LUTYNIA – górska wioska na pograniczu

Lutynia. Gdy piszę i czytam to słowo – mam wieś przed oczyma. To jednak całkiem inna miejscowość. Bo ja jestem człek z Doliny Odry i Wysoczyzny Średzkiej, i dla mnie Lutynia, to ta od słynnej bitwy – leżąca pod Wrocławiem. Tak to często jest, gdy spotykamy się z miejscowościami o identycznej nazwie. Tymczasem znienacka, Lutynia, „ta druga” – górska wioska na pograniczu, zapadła we mnie już na zawsze…

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

Zacznijmy od pewnego widoku

Penetrując okołolądeckie zakamarki, znalazłem się na szczycie Dzielca – góry wznoszącej się nad Lądkiem od jego południowej strony, a potem schodząc niżej – na jego zboczu. Przyglądałem się miastu, skąpanemu w promieniach zachodzącego słońca, gdy moją uwagę przykuła jasna plamka po przeciwnej stronie doliny. Chwyciłem swój mały, dzielny aparacik i wcisnąłem zoom na maksa… Ach, to kościółek! Cyknąłem fotkę i postanowiłem po powrocie do miejsca zakwaterowania sprawdzić – co to, gdzie to. Na turystycznej mapie odczytałem – Lutynia, górska wioska na pograniczu, leżąca na starej Drodze Granicznej. Ten kościółek, który widziałem z oddali, to kościół pw. św Jana Nepomucena. Decyzja była szybka – jutro „lecę” do Czech po lokalne piwko i widoki, a zamiast nową drogą – zwaną Graniczną Drogą Królewską, pójdę starym szlakiem przez Lutynię. To było całe moje przygotowanie. Nie doceniłem „przeciwnika”. Nazajutrz, gdy już byłem wolny, wczesnym popołudniem – wyruszyłem w drogę

Droga z Lądka-Zdroju pomimo, że cały czas lekko pod górę była łatwa i asfaltowa – więc szybko moim oczom ukazały się pierwsze zabudowania Lutyni, a za nimi kościółek „Nepomuka”, o który najbardziej mi chodziło.

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

Zatrzymałem się, robiłem zdjęcia, a po prawej stronie szemrał potok Luty – wzdłuż doliny którego, rozciąga się cała wieś. Było sielsko. Jednak momentalnie, kątem oka zauważyłem ciekawe, kamienne ruiny nad potokiem

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

 Pogalopowałem jak łania, w dół łąki – niestety, ruiny były za potokiem, a struga za szeroka do przeskoczenia

Jednak przecież musi być gdzieś dalej jakieś przejście. Wróciłem na drogę i ruszyłem w głąb wsi (przepraszam, nie wiem jak to się stało ale nie zrobiłem ani jednego zdjęcia tego strumyka). Za pierwszym domem, zresztą opuszczonym i zrujnowanym znalazłem mostek nad Lutym i szybko pomaszerowałem w dół potoku jego drugim brzegiem. Te ruiny to było tylko „preludium”. Lutynia – taka niby mała górska wioska na pograniczu, a tu takie coś…

Tajemniczy post-industrial w lesie

Najpierw pomyślałem, że to jakieś bunkry…

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

Ale szybko zdałem sobie sprawę, że to coś poprzemysłowego. Po powrocie dokształciłem się. To była dawna kopalnia ołowiu i srebra zamknięta w 1927 roku i od tego czasu rozpadająca się powolutku pod naporem przyrody.

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

Kopalnictwo tych metali w okolicy Lutyni datuje się od XVI wieku, więc te kamienne ruinki, poniżej betonowych mogą być bardzo stare. Wydobycie na przemian, to zawieszano, to wznawiano i rozbudowywano kopalnię. Same wyrobisko musi być gdzieś tam, na szczycie wzgórza, a urobek prawdopodobnie przyjeżdżał tu kolejką linową. Był rozładowywany, płukany, filtrowany i odjeżdżał w świat.

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

Zrobiło mi się jakoś tak swojsko, bo to moje klimaty, z mojej miejscowości – takie poprzemysłowe zabytki. Jednak nie myślmy, że Lutynia to same ruiny i rozpad. Po powrocie na wiejski gościniec minąłem kilka sympatycznych domków, jak ten – miejscowego pasjonata i miłośnika tej ziemi.

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

A także wiele podobnych temu poniżej – powoli remontowanych, zapewne z przeznaczeniem na cele turystyczne.

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

Ta górska wioska na pograniczu ma w tej chwili dynamiczną i aktywną społeczność, która działa na rzecz swojej miejscowości, pragnąc aby powróciła do dawnej świetności. Tutaj np. odnowione źródełko górskie w formie kapliczki. Obok też stoją eleganckie wiaty dla mieszkańców i turystów pragnących po piknikować czy odpocząć w wędrówce.

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

Doszedłszy do tego miejsca byłem już nieźle zdrożony, woda pita wprost ze źródełka wspaniale mnie orzeźwiła. Usiadłem pod wiatą i było mi jakoś tak miło w tym miejscu. Może to kompatybilność energetyczna, moja i Lutyni?

Tutaj wypada przedstawić lekki rys historyczny miejscowości

Według tradycji Lutynia powstała przed rokiem 1300, jednak pierwsza wzmianka pisana o niej jest z roku 1346 jako o własności pobliskiego państwa karpieńskiego (to był bardzo ciekawy twór i postaram się o nim też coś kiedyś napisać). Wieś rozwijała się szybko z powodu położenia na ważnym trakcie jak i dzięki kopalnictwu rud metali. W 1641 kupuje ją niejaki pan Jan Zygmunt Hoffman, twórca i właściciel uzdrowiska w Lądku-Zdroju. Od tego momentu miejscowość jest związana z miastem Lądek i uzdrowiskiem, a od 1736 zostaje wykupiona przez miasto, stając się modnym kierunkiem spacerów kuracjuszy lądeckich, którzy zostawiali w niej pieniądze, dzięki czemu rozwijała się. W roku 1784 Lutynia „dorabia się” swojego kościoła.

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

 Kościół św. Jana Nepomucena

To ten, który mnie tak urzekł z daleka. To budowla skromna, ale zarazem bardzo elegancka. To konstrukcja bezwieżowa, zwieńczona jednak na szczycie dachu małą ale gustowną sygnaturką. Wejścia strzegą po lewej św. Nepomucen, a po prawej św. Florian. Wnętrze proste tzw salowe jednak z rokokowym wyposażeniem najwyższej klasy. Są też i organy niedawno odrestaurowane dzięki staraniom Lutynian.

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

Nie byłbym sobą jednak, gdybym nie spróbował namierzyć resztek przykościelnego cmentarza. Wdrapałem się na wypłaszczony wzgórek ponad kościółkiem, który wydawał mi się stworzony kiedyś do tego celu ale ani śladu niczego. Nawet nie mogłem „wytuptać” stopami (jak to zwykle robimy z Anetą) specyficznych anomalii pogrobowych w gruncie, bo na placu – łące… rozrzucony był obornik.

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

Od kiedy wyruszyłem w drogę upłynęło czasu sporo, a miałem tylko przemknąć przez Lutynię w drodze do Czech! Dobrze – kościół zaliczony,więc ruszam ostro dalej. Mijam po drodze kolejne bardziej, lub mniej zadbane domy.

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

I pewien wesoły pojazd, zapewne z czasów, kiedy chciało się mieć górską terenówkę, to trzeba było zrobić sobie ją samemu.

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

 Droga była coraz węższa, asfalt w stanie zaniku i było coraz stromiej. Mijałem opuszczone domy.

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

Tymczasem zerwał się zimny wiatr i zaczął przyganiać chmury o nieprzyjemnym wyglądzie. Wiało coraz mocniej, było coraz zimniej. Nagle posypały się płatki śniegu. Było ich coraz więcej. To już był koniec wsi, droga zamieniła się w gruntową ze starymi słupkami drogowymi. Widać już było w górze Przełęcz Lądecką, z przejściem granicznym. Nie tak miało być, plan był inny ale ta mała, najmniejsza w gminie Lądek-Zdrój, górska wioska na pograniczu nie chciała wypuścić mnie ze swoich objęć.

Górska wioska na pograniczu - Lutynia

Przycupnąłem za kapliczką, która stała na końcu wsi. Zasłoniła mnie od wiatru, a ja kalkulowałem. Było mi zimno, ręce zdrętwiały, a na prawdę nie jestem zmarzluchem, wolę zimno od upału. Popatrzyłem na Madonnę albo ona na mnie – i postanowiłem: Wracam. Nie będzie piwa.

6 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Ewelina napisał(a):

    Podczas odwiedzin w Kotlinie kłodzkiej zapraszamy na obiad i kolację do Lądka Zdr.

    https://www.facebook.com/PizzeriaKardamon/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *