GÓRA ŚNIEŻKA – Oddać się przestrzeni i cudnej urody widokom.

Moją drogę na Śnieżkę zaczęłam szlakiem zaczynającym się w pobliżu Wang. To bardzo lekki szlak. Brukowany i wygodny. Nie wiem, czy chciałam wchodzić tam idąc na łatwiznę, po prostu tak wyszło. Znalazłam się w tamtym miejscu, a przede mną jawiła się góra Śnieżka, więc brałam co było pod ręką. Już po kilku krokach pod górę serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Klatka piersiowa wypełniła się bólem wysiłku…

góra Śnieżka

Starałam się zapanować nad chaotycznym oddechem. Ale to jest normalne. Pierwsze kilkadziesiąt metrów pod górę forsuje. Dopiero potem ciało zaczyna dopasowywać się do zaistniałych warunków. Ocenia swoje możliwości i oblicza optymalne tempo. Tak więc już po pół godzinie szłam pod górę stabilnie. Jednym rytmem.

góra Śnieżka

góra Śnieżka

Wysiłek stawał się przyjemnością. Każdy kawałek drogi o mniejszym nachyleniu terenu dawał chwilę wytchnienia i radość z możliwości swobodniejszego marszu. Od dawana wówczas nie byłam w górach. Przed sobą widziałam szczyt. Wydawał się być już blisko, na wyciągnięcie ręki, ale to tylko złudzenie.

góra Śnieżka

góra Śnieżka

Góra Śnieżka – na szlaku

Góra Śnieżka jest łysa. W zdecydowanej większości. Idąc tamtym szlakiem mijałam mnóstwo młodych sadzonek drzew, ale minie jeszcze dużo czasu zanim będzie można schronić się w ich cieniu. Miałam pogodę ze snów. Aura raczyła dużą ilością promieni słonecznych i błękitu nieba. Miło było tak iść w słońcu i nie odczuwać dyskomfortu upału. Wiatr muskał moje ramiona i twarz. Przyjemnie chłodził. Im wyżej tym bardziej szarpał mi włosy. Szlak nie był zatłoczony, a widoki zapierały dech w piersi.

góra Śnieżka

Cudnie jest być w takim miejscu. Idąc wytyczonym szlakiem widzi się wokół miejsca, gdzie nie sposób byłoby się wdrapać nie będąc alpinistą. Kolory skał, zieleń i gwizd żywiołu. Wszystko to koi gdy przyjeżdża się z miasta. To balsam dla wzroku, ulga dla duszy, kara śmierci dla stresu. Każdy krok jest wysiłkiem ale innym niż ten, którego doświadczamy na co dzień. Nic nie musisz. Trudzisz się, bo chcesz. Dopinasz celu ponieważ taką masz ambicję. Nowe widoki zachwycają. Doświadcza się świętości natury.

góra Śnieżka

Już z daleka można było obserwować ostatni odcinek drogi. Strome podejście ze sznureczkiem z ludzi wolno sunącymi do przodu. Ten odcinek z tamtej perspektywy wydawał się łatwy, krótki i radosny – bo to jakby na to nie patrzeć końcówka wyprawy.

góra Śnieżka

Nie śpieszyłam się. Wolnym krokiem podchodziłam ostatni kawałek trasy. Dokoła widoki radowały moje serce. Przede mną jałowe podejście. Całe w ciemno ziemistym kolorze. Widok jak z innej planety. No i jawiące się na horyzoncie jakby autentyczne – „latające talerze” czyli obserwatorium meteorologiczne na szczycie.

góra Śnieżka

I w końcu zaczęło się! Atakowałam szczyt!

Z wygodnego brukowanego szlaku weszłam wprost na stromą, kamienistą i z lekka trudną do opanowania ścieżkę. Na początku nie było źle. Obojętnie patrzyłam na łańcuchy po obu stronach nie mając zamiaru korzystać z ich pomocy.

góra Śnieżka

Już po kilu minutach moje serce pompowało krew z szaloną prędkością. Pot zalewał mi plecy i czoło. Zwolniłam i skupiłam się jedynie na dostosowaniu się do okoliczności. To krótkie, ale bardzo ostre podejście. Byłam sama ze sobą, ze swoimi myślami i mogłam do woli obserwować to, co działo się wokół mnie.

góra Śnieżka

Najpierw krytycznie oceniłam swoje obuwie. Jeżeli nawet trampki jako niesamowicie wygodne – sprawdzały się w podróżowaniu autostopem i nawet na dopiero co przebytym szlaku górskim, to tu – na tej skalistej ścieżynie okazały się być całkowicie do niczego. Musiałam skupiać swoją uwagę na każdym najmniejszym kroku, ponieważ odczuwałam poprzez gumową cienką podeszwę najmniejszy kamyczek, a każdy prawie był ostry i stąpanie po nich powodowało ból i zwątpienie.

góra Śnieżka

Góra Śnieżka – Ludzie litości!

Mijali mnie ludzie. I ci, którzy zdobywali szczyt i ci, którzy już schodzili na dół. Jakaś para postanowiła zamordować swojego jamnika szorstkowłosego. Gruby, owłosiony, z kręgosłupem podatnym na uszkodzenia zarzucał tłustym tyłeczkiem idąc po rozgrzanych kamykach i głazach. Co jakiś czas łapki mu się ześlizgiwały i padał dosłownie na pysk. Dyszał przy tym tak rozpaczliwie… To nie owczarek podhalański tylko kanapowiec. Delikatny i do tego „za grubo ubrany” na podobne wycieczki w taki upał! Ludzie! Litości! Żywiłam nadzieję, że udało mu się przeżyć podobną wyprawę, bo widać było, że psina kondycji nie miała.

góra Śnieżka

Minął mnie też mężczyzna. Prawdziwy gigant. Ze dwieście kilo wagi. Poruszał się niesamowicie wolno. Twarz zalewały mu siódme poty. Dyszał i sapał, ale szedł po górę. Wyraz twarzy sugerował ogromny ból. Koszulka na plecach i torsie nadawała się do wykręcenia. Pomyślałam wtedy, że zaraz będziemy tu mieli zawał z udarem. Jednak na szczęście nic takiego się nie stało.

Idąc tak powoli dałam wyprzedzić się kilku parom seniorów i jednej młodej dziewczynie w balerinach na nogach. Spojrzałam wtedy na moje trampki i stwierdziłam, że nie jest tak źle. Ogólnie wszyscy idący na szczyt byli cisi, natomiast schodzący z niego bardzo gadatliwi.

A kiedy już byłam na szczycie…

Nie ma tam żyły złota ani kopalni diamentów. Tylko góra Śnieżka. Miejsca na górze mało. Piękne jest ono ze względu na widoki, które można podziwiać ze szczytu. To 1603 metry potęgi natury. 

góra Śnieżka

góra Śnieżka

Poszłam tam po kawałek skały. Kawałek jednego z moich celów, który przywiozłam do domu. Poszłam tam, żeby się umordować, zahartować i umocnić. Po satysfakcję z tego, że zrobiłam to o czym marzyłam. Mały cel – wielki wyczyn. Wypociłam po drodze trochę swoich słabości. Naprawdę to cieszy. Więc się cieszyłam, bo wiedziałam, że już nigdy więcej tam nie wrócę. Jest jeszcze wiele innych gór do zdobycia. I choć wiem, że wszystkiego co chcę nie zdążę, to i tak będę próbować.

góra Śnieżka

Góra Śnieżka – skutki uboczne 

Zejście było już tylko zejściem. Poszło szybko i z entuzjazmem. Chciałam już wtedy tylko wrócić do domu. W połowie schodzenia zaczęłam mocno odczuwać zakwasy. Łydki i ramiona podejrzanie paliły jak poparzone. Niemożliwe aby tak od słońca, nie grzało przecież aż tak bardzo, a poza tym wiatr wiał tak chłodno i przyjemnie.

góra Śnieżka

Będąc już na swoim podwórku, okazało się że mam jakieś niewyraźne problemy z chodzeniem. Straciłam płynność ruchów. Zaczęłam wspinaczkę na drugie piętro. I było niesamowicie ciężko. Kolana niechętnie się zginały, plecak niosłam w rękach, bo nie sposób było zarzucić go na ramiona jednak spalone słońcem, jak się okazało. Stanęłam wreszcie przed drzwiami i pukam. Usłyszałam zgrzyt przekręcanego klucza w zamku… Jest dobrze – pomyślałam sobie. – Wracam jak zdobywca i bohater w jednym! Zaraz zacznie się „udzielanie wywiadów” i oglądanie fotografii. Drzwi zostały otwarte. Ines spojrzała na mnie jak na nieboskie stworzenie i pyta z przerażeniem w oczach:

– A tobie co się stało? Matko Boska!

– A co miało się stać? – odpowiadam pytaniem na pytanie – Nogi mnie trochę bolą…

Weszłam do mieszkania jakby nigdy nic. Zostawiłam plecak i kieruję się prosto do lustra. Czułam to po kościach, że jednak coś jest nie tak z moim wyglądem. I patrzę…i Matko Boska!

góra Śnieżka

Nigdy dotąd, nawet po kilkudniowym wyjeździe nie byłam tak spalona słońcem. Twarz jak oblicze potwora. Oczy wąskie, policzki opuchnięte od poparzenia. A kolor – czerwień meksykańska! Ale najlepszy był kontrast. Zdjęłam koszulkę i wyglądało to niemalże patriotycznie. Dosłownie biało czerwone ciało. Ines umierała ze śmiechu. A ja byłam prawie przerażona. To przyjemny górski wietrzyk uśpił moją czujność. To dlatego nie posmarowałam skóry filtrem i nie zakładałam czapki na głowę. Góra Śnieżka dała mi popalić. Poparzenie leczyłam wiele dni. Potem skóra schodziła płatami… Nic to jednak! Tylko strach było mi spoglądać w lustro. Ale! Warto było!

3 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

8 komentarzy

  1. Sławek Dbn napisał(a):

    Przyznam się, że ostatni byłem na Śnieżce jeszcze w poprzedniej epoce ustrojowej :) To jednak miało też swoje smaczki.. Po wdrapaniu się (szlakiem z Kopy) popędziliśmy do budynku , który wyglądał jakby w nim było piwo i było! Ale to było w Czechach :) więc wybiegł przed nas WOP-ista (dziś mówi się strażnik graniczny) i wrzasnął: Gdzie! To Czechosłowacja! :) Więc skończyło się na wodnistej herbatce na polskiej stronie. Potem zorientowaliśmy się, że jest już późno w sensie, że zaraz pozamykają sklepy a my nic nie mieliśmy na kolację i..zbiegaliśmy tym szlakiem, którym wchodziłaś, to było szaleństwo ale zdążyliśmy 5 minut przed zamknięciem :)

  2. Izabela napisał(a):

    To ja czekam na lato, żeby jechać w góry, bo nie cierpię marznąć :)

  3. jjj napisał(a):

    Moje pierwsze wyjście w Karkonosze wyglądało podobnie, jeśli chodzi o spalenie słońcem. Z góry uszu to mi się aż jakieś bąble porobiły. I prawda, że przez wiatr zupełnie nic nie czuć. Od tamtej pory zawsze mam długi rękaw, czapkę z daszkiem z kawałkiem szmaty w środku okrywającej uszy (styl pustynny :D ).

  4. Zapomniany napisał(a):

    Po pierwsze ta Pani na zdjęciach powinna dostać opierdz iel za wchodzenie w trampkach, gratuluję talentu, ja wchodziłem na śniezkę 3 razy, ostatni raz był 7 stycznia tego roku, wiatr 120km\ h odczuwalne – 31,szkoda że nie można tutaj zdjęć wstawiać :-(

  5. Tomek napisał(a):

    Od Śnieżki rozpocząłem wprowadzanie w góry mojego Synka :) Pozdrawiam serdecznie!
    https://www.youtube.com/watch?v=nl1yAltuFOM

  6. sławek napisał(a):

    Suuuper opis pozdr i do cześć na szlaku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *