Niekomercyjny

ZAWADKOWY CMENTARZ. Tam gdzie zaczynają się wspomnienia

Zawadkowy cmentarz położony jest między skarpą, na której do dziś stoją ruiny dawnego pałacu, wybudowanego w miejscu jeszcze wcześniejszego grodziska średniowiecznego, a Starym Młynem w tej maleńkiej miejscowości. Nekropolia mogła mieć charakter dworski. Gabaryty jej na to wskazują. Jej lokalizacja również wiele mówi o tym miejscu. Cmentarz znajduje się na terenie dawnego zawadkowego parku dominialnego…

Zawadka

Oboje ze Sławkiem wiedzieliśmy o tym miejscu – czym było w przeszłości – zanim tam przybyliśmy. Namierzyliśmy je na starej mapie niemieckiej z XX wieku. Cmentarz nie jest jakoś szczególnie niedostępny. Można dotrzeć do niego od strony drogi dojazdowej do młyna. Wszystko na co należy się wówczas zdobić – to na odwagę. I nie chodzi tu o mogiły, ale o busz dolnośląski…

Zawadkowy cmentarz

Wspomnienie tamtego dnia ma już trzy, może cztery lata. Była wiosna. Może maj? Zapewne sobota…

Pamiętam, że było bardzo ciepło. Kręciliśmy się wtedy ze Sławkiem i Frutkiem po najbliższej okolicy. Cmentarz odwiedziliśmy pierwszy raz, po odkryciu go na wspomnianej mapie. I nie chodzi o to, że znaleźliśmy tam jakieś rewelacje – bo to jedna z tych ziemi umarłych, na której prawie nic nie zostało. Rzecz w tym, że to przeżyłam. Zapamiętałam. Liczą się emocje, uczucia, radości. Przygoda, która wydarzyła się na moim własnym podwórku. Nie musiałam po nią jechać daleko. To jest cenne, bo to właśnie głównie tam znalazłam…

Zawadkowy cmentarz

Zawadkowy cmentarz 

Auto zostawiliśmy na poboczu drogi prowadzącej do młyna w Zawadce. Zerknęłam na miejsce, które było naszym celem. Totalny, wiosenny, dolnośląski busz. Ściana z roślin. Żadnych wygód. Żadnych wydeptanych przez ludzi ścieżek. Maj nie jest najlepszym czasem do podobnych wypraw. Rośliny zakrywają przed oczami wędrowca to, co mógłby on zobaczyć na przykład późną jesienią albo zimą, kiedy nie ma śniegu.

Zawadkowy cmentarz

Ten zawadkowy cmentarz był częścią albo graniczył ściśle z dawną dworską enklawą zieleni. To nie jest jakiś szczególnie duży teren. Nekropolia z jednej strony przylega do pól uprawnych…

Zawadka

… a z drugiej – do wodnych zbiorników parkowych. Nie zostały tam żadne konkretne ślady po pochówkach. Więc gdyby tylko bazować na takich faktach – nie mogłabym powiedzieć bez cienia wątpliwości, że odnaleźliśmy wówczas to miejsce wiecznego spoczynku. Jednak zastałam tam inne dowody, które w moim pojęciu nie musiały być nawet poparte przez stare mapy. Alejek cmentarnych prawie nie widać, choć Sławek twierdził inaczej. Jednak dywany bluszczu, który nie tylko na ziemi był, ale i wspinał się na drzewa – nie znajdowały się tam przypadkiem.

Zawadkowy cmentarz

Cmentarz położony jest na nierównościach. Częściowo na zawadkowej skarpie, a częściowo już całkiem w dole. Roślinność ukryła jego tajemnice.

Zawadkowy cmentarz

Jedynie tylko od czasu do czasu z bluszczu wyłaniał się kawałek jakiegoś granitu albo cegły, które być może pochodziły z dawnego ogrodzenia tego terenu. 

Zawadkowy cmentarz

Bez litości

Przeszukiwaliśmy nekropolię krok po kroku. Zdarzało się też natrafić na coś skupiającego uwagę.

Zawadkowy cmentarz

Jednak nie znalazłam ani kawałka szlifowanego granitu ani najmniejszego fragmentu płyty z napisem. Ziemia tam miękka była, pomimo tego faktu…

Zawadkowy cmentarz

Natknęłam się na stare cmentarne drzewo, które wyraźnie przewyższało leciwością inną tamtejszą roślinność.

Zawadkowy cmentarz

Niby nie znaleźliśmy tam nic, a jednak bardzo wiele. Nekropolia została rozniesiona w perzynę do samego końca. Bez litości. Przyznam, że nieczęsto na takie trafiam. 

Zawadkowy cmentarz

Zawadkowy cmentarz i park Jaśniepana

Im bardziej w głąb, tym bliżej parkowych stawów. Wąska ścieżynka, wydeptana przez zwierzęta prowadziła nas ku ruinom pałacu. Mijaliśmy zbiorniki wodne i obserwowaliśmy teren.

Zawadkowy cmentarz

Park dominialny również został całkowicie zdemontowany. Pierwszy staw odgrodzony był od ścieżki murkiem, który kiedyś zapewne pełnił rolę wału, przynajmniej na tym fragmencie. Nie pozwalał przelewać się wodzie. Tak to rozumiem…

Zawadka

Drugi staw na swoim brzegu posiadał pewną osobliwość.

Zawadkowy cmentarz

Było to wzniesienie. Dość wysokie, ze stromym podejściem i z lekka ściętym wierzchołkiem. Bardzo wyraziste i z całą pewnością sztuczne. Wdrapaliśmy się tam i dobrze sobie obejrzeliśmy to miejsce.

Zawadka

Być może był to kiedyś punkt widokowy z altaną na szczycie, pomiędzy dwoma akwenami i widokiem na pałac na skarpie. Dlaczego nie? Trzeba jedynie w wyobraźni usunąć z terenu dawnego paku wszystkie zarośla. Wówczas wszystko to byłoby widoczne.

Zawadkowy cmentarz

Zawadkowy teren dworski jest dość trudny, pomimo, że nie ma tu ani gór ani większych nawet wzniesień. Jednak dawne grodzisko średniowieczne, które dało początek temu zespołowi, wybudowane było na skarpie. W jej bliskości teren jest właśnie taki nierówny i niełatwy do zagospodarowania. Akweny zasilała Cicha Woda. Tak więc tam, za folwarkiem w Zawadce, na skarpie i za skarpą w dole, w tym buszu, dawni panowie tych ziem przechadzali się po swoim niewielkim ale bardzo malowniczym dworskim zielonym raju. Potrafili się tam naprawdę pięknie urządzić…

Zawadkowy cmentarz

Parówa cmentarno – parkowa

Przez większość tego czasu tam spędzonego, znajdowaliśmy się między garbem skarpowym a stojącą wodą. Nie było tam najmniejszego przewiewu, a od stawu atakowała nas parówa. Do tego jeszcze droga nie należała do łatwych – przedzieranie się przez krzaczory, wspinanie na skarpę albo na opisywanie wcześniej wzniesienie. Ja dodatkowo miałam od czasu do czasu zadanie przenoszenia Frutkowskiego przez trudniejsze kawałki trasy – tam gdzie na przykład pokrzywy go unieruchamiały. Sławek odciążyłby mnie w takich chwilach, ale był warunek – musiałabym poprosić. Niestety, nie potrafię…

Zawadkowy cmentarz

Było też bardzo ciepło, ponieważ aura dopisywała a słońce zbliżało się do zenitu. Zaczęliśmy się wszyscy pocić jak w saunie. Nie było czym oddychać. Z Frutkiem na rękach dyszałam ciężko w tamtej drodze tak jakbym złapała tego wirusa celebrytę. Zdecydowaliśmy się ze Sławkiem na powrót na zawadkowy cmentarz.

Zawadkowy cmentarz

Czoła nasze błyszczały od potu. Zaczęliśmy szukać ścieżki zwierząt, która nas tu zaprowadziła. Oczywiście jak zawsze – najpierw musieliśmy pobłądzić. Jednak szybko złapaliśmy właściwy trop. Sławek po drodze zaczął rozpinać koszulę, która na plecach była już całkiem mokra. Ja wyciągnęłam koszulkę ze spodni i wpuściłam nieco powietrza na mokry brzuch, wachlując trykotem. Czoło moje mokre, jakbym przed chwilą włosy umyła.

Zawadkowy cmentarz

Krok po kroku zbliżaliśmy się powoli do drogi, gdzie zostawiliśmy auto. W nim była woda – upragniona przez wszystkich.

Zawadkowy cmentarz

Kiedy przez gęstą ścianę zieleni zaczęło przebijać światło – przyspieszyliśmy. Dosłownie wybiegliśmy na drogę z tego sakramenckiego buszu, mokrzy od potu, rozbełtani, rozczochrani, Sławek z klatą na wierzchu w rozpiętej koszuli i z zadyszką. Oboje z bananami na twarzach i w radosnym nastroju, komentując przygodę w naszym stylu. I w tym właśnie momencie drogą tą przejechał samochód. Kierowca przyglądał nam się znacząco. I wówczas spojrzeliśmy na siebie i wybuchnęliśmy śmiechem. Wiadomo co sobie pomyślał o nas, którzy w takim stanie wyleźli z krzaków, dysząc i w klejących się do ciał ubraniach…

Och życie! Jakież ty potrafisz pisać historie! Byłam wtedy inna, choć to tak niedawno się wydarzyło. Teraz idę zdecydowanie w samotne wędrowanie. Z tego też przywożę opowiadania, jednak nie jest aż tak wesoło… 

 

 

 

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
50
OK
60
Kocham to!
17
Nie mam pewności
1
Takie sobie
3
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Kategoria:Niekomercyjny

0 %