To była pod każdym względem noc idealna. Pogodna, bezchmurna, bezwietrzna, ciepła. Znajdowałam się pośrodku niczego, na ścieżce rowerowej powstałej na dawnym torowisku między Lubiążem a Wołowem. Trasa ta prowadziła wśród pól i między lasami. Mijałam po drodze wiadukty i ich ruiny. Niekiedy jechałam w jarze, i wtedy było jeszcze bardziej bezwietrznie, choć wcześniej wydawało się to niemożliwym.

Piękna była tam cisza i bezludzie. Jednak najbardziej ujmowało mnie niebo. Tak daleko od ludzkich osiedli, na pustkowiu nieboskłon pozbawiony był świetlnego smogu. Gołym okiem widziałam konstelacje gwiazd i jeszcze dalej — drobne ciała niebieskie tworzące jasne obłoki. To wszystko było tak niesamowicie wyraźne i szokujące, że zatrzymywałam się w tej ciemności i gasiłam latarkę, żeby patrzeć w górę. Ciemność i cisza otulały mnie z każdej strony. Czułam je bardzo wyraźnie i miałam również świadomość samej siebie. Słyszałam swój oddech i bicie własnego serca. Wyłapywałam też dźwięki poruszających się dzikich zwierząt, które cały czas były blisko oraz spadających owoców z przydrożnych drzew. Wiatr przynosił zapachy z oddalonych domostw. Przychodziły i odchodziły wraz z delikatnymi prądami powietrza. To trzeba przeżyć, tego nie da się opisać…

Wiadukt kolejowy

Ścieżka rowerowa z Lubiąża do Wołowa

Nie od razu wygląda tak, jak na załączonym powyżej obrazku. Asfalt i wygody znajdują swój początek spory kawałek dalej, jednak ja postanowiłam, że zacznę swoje wędrowanie od dawnej stacji kolejowej w Lubiążu, czyli w miejscu, gdzie zatrzymywał się pociąg, żeby zabrać pasażerów. Teraz jest tam krzaczasty busz dolnośląski i choć są podobno plany, żeby dołączyć ten fragment dawnego torowiska do trasy dla rowerów, to póki co, dziko tam jest jak w dżungli amazońskiej.

Kto nie zna tego terenu, nie trafi tam nocą, a nawet za dnia nie jest to zbyt łatwe dla nie tambylców.

Gra komputerowa

Wyjechałam w tę drogę z Przemkiem. Wyruszyliśmy ze Środy Śląskiej przez Malczyce do Lubiąża jeszcze w czasie, kiedy było jasno. Dopiero przy wspominanej stacji dopadł nas mrok. W tamtym momencie zaczynała się prawdziwa frajda! Egipskie ciemności zastaliśmy na pierwszym odcinku naszego szlaku. To była wąska ścieżka na torowisku, wijąca się jak wstążka pomiędzy gęstwiną dziko rosnących krzewów, w których słyszałam wyraźnie poruszające się zwierzęta leśne. Za dnia wydawała mi się ona niedługa i prosta, lecz w nocy to był konkretny kawał drogi z mnóstwem łuków, tak treściwie zarośniętych, że nie widziałam, co znajduje się dalej nawet kiedy oświetlałam ten teren latarką. To był prawdziwy tunel. Każde wzięcie takiego zakrętu groziło zderzeniem się z sarną, dzikiem albo po prostu drzewem. Jechałam pierwsza, nie z wyboru, ale dlatego, że tak wyszło. Przemek podążał za mną, bo nie było tam miejsca na dwa rowery obok siebie. Ta sytuacja sprawiła, że cały czas widziałam przed sobą tę ścieżkę, ponieważ nic mi jej nie zasłaniało. Rower jechał lekko, a ja musiałam być pochylona, żeby nie obrywać gałęziami i przyśpieszałam wraz z rosnącą adrenaliną. Nie odzywałam się wtedy do mojego towarzysza ani słowem tylko darłam na przód już mocno nakręcona. Czułam się tak, jakbym grała w jakąś komputerową grę, tyle że to działo się naprawdę!

Ścieżka rowerowa Lubiąż- Wołów

Potem było lekko pod górę i wjechaliśmy na stary wiadukt. Po kilkudziesięciu metrach byliśmy już na asfalcie i przywitała nas pierwsza lampa solarna. To była ścieżka rowerowa z Lubiąża do Wołowa.

Ścieżka rowerowa Lubiąż- Wołów

W ciszy i w ciemności

Byliśmy około 17 kilometrów od Środy Śląskiej i tyle samo mieliśmy do Wołowa, jadąc po dawnej drodze dla pociągów. W Lubiążu przywitała nas tylko jedna latarnia, a na trasie dla dwóch kółek znajdowały się jedynie takie na energię słoneczną, więc oświetlenie to nie było zbyt mocne. Okoliczne małe wioski, które jawiły się z oddali zaledwie kilkoma lampami, nie zaśmiecały nieba swoim blaskiem. Te okoliczności wraz z idealną tej nocy pogodą sprawiły, że cały nieboskłon nad nami był niesamowicie przejrzysty. Zatrzymywaliśmy się na tym szlaku i wyłączaliśmy latarki. Staliśmy w ciemności z zadartymi do góry głowami i podziwialiśmy niebo. Pokazywałam Przemkowi Wielki Wóz, bo tylko jego tam rozpoznawałam, ale widziałam też bardzo wyraźnie inne konstelacje, tyle że nie znałam ich nazw. Najjaśniejsze gwiazdy znajdowały się w zasięgu mojego wzroku, ale za nimi było ich więcej. Rozmyte i mgliste. Wyglądały jak plamy z mleka, które rozlało się na czarnym obrusie. Ścieżka rowerowa z Lubiąża do Wołowa poprzecinana jest drogami dojazdowymi do okolicznych wsi. Znajdują się tam specjalne bramki zwalniające do rowerzystów i solarne lampiony. Niekiedy jakieś auto albo maszyna rolnicza jechały tamtędy, i choć to tylko jeden pojazd w jednym czasie, to w tej głębokiej ciszy wydawało się nam, że zbliżamy się do jakiejś drogi szybkiego ruchu. Dźwięk pojedynczego auta wywracał ten błogi spokój do góry nogami i wprowadzał niesamowity jazgot. Kiedy znikał i przestawaliśmy go słyszeć, odczuwaliśmy ulgę.

Trasa rowerowa z Lubiąża do Wołowa

W nocy świat jest ciasny

Próbowałam to w miarę logicznie wytłumaczyć Przemkowi, ale przyznaję, że sama dziwnie się czułam słuchając tego co mówię. W nocy świat jest ciasny. Jest tak duży jak okrąg świetlny, który rysuje moja latarka. Widzę przed sobą jasność i orientuję się, co dzieje się przede mną. Ponieważ nic złego tam nie namierzam, czuję się bezpieczna. Nieważne, że po kątach, gdzie jest mrok, czają się niebezpieczeństwa, dla mnie one nie istnieją, ponieważ ich nie widzę. Dokładnie tak samo postrzegam świat kiedy jest jasno, tylko że mam wtedy szersze pole widzenia. Ono się kurczy w okolicznościach nocy w terenie i ja się do tego dopasowuję. Stąd chyba wybija źródło mojej pasji podróżowania nocą. Kiedy pierwszy raz wybrałam się w taką mroczną drogę, zachwyciłam się tą właśnie ciasnotą otaczającego mnie świata. To zupełnie inne wrażenia! Dotąd znałam drogę rowerową pełną przestrzeni i to mnie porywało, potem poznałam ten świetlny, ciasny, tajemniczy tunel i połknęłam bakcyla. Od tamtej pory jazda rowerowa w ciemności to nie tylko późny powrót do domu po całodziennym wędrowaniu, ale planowana wyprawa.

Trasa rowerowa Lubiąż- Wołów
Przystanek na trasie rowerowej

Bezludna ścieżka rowerowa z Lubiąża do Wołowa

Zwykle spotykam tam miłośników dwóch kółek, rolek, desek i spacerowiczów z kijkami. Ale wtedy nie było tam absolutnie nikogo oprócz nas. Początkowo oczekiwałam jakiegoś mijania na szlaku z zjeżdżającym do domu kolarzem, który po nocy kończył swoją wyprawę, ale potem w ogóle nie brałam takiej okoliczności pod uwagę. To zaskakujące, jak szybko oboje przyzwyczailiśmy się do tego bezruchu, ciemności i ciszy i jak bardzo nam to wszystko pasowało. Miałam wrażenie, że ludzie wyginęli i zostaliśmy tylko my dwoje na tym padole. Przemierzamy świat w poszukiwaniu innych mieszkańców planety Ziemia, ale nie martwimy się tym za bardzo, że ich nie znajdujemy. Nie czułabym tego w taki sposób, będąc w mieście albo w lesie, ale to były szczególne okoliczności. Poza zabudowaniami, ale jednak nie w całkowitej głuszy. Dokoła wprawdzie dziko, ale pod nogami asfalt i kilka latarni po drodze oraz wiaty, ławki i stoły.

Ścieżka rowerowa z Lubiąża do Wołowa

Psychologiczne zagrywki

Do samego Wołowa w ogóle nie czułam, że mam już sporo kilometrów na liczniku. W ciemności widzi się tylko tyle, jak dalece pozwala oświetlenie w rowerze, a to bardzo wpływa na psychikę. Nie sięgam wzrokiem poza linię światła, więc zawsze do końca mam blisko, dlatego mój mózg nie rejestruje trasy tak jak w dzień i nie myśli o niej — o Boże! To jeszcze taki kawał drogi! Zmęczenie, jakie znam ze swoich rowerowych wojaży, czyli to fizyczne w połączeniu z psychicznym, kiedy widzę, że przede mną jeszcze sporo kilometrów, a ja już powoli słabnę i zaczyna się walka z samą sobą — na tej trasie nie miało miejsca. To ciekawe zjawisko można zaobserwować również podczas jazdy pod wysoką górę. Ja stosuję taki psychologiczny trik — gdy zaczyna być ciężko, przestaję patrzeć przed siebie i spoglądam jedynie na przednie koło i pedałuję. Kiedy nie widzę trudności przed sobą, długości ciężkiej trasy i wypiętrzenia terenu, mojemu mózgowi to nie przeszkadza. Wówczas często podjeżdżam nawet pod ostre górki bez problemu. Jednak gdy spoglądam w dal, a w mojej głowie zaczynają rodzić się myśli — ale ta góra wysoka! Chyba nie dam rady! – niejednokrotnie wysiłek ten zmusza mnie do podprowadzenia roweru. Po prostu pękam. To dowodzi, że prawdziwa moc drzemie w umyśle.

Świat jest taki, jaki chcemy, żeby był. Wystarczy jedynie zmienić sposób myślenia i działania. Dostroić się.

Dęby i Buki

Przyhamowałam gwałtownie, kiedy zobaczyłam te ogromne żołędzie, bukwie i szyszki. Co to jest? Nie widziałam tego wcześniej? Przemek też się zatrzymał. Zrobiliśmy sobie tam małą sesję zdjęciową i poczytaliśmy, o co caman. Rzeczywiście ta ścieżka rowerowa z Lubiąża do Wołowa zaskoczyła mnie, a przyznaję, że niczego nowego tam się nie spodziałam.

Żołędzie
Żołędzie
Owoce Buka

Eksponaty były ogromne i bardzo ciężkie. Przymocowano je dodatkowo na stołowych prętach do kawałków betonu. Najpewniej dlatego, że dzięki temu były ładnie usytuowane. Ktoś jednak pomyślał, chyba że to w ramach ochrony przed złodziejami i jak widać na zdjęciu wyżej, próbował z całych sił czy da się ukraść takiego żołędzia? Niestety, nie da się…

Podobał mi się taki pomysł. To bardzo edukacyjne i zarazem interesujące pod względem wizualnym. To tylko szyszki i nasiona drzew. Mijamy je często, ale nie zauważamy. Wielu ludzi nie odróżnia najbardziej pospolitych gatunków naszych rodzimych drzew, a tam leżą takie ogromne ich owoce i zapewne każdy, kto przejeżdża obok, zatrzymuje się i czyta o sosnach, dębach, bukach…

Trasa rowerowa z Lubiąża do Wołowa

Stamtąd widać już było poświatę znad Wołowa. Mieliśmy w planach nocne zwiedzanie miasta i kawę. Dochodziła pierwsza w nocy, ale o tym napiszę Wam w kolejnym wpisie, który będzie drugą częścią tego opowiadania. Zostańcie ze mną do końca tej wyprawy. Klikajcie w link poniżej i bawcie się dobrzeNocne zwiedzanie Wołowa.

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
9
OK
3
Kocham to!
2
Nie mam pewności
0
Takie sobie
0
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments

[…] zostaniesz teraz ze mną, drogi Czytelniku/Czytelniczko i nie cofniesz się do tego wpisu — W ciszy i w ciemności. To była jazda bez trzymanki! – sporo stracisz, ponieważ była to naprawdę noc […]

Kategoria:Komercyjny

Sprawdź: