ŁAPAĆ STOPA – W drodze na Pustynię Błędowską

Jaka to jest ogromna radość, kiedy ktoś w końcu się zatrzyma. Tak pomyślałam, a zaraz potem powiedziałam to głośno, kiedy wsiadałam do samochodu drodze do Bełchatowa. Ukrop, że mózg paruje. Droga szybkiego ruchu. Staliśmy zaraz przy zjeździe do stacji paliw. Skręcał tam co drugi samochód. Włączał kierunkowskaz i dawał nadzieję, że zatrzymuje się dla nas. Ta nadzieja w połączeniu ze smażącą się na słońcu skórą na ramionach dawała mi do myślenia. Jaka to jest ciężka praca – łapać stopa.

łapać stopa

Kilkanaście godzin wcześniej wyraziłam pogląd, że kobiety – kierowcy nie zabierają autostopowiczów. To było uzasadnione i obalenie podobnej teorii zaliczam do tych rzeczy, które wpływają na zasady podróżowania autostopem. Czyli, że zasad w owej „dziedzinie” nie ma prawie żadnych, oprócz jednej – kierowca musi jedynie chcieć się zatrzymać. Reszta przeważnie nie ma znaczenia.

Zatrzymała się bardzo miła pani, pozwoliła nam zapakować się z ogromnymi plecakami do swojego małego auta. Zaproponowała wodę do picia i zwierzyła się – „… ja też kiedyś jeździłam stopem”. Ale wróćmy do początku. Ta historia wcale nie zaczyna się na tej drodze.

Miałam takie marzenie…

Pojechać na Pustynię Błędowską. Ale zawsze brakuje czasu, funduszy i w sumie ciężko ruszyć zadek. I wtedy Ines zaproponowała mi po raz pierwszy wyprawę w Polskę autostopem. Miałam stanąć na poboczu drogi, wyciągnąć kciuka i łapać stopa! Wówczas  było to dla mnie niewyobrażalne. Trudne i wręcz niemożliwe. I  wtedy właśnie narodził się pomysł podróży na Pustynię Błędowską. Pomysł ten uczynił ze mnie autostopowiczkę pełną gębą.

pustynia błędowska

I słowo ciałem się stało! To była nasza pierwsza wspólna podróż autostopem. Wydostać się z Wrocławia nie było łatwo. To było gdzieś na obrzeżach miasta przy jakiejś stacji paliw. Temperatura powietrza – 29 stopni C. Temperatura podłoża autostrady – 40 stopni C. Samochody przemykają z prędkością światła, a my stoimy z kartonem, na którym markerem napisaliśmy – Kraków. Ktoś poradził nam, że to nie ma sensu i wskazał inne miejsce. Tyle, że tam przy zjeździe do stacji jechał jeden samochód na dziesięć minut.

A może by tak zawrócić? Zawrócić…..zawrócić…zawrócić…

Na wygodną kanapę. Przed telewizor. Może jakieś zimne piwo? Wieczorem, jak temperatura odpuści wybrać się z psem na spacer. Adaś poszedł na parking zapytać, czy któryś z kierowców jedzie w kierunku Krakowa. I…

Zatrzymał się starszy pan osobówką.

Mówi, że weźmie tylko dwie osoby, bo nie ma miejsca. Widzę, że na tylnym siedzeniu ma po prostu bałagan. Dostaję słowotoku. Upraszam – że tak gorąco, że stoimy tu już z godzinę, że nie możemy się rozdzielać. Gość wychodzi z auta. Zabiera manele do bagażnika i z westchnieniem stwierdza, że będzie święty. W rozumieniu, że za swoją dobroć, poświecenie i altruizm. Absolutnie nie mamy nic przeciwko. Pakujemy się całą trójką. Samochód rusza i …
Kanapa, telewizor i zimne piwo zostały w tyle na poboczu drogi. Wyrzucone do rowu. Chwilowo całkiem nikomu niepotrzebne. Stały się niewidoczne. No i bardzo dobrze!
Nie było już odwrotu.

łapać stopa

Jakie to są właściwie emocje? Jakie to uczucie? Siedzę w aucie obcej osoby. Facet może być świrem. Ale na szczęście nie jest i okazuje się bardzo pomocnym. Pozwala skorzystać ze swojej mapy. Doradza. I w końcu wysadza nas w dogodnym miejscu do kontynuowania podróży. Ale nie to jest w tym wszystkim pestką. Nie przejechane kilometry nadają wartości zaistniałej sytuacji, ale wzajemne poznawanie. Kierowca jest ciekawy skąd i dokąd jedziemy. My z zainteresowaniem słuchamy kierowcy.
– Jedziemy z Wrocławia na Pustynię Błędowską – opowiada Ines. I się zaczyna…
Dowiadujemy się, że nasz kierowca też tam był w dzieciństwie. Podaje nam informacje, że istnieje plan ratowania pustyni przed zarastaniem lasem. I co najważniejsze – pustynia podobno jest częściowo zaminowana. To dodaje sprawie pikanterii.

Pustynia Błędowska

…to największy w Polsce obszar pokryty piaskiem. Rozciąga się od Błędowa aż do gminy Klucze. Granicą północną pustyni jest Chechło, dokąd to właśnie zmierzaliśmy, a na południu graniczy ona z sporym kawałkiem lasu. Jej gabaryty to dziesięć kilometrów długości na cztery szerokości. Kiedyś była znacznie bardziej obszerna. Przez pustynię płynie Biała Przemsza. Miejsce to ma za sobą karierę filmową i militarną na przemian. Primo – zrealizowano w tamtejszym plenerze „Faraona” na podstawie powieści Bolesława Prusa. Sekundo – to były poligon wojskowy z ciekawą historią. W chwili obecnej obszar pustyni jest w zasadzie zamknięty dla turystów ze względu na prace saperskie związane z projektem ochrony pustyni.

pustynia błędowska

Wysiedliśmy – Gdzieś.

Parking. Tiry na przymusowym postoju. Bar. Ławki pod chmurką. Rozkładamy się ze śniadaniem. Po krótkim postoju nadeszła pora…
Komu w drogę, temu czas. Znowu autostrada. Karton z Krakowem i w sumie zakłócanie ruchu drogowego. Zatrzymał się Tir.
Ogromna maszyna zjechała na pobocze. Odór przegrzanych opon i oparów asfaltu genialnie nakręciły atmosferę. Radość i euforia! Wszyscy jednocześnie doznajemy przypływu adrenaliny. Plecaki na ramionach już nie ciążą choć biegniemy jak szaleni. Adaś wspina się po schodkach, rozmawia z kierowcą i już za chwilę wszyscy troje siedzimy w szoferce. Tir wlecze się jak flaki z olejem 85 km na godzinę. Powoli i jednostajnie, ale do przodu. Kierowca opiera nogę na drzwiach, wyżej aniżeli ma kierownicę i prawie cały czas rozmawia przez telefon na przemian z CB. Z radia dochodzą nas strzępy rozmów. Zawsze powtarzam, że ludzie z natury są dobrzy, tylko ciężko na to znaleźć przykłady. Życzliwość ludzka, jako rzecz niezwykle rzadko spotykana zawsze mnie ujmuje. Tirowiec nadaje przez radio, że ma u siebie trzech autostopowiczów i pyta, czy ktoś nie mógłby nas zabrać przed Katowicami w kierunku Dąbrowy Górniczej. Nikt nie odpowiadał, więc ten ponowił prośbę. Na efekty wprawdzie się nie doczekaliśmy, ale liczą się chęci. Wysadził nas przed wiaduktem na zjeździe. Wskazał drogę. Zrobił co było w jego mocy.

łapać stopa

Łapać stopa na drodze szybkiego ruchu

Zatrzymał się wtedy dla nas radiowóz policyjny. A było to tak…

Żeby dostać się na pożądaną stronę wiaduktu wspinaliśmy się zboczem żeby oszczędzić czas. Na każdym wiadukcie są schody, ale my – oczywiście – zorganizowani inaczej musieliśmy z uporem maniaka podchodzić zbocze na żywca z narażeniem skręcenia kostki albo złamania nogi dotarliśmy stromizną na szczyt, żeby z samej góry dojrzeć tuż obok schody w wysokiej trawie. Wiadukt stanowił cześć drogi szybkiego ruchu. Porażka. Idziemy gęsiego z kartonem wycelowanym centralnie w pojazdy i próbujemy zatrzymać cokolwiek, aby tylko się stamtąd wydostać. Pobocze stawało się coraz węższe. Było naprawdę gorąco. Minęliśmy Tira na przymusowym postoju, ale jego kierowca nie był chętny nas poratować, choć w tamtej chwili zdawał się być jak tratwa na rozszalałym huraganem oceanie. Robimy chwilę przerwy celem narady. Co dalej? Z jednej strony cztery pasy z pędzącymi samochodami, z drugiej las i rzeka Przemsza. A my w samym środku. Bezradni i z lekka zdezorientowani. I właśnie wtedy zatrzymał się przy nas radiowóz.

Kierunkowskaz. Złowrogo wyglądający samochód. W środku dwóch typów z wyrazem twarzy wskazującym, że kłopoty są na wyciągniecie ręki. Szyba w drzwiach powoli się opuściła. Gość za kierownicą odpiął pasy…. Uuuuuuuu… Zrobiło się gorąco! Czułam, że to nie żarty.
– Co wy tu robicie, na drodze szybkiego ruchu? Za przebywanie tutaj mogę wypisać wam mandat – 500 zł na głowę.
I znowu włączył mi się słowotok. Nieoceniony w podobnych sytuacjach. Do tego uruchomiłam dodatkowe funkcje aparatu obronnego – słodki głosik udawanie głupa
– Myśmy zabłądzili – zawodzę – tak nas tu fatalnie wysadzili i nie możemy się stąd wydostać. Nie wiemy co mamy robić… etc etc

łapać stopa

Jęczałam tam prawie płacząc na myśl o tym ile kosztowałaby nas ta wyprawa jeżeli nie wyjdziemy z tej opresji. Wizja mandatu w wysokości 1500 zł powodowała, że moja próba wybronienia się od zbliżającej się katastrofy finansowej musiała chwytać za serce bo panowie z policji milczeli i słuchali w skupieniu mojej litanii żalów i przeprosin i obietnic, że już nigdy więcej nie będę łapać stopa w takim miejscu. Spojrzeli, podumali i rzekli
– Uciekać mi stąd! – jeden z funkcjonariuszy burkną groźnie i bardzo stanowczo. No to poszliśmy. Weszliśmy do rowu przy drodze i potem prosto do lasu, gdzie zeszliśmy z oczu policji.

obraz-015

Łapać stopa trzeba się nauczyć. Naruszanie przepisów drogowych może napytać biedy i tak już biednym z natury autostopowiczom, którzy swoje podróże opierają na budżecie minimalnym albo wręcz zerowym. Kiedy więc po raz kolejny zdecydowaliśmy się łapać stopa na przykład na wjeździe do autostrady – wspominaliśmy tamten incydent i bacznie obserwowaliśmy drogę.

1 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

6 komentarzy

  1. Inkoholiczka napisał(a):

    Dobry artykuł, dzięki :)

    Zawsze jakoś się trochę obawiałam podróży autostopem. Zachęciłaś mnie, może powinnam bardziej zaufać ludziom? Albo nie podróżować sama :)

    • Aneta Aneta napisał(a):

      Autostop nie wszystkim odpowiada, ale jeżeli już się przekonasz to sobie chwalisz. Oczywiście zawsze należy być czujnym :)

  2. Icelander napisał(a):

    Niestety, nie jest to prawda. Największa europejska pustynia jest na Ilandii. Znajduje się ona na północ od lodowca Vatna. Na pustynii tej znajdują się takie perełki przyrodnicze jak kaldera Askja czy Herdubreid. Emotikon wink

    • Aneta Aneta napisał(a):

      W internecie jest wiele informacji, które mówią o tym, że Pustynia Błędowska jest największa w Europie. Ale nie wspominałam o tym we wpisie, ponieważ nie o to chodziło. Dla mnie to miejsce szczególne przez wzgląd na swoją urodę i niezwykłość. Bardzo przeżyłam owo spotkanie z legendą :)

  3. Bogna napisał(a):

    Dzikie lochy z malymi :))))

  4. S.Tap. napisał(a):

    Na Pustyni Błędowskiej ćwiczyły jednostki Afrika Korps – generała Rommla, przed wyjazdem na front do Afryki…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *