Górny Śląsk

Smutna historia „śląskiego Fausta”

Jeżeli prześledzicie moje poczynania w Internecie, z pewnością zauważycie, że do omawianego dzisiaj miejsca zabrałam Was już parę razy. Byliśmy tam wspólnie podczas Industriady 2020 – tak, tej w maseczkach! – a ostatni raz w czerwcu tego roku, w ramach Nocnej Szychty. To właśnie w halach Walcowni miałam także ogromną przyjemność wystąpić po raz pierwszy w programie Izoldy Czmok „Dej pozór”.

W tym miejscu leży bowiem klucz do zrozumienia genezy potęgi przemysłowej Górnego Śląska, czyli cynk. Wielokrotnie podkreślałam znaczenie przydomka nadanego Karlowi Godulli – „śląski król cynku”. Nie węgla. Węgiel był później, kiedy okazał się cennym zasobem w przetwórstwie rud galmanu.

Hutnictwo cynku miało na Śląsku dwie twarze: implementacji pionierskich rozwiązań technologicznych i wynikających z nich postępu technicznego oraz podnoszenia jakości życia, a z drugiej strony wdrażania tychże rozwiązań bez świadomości ich konsekwencji wobec środowiska naturalnego, a także ludzkiego zdrowia.

Walcownia Cynku, fot. Michał Machalski
Fot. Michał Machalski

Ślązacy nie gęsi i swojego Fausta mają

Całej tej historii nie byłoby jednak, gdyby nie zwerbowany do pracy u księcia pszczyńskiego (Pless) Friedricha Erdmanna Anhalt-Köthena w 1780 roku Johann Christian Ruberg. Młodzieńcze losy mężczyzny nie są wprawdzie zbyt dobrze znane, jednak jego późniejsze dokonania znacząco zmieniły bieg historii i nadały ton rewolucji przemysłowej w tej części świata. Urodził się najprawdopodobniej w 1751 roku w Ilsenburgu i był synem młynarza. Problemy finansowe ojca zmusiły go do porzucenia studiów teologicznych. Zaproszenie na Śląsk otrzymał w 1779 roku od Augusta Heinricha Filipa Kissa, inspektora hutniczego pracującego dla księcia pszczyńskiego. Początkowo został sztygarem w kopalni Emanuelssegen, obecnie zwanej kopalnią Murcki i będącą prawdopodobnie drugą najstarszą kopalnią węgla kamiennego na Górnym Śląsku.

Fot. Michał Machalski

Od 1782 pełnił funkcję zarządcy huty szkła w Wesołej (dzisiaj położonej na terenie miasta Mysłowice), proponując szereg nowatorskich rozwiązań w dziedzinie produkcji szkła. Potencjał Ruberga dostrzegł sam Friedrich Wilhelm von Reden, dyrektor Wyższego Urzędu Górniczego, i wysłał go do hut w Hesji, Hanowerze, Anglii i Czechach. Dzięki podróżom Ruberg mógł obserwować pracę pieców szklarskich opalanych węglem i poznać ich konstrukcję. W 1786 przystosował piec w hucie szkła w Wesołej, wcześniej opalany drewnem, do opalania węglem. Dziś możemy cieszyć oko ocalałymi wyrobami huty szkła w Wesołej, na przykład wykonanym w 1792 roku żyrandolem w kościele świętego Klemensa w Lędzinach.

Wzloty, upadki i rewolucje

Tego samego roku Ruberg wytopił prostą metodą cynk, jednak z uwagi na niejasne manko w kasie huty oraz ogromne nakłady finansowe poświęcane przez zakład na eksperymenty, został zwolniony. Po śmierci ojca ponownie zaufał mu jednak książę-dziedzic Friedrich Ferdinand (1797), zaintrygowany projektami pieca do wytapiania cynku. Projekt pieca z czterema muflami (szczelna komora wykonana z materiałów ogniotrwałych) powstał na skutek eksperymentów Ruberga z wytopem cynku w piecach szklarskich. W 1798 wzniesiono hutę cynku według tego projektu.

Fot. Michał Machalski

Łapać szpiega, łapać złodzieja!

Ruberg jest autorem metody wytapiania cynku, która w historii światowej techniki zapisała się jako „śląska metoda”. Polega ona na zastosowaniu pracujących w sposób ciągły pieców muflowych, bez oziębiania. Produkcja cynku stała się bardziej opłacalna, a wysokie zapotrzebowanie na węgiel spowodowało dynamiczny rozwój górnictwa na Górnym Śląsku.

Fot. Michał Machalski

„Metoda śląska” była tajemnicą przedsiębiorstwa, pilnie strzeżoną przez księcia pszczyńskiego. Sekret rewolucji przemysłowej wyniósł z zakładu jeden z wytapiaczy, niejaki Antoni Ziobro (Znajome nazwisko! Co za przypadek!), który za korzyści osobiste podzielił się wiedzą z urzędnikami pruskimi. Rzecz jasna, Ruberg podejmował próby pojmania Ziobry, które spełzły jednak na niczym. Tymczasem Ziobro wciąż grał mu na nosie, współtworząc nową hutę dla Georg von Giesches Erben – „Spadkobierców Gieschego”. Nie wytrwał jednak zbyt długo przy nowym zajęciu. Ostatecznie zatrudniono go w Hucie Królewskiej na terenie dzisiejszego Chorzowa… a przepis na cynk stał się wiedzą powszechną. Ruberg natomiast został po raz kolejny zwolniony ze stanowiska, co było równoznaczne z utratą możliwości prowadzenia doświadczeń oraz brakiem zarobków.

W 1860 roku na Śląsku wytwarzano 40% światowej produkcji cynku.

Fot. Michał Machalski

Gdy Faust umiera jak van Gogh

Co stało się z wynalazcą, który zapisał się na kartach historii jako „śląski Faust”?

Cóż, Johann Christian Ruberg zmarł w nędzy i zapomnieniu 5 września 1807 roku. Tak, jak często kończą geniusze. Został pochowany na cmentarzu ewangelickim w Hołdunowie (dzisiejsze Lędziny), jednak… miejsce jego spoczynku pozostaje nieznane. Znicz można zapalić przy tablicy pamiątkowej. W 2000 roku Ruberg został patronem Szkoły Podstawowej numer 3 w Lędzinach.

Fot. Michał Machalski

Dobrze, a gdzie w tej historii znajdzie się miejsce dla Muzeum Hutnictwa Cynku?

Śląsk cynkiem stojący

Istotnie, dzisiejsze muzeum to fragment zabudowań dawnej huty „Bernhardi” w Roździeniu. Budowę zakładu rozpoczęto w 1896 roku z uwagi na ogromne zapotrzebowanie rynkowe na cynk. „Spadkobiercy Gieschego” podjęli decyzję o założeniu nowej huty przy linii kolejowej prowadzącej z Szopienic do Siemianowic. W hali produkcyjnej zamonotowano osiem pieców destylacyjnych po osiemdziesiąt mufli każdy.  Nazwa „Bernhardi” została nadana na cześć ówczesnego dyrektora generalnego koncernu Georg von Giesches Erben.

Fot. Michał Machalski

Niestety, przy rozpalaniu pierwszego pieca doszło do eksplozji. Zniszczeniu uległ jeden z kominów oraz część hali produkcyjnej. W związku z tym, produkcja ruszyła dopiero pod koniec 1897 roku, czyli o kilka miesięcy później niż pierwotnie zakładano. Zakład zatrudniał początkowo 160 osób, a w pierwszym roku osiągnięto produkcję w wysokości 3669 ton cynku.

Rozwój, modernizacja, taka sytuacja

W 1898 roku uruchomiono kolejne elementy kompleksu hutniczego – prażalnię oraz fabrykę kwasu siarkowego. Nasza Walcownia Cynku rozpoczęła działalność w 1904 roku. W skład jej zabudowań wchodziły: dwa piece topielne, dwie karuzele odlewnicze, dwie walcarki wstępne, cztery walcarki wykańczające oraz cztery maszyny parowe, do których parę dostarczała nowa, zbudowana obok walcowni, kotłownia. Wszystko, co widzicie dzisiaj w muzeum, stanowi część oryginalnej linii produkcyjnej!

Fot. Michał Machalski

W walcowni zatrudnienie znalazły 144 osoby. W pierwszym roku działalności produkcja wyniosła 6901 ton blachy cynkowej. Z kolei w 1906 uruchomiono drugą, nowocześniejszą halę produkcyjną. Nowatorskie w historii koncernu rozwiązanie polegało na zastosowaniu ośmiu pieców dwukondygnacyjnych destylacyjnych po 160 mufli każdy. Zastosowano również okapy wentylacyjne. Wypałki z pieca trafiały do kanałów żużlowych umieszczonych w fundamentach. Cały kompleks huty „Bernhardi” został zelektryfikowany, zatem mufle wytłaczała od tamtej pory mechaniczna prasa.

Fot. Michał Machalski

W 1911 ukończono przebudowę pieców na trzykondygnacyjne. Prowadzono również eksperymenty według patentu Otto Saegera, których celem była implementacja urządzenia do mechanicznej obsługi mufli.

Ciągle rozwijała się także prażalnia blendy oraz fabryka kwasu siarkowego, od 1907 roku pod nazwą „Lieres”. Walcownię rozbudowano w czasie pierwszej wojny światowej, dodając do asortymentu taśmy, drut oraz szyny cynkowe.

„A taki był ładny, amerykański, szkoda…”

W 1929 większość udziałów „Spadkobierców Gieschego” posiadał koncern „Anaconda Copper Mining Company”. Owocem fuzji przedsiębiorstw było wprowadzenie pionierskiej na tych ziemiach produkcji cynku metodą elektrolityczną. 1 stycznia 1929 włączono do produkcji Zakład Elektrolityczny w Szopienicach. Na jego kompleks składały się: ługownia, trzy jednostki elektrolizy po 72 wanny oraz odlewnia cynku. Firma zatrudniała 100 robotników oraz 13 pracowników umysłowych.

Fot. Michał Machalski

Niestety, wydatki poniesione z uwagi na otwarcie nowego wydziału połączone z pogłębiającym się kryzysem ekonomicznym wymusiły na władzach koncernu unieruchomienie produkcji przy użyciu techniki destylacji cynku z dniem 28 listopada 1931 roku. Spadła również produkcja na innych wydziałach.

Produkcja zaczęła jednak stopniowo wzrastać, a jednocześnie prowadzono działania majace na celu centralizację szopienickich zakładów koncernu „Giesche S.A.”. Huta „Bernhardi” stała się częścią „Zakładów Hutniczych Giesche S.A. w Szopienicach”, czyli późniejszej Huty Metali Nieżelaznych „Szopienice”. W 2002 roku zakończyła się produkcja na walcowni, a zaledwie rok później zlikwidowano Wydział Elektrolizy Cynku.

Fot. Michał Machalski

Radość z ocalonego dziedzictwa

Obecnie w ocalałej Walcowni Cynku z sukcesem działa Muzeum Hutnictwa Cynku. Ten obiekt nie istniałby, gdyby nie wieloletnie starania byłych pracowników i działaczy społecznych oraz działania Fundacji Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Śląska. Dzięki tym wielkim ludziom historia trwa nadal!

Moje nieocenione źródło informacji: Piotr Rygus „Zarys historyczny hutnictwa cynku na Górnym Śląsku 1798-1980”, wyd. Fundacja Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Śląska 2015. Zachęcam do nabycia własnego egzemplarza!

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
6
OK
1
Kocham to!
2
Nie mam pewności
0
Takie sobie
0
Joanna Stebel
Miłośniczka podróży w najróżniejsze zakątki świata, jednak najbardziej umiłowała Śląsk - zwłaszcza rodzimy Górny Śląsk. Z wykształcenia filolożka, historyczka sztuki oraz inżynier chemii. Z pasji - wieczna wiercipięta z nieodłączną gitarą basową u boku. Z zawodu tłumaczka i nauczycielka z wieloletnim stażem. Uwielbia odkurzać stare, zapomniane historie i przypominać je światu. Od 2019 prowadzi autorski projekt internetowy Sassy Silesian.
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Kategoria:Górny Śląsk

0 %