Niekomercyjny

LISIA GÓRA. Tajemnica zasypanej studni w Forsthaus Fuchsberg

Lisia Góra to jedno z moich ulubionych miejsc biwakowych. Dawnymi laty stała tam leśniczówka. Teraz nie ma po niej niemal śladów. Lekki wzgórek, obsadzony innymi od leśnych roślinami oraz bita brukiem droga, która do niej prowadzi, czynią dziś z Lisiej Góry doskonały piknikowy cel.

Oczywiście wszystkie te zalety tego wypiętrzenia cenne są jedynie dla kogoś, kto kocha się w podobnych klimatach, gdzie historia cały czas jest możliwa do odkrycia i gdzie ciężko o tłumy zwiedzających. To jedno z tych miejsc na Dolnym Śląsku, które nikogo nie obchodzą. Ubita droga prowadzi do dawnej leśniczówki, choć zasłoniła ją trawa, pozwala na swobodny dojazd samochodem. To jednocześnie plus i minus Lisiej Góry, ponieważ nigdy nie wiadomo, kto jeszcze zna to miejsce i kogo na tym odludziu można spotkać przypadkiem i na przykład nieszczęśliwie. Fuchsberg ukryta jest pod lasem, niedaleko Odry. Jej historia nie jest zbyt dobrze znana. Jednak będąc tam dwukrotnie, udało mi się zebrać wystarczająco wiele obrazów i wrażeń, aby ją choć częściowo zrekonstruować. W moim prywatnym archiwum z Lisiej Góry znajdują się fotografie, obserwacje i emocje. Potrzebowałam jedynie czasu, aby dojrzeć do opowiedzenia Wam o tym miejscu. 

Lisia Góra

Gdzie znajduje się Lisia Góra?

Na Dolnym Śląsku, gdzieś między Kwiatkowicami a Rogowem Legnickim. Niechaj szuka jej kto chce ją znaleźć. Niech błądzi po dawnych niemieckich drogach brukowanych, które czas ukrył pod piaskiem i trawą. Kto trafi na miejsce, będzie miał satysfakcję. A komu się to nie uda, zażyje świeżego nadodrzańskiego powietrza i więcej zyska aniżeli starci. Gdybym zajęła się tym tematem siedem lat temu, pokazałabym Wam na fotografiach fantastyczne ruiny. Pozostałości po domu mieszkalnym i budynek gospodarczy z muru pruskiego. Jeszcze w 2012 resztki  Forsthaus Fuchsberg wyłaniały się malowniczo ze skraju lasu. Opuszczona leśniczówka przez wiele lat wykorzystywana była przez myśliwych, aż któregoś dnia zniknęła… 

Lisia Góra

Zacznijmy jednak od wspomnienia pierwszej, zimowej mojej tam wizyty

W moich notatkach zapisałam : „Lisia Góra. Tak miejsce to nazywano przed wojną. Na starej niemieckiej mapie zaznaczono, że stała tu leśniczówka, a wokół niej budynki gospodarcze. Prowadziła tam brukowana droga z Rogowa Legnickiego.

Lisia Góra

Dziś niewiele zostało z tamtych czasów. Nieduży wzgórek pokryty jest resztami dawnych budynków. Cegły i kawałki belek, studnia, dawna wędzarnia albo lodownia. 

Lisia Góra

Zawsze jest tam chłodno. Nadawałaby się idealnie do przechowywania żywności. 

Lisia Góra

Bruku na drodze już nie widać, ale jest tam nadal na pewno. Wokół rosną stare kasztanowce, kilka owocowych krzewów i drzew. 

Lisia Góra

Rozłożyliśmy się obozem przed wejściem do dawnej leśniczówki. Zaczęłam znosić chrust na ognisko. Kręciłam się przy resztkach domu i miałam wrażenie, że wszyscy jego nieżyjący od lat mieszkańcy przyglądają się mi. Cóż to? Zjawiłam się i łamię suche gałęzie na ich posesji. Panoszę się jak u siebie, zaglądam do dawnego sadu, a przecież nikt mnie tam nie zapraszał…

Lisia Góra

Dziwne to było uczucie. Wzrok nieżyjących ludzi potrafi być bardzo ciężki. Nawet pies niechętnie węszył po terenie. Wolał siedzieć na kanapie w samochodzie. Piekliśmy kiełbaski aż słońce zaszło za horyzont…”

Lisia Góra

Drugi raz odwiedziłam Fuschsberg wczesną wiosną

Tak zapamiętałam tamten dzień: „Spragnieni ciszy, wjechaliśmy w polną drożynę w kierunku Kwiatkowic. Bezdroże to niemal było, choć na pewno nie dla aut terenowych. Dlatego też dla Corsy był to wyczyn i ogromne ryzyko. 

Lisia Góra

Lisia Góra znana nam już była. Dojazd do niej od czasów przedwojennych jest ten sam. To miejsce, gdzie dawnymi laty stała leśniczówka. Zaparkowaliśmy na znajomym wzgórzu. Samochód ukryliśmy w wiosennej, seledynowej zieleni krzewów. Rozpaliliśmy grilla i zaczęliśmy piec kiełbaski. Rozsiedliśmy się na bagażniku auta, do którego wskoczył pies i chronił się przed lekkim wiatrem i przelotnymi deszczami. 

Lisia Góra

Siedzieliśmy tam upojeni ciszą i spokojem tego miejsca. Zachwycaliśmy się kolorem nieba i zielenią wiosny. Kiedy kiełbaski były gotowe – posililiśmy się. Posilił się również Frutek. I wtedy Sławek wpadł na pomysł, żeby dokładnie zlustrować ten zarośnięty teren. Najpierw poszedł sam, a potem przywołał mnie do siebie. Za mną pobiegł Frutek, choć nieśmiało i wręcz niechętnie. Okazało się, że trafiliśmy na miejsce wykopalisk w ziemi. Ktoś najwyraźniej przybył tam z wykrywaczem metali. W dole nie było nic, a dokoła leżały kawałki porcelany, szklane fiolki po perfumach, kilka metalowych kawałków, które ciężko ocenić czym były. 

Lisia Góra

Frutek niechętnie podchodził do tej dziury w ziemi

Stał w trawie tuż obok i jęczał, jakby z prośbą aby powrócić do auta. Być może widział jak nad nami, nachylającymi się nad dziurą w ziemi, wiszą chmury z dusz tych, którzy ukryli tutaj swoje skarby. Któż to może wiedzieć? 

Zapewne uciekano z tego miejsca z końcem wojny, na wieść o przybywających wojskach sowieckich. Niemcy w pośpiechu ukrywali wartościowe przedmioty i ewakuowali się. Tutaj zakopano perfumy, talerze, misy i inne kuchenne naczynia. Nie wiemy co jeszcze, bo trafiliśmy w miejsce akcji po wcześniejszym wykopaniu „skarbu”. Może te rzeczy schowane były w skrzyni, a może w worku? Fiolki po perfumach były puste. Od tamtego czasu minęło ponad siedemdziesiąt lat. Korki zapewne puściły jeszcze w ziemi, a pachnidła wyparowały do gleby. Jednak wszystko co tu znaleźliśmy świadczy o tym, że rzeczy te należały do kobiety.

Lisia Góra

Niedługo potem usłyszeliśmy szczekanie lisa. Przeraźliwe jęki niosły się po lesie. Zaczęliśmy się pakować i zbierać do odjazdu. Zrobiło się tak naprawdę nieprzyjemnie i ciężko. W ostatniej chwili, tuż przy dawnej studni natrafiliśmy na tabliczkę z ostrzeżeniem. Znaliśmy ją jeszcze z miesięcy zimowych, kiedy tu pierwszy raz biwakowaliśmy. Znaleźliśmy ją jako tarczę strzelniczą. Zaraz potem odjechaliśmy z Lisiej Góry”.

Duchy z Forsthaus Fuchsberg

Oba wcześniejsze opisy są jedynie krótkimi relacjami, w których zawarłam jedną wspólną myśl. Byłam tam dwa razy i podczas obu wizyt miałam wrażenie, że dotykam się niewidzialnego świata duchowego. Nie było to poparte żadną sugestią. Po prostu, zwyczajnie tak czułam i widziałam też, jak reaguje na Lisią Górę Pan Frutkowski. Rzeczą oczywistą jest, że w podobnych miejscach można się nakręcić na takie klimaty, i wiadomym jest, że wszędzie gdzie ktoś żył – również ktoś umarł. Taka opuszczona leśniczówka daje ku temu doskonałe warunki, aby pobyć sobie chwilę z duszami zmarłych jej mieszkańców. Jednak nie szukałam tam duchów. To raczej chyba one szukały mnie. Gdyby nie moje wcześniejsze zapiski, najprawdopodobniej nie pamiętałabym o tym wrażeniu. 

Lisia Góra

Lisia Góra. Fakty i przekazy ustne

Tak jak wspominałam wcześniej, o Lisiej Górze mało wiadomo. Pamiętają jej zabudowania jedynie mieszkańcy z pobliskich Kwiatkowic i Rogowa. Dzięki nim zapewne zachowały się również przekazy ustne. Ta forma ocalenia od zapomnienia historii jest pierwszą przed pismem, nagrywaniem filmów i dźwięku. Ludzie najpierw wszystko przekazywali sobie właśnie w ten sposób. Dzięki przekazom ustnym znamy cały rodowód Jezusa z Nazaretu, bo podawany był werbalnie z ojca na syna do czasu, aż znalazł się taki jeden z drugim mądry, i wreszcie go zapisał. Przekazem ustnym posługiwali się Indianie Północnoamerykańscy, którzy nie za bardzo interesowali się pismem, a jednak dobrze znali swoje historie i legendy. Przekaz ustny ma ogromną wartość nie tylko tam, gdzie komuś pisanie jest nie po drodze, ale również tam, gdzie „nie ma o czym pisać” na pierwszy rzut oka. A potem, kiedy chcę dokopać się do jakiejś umarłej historii, okazuje się, że nikt nic o niej nie napisał. I wówczas zdarza się, że trafiam na prawdziwy cud! Na przekaz ustny w wydaniu oryginalnym. Bomba jak dla mnie… 

Lisia Góra

Lisia Góra. Dom Rietzschela

Ktoś opowiadał, że leśniczówka powstała na Lisiej Górze jako niezależne gospodarstwo. W dziewiętnastym stuleciu zamieszkiwał ją leśniczy, niejaki Rietzschel. Rezydował tam wraz z całą swoją niemiecką kompaniją. Kilkanaście osób. Rodzina i służba. Wszyscy zgodnie co niedzielę pojawiali się w kościele na nabożeństwie protestanckim. Wiemy na pewno, że należeli do parafii w pobliskich Kawicach. To niby niewiele, ale moja wyobraźnia została dotknięta do żywego.

Leśne gospodarstwo było czasowo wykorzystywane podczas wojny jako niewielka, leśna, militarna placówka. Kiedy II wojna światowa miała się ku końcowi, Rosjanie pojawili się również w Forsthaus Fuchsberg. Najprawdopodobniej zastali tam kolejnego leśniczego z rodziną i służbą. Zdążyli oni zakopać swój najwartościowszy dobytek, ale nie wycyrklowali dobrze z ewakuacją. Mieli zapewne nadzieję, że nie będą musieli opuszczać swojego domu i czekali z taką decyzją do ostatniej chwili. Rosjanie jednak ich namierzyli. Jak to mogło wyglądać?

Lisia Góra

Rekonstrukcja wydarzeń 

Wyobrażam sobie, że gwałtownie zapukali do drzwi nocą. Rodzina leśniczego zapewne wybudziła się wcześniej od ujadania psa. Ktoś zapalił światło. Szeptali przerażeni, dzieci tuliły się do spódnicy matki, ojciec rodziny chwycił za strzelbę. Wyglądał przez okno, lekko uchylając zasłonę. Sowieci zaczęli mocniej walić we wrota. Krzyczeli „Otwierać’! Nie było wyjścia. Niemcy mieszkający na Lisiej Górze znali zapewne sytuację, w jakiej znajdował się ich kraj. Rozumieli, że opór nie ma sensu. Drzwi domostwa otworzyły się, żołnierze zaczęli wyprowadzać wszystkich po kolei. Na pewno nie delikatnie, ale brutalnie i z wrzaskiem. Wszystkich brano do niewoli. Ręce im związywali, dzieci głośno płakały, pies dostał kulę w łeb, żeby nie ujadał. Ktoś rozpaczliwie zawodził, ktoś prosił żeby ich nie zabijać, kogoś uderzono kolbą karabinu dla zasady. Jedna z kobiet, która pracowała u leśniczego jako pomoc kuchenna, wpadła w panikę i na oślep rzuciła się do ucieczki. Któryś z żołnierzy krzykną „stój”, a w chwilę potem posłał uciekinierce kulę. Nie zatrzymała się. Komentowano to potem, że niepotrzebnie próbowała umknąć. Inaczej być może przeżyłaby. Zgwałcona wielokrotnie przez całą bandę żołnierzy… To był jej wybór. 

Pochowano ją w studni. Tam wrzucono ciało. Ot tak, bo prostsze to było od kopania dziury w ziemi.

Lisia Góra

Studnia na Lisiej Górze zachowała się do dziś. Znajduje się na wprost wejścia do dawnej, nieistniejącej leśniczówki. To stare ujęcie wody, które jest teraz jedynym świadkiem tamtego zdarzenia, zostało całkowicie zasypane. Podobno kobieta, która zginęła tamtej nocy była pochodzenia polskiego. Czy nadal jej kości znajdują się w studni? Czy to jej wzrok śledził mnie zza światów podczas wizyt w  Forsthaus Fuchsberg? Dzisiaj mogę tak pomyśleć, zasugerowana tą opowieścią. Wówczas jednak jeszcze jej nie znałam…

Chętnych do obejrzenia ruin leśniczówki przed jej rozbiórką, odsyłamy do witryny, z której posiłkowałam się przekazami ustnymi. Kliknij tutaj!

Więcej podobnych historii — nigdy niepublikowanych na naszym blogu — znajdziesz w naszej książce O rycerzach, śmiertelnych intrygach i bajecznych majątkach. Polecamy miłośnikom naszych opowieści!

 

 

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
283
OK
114
Kocham to!
39
Nie mam pewności
12
Takie sobie
20
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Władysław

Skąd teoria o pogrzebaniu kobiety w studni ??-grób był okolo 15 m na wschód od studni

Mariusz

Skąd my znamy to wrzucanie ciał do studni? Z Wołynia,z całych naszych kresów wschodnich…..

Kategoria:Niekomercyjny

0 %