ZWIEDZANIE KUDOWY ZDRÓJ – Kaplica Czaszek

Nie ukrywajmy – nie stać nas na zwiedzanie Kudowy Zdrój. Jednak Kaplica Czaszek przyciągała nas swoją sławą i tak właśnie, i dlatego… wybraliśmy się na stopa w tę podróż. I tak – trzy lata temu –  trafiliśmy do tego miejsca i przeżyliśmy tę przygodę. Zwiedzanie Kudowy Zdrój zapadło nam w pamięci pomimo małej ilości zdjęć przywiezionych z tego miejsca. 

kaplica czaszek zwiedzanie Kudowy Zdrój

Utknęliśmy na dłuższy czas na mało ruchliwej drodze za jakąś wioską, ileś tam kilometrów przed Radkowem. Staliśmy tam i łapaliśmy wszystko co jechało ale problem stanowił dominujący brak ruchu drogowego. W końcu złapaliśmy coś i ruszyliśmy. Parę kilometrów dalej sytuacja nie wyglądała lepiej, a jednak! Złapaliśmy stopa do Radkowa. Jak zawsze w takich sytuacjach towarzyszy euforia! W końcu jedziemy dalej konkretny kawałek drogi. Nieważne było, że auto naszego dobroczyńcy było białe od sierści jakiegoś psa i że cały samochód był zapaprany śladami odbitych brudnych psich łap. Ważne było tylko to, że jedziemy. Kierowca okazał się kontaktowy. W mig wyciągnął od nas informacje skąd i dokąd jedziemy, i że interesuje nas zwiedzanie Kudowy Zdrój. I po kilku wymienionych informacjach przeszliśmy na wyższy poziom poznawania i okazało się, że ten właśnie kierowca jest lokalnie działającym przewodnikiem turystycznym. To info od razu wywołało fale radości i dawaj! Zaczęliśmy wypytywać o zwiedzanie Kudowy Zdrój i o Kaplicę Czaszek w Czermnej. A przewodnik z kamiennym wyrazem twarzy mówi do nas:

– To pięćdziesiąt złotych kosztuje.

Oczywiście żartował w kwestii wynagrodzenia za usługę i zaczął opowiadać za darmo. Zaczęliśmy przenosić się w świat, który całkiem był nam w tamtej chwili nieznany. Całkowita terra incognita przedstawiana nam profesjonalnie i na wysokim poziomie. Wszystko co mijaliśmy miało swoją historię. Dworki, pałacyki i stare domy. Słynne persony, który żyły w tych stronach bądź nawet nadal tu mieszkają. Anegdoty i fakty. Już wtedy w drodze zaczęło się nasze zwiedzanie Kudowy Zdrój i jej okolic.

Wiózł nas powoli tak, aby obrazy nakładały się na jego opowieści i nie znikały za szybko. Sposób jego opowiadania sugerował, że jego praca jest również pasją. Opowiadał o Szczellińcu, Błędnych Skałach. O Wambierzycach. I wreszcie o Kaplicy Czaszek. Czy można było trafić jeszcze lepiej…?

Ossuarium

Kaplica Czaszek. To jeden kilometr od Kudowy Zdroju. Zabytek sakralny stoi między kościołem św. Bartłomieja, a dzwonnicą. Zarówno sklepienie jak i ściany barokowej kapliczki pokryte są ludzkimi kośćmi i czaszkami w ilości około trzech tysięcy. Nasze zwiedzanie Kudowy Zdroju zaczyna się własnie w tym miejscu.
– Czyje to kości? – wypytuję
– To ofiary wojen i epidemii – kontynuuje nasz przewodnik – W tym rejonie panowała cholera. A w krypcie pod kaplicą znajduje się mogiła zbiorowa dla około trzydziestu tysięcy ofiar.
Kaplicę zbudował pewien ksiądz. Był Czechem. Nazywał się Vaclav Tomasek. Był proboszczem w Czermnej w tamtym czasie. Kaplice budowano od 1776 do 1804 roku. Jej powstanie poprzedza pewne wydarzenie. Otóż właśnie w tamtym czasie w pobliżu kościoła św. Bartłomieja ksiądz Tomasek znalazł przypadkiem ludzkie szczątki. Wraz z grabarzem i kościelnym dokonali odkrycia, które zapoczątkowało tę właśnie historię. Kości znajdowały się tam w ogromnej ilości. Szczątki ludzkie pochodziły z czasów m.in wojny trzydziestoletniej oraz szerzącej się epidemii w XVII i XVIII wieku. Za sprawą owego księdza zaczęto wydobywać wszystkie kości ludzkie i gromadzić je w kaplicy. Trwało to ze dwadzieścia lat od jej wybudowania. Zbierano szczątki w rejonie Kudowy, Polanicy i Dusznik. Podobno donoszono księdzu o tym jak to psy wygrzebywały z ziemi kości i roznosiły je po polach i lasach. To świadczy o tym jak płytko były chowane.

– Ale skąd pomysł aby tak eksponować czaszki na ścianach i sklepieniu?
– Tomasek przed tą całą historią bywał w Rzymie i widział tamtejsze katakumby. Tak zrodził się pomysł na ossuarium w Czermnej.
Ossuarius oznacza kostny, ossua – kości. Ossuarium to słowo pochodzenia łacińskiego oznaczające naczynie, w którym przechowywane są kości.
Grabarz i ksiądz po tylu latach zbierania ludzkich szczątków wyrazili pragnienie podzielenia z nimi miejsca w Kaplicy Czaszek. I tak się też stało. Po dwudziestu latach po ich pogrzebie również ich kości spoczęły w tym niesamowitym miejscu. I tak właśnie każdego, kogo interesuje zwiedzanie Kudowy Zdrój – kaplica zaprasza najpierw.

Wysiedliśmy tuż przy drogowskazie z napisem Kudowa Zdrój.

Obraz-0421

Nasz kierowca nadrobił drogi aby zadbać o nas i wysadzić w najdogodniejszym dla nas miejscu. Potem po prostu odjechał i już. Altruizm w najczystszej postaci, który rzadko widziany na co dzień – w jednej tylko podróży objawia się wielokrotnie.Nasze zwiedzanie Kudowy Zdrój naszpikowane było dobrą energią naszych kierowców.

Droga prezentowała się pięknie tylko należało znaleźć na niej linię przerywaną. Bez wspomnianej linii niebezpieczeństwo otrzymania mandatu wisi nad głową autostopowicza. Tym bardziej, że na wspomnianej drodze krążył radiowóz.

Obraz-052

Szliśmy więc przed siebie wspominając przewodnika za kierownicą i zachwycając się zbiegiem okoliczności. Bo przecież ów przewodnik leżał nam jak ulał nie tylko jako kierowca. Minęliśmy drogowskaz do jakiegoś jeziorka leżącego w okolicy. Mieliśmy trochę zwiędłe miny, bo niemal każdy samochód skręcał właśnie w stronę wspomnianego akwenu. Jakby na to nie patrzeć, nasze zwiedzanie Kudowy Zdrój wisiało na przysłowiowym włosku. 

Obraz-074
Zatrzymaliśmy się w końcu i podjęliśmy próby łapania stopa. Nie sposób było namierzyć innego auta jak załadowanego po brzegi. Dziećmi, psami, fotelikami, bagażami. A jak już jechało coś w miarę wolnego wewnątrz to kierowca miał minę zabójcy lub też ignoranta. Zdarzali się też mocno zdziwieni widokiem autostopowiczów. Tak czy inaczej nie mogliśmy nic złapać. Ja siedziałam na plecaku przy rowie, Ines wypatrywała nadjeżdżających aut a Adaś wyszukiwał sobie z nudów w lesie kijki na proce. Po prostu totalny zator. Fizyczny i umysłowy. I nie działo się nic.

 Złapaliśmy stopa!

Obraz-059

Starsze małżeństwo bardzo serdeczne i uprzejme najpierw wysiadło z auta celem wpakowania bagaży z tylnego siedzenia do bagażnika. Tyle zachodu aby zabrać autostopowiczów. Uśmiechy na twarzach i życzliwość. Pięknie jest patrzeć na to i jeszcze piękniej tego doświadczać.

Już po chwili pędziliśmy przez cudny las w górach. Krajobraz rzucał na kolana. Przykleiłam nos do szyby i w milczeniu dziękowałam za to co widzę i gdzie jestem. Potem, już wyżej las zmienił barwę i czuło się wysokość poprzez zatykanie się uszu pod wpływem ciśnienia. Choć Góry Stołowe niewysokie, to swój wzrost mają. I urodę niezwykłą.
Starszy pan zapytał o cel podróży. Zdziwił się, że to tylko Kaplica Czaszek. Tylko tyle, jeżeli chodzi o zwiedzanie Kudowy Zdój?
– Nie mamy wiele czasu. Raptem weekend. Dziś przyjechaliśmy, nocujemy, a w niedziele wracamy – opowiadamy o swoich planach.
– A gdzie nocujecie? – pan zapytuje dalej
– Jeszcze nie wiemy. Coś wynajmiemy.
– No nie wiem – mężczyzna kręci głową – tu na ten weekend zjechało mnóstwo aut.

Nie macie szans na wolny pokój.

Jak to nie mamy szans? To co oni mają tu jeden hotel tylko? Jak to może być?
Okazało się, że w sezonie w Kudowie zjeżdża się na weekendy cała masa turystów w takich ilościach, że bez rezerwacji nie ma szans na nocleg. Do tego wybraliśmy się tak w ciemno w tzw długi weekend. Więc zanim my pomyśleliśmy o tej podróży miejsc już w żadnym hotelu prawdopodobnie nie było. Ta wiadomość była prawie niepokojąca, ale nie dawałam za wygraną. Optymizm nie opuszczał mnie ani na chwilę, choć wizja nocy na ławce w parku zaczynała powoli prześladować. A tu skóra spalona słońcem i smugi brudnego kurzu na ciele wcześniej oblanym potem. Włosy przyklejone do czoła i inne podobne okropności. Co tu robić? Co tu robić?

Zwiedzanie Kudowy Zdrój napawało nas zwątpieniem.I wtedy powiedziałam tamte pamiętne zdanie:
– No to teraz zobaczymy ile mamy szczęścia w życiu!
Starszy pan zasugerował próbę wynajęcia czegoś po czeskiej stronie. Już zaczęliśmy kombinować jak zaopatrzyć się w korony i ile tam może kosztować jakiś hostel. Wszystkie głowy pracowały na wysokich obrotach aż w końcu dojechaliśmy na miejsce.

Obraz-062

I prawda jest taka, że Kudowa oczarowała mnie…

Swoją lekkością i przestronnością. Nie wydawała się być tłoczną nawet obciążona taką ilością turystów. Dostojna, niezwykle czysta. Barwna i tętniąca życiem. Zwiedzanie Kudowy Zdrój zaczęło nas fascynować!
Adaś tak cyrklował z czasem, że zdążyliśmy najpierw do Kaplicy. Ale jak zdążyliśmy! Dosłownie na ostatnie wejście. Musiałam prosić aby jeszcze oprócz biletu sprzedano mi widokówki ze zdjęciami kaplicy, które obiecałam przywieść z podróży koleżankom z pracy i mojej mamie, bo już wszystko co było do sprzedania w małym sklepiku na zewnątrz właśnie było pakowane i chowane. Oczekiwaliśmy przed kaplicą około kwadransa. Adaś przygotował aparat choć widział z daleka zakaz fotografowania. To było dla nas dość przykre gdyż to właśnie fotografie z podroży stanowią dla nas jedną z większych pamiątek. Dlatego właśnie…

Obraz-082

Adaś miał zamiar ignorować wszelkie zakazy.

Tuż przed wejściem do Kaplicy Czaszek, parę minut przed siedemnastą wrota świątyni poczęły być oblegane przez zwiedzających. Zlustrowałam sytuację i zaczęłam wciskać się bliżej wejścia. Ten sam mężczyzna, który sprzedał nam bilety wstępu okazał się również być naszym przewodnikiem. Stanął przed nami jeszcze zanim wrota kaplicy zostały otwarte. I się zaczęło kazanie – nie wolno fotografować i jest prośba żeby natychmiast pochować aparaty fotograficzne. Telefony również, a najlepiej powyłączać. Przy tym obierał taki specyficzny władczy ton i robił groźne miny. Zakazał dotykania czaszek i kości i uprzedzał, że bez biletu nikt nie wejdzie. Na końcu przemówienia jego głos zelżał, a na twarzy pojawił się grymas. Coś jakby podobny do uśmiechu. Po czym poinformował wszystkich jak i gdzie można ofiarować pieniądze na cele utrzymania obiektów sakralnych. Zaraz potem wybiła piąta po południu i drzwi kaplicy zostały otwarte.

Ludzie zaczęli szturmować wejście…

…a kasjer, przewodnik i w tym momencie bileter w jednym, całym ciałem przytrzymywał jedno ze skrzydeł wrót aby przypadkiem nie zmieściła się w przejściu więcej niż jedna osoba na raz. Bo, a nóż byłaby bez biletu i obejrzałaby nagie czaszki i piszczele gratis! Jaka to by była ogromna i niepowetowana starta! Zanim weszliśmy do środka wszyscy zdążyliśmy się nieźle spocić przez ten ogólny stres, niekończące się napominania w związku z aparatami i telefonami oraz ścisk zarówno przy wejściu jak i wewnątrz świątyni. Na miejscu po zamknięciu drzwi nastała cisza. Główny kierownik zamieszania był widocznie zadowolony, że udało mu się okiełznać stado znarowionych turystów i w rezultacie zamknąć wśród zewsząd patrzących na nich ludzkich czaszek. Wtedy jakby westchną z ulgą i ruszył ku ołtarzowi. Stanął na piedestale i nagle jakby nigdy nic zmienił usposobienie i miłym dla ucha głosem melodyjnie i encyklopedycznie zaczął naświetlać nam historię tego miejsca oraz pochodzenie takiej ilości kości. Znałam już tę opowieść więc skupiłam się bardziej na tym co widziałam, a czego nie wolno nam było sfotografować. Taka ilość nieżyjących ludzi wokół dla nikogo nie pozostaje obojętna. Oczodoły skierowane z każdej strony w każdą cześć każdego z nas. Z przodu, z boku i z tyłu. Całość wieńczyły przesłanie owego miejsca i rzeźby aniołów. Jeden z trąbą i napisem – powstańcie z martwych. Drugi zaś z wagą i napisem – Pójdźcie pod sąd. Oba napisy były łacińskie i przetłumaczone nam na miejscu podczas prezentacji.

To było mauzoleum wystawione na pokaz.

Spotkanie ze śmiercią jako atrakcją turystyczną, a nie przeznaczeniem. Myślę, że nie przeżyłam tego należycie ponieważ zła energia prowadzącego rozmieniła moje oczekiwania na drobne. W pewnej chwili nasz przewodnik powiedział, że zaraz otworzy dla nas pokrywę w podłodze żebyśmy mogli zajrzeć do zbiorowego grobowca pod nami. I w tym momencie ktoś z zewnątrz otworzył wrota i wsadził głowę do środka. Wytrzeszczył gały i my wszyscy też wytrzeszczyliśmy na niego oczy. I wtedy dojrzał go nasz kasjer, bileter i przewodnik w jednym. Zbliżył się do intruza niczym lew do ofiary. Chwycił go za ramiona i dalej! Wypycha na zewnątrz.

zwiedzanie Kudowy Zdrój - Kaplica Czaszek

– Proszę tu nie wchodzić! – wrzeszczy – proszę stąd wyjść! Ja pana proszę, nie ma już dziś zwiedzania!
Facet całkiem osłupiał i zamiast wyjść zaczął się pchać na siłę mocując z przewodnikiem. Ludzie patrzą na to widowisko z większym zaciekawieniem aniżeli na same czaszki. W pewnej chwili wspomniany intruz chwycił przeciwnika za rękę i powiedział głośno tak, że aż w kaplicy zadrżało:
– Niech pan się uspokoi! Co pan wyprawia! Jak pan tak może? Przecież to jest miejsce święte! I stał się cud.
Wszyscy byliśmy jego świadkami. Gość uciszył się natychmiast. Otworzył drzwi i wpuścił turystę nie dość, że po godzinach zwiedzania to jeszcze na „gapę” Z tego wszystkiego prawie zapomniał o tym, że miał otworzyć dla nas zbiorową mogiłę pod podłogą.
Suma summarum zwiedzanie Kudowy Zdrój przez pryzmat Kaplicy Czaszek okazało się niezwykle męczące. Zapłaciliśmy tylko za zwiedzanie, a gratisowo obejrzeliśmy przedstawienie nie najlepszej jakości. Zwiedzanie Kudowy Zdrój zaczęliśmy od Czermnej, a skończyliśmy w bardziej przyjaznym  miejscu.
Wychodząc z kaplicy nasz Adaś – fotograf i uparty zodiakalny baran zrobił jedną fotkę. Widać na niej niewiele. W tle bardzo wyraźnie sklepienie kaplicy. Cała masa skrzyżowanych kości…Dobre i to!

Tak własnie zaczęliśmy zwiedzanie Kudowy Zdrój. Nasza przygoda z tą miejscowością zaczęła się  od Kaplicy Czaszek, a skończyła na skansenie z ginącymi zawodami. Ale o tym w następnym wpisie.

3 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

8 komentarzy

  1. S.Tap. napisał(a):

    Byłem ze 3 razy…podobało mi się ale właśnie, może dziwne, jednak jakoś nie poruszyło mnie to miejsce.

  2. Zosia napisał(a):

    Muszę odwiedzić to miejsce , bardzo interesujący opis , pozdrawiam

  3. Piotr Maciejko napisał(a):

    W pobliżu kaplicy czaszek znajduje się cmentarzyk , a na nim grób Anny Maslovej miejscowej Czeski zmarłej bodajże w 1914 roku. Bo Czermna, a właściwie Wielka Czermna, jak i Kudowa Słone to miejscowości tzw. Czeskiego Kącika (Český Koutek), gdzie do lat 60 zeszłego wieku mieszkali Czesi. W PRL mieli nawet swoje szkolnictwo.

  4. Byłam w Kudowie z pięć lat temu, byłam i dziś. Kaplicę odwiedziłam raz i więcej tego nie zrobię. Zdjęć nie mam, nie chcę mieć i uważam, że kaplica nie powinna być udostępniona do zwiedzania, ale to oczywiście moje prywatne zdanie. Wiem, że to swoisty cmentarz, a te są ogólnodostępne, ale TEN cmentarz jest jednak inny, taki jakby bardziej bezpośredni, dosłowny, nagi. I na dodatek stale podczas zwiedzania miałam przeświadczenie, że właściwie to nie dokonano pogrzebania, a szczątki wystawiono na pokaz. Mieszanka uczuć i ogólnie negatywne wrażenia, zarówno duchowe, jak i fizyczne. Natomiast część uzdrowiskowa Kudowy jest śliczna, samo miasteczko również ładne. Tłumu rzeczywiście się nie odczuwa. Szlak ginących zawodów, ruchoma szopka, muzeum żab – ciekawe miejsca. Ale dla mnie najbardziej ukochaną częścią Kudowy jest Pstrążna i muzeum etnograficzne – skansen, z pięknym widokiem na Śnieżkę. Cudo! :)

  5. Marta Kotnis napisał(a):

    Ciekawe miejsce, ale przynajmniej dla mnie bez dreszczyku ( może kobieta bez serca ze mnie). Spotkało mnie natomiast coś dziwnego w kaplicy. Poczułam dotknięcie w plecy, obejrzałam się, a tam nikogo i niczego nie było…Zostałam napomknięta?

  6. Gisela Cerafcki napisał(a):

    Bylam w kaplic czaszek ! Niesamowite odczucie na widok takiej ilosci zgromadzonych tam Ludzkich czaszek . Refleksja … czym jest Zycie …. czym jest czlowiek .,?, Byla to raczej smutna refleksja niemniej jednak war to bylo to mirjsce zobaczyc.Pozdrowienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *