłoby kilka granatów, żeby wszystko to roznieść w perzynę, kiedyś natomiast był to zapewne najbezpieczniejszy kawałek ziemi w promieniu kilkunastu kilometrów. W takim małym gródku starczało kilku wojów do sukcesywnej obrony, a fosa była potężną przeszkodą do pokonania dla wroga. Świat był inny, ludzi na nim mniej. Drużyna złożona z kilku żołnierzy w stali, mogła z powodzeniem bronić się przed „licznym” bardzo wrogiem, który nadciągnął w sile 20 czy 30 wojowników. Była to więc warownia z prawdziwego zdarzenia.  

Grodzisko w Wałach

Świat był inny. Ludzi było mniej…

A i tak zawsze była potrzeba budowania fortec, w której człowiek chował się przed drugim człowiekiem, żeby jeden drugiego nie zakatrupił. W takich chwilach rozmyślań zawsze ogarnia mnie przerażenie. Historia właściwie nie opowiada o niczym innym jak tylko o wojnach i mordowaniu. Zawsze ktoś kogoś napadał, chciał go okraść i zabić. Czy to zwykły rzezimieszek, rycerz w zbroi czy sam król. Dzieje ludzkości to jedno wielkie, nigdy nie kończące się krwawe mordobicie. Dziś rzeczywiście w rozumieniu ogólnym wojen na świecie jest mniej. Mniej jest też głodu i chorób. Jest to efekt rozwoju gospodarczego, postępu medycyny i wynalezienia szczepionek, jednak dobrze jest spoglądać w przeszłość i nie popadać w zbyt duże poczucie bezpieczeństwa. Patrząc na ten nieduży, liczący setki lat gródek, przypomniałam sobie o ludzkiej naturze. Zbudowano tu fort nie dla zabawy. Ktoś tu się chronił, bo inny ktoś mu zagrażał. Tacy są ludzie i wbrew pozorom w tej kwestii nie bardzo ewoluowaliśmy. Człowieka można wyciągnąć z burdlu, ale burdlu z człowieka nigdy…

Kąpielisko i Odra 

Wieś Wały od zarania swoich dziejów zawsze życiowo związana była z rzeką. To Odra stanowiła źródła  pożywienia i pracy dla jej mieszkańców. Wały były więc w przeszłości przede wszystkim osadą rybaków. 

Wieś Wały

Lata mijały, wieki płynęły, wieś przeżywała swoją historię przechodząc z rąk do rąk kolejnych władców i prywatnych właścicieli. Rozwijała się i podupadała. Niszczyły ją wojny, budowały lata pokoju. Wszystko się zmieniało, ale bliskość wody zawsze miała niezmienny i ogromny wpływ na Wały. Nawet dziś ma ona największe tam znaczenie. W miejscowości tej znajduje się kąpielisko, które słynne jest w całym kraju. To prawdziwy rekreacyjny raj. Woda w akwenie nie należy wprawdzie do Odry, jednak doskonale z nią współpracuje tworząc w Wałach niesamowity klimat.

Wieś Wały

Wjechałam na teren między ośrodkiem rekreacyjnym a rozlewiskiem rzeki przed zaporą elektrowni i poczułam się tak, jakbym była na Mazurach albo lepiej – nad morzem. Zapach wody w letni, gorący, leniwy dzień, pusta ulica, wyraźny powiew wiatru znad Odry. Łódki i kajaki na przystani, widok domków letniskowych i odgłosy plażowiczów sprawiały, że wszystko to kojarzyło się z klimatem nadmorskim. Prawdziwie można się tam zachłysnąć tym wrażeniem. 

Wieś Wały

Nocleg w opuszczonym domku letniskowym 

Kąpielisko Wały powstało na terenie starej, już nieistniejącej cegielni. Ludzie korzystający dziś z tego terenu pływają w dawnym wyrobisku gliny. Łódki zaś i kajaki śmigają po drugiej stronie, na Odrze. Latem, kiedy jest największy ruch, działają tam bary, z których unoszą się zapachy smażonych ryb. Można też przyjechać do Wałów kamperem. Dla tych, którzy wolą namiot, również nie zabraknie miejsca do rozbicia obozu. Trzeba przyznać, że jest to naprawdę wielka atrakcja dla amatorów rekreacji i relaksowania się na łonie natury.

Wieś Wały

Mnie najbardziej zainteresował tam dawny, teraz już nieczynny ośrodek wypoczynkowy „Sara” tuż przy samej elektrowni.

Wieś Wały

Domki drewniane, nieco nadszarpnięte czasem, teren fenomenalnie zaniedbany, stylizowany na dziko. Wymarzone miejsce na nocleg, jednak niestety niedostępne nawet za opłatą. Nie mogłam się oprzeć pokusie i zadzwoniłam do ośrodka przy kąpielisku, pytając o ceny domków letniskowych.

Wieś Wały

Przy tej okazji podjęłam temat tych drewnianych po drugiej stronie drogi i usłyszałam, że tam już od dawna baza ta nie działa, a domki są w stanie nienadającym się do wynajęcia. Dodatkowo pani po drugiej stronie słuchawki była wyraźnie zniesmaczona moim zainteresowaniem tym tematem, ponieważ to teren zaniedbany, a lokale brzydkie i zniszczone. A mnie się tak bardzo tam podobało…

Wieś Wały

Jak to jest, że jak już mnie coś prawdziwie zainteresuje, to jest nieosiągalne? Lubię rozbijać obóz poza polem namiotowym, biwakować w miejscach opuszczonych, gdzie wstęp wzbroniony, i chętnie spędziłabym wieczór przy ognisku, a potem skorzystałabym z noclegu w nienadającym się do użycia, opuszczonym domku letniskowym. Niestety jednak, to się wydarzyć nie może. 

Wieś Wały to prawdziwa bomba historyczna. Jednego wpisu na blogu byłoby za mało, żeby dobrze i dokładnie przedstawić dzieje tej miejscowości. To co dziś Wam tu opowiedziałam, to tylko relacja z jednodniowej wyprawy rowerowej wzdłuż Odry i reset niedzielny w ramach klimatu Nieustannego Wędrowania. Można z tego skorzystać na wiele sposobów nawet już w tej chwili, bez konkretnych opracowań historycznych. Wsiąść na rower, oderwać się od szarości dnia powszedniego i uciec nad rzekę, gdzie tyle czeka atrakcji. Wpis ten jest jak najbardziej na czasie, ponieważ wielkimi krokami nadchodzi wiosna i serca prawdziwych, nieustannych wędrowców szukać będą szlaków wyjątkowych. Wiem, że lubicie takie trasy, gdzie do wielkiego i ruchliwego świata daleko. 

Wieś Wały to dobry cel do wędrowania. W okolicy tyle się dzieje. Do domu z wyprawy tej wracałam przez Stary Dwór. Tam, na wiejskim boisku pod drzewami rozłożyliśmy się małym obozem. Piliśmy, jedliśmy i przeżywaliśmy naszą przygodę jeszcze raz. Świat jest bardzo ciekawy i piękny i niekoniecznie trzeba jechać na jego koniec, żeby poczuć różę wiatrów. Radość z wędrowania wynika tylko z tego faktu, że się wędruje po prostu. 

biwak

Jestem szczęśliwa tu gdzie jestem. Nie szukam niemożliwego. Niczego więcej mi nie trzeba. Mam nadzieję, że i Wy tak czujecie…

Pssst! Dołącz do naszej grupy na Facebooku i dziel się relacjami ze swoich wycieczek z innymi miłośnikami miłośnikami podróży po Polsce! 

KLIKNIJ TUTAJ, ABY DOŁĄCZYĆ!

 

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
115
OK
49
Kocham to!
22
Nie mam pewności
5
Takie sobie
4
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments

[…] raz kontakt z grodziskiem średniowiecznym w Kręsku miałam podczas wyprawy rowerowej do Wałów. Wtedy nie miałam pojęcia, że mijam obojętnie tak cenne stanowisko archeologiczne. Po prostu […]

Kategoria:Niekomercyjny

0 %