AUTOSTOPEM Z PSEM – Cztery łapy na szlaku

Od dawna już Frutus Wspaniały – najmniejszy z Nieustannych nie zostaje ani w hotelu dla zwierząt ani u rodziny jeżeli nie jesteśmy zmuszeni go tak zostawić. W trasę autostopem już nie raz wyruszał, ale nigdy w tak długą. Te kilka dni w drodze pełnej najróżniejszych zwrotów akcji zaprawiło go w boju. Małe łapki, małe uszka, ale wielka wola podróżowania. Jak to było tym razem w podróży autostopem z psem? Posłuchajcie…

podróż autostopem z psem

Cała wyprawa była na wariackich papierach. Wymyśliliśmy wszystko w niedzielę rano, a w poniedziałek już byliśmy w trasie. Nasz Frutek najpierw jechał dwoma busami. Z miasta do miasta na tym odcinku drogi, który był najbardziej uciążliwy. Kiedy wyjechaliśmy z Wrocławia zaczęła się nasza przygoda z niekochanymi za bardzo zabytkami Dolnego Śląska. Stopowaliśmy i jechaliśmy po kilka kilometrów zjawiając się w małych wioskach jak OBCY. My i ten mały rudy kundelek. Wszyscy bardzo ciekawi tego, co zastaniemy na miejscu.

Autostopem z psem – Białobrzezie

Wysiedliśmy z samochodu w Białobrzeziu. Nasz kierowca wysadził nas tam ponieważ myślał, że to Prusy. Zostaliśmy więc w tej miejscowości, której wcale nie mieliśmy w planie. Nie bardzo się tym przejęliśmy i od razu skierowaliśmy się ku ruinom, które widzieliśmy z drogi. Cały czas byliśmy przekonani, że działamy zgodnie z planem. Ale palny mają to do siebie, że lubią działać niezależnie od nas. Tak więc wylądowaliśmy przy ruinach ogromnego niegdyś pałacu w Białobrzeziu.

podróż autostopem z psem - pałac Białobrzezie

Obiekt stoi zrujnowany i zarośnięty tak, że ciężko było go sfotografować. Wstęp na teren dawnego pałacu jest wzbroniony. Ten cały kompleks, pałac, budynki gospodarcze i park jest ogromny.  Na terenie parku rosną platanowce. Znaleźliśmy tam również coś co może być chłodnią przypałacową albo grobowcem. Coś takiego było wybudowane w najwyższym punkcie parku i widać przez mały otwór, że w środku są cegły. Wnętrze pomieszczenia w ziemi było więc wymurowane.

021

Do folwarku prowadziły szyny. Pewna mieszkanka wioski opowiedziała nam, że pałac niegdyś nazywany był Czerwonym Zamkiem. Podobno zabytek od lat niszczeje. Nie znalazł się nikt, kto zapobiegł by takiemu zniszczeniu.

049

Kondratowice

Z Białobrzezia ruszyliśmy w stronę Kondratowic. Na pieszo na początek. Tam drogi są ciche, mało przejeżdża tamtędy aut. Droga z lekka w cieniu, bo osadzona drzewami. Nasz Frutek trochę się schłodził przy pompie na cmentarzu we wiosce. Upał dokazywał, ale nie było źle. Raźnie dążyliśmy do celu. I szczęście nam dopisywało, bo za chwilę złapaliśmy stopa. Nasz kierowca zawiózł nas do samego celu. Mieliśmy na celowniku pałac w Kondratowicach. Obiekt okazał się bardzo zadbany.

pałac w Kondratowicach

Miło było popatrzeć na tak piękną bryłę. Otoczony fosą stoi wśród zieleni. Zbudowany został w pierwszej połowie XVIII wieku na planie podkowy.

pałac w Kondratowicach

Prusy

Do Prus zabrała nas na stopa bardzo miła pani. Podrzuciła nas z psiakiem bez żadnego problemu. Frutus na złapanego autostopa reaguje bardzo energicznie. Biegnie co sił, a kiedy otworzy mu się drzwi do samochodu od razu wie co robić. Jest zadowolony, Siedzi grzecznie na podłodze i czeka co będzie dalej.

Znaleźliśmy ostatecznie ruiny w pałacu w Prusach. Mieszkańcy wioski, którzy mieszkają tuż obok pozwolili nam naciągnąć wody ze studni dla ochłody dla psa. Frutek trochę się napił, a trochę zmoczył. Poleżał i poczekał aż zrobiliśmy fotografie. Tubylcy opowiedzieli nam trochę o tym miejscu, które na nasze oko wyglądało na warowne. Cały pałac otoczony jest wyschniętą dziś fosą, ale jeszcze ludzie we wiosce pamiętają jak można było w niej pływać łódkami. Pamiętają, że w pałacu stały stare meble. Że był w nim dziedziniec i mówią, że nadal można wejść do piwnic obiektu. Podobno są w niezłym stanie. Pałac, a właściwie jego ruiny jest w rekach prywatnych, ale nie dotarliśmy do jego właściciela.

104

100

Ruszyliśmy w stronę Niemczy i długo szliśmy na piechotę. Ale nie było to przykre, bo dokoła widoki piękne. Po  godzinie złapaliśmy stopa na kilka kilometrów, a później znowu marszem przed siebie. Ostatecznie do Niemczy dotarliśmy z kierowcą w wypasionym aucie z klimatyzacją.

podróż autostopem z psem

120

Niemcza

Autostopem z psem podróżowanie jak widać nie jest ani trudniejsze ani gorsze. Trzeba tylko dbać o psa aby nie cierpiał głodu i pragnienia. Musi też odpoczywać po drodze, kiedy tego potrzebuje. W Niemczy zrobiliśmy sobie dłuższy postój.

Niemcza

161

Posiedzieliśmy przy jeziorku u stóp zamku. Obejrzeliśmy pozostałości po wspaniałej niegdyś warowni.

153

156

Pospacerowaliśmy po mini rynku i pooglądaliśmy tamtejsze mury obronne. Chcieliśmy zostać na noc, ale szybko zorientowaliśmy się, że nie ma to większego sensu, bo w miasteczku byliśmy bardzo wcześnie, więc ruszyliśmy dalej w drogę.

Niemcza

141

 Autostopem z psem – Łagiewniki

Do Łagiewnik nie było tak łatwo dojechać ponieważ do wylotówki musieliśmy sporo maszerować. Ale tam staliśmy dosłownie kilka minut i zatrzymał się dla nas kierowca, który od razu pochwalił się nam, że też ma pieska. Ciężko się było nam zapakować, ponieważ samochód pełen był najróżniejszych przedmiotów, które nasz dobroczyńca przesuwał na poczekaniu aby zrobić dla nas miejsce. W pół godziny potem byliśmy już w Łagiewnikach.

I tam zrobiliśmy dłuższy postój z naradą – co dalej? Znaleźliśmy pizzerię gdzie zjedliśmy posiłek. Pies miał chwilę na poleżenie i posiłek. Dzień chylił się ku końcowi, a w Łagiewnikach było kilka rzeczy do sfotografowania. Zastanawialiśmy się czy zostać tam na noc w tamtejszym hotelu, w którym jak się dowiedzieliśmy – przyjęto by nas z psem. I wtedy zadzwonił do nas dobry znajomy ze Strzelina i zaprosił do siebie. Obiecał przyjechać po nas, przenocować i pokazać swoje miasto. Zwiedzanie Strzelina okazało się fantastycznych przeżyciem. Natomiast w Łagiewnikach zatrzymaliśmy się na cmentarzu ze świątynią i lustrowaliśmy temat tajemniczych budynków, które przypominały nam założenie klasztorne.

łagiewniki

W Łagiewnikach nikt z zapytanych nie wiedział czym były niegdyś te budynki. Dowiedzieliśmy się jedynie, że kiedyś był tam PGR, a teraz to nie wiadomo co tam się dzieje.

200

197

Zaraz potem nasz znajomy zabrał nas do Strzelina, gdzie spacerowaliśmy po tym fantastycznym mieście do samej nocy…

Autostopem z psem jechaliśmy cały dzień. Frutus Wspaniały był wieczorem już zmęczony wrażeniami, ale do samego końca towarzyszył nam w wędrówce. Małe łapki niosły go nieustannie przed siebie. Był niezmordowany na szlaku dolnośląskiej przygody. Ale to jeszcze nie koniec. O tym co widzieliśmy w Strzelinie możecie przeczytać już na naszym blogu, a o tym co było dalej w drodze – już niebawem. 

7 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

1 Odpowiedź

  1. Fajny psiak :). A te budynki w Łagiewnikach, to pałac z XVIII wieku i klasztor pocysterski. Byłam tam wiosną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *