Zaginiona wieś Sławkowo nie znajduje się na liście nieistniejących miejscowości na Dolnym Śląsku. Tam wyliczone są jedynie takie osady, które zniknęły niemal na naszych oczach. Czyli bardzo prawdopodobne jest, że nadal żyją ludzie, którzy pamiętają ich istnienie. Możecie sobie wygooglować hasło „opuszczone wsie w województwie dolnośląskim” i zobaczyć o jakich miejscowościach jest tam mowa. Ja jednak pojadę po bandzie i zabiorę Was do Sławkowa, które nie istnieje już od tak dawna, że wiedza o nim jest prawdziwym cudem.

Zaginiona wieś - Sławkowo

Sławkowo pierwszy raz przemówiło do mnie, kiedy odwiedziłyśmy z Ines Ligotkę. Tam zostaliśmy zaproszone na pałacowe pokoje, pięknie ugoszczone przez właściciela obiektu, który zatrzymał nas do późnych godzin wieczornych, a potem odwiózł swoją terenówką polniakami do Środy Śląskiej. Wtedy to dostałyśmy od niego pewien bardzo wartościowy atlas z mapami naszego miasta i okolic. O tamtej historii możecie poczytać we wpisie WYSPA NA POLU. Trzeba tylko kliknąć na pomarańczowy napis.

Ale wracajmy do tematu wpisu – a więc wspomniane mapy przyjęłyśmy z radością. Znalazłyśmy na nich bardzo wiele informacji, między innymi te o zaginionych wsiach. Sławkowo bardzo nas zainteresowało, ponieważ osada ta leżała ongiś na terenie naszej małej ojczyzny – powiatu średzkiego. Poszukiwania nabrały mocy w ubiegłym roku w porze zimowej. Wtedy to Ines zjechała do domu na kilka dni i nasze nieustanne wędrowanie mocno się poruszyło.

Zaginiona wieś - Sławkowo

Zaginiona wieś. Droga do Sławkowa

Nie jesteśmy mobilne inaczej jak jedynie rowerowo. Dwie maszyny w komórce stały jak zawsze gotowe do drogi. Kosz Frutkowskiego został wyłożony przeciwwiatrowym wkładem.

Pan Frutkowski

Postanowiłyśmy pojechać do tego miejsca, które wcześniej namierzyłyśmy na mapie google. Od nas do Sławkowa nie jest daleko. To przysłowiowy rzut beretem. Ale w lecie, kiedy jest ciepło i nie ma silnych wiatrów. Jesteśmy naprawdę chwilami szalone, kiedy zapalimy się do jakiegoś tematu. Spakowałyśmy się do tej niedługiej w sumie drogi, zapakowałyśmy Frutkowskiego do kosza i wyruszyłyśmy. Dzień nie był mroźny, choć to już prawie grudzień. Słonko przyjaźnie wychylało się zza chmur. Wiatr również nie straszył. Było miło…

Ta trasa to bardzo przyjemny szlak rowerowy. Ze Środy Śląskiej do Szczepanowa mamy ścieżkę dla dwóch kółek, a potem do Brodna jedzie się przez cudny, dziki las. Następnie prosta droga prowadzi do Rzeczycy, która położona jest przy samej Odrze. To piękne tereny o każdej porze roku. Wędrowałyśmy z prawdziwą przyjemnością, pokonując ten niedługi kawałek trasy z lekkością niemal wakacyjną. Miałyśmy dojechać w Rzeczycy do cmentarza, a potem skręcić w gruntowy szlak tuż przy nim. Od tego miejsca do Sławkowa było już nie więcej niż jeden kilometr…

To bułka z masłem dla Nieustannego Wędrowania

Ja tam byłam już kiedyś ze Sławkiem. Jechaliśmy tą drogą i zapamiętałam ją jako sielankową.

Zaginiona wieś - Sławkowo

Nic, absolutnie nic nie sugerowało, że może coś pójść nie tak. Dzionek nie był deszczowy, grunt co najwyżej z lekka wilgotny. To tylko tysiąc metrów polnej ścieżki między polami, ale dokopało nam tam tak, że do dziś czuję w nogach tę drogę. Jakby spacerował tamtędy z nami sam diabeł…

Zaginiona wieś - Sławkowo

Kiedy dojechałyśmy do cmentarza i wkroczyłyśmy na wspomniany gruntowy szlak – zaczęło wiać. Jednak nie tak tylko lekko, bo to pole jest, ale mało nam głów nie urwało! Nie mogłam ogarnąć co się tak nagle stało. Przecież dookoła lasy, nie byłyśmy na całkowitym pustkowiu. Wiatrzysko dosłownie nas przewracało. Wypuściłyśmy Frutka z koszyka, bo nie sposób z nim było pchać roweru. Ale psina też nie ogarniał. Przewracało go dosłownie, bo on mały i lekki. A my podczas tej wędrówki nie mogłyśmy rozmawiać normalnie. Nie słyszałyśmy siebie nawzajem. Wydzierałyśmy się więc chcąc sobie coś przekazać, a to było dopiero z 50 metrów drogi.

Wiatr był straszliwy, ale to jeszcze nie jest najgorsze. Na tym kilometrze, który latem był cudowną trasą dla roweru, nawierzchnia okazała się straszliwie fatalna. Pomimo, że nie padało, podłoże było mokre, a ziemia… Boże, w życiu nie widziałam czegoś takiego!

Jeden kilometr z piekła rodem

Nawet glina nie jest tak upierdliwa. Ziemia tłusta przeokropnie kleiła się do butów i choć co chwilę starałam się ją usuwać i tak szłam jak na koturnach. Obie z Ines maszerowałyśmy pchając rowery jak pokraki. Na każdym bucie przynajmniej kilogram obciążenia pod podeszwą na obu nogach.

Ok. To wiecie już, że pizgało, że ciężko się szło, że nie dało się gadać, ale nie wiecie jeszcze, że nie można też było jechać. I nie rzecz w tym, że na rowerze pedałując, ale nawet prowadząc. Tłusta ziemia wchodziła pod błotniki i rower się blokował. Zatrzymywałyśmy się, czyściłyśmy koła, żeby po pięciu metrach znowu być zablokowanymi.

Zaginiona wieś - Sławkowo

To pięć metrów to nie skrót myślowy, ale precyzyjne stwierdzenie faktu. Do Sławkowa dotarłyśmy ostatecznie niosąc rowery, bo brakowało już sił, żeby czyścić koła, a prowadzić maszyn się nie dało. Do tego jak na złość prawie żadnych drzew przy tej drodze, żeby choć jakiegoś patyka do oskrobania kół znaleźć. Zachowanie miałam wówczas nad wyraz małpie. Po czyszczeniu wyrzuciłam „sprzęt”, a do następnego drzewa było naprawdę daleko…

Zaginiona wieś - Sławkowo

Gdy znalazłyśmy się ostatecznie na wysokości nieistniejącej wsi, postanowiłyśmy zostawić maszyny pod starym drzewem. Pamiętam, że głośno myślałam o tym jakby to było, gdyby ktoś szedł tą drogą podczas, kiedy my znikniemy za linią lasu. Zapierdzieli nam rowery, a przynajmniej jeden! Ines wtedy spojrzała na mnie z politowaniem i zapytała, jak niby miałby ten ktoś, domniemany złodziej, na nim jechać? To był argument, ale i tak – na wszelki wielki – spięłam maszyny.

Zaginiona wieś. Pocysterskie Sławkowo

Mapa, o której wcześniej wspominałam informuje o osadnictwie okolicach Środy Śląskiej w czasach od XII do połowy XIV wieku.

Fragment mapy pochodzi z Atlasu historycznego miast polskich. Środa Śląska. Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego 2003. Mapa – Osadnictwo okolic Środy Śląskiej od XII – XIII do ok. połowy XIV w. Opracowanie – M. Młynarska- Kaletynowa.

Dowiedziałam się z niej nie tylko tego, gdzie Sławkowo było położone, ale również, że było własnością cystersów z Lubiąża. Czas jego istnienia jest mocno rozciągnięty w dziejach, a sama wieś określona jest jako zaginiona.

Sławkowo

Ta osada z całą pewnością nie była murowana i nie dotrwała do czasów, kiedy napisano by o niej więcej. Sądzę więc, że buszując w tym polu, upaprane tłustą ziemią i styrane na maksa, chodziłyśmy po stanowisku archeologicznym, bo jak inaczej mogłoby Sławkowo trafić na tę mapę? Teren ten otoczony jest reliktami wału.

Sławkowo

Widać to do dziś. Na miejscu – jeżeli nie ma się wyobraźni – nie zobaczy się nic. Na wale leżała stara belka. To kawałek drzewa, ale obrobiony, nienaturalny. Jakby resztka starego krzyża. Poza tym tylko pole, kawałek drogi…

Sławkowo

Ostatecznie stanęłam w miejscu, które uznałyśmy za centrum tych wydarzeń. Powiedziałam do Ines, żeby zrobiła mi tam fotografię. Oto Sławkowo…

Sławkowo

Teraz tam tylko pole. Latem zielone, zimą bure i zaorane. Jednak wiele wieków temu, kiedy być może Brodaty rządził na tej ziemi, stały tu domy drewniane. Kryte strzechą, a u co bogatszych – gontem. Z kominów uchodził dym, a z kurnych chat – wprost z dziury w dachu. Ile ich było? Patrząc na ten teren otoczony wałem – kilkanaście. Zagrody z obórkami. Kury na podwórzach, gdakające, paprające wszędzie. Latem na łące obok bydlątka. Może nie każdy dom miał pomieszczenie dla krowy i co niektóre mieszkały z ludźmi pod jednym dachem, jako że stanowiły wielki majątek i skarb. Wał może być efektem nowożytnych działań, ale gdyby nie był? Odra tak blisko, ongiś zapewne wylewała bez kontroli, ale…. to tylko wyobraźnia. Czy mógłby przetrwać tyle wieków? Jestem realistką, chyba raczej nie…

Sławkowo

Ślady wilka

Lustrowałyśmy ten teren z duszami na ramieniu, bo Ines wypatrzyła świeży ślad wilka. Zrobiło się ponuro od tego i pilnowałyśmy Frutka jak oka w głowie. Pomimo przestrzeni w pewnym momencie musiał iść na smyczy. To dziki teren. Odludny.

Sławkowo

Jednak pomijając te okoliczności, było w tamtej chwili coś niesamowicie wzniosłego. Stąpałam po ziemi, gdzie kiedyś mieszkali ludzie. O tym się dziś nie rozprawia, bo nawet jednej cegły nikt tu nie znajdzie. Ta zaginiona wieś dla większości mieszkańców w tych okolicach to zupełna abstrakcja.

Sławkowo

Było trochę strasznie, ale jakże ekscytująco. To wielka rzecz jest odnajdywać. Jeżeli ma się do tego serce – radość jest i bez artefaktów. Czytałyśmy z gruntu. Patrzyłyśmy wstecz. Milczałyśmy i słuchałyśmy przeszłości.

Zaginiona wieś Sławkowo nie pozostawiła po sobie zbyt wielu śladów na piśmie. Nigdy już nie docieknę dokładnie, kiedy rzeczywiście istniała i ostatecznie zniknęła. Nie ma też odpowiedzi na pytanie – dlaczego tak się stało? Całkiem niedaleko Sławkowa znajdowały się również Zagudłowice, o których wiemy tylko tyle, że istniały i że stanowiły dziesięciny kościoła w Chomiąży oraz klasztoru Cystersów w Lubiążu. Położone były pomiędzy Chomiążą a Lipnicą. Byliśmy tam kiedyś ze Sławkiem szukając nowszej historii, ponieważ na wzgórzu tym znajdują się resztki cegielni, ale dużo wcześniej istniała tam cała wieś. Wspominałam o tym miejscu we wpisie o Brzozówce, jednak wówczas jeszcze nie miałam pojęcia o takiej historii tego miejsca, i chociaż Sławek napomknął o tym, puściłam to mimo uszu…

Sławkowo

Ten kilometr drogi powrotnej do asfaltu w Rzeczycy był koszmarem. Nasze maszyny całe oklejone były tłustą glebą. Nie dało się ich prowadzić. Byłyśmy brudne jak warchlaki po błotnej kąpieli. Droga to była prawdziwie krzyżowa. Przy cmentarzu znalazłyśmy jakieś połamane patyki i udrożniłyśmy koła, czyszcząc opony i błotniki. Potem długo siedziałyśmy na jednej z cmentarnych ławeczek przy czyimś grobie i w milczeniu odpoczywałyśmy. Ja czułam się po tej wyprawie tak, jakby mi ktoś na trzy godziny założył metalowy garnek na głowę i tłukł w niego młotkiem. Prawdziwy wietrzny kocioł. Zmęczenie jednak i trudy rozwiały się. Wieczór nastał i droga nasza powrotna była zimna i ponura. Frutek trochę zmarzł i trzeba było dodatkowo go otulać. Martwiłam się, że się przeziębi, ale na szczęście nic złego się nie stało. To dzielny i silny piesek.

Sławkowo

W domu zrobiłyśmy sobie gorącą herbatę i ciepły posiłek, a Frutek po jedzeniu ułożył się pod kocem na swoim fotelu. Napaliłam w piecu. Przygoda zaczęła tajać. Było ciężko, bo zima to nieprzyjazny czas na rowerowe wyprawy, ale zaginiona wieś Sławkowo była tego warta. Teraz zostały wspomnienia. Nie są ani ciężkie, ani zimne. Są wspaniałe :) Mam nadzieję, że i Wam się podobało…

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
16
OK
11
Kocham to!
3
Nie mam pewności
0
Takie sobie
1
Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek

fajnie opisane!

[…] Jadąc tą cudną trasą, rowerzyści po prawej mijali miejsce, gdzie setki lat temu znajdowała się osada, po której zostały dobrze zachowany wały. Resztki tych fortyfikacji najlepiej widoczne są w terenie wczesną wiosną i późną jesienią, kiedy na krzewach i drzewach nie ma liści. Niektórzy badacze dziejów sugerują, że ta zaginiona wieś to Sławkowo.  […]

Kategoria:Naturalny

Sprawdź: