Pałac Rakoszyce to obiekt, który obserwuję bardzo uważnie od kilku lat. Nie pamiętam już czasów, kiedy był w stanie niegrożącym zawaleniem, jednak teraz, gdy na niego patrzę, mam wrażenie, że runie dosłownie za chwilę…

W ubiegłym roku wymyśliłam sobie, żeby odwiedzić to miejsce w środku nocy. Zdarzyło się to wczesną wiosną, podczas Świąt Wielkanocnych. Przybyliśmy tam z kamerami po zachodzie słońca. Rakoszyce już spały, kiedy weszliśmy do tej ruiny, która ledwo kupy się trzymała.

Pałac w Rakoszycach z lotu ptaka
Pałac w Rakoszycach z lotu ptaka.

To była moja pierwsza pełna lustracja tych wnętrz. Najpierw poruszałam się po pałacu, pozostając blisko wyjścia, tak, aby w razie zagrożenia móc natychmiastowo się ewakuować. Jednak szybko zapomniałam o niebezpieczeństwie, ponieważ obiekt ten sprawił, że zachłysnęłam się jego dziejami i zwiedzałam go tej nocy w całości i z wielkim zapałem.

Pałac Rakoszyce

Tego, co ja zrobiłam wtedy i potem jeszcze kilka razy — robić nikomu nie wolno. Dawna rezydencja grozi zawaleniem i jest o tym napisane na metalowej tabliczce, która wisi nad drzwiami. Stropy tam dosłownie wiszą nad głowami, a podłogi się zapadają. Każde stąpnięcie po pałacowych pokojach grozi poważnym uszkodzeniem zdrowia lub utratą życia.

Urbex

Z takim urbexem naprawdę nie ma żartów! Podkreślam tutaj, na samym początku mojego opowiadania, że nikogo nie zachęcam do podążania moimi śladami, stanowczo wręcz to odradzam, mówiąc wprost o tym, w jakim katastrofalnym stanie jest opisywany budynek.

Pałac w Rakoszycach

Pałac Rakoszyce

Ines uparła się tamtego dnia, żeby wrócić jeszcze raz do dawnej rezydencji jaśniepanów i zrobić zdjęcia. Byliśmy wtedy na sesji zdjęciowej w kościele pod wezwaniem Jana Nepomucena w Rakoszycach i pałac mieliśmy bardzo po drodze. Zależało nam na tym archiwum, ponieważ ten urbex ze szlachecką metryką umiera. Może to już ostatnie jego fotografie…

Pałac Rakoszyce
Pałac w Rakoszycach

Drzwi dawnej rezydencji dominialnej nigdy nie są zamknięte. Żeby dostać się do środka, musiałyśmy przejść po kamiennym moście, przerzuconym przez fosę. Kiedyś, gdy pałac Rakoszyce był zamkiem, rzeczony most był zwodzony, a fosa głęboka i mokra. Kształt, po którym dziś zostały te strzępy, zabytek otrzymał dopiero wtedy, kiedy z warowni przeistoczył się w wygodny dwór. Stało się to w pierwszej połowie XIX stulecia.

Pałac w Rakoszycach

Wiszące nad głową stropy

Kiedy wszyscy troje prześlizgnęliśmy się przez uchylone wrota, każde z nas stąpało ostrożnie, uważnie patrząc pod nogi. Nigdy nie wiadomo, kiedy stanie się na zardzewiałego gwoździa z tężcem, wystającego z jakiejś deski, która runęła z sufitu. Mieliśmy ze sobą aparat, kamery i lampy. Rzadko spoglądaliśmy w górę, aby nie najadać się strachu i nie ulec panice. To, co wisiało nam nad głowami, było bardzo niepokojące. Wszyscy zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że nie powinniśmy robić takich rzeczy, jednak nikt z nas tego nie komentował i nikt nie zawracał. Przybyliśmy tam, być może na „ostatnie namaszczenie” tej budowli i robiliśmy swoje.

Opuszczone
Opuszczone na Dolnym Śląsku

Z wąskiego korytarzyka skręciliśmy w prawo, do salonu z kominkiem. To pomieszczenie jeszcze trzy lata temu miało sufit, teraz wygląda on jak ser szwajcarski. Chodziliśmy po zgniłych belkach i po mokrym piachu. Pałac Rakoszyce zalewany jest przez deszcze nieustannie i wszystko tam gnije. W pokoju tym panował mrok. Sprzyjała mu też pogoda, dzień bowiem był jesienny, ponury i bez słońca.

Opuszczone

Rzecz o kominku w salonie

Stanęliśmy przed kominkiem, który jakimś cudem nadal istnieje i wtedy Ines powiedziała, że jej się wydaje, że to jednak nie jest kominek.

Kominek

Spojrzałam na nią prawdziwie zdziwiona, a potem przeniosłam wzrok na obiekt, o którym mówiła i zaczęłam się mu przyglądać. No jak to nie jest kominek? – zapytałam głośno — przecież tam jest szyb! Ines podeszła bliżej z lampą i mówi, że tam nic nie ma!

Pałac Rakoszyce

Wtedy i ja się zbliżyłam i mocno pochyliłam. Prawie włożyłam głowę do komina, zapewniając, że na pewno jest tak, jak mówię.

Opuszczony pałac w Rakoszycach

Wówczas Ines również zaczęła wciskać tam głowę, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście jest to kominek. Zabiegi te trwały dobrą chwilę i stały się tematem do rozprawiania w pomieszczeniu całkiem na poważnie grożącym zawaleniem.

Pałac Rakoszyce

A Daniel? Daniel nie mówił nic. Tylko zdjęcia robił…

Kiedy ostatecznie sprawa kominka została rozwiązana, zorientowałam się jaką bekę z nas ma nasz fotograf. Zawsze tak jest, że wszystko musimy sprawdzić, zobaczyć, dotknąć. Nie ma, że boli, że coś może nam na głowy pospadać, że wychodzimy na fotkach jak paragrafy. Jeżeli jest coś do zbadania, bierzemy to na klatę.

Kominek
Kominek w salonie dawnej rezydencji w Rakoszycach.

Zamek średniowieczny

Szliśmy w głąb obiektu wąskim, ciasnym korytarzykiem. Trzeba było mocno się schylić, aby się w nim zmieścić. To droga do najstarszych murów zamku, który stamtąd został rozbudowany. Widać to było bardzo wyraźnie. Ściany zrobiły się grubsze, okienka mniejsze, pomieszczenia niskie i ciasne, a na sklepieniu łuki.

Urbex

Mrok, który czaił się w tych pomieszczeniach, był fascynujący…

Zamek

Przyglądaliśmy się budulcowi, z którego wzniesiono przed wiekami tę warownię, gdzie później również mieszkał straszliwy upiór z Rakoszyc — von Lest.

Pałac w Rakoszycach

W tych pomieszczeniach prawdziwie czas się cofał. Ściany opowiadały o minionych wiekach i, pomimo że pałac Rakoszyce to teraz straszliwa ruina, to w jego najstarszej części czułam się najbezpieczniej.

Opuszczone miejsca
Opuszczone na Dolnym Śląsku

Wtedy nie myślałam już, jak w przypadkach urbexów w lepszym stanie, że wewnątrz mogę spotkać kogoś, kogo nie koniecznie chciałabym tam zastać. Do tego budynku nie wejdzie nikt, kto ma choć odrobinę rozsądku. Nawet, teraz kiedy piszę dla Was to opowiadanie, myślę, że tego pałacu może już nie być i że za chwilę dowiem się z lokalnych gazet o tym, że runął. Jego los wisi na włosku. Powalić może go kolejny silny wiatr, który przejdzie przez Rakoszyce.

Urbex dolnośląski
Opuszczone miejsca

Ostatnie namaszczenie

Byłam już w podobnych sytuacjach i widziałam takie miejsca po raz ostatni, dlatego z czasem nauczyłam się wyczuwać, kiedy na urbex przychodzi kres. Tamtego dnia dosłownie żegnałam się z ruiną pałacu, do którego przybywam każdego roku, aby sprawdzić, czy jeszcze stoi na swoim miejscu. Nie mogę się nadziwić, że pozwolono takiej historii po prostu umierać. Przecież na tej sztucznej wyspie mieszkał rycerz Radak, który założył Rakoszyce, które najsampierw zwano Radakowice od imienia swojego pana. Ten sam Maciej Radak, będący jednym z pięćdziesięciu gwarantów pokoju między książętami Henrykiem z Głogowa i Bolesławem Brzuchatym z Wrocławia. Ta fosa pamięta XIII wiek! A jednak pozwolono na to, aby miejsce to stało się kupą gruzu. Jak mogło do tego dojść?

Urbex

Ktoś może nas krytykować, oceniać i źle o nas mówić. Że się narażamy, że to teren prywatny, że tak nie powinno być. A ja Wam mówię — poszłam tam, żeby ratować, co się da. Z tego miejsca można było wynieść jedynie fotografie, a więc weszliśmy tam i je zabraliśmy, aby kiedy ruina zniknie z powierzchni ziemi, zostało po niej choć tyle. Taka jest misja Nieustannego Wędrowania…

Co o tym sądzisz?

Ekscytujące!
36
OK
13
Kocham to!
1
Nie mam pewności
0
Takie sobie
0
Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Oldest
Newest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Maddie

Dziewczyny robicie kawał dobrej roboty. Niestety ludzie więcej robią odnośnie takich historycznych obiektów, aniżeli włodarze miasta, czy ludzie, którzy powinni o to zadbać. ❤️

Justyna

Szkoda że taki kawał historii marnieje . Musial być to piękny obiekt …..

Kategoria:Niekomercyjny

Sprawdź: