ZWIEDZANIE BERLINA – miasta kontrastów

Zwiedzanie Berlina mieliśmy w planach od kilku lat. Jednak pomimo tego, że nie dzieli nas od tego miasta zbyt duża odległość wciąż odkładaliśmy to „na potem”. Dopiero gdy wyjechaliśmy autostopem do Maroka wzięliśmy pod uwagę to miasto. Zatrzymaliśmy się w nim na tydzień. Ugościł nas nasz przyjaciel Michał. Kiedy sierpniowego popołudnia stanęliśmy w progu jego domu zanim zdążył się z nami przywitać, od razu zapytał:

– Która część miasta Was interesuje? Komercyjna czy raczej wolicie przyjrzeć się Berlinowi za jego kulisami?

Interesowała nas zarówno jedna jak i druga propozycja. Zostawiliśmy plecaki, zapaliliśmy fajki i ruszyliśmy do miasta.

In ours friend's house

– Oprowadzę Was po mieście – zaoferował Michał. – Jutro możemy przejść się szlakiem zabytków, a dziś proponuje imprezę w klubie, w którym czasami grywam. Macie szczęście – to impreza zamknięta, samych by Was nigdy tam nie wpuścili. 

Nie protestowaliśmy. Przeciwnie – Adaś był mocno podekscytowany, a ja ciekawa. W tamtym czasie jeśli bywałam na jakiś imprezach to były to głownie metalowe koncerty. Na imprezie techno nigdy nie byłam. Było więc dla mnie fascynującym to, że pierwszą zaliczę w Berlinie i na dodatek jako VIP.

– Ale wiecie co? Najpierw proponuje integracje z Murzynami z parku.

Berlin's metro

Otóż sprawa jest taka, że wspomniany park to „mekka” dilerów. Sprzedają trawkę i Bóg wie co jeszcze. Ciemnoskórzy handlarze już z daleka świecą białkami oczu i jasnymi zębiskami. Marihuanę wysypują bezpośrednio na rękę, a cenę ustalają na miejscu. Co na to policja? Nic. W Berlinie można posiadać do 15 gram „na własny użytek”. Ludzie więc palą jointy na przejściu dla pieszych i nikogo nic w tym nie gorszy.

Chill

Gdy trafiliśmy do klubu, o którym mówił Michał zastaliśmy przed nim wielką kolejkę. Minęliśmy ją, a ochrona obiektu wpuściła nas bez słowa. Tłum był chyba z lekka oburzony. Wewnątrz były dwie sale. W jednej królował psychodeliczny trance, a w drugiej spokojne techno. Ludzie na parkiecie zdawali się być zahipnotyzowani muzyką. Wyglądali tak, jakby każdemu z nich wydawało się, że jest jedyną personą na parkiecie. Obserwowałam ich i chłonęłam, atmosferę tego miejsca starając się zapamiętać jak najwięcej. Adaś ruszył na parkiet, ja nie potrafiłam się przełamać. Bawić się przy tej muzyce i rozumieć ją nauczę się dopiero kilka lat później.

DJ's console

Następnego dnia ruszyliśmy na przewodnikowe zwiedzanie Berlina. Rozpoczęliśmy je od Alexanderplatz i znajdującej się tam wieży telewizyjnej będącej symbolem Berlina nowoczesnego.

Alexanderplatz

Potem udaliśmy się wraz z Michałem na Plac Poczdamski. I tutaj zwiedzanie Berlina przybrało charakter iście światowy, ponieważ ów plac mocno przypomina Nowy Jork. To bardzo nowoczesna dzielnica miasta, pełna wieżowców.

potsdamer platz

potsdamer platz

Kolejnym miejscem na liście był Pomnik Pomordowanych Żydów Europy upamiętniający wyrządzoną im krzywdę.

Memorial to the Murdered Jews of Europe

Później przyszła kolej na Bramę Brandenburską, Gmach Parlamentu Rzeszy w BerlinieBundestag.

Brandenburg Gate

Reichstag

Pomimo zdecydowanej różnicy architektonicznej nie stanowiły zbyt dużego kontrastu i tworzyły fascynująco zgraną, choć specyficzną całość. Jeżeli chodzi o wielkość budowli i ich rozmach, to wrażenie zrobił na nas Hauptbahnhof – pięciu poziomowy dworzec główny. Jest po prostu ogromny.

Hauptbanchof berlin

Na koniec zostawiliśmy sobie żywą wciąż legendę, czyli Zoologischer Garten. Mało kto nie zna przerażających historii o narkomanach z tamtego miejsca, rozsławionego głównie dzięki książce Christiane F. „My, dzieci z dworca zoo”. Idąc tam byłam przekonana, że znajdę odrestaurowany budynek bez bohaterów dworcowego dramatu. Ale było inaczej.

Zoo Trainstation

Niewiele się tam zmieniło od 1977 roku. Narkomania i prostytucja wciąż tam kwitnie. Dlaczego akurat tam? Nie mam pojęcia. Było to jedyne miejsce w Berlinie gdzie cuchnęło uryną, a na ziemi leżały zużyte strzykawki. Mnóstwo ludzi z posiniaczonymi przedramionami. Wychudzeni, z szarymi, niezdrowo wyglądającymi twarzami. Kobiety i mężczyźni w zasadzie w każdym wieku. W parku nieopodal, pod drzewami i murami na gołej ziemi leżeli stali bywalcy tego miejsca. I wcale nie przypominało to popołudniowej drzemki. Raczej kompletny niedowład mięśni, który ich unieruchamiał. Kilku z nich wyglądało na denatów, martwych już od dawna. Dziewczęta nerwowo kręciły się w poszukiwaniu klientów reflektujących na ich usługi seksualne. Uśmiechały się sztucznie. Ich spojrzenia były tępe, a ciała w drgawkach. Zwiedzanie Berlina w tych okolicach nie jest raczej rekomendowane przez przewodniki. Wcale się nie dziwie – to najsmutniejsze miejsce w mieście i bez wątpienia nie należy ono do najbezpieczniejszych.

Crackhead

Prostitutes

Berlin's crackheads

Berlin's drugaddicts

A tuż obok pogrążonych w drgawkach narkomanów spacerują rodziny z dziećmi. Uśmiechnięte pary przechadzają się w niedzielne popołudnie, a zakochani całują pod jednym z drzew. Kompletne przeciwieństwo, dwa światy żyjące równolegle. Wielkim kontrastem jest również fakt , że sam Dworzec Zoo znajduje się na jednej z najbogatszych dzielnic Berlina. Bogactwo i przepych tuż obok ćpunów i prostytutek.

Berlin's zoo

Czy władze miasta reagują na ten stan rzeczy? Tak.

Streetworkerzy rozdają narkomanom czyste strzykawki i prezerwatywy. Jeśli są tacy, którzy chcą wałczyć z nałogiem, otrzymują profesjonalną pomoc. W przeciwnym wypadku dba się jedynie o to, aby nie rozprzestrzeniały się choroby związane z braniem ciężkich narkotyków i uprawianiem przygodnego seksu. Codziennie są wydawane darmowe posiłki dla tych ludzi. Nic więcej nie można zrobić. Kilka przecznic dalej znajduje się ulica pełna prostytutek. Również z każdej grupy wiekowej. Zatrzymują samochody i proponują swoje usługi. Na to również nie ma sposobu. Wszyscy tutaj wychodzą z założenia, że każdy ma prawo robić ze swoim życiem to, co sam chce. O ile nikomu innemu poza sobą nie robi się tym krzywdy.

Streetworkers

On zoo station

Needles pack

A więc taki jest Berlin, który ja nazywam miastem kontrastów. W pewien sposób jest on pełen wolności, ale i źle pojętej tolerancji. Nie mniej tego każdy żyje tam tak jak potrafi i chce żyć. Zwiedzanie Berlina było dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Było historycznie, zabawnie i przerażająco. Spotkaliśmy na swej drodze ciekawych ludzi, psa w krawacie i kilku ludzi, którzy skończyli na ulicy…

2 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

4 komentarze

  1. Winduru napisał(a):

    No, kontrasty muszą robić wrażenie, gdy się je ogląda na własne oczy. Ale Berlin to przecież nie jedyne takie miejsce. Podobnie jest chociażby w RPA, gdzie dzielnice schludnych domków oddzielone są murem od murzyńskich slumsów, czy w Chinach, albo i w USA (gettowe eksperymenty czy dzielnice Ruskich).

    Baliście się tego widoku, mieliście ochotę dołączyć do streetworkerów czy raczej spróbować „zabawy”, a może tylko opisać ten widok i szybko o nim zapomnieć?

  2. nieustanne.wedrowanie napisał(a):

    Oczywiscie, ze Berlin nie jest jedynym takim miejscem. Kontrast jest widoczny tak naprawde wszedzie – w mniejszym lub wiekszym stopniu. Czy balismy sie tego widoku? Raczej zwyczajnie sie go nie spodziewalismy. Sprawa byla tak naglosniona ze nie przyszloby mi do glowy ze to ciagle sie tam dzieje, dolaczyc do streetworkerow bym nie chciala, ale doceniam to co robia i ciesze sie ze to widzialam choc wolalabym zeby tego wcale nie bylo.

  3. Piotr napisał(a):

    Czy będzie następny tekst o tej tematyce? Świetnie prawisz.

  4. Apoloniusz napisał(a):

    Lubię podróżować. Właśnie wróciłem niedawno z eskapady do Berlina. Polecicie jakieś ciekawe miejsce na następną wycieczkę w Europie?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *