WILLA GIERKA – W pogoni za legendą

Tamta wyprawa była bardzo owocna przede wszystkim w niewypały i pomyłki. Willa Gierka, słynna „gierkówka” w Konewce zwabiła nas swoją legendą. Pojechaliśmy tam wczesną wiosną, w czasie świąt Wielkiej Nocy. Jechaliśmy autostopem, w śniegu, deszczu i zimnicy. Po to aby potem znaleźć w lesie jedynie kawałek betonowego placu, który jak się ostatecznie okazało wcale nie był tym, czego szukaliśmy. O naszej przygodzie z Towarzyszem Edwardem Gierkiem będzie właśnie w tym wpisie. Willa Gierka dała nam po nosie i choć tak naprawdę pisać nie ma o czym – jednak pomyślałam, że opowiem Wam tę historię…

willa Gierka - Konewka

 Nasi nowi znajomi, których złapaliśmy na stopa wysadzili nas w Spale. Dużo opowiadali o okolicy, podali namiary na ciekawe miejsca, opowiadali o swoich planach, marzeniach i podróżach. Tak, że czas minął nam w bardzo miłej atmosferze. Na pożegnanie zrobiliśmy sobie wspólną, pamiątkową fotografię.

Obraz-272

Konewka i willa Gierka

Pierwszy sekretarz Edward Gierek najwyraźniej upodobał sobie wieś w pobliżu Spały. Po 1972 roku w lesie, na polanie w pobliżu Konewki wybudowano dla niego luksusową wówczas willę. Teren, który obliczony był na 120 hektarów lasu był ogrodzony i pilnie strzeżony przez wojsko. Ludzie opowiadają, że Gierek lądował tutaj śmigłowcem, kiedy przyjeżdżał wypoczywać.

willa Gierka - Konewka

Kąpał się w basenie i żył jak król. Potem, kiedy czasy się zmieniły „gierkówka” również zmieniała swoje przeznaczenie. Aż w końcu pozostawiono ją samą sobie w lesie. Nie trudno domyśleć się, że stała się obiektem grabieży. Rozniesiono ją i zrujnowano i tak stała w lesie do 2011 roku aż w końcu oficjalnie ją rozebrano. Ale my – nieświadomi niczego wyruszyliśmy właśnie po to, aby na własne oczy zobaczyć tę legendę i byliśmy poważnie rozczarowani dowiadując się, że jednak się spóźniliśmy.

Obraz-273

I kiedy złapaliśmy stopa ze Spały do Konewki pani za kierownicą powiedziała nam; tam już nic nie ma. I kiedy dotarliśmy na miejsce jakiś starszy pan, którego pytaliśmy o drogę do „gierkowki” powiedział nam: Tam już nic nie ma i nie ma po co iść.

willa Gierka - Konewka

A potem, kiedy idąc z uporem maniaka przez las spotkaliśmy leśniczego, on również powiedział nam, że nie mamy po co tam iść bo po willi nic nie zostało, rośnie tam teraz młodnik, a gruz z budynku leży na drodze i ją utwardza.

willa Gierka - Konewka

Na pokojach u Gierka

Trafiliśmy wreszcie dzięki napotkanemu w lesie leśniczemu na drogę, która prowadziła niegdyś do słynnej willi. Pogoda była bardzo kapryśna. Jeszcze przed chwilą mieliśmy ochotę pościągać z siebie kurtki, bo słonce pięknie wyszło zza chmur. Ale tuż przed placem, na którym stała „gierkówka” zaczęła się gradowo – śnieżna masakra.

Obraz-307

Zerwał się silny wiatr, a my bez dachu nad głową. Nie było się nawet gdzie schować, bo Gierek okazał się jednak bezdomny i na pokoje nie mogliśmy wejść tak jak planowaliśmy.

Drobny grad stopniowo zelżał i tylko deszczem siekało nam po twarzach. Za kilka minut wszystko się uspokoiło i choć zimno i mokro – dało się kontynuować poszukiwania.

Obraz-308

Wiedzieliśmy już, że domu nie ma. Ale to co dla innych znaczy „nic” dla nas może okazać się cennym znaleziskiem. Przeszukiwaliśmy więc bardzo dokładnie teren. Ustalaliśmy gdzie była droga dojazdowa,  opcjonalnie basen i  jakiś ogród…
Jednak na placu zastaliśmy jedynie trochę wylanego betonu i jedno czy dwa drzewka ozdobne. Tyle zostało z nowoczesnej willi w latach kariery Edwarda Gierka.
Spędziliśmy tam sporo czasu na lustracji terenu, rozmowach i konsumpcji. Cisza na tym odludziu w jakiś sposób była fascynująca.

Obraz-304

Pomożecie? No!

„Jeśli nam pomożecie, to sądzę, że ten cel uda nam się wspólnie osiągnąć – to słowa z wystąpienia Edwarda Gierka. Chyba najsłynniejszego ze wszystkich wystąpień. Na koniec zapytał dla pewności – „Jak, pomożecie? „. Domyślacie się co odpowiadali słuchacze. Na co pierwszy sekretarz odpowiedział z zadowoleniem „No!”

Wtedy słowa te stały się hasłem. Porywały tłumy. Gierek potrafił wpływać na ludzi. Jego powierzchowność przychodziła mu z pomocą. Był wysoki i z doskonałą postawą. Potrafił ciekawie opowiadać. Jego wystąpienia nie były nudne. Głos miał donośny i przyjemny dla uszu. Wpływał na ludzi, którzy naprawdę go słuchali. W jego telewizyjnych wystąpieniach publicznych podobno celowo wyostrzano same oklaski. Działał to na korzyść pierwszego sekretarza. Nie ma się więc co dziwić, że kobiety za nim szalały. I wszystko było by pięknie dla niego samego gdyby czasy się nie zmieniły. Po Gierku dziś nie zostało żadne dobre wspomnienie. Jego najsłynniejsze przemówienie do dziś wyśmiewane jest przez tych, którzy je pamiętają.

I tak opowiadając o tym co pamiętam wspominałam Ines i Adasiowi o czasach, kiedy nasz kraj wyglądał zupełnie inaczej.

Urodziłam się w innej Polsce. Czego innego uczyłam się na lekcjach historii, a językiem obcym był obowiązkowy rosyjski. W kioskach co tydzień regularnie pojawiał się „Kraj Rad”. Można było poczytać na kredowym papierze o ZSRR. Oczywiście same superlatywy. Człowiek jak pielgrzym przemierza czasy, a zmiany są nieuniknione. Jesteśmy świadkami wydarzeń i historii. Żyłam w czasach Gierka, pamiętam wybuch stanu wojennego, patrzyłam jak wybierano na papieża Karola Wojtyłę. Świat się zmieniał, a ja na to patrzyłam…
I w takich z lekka filozoficznych nastrojach opuściliśmy posesję byłego pierwszego sekretarza i ruszyliśmy na powrót do Konewki. A stamtąd? Pomyśleliśmy, że skoro mamy jeszcze trochę czasu możemy udać się do Lichenia. Tym razem pokoje do Najświętszej Panienki.

Obraz-364

Willa Gierka jednak ostatecznie nie została przez nas namierzona. Wszystko okazało się znacznie później, kiedy to napisał do nas jeden z naszych czytelników i skomentował nasz wpis. Pod wpisem znajdziecie konkretne uzupełnienie tej relacji z wyprawy. Czytajcie komentarze niżej. 

26 Dziękujemy!

Może Ci się również spodoba

27 komentarzy

  1. marcopolinski napisał(a):

    https://www.youtube.com/watch?v=faHwAc4N00U – tak się przypomniało :) Z częścią „Urodziłam się w innej Polsce” w pełni się identyfikuję. A pomyślało się (parafrazując klasyka) – „był zamordyzm i cholera Panie – komu to przeszkadzało?”

    • Aneta Aneta napisał(a):

      Nasze pokolenie jeszcze ciągle bardzo dobrze pamięta tamte czasy. Jesteśmy świadkami tej historii, która na naszych oczach zmieniła się w teraźniejszość :)

  2. Dziedzic napisał(a):

    Powiem tak ja za tych czasów miałam sie bardzo dobrze rodzice mieli prace dobrze płatną, my z bratem jezdzilismy na kolonie gdy nasi rodzice zmarli zakład taty wziął nas pod opiekę, nie moge kogoś osądzać to zrobi tylko Bóg ,przekonałam się już o tym nieraz,wasze wędrówki są naprawdę fascynujace pozdrawiam buźki

    • Aneta Aneta napisał(a):

      Mój tato też tak wspominał swoje młode lata. Mówił, że wtedy było lepiej. Prościej się żyło i bezpieczniej. Takie było jego zdanie…

      • dieselpeter napisał(a):

        hmmm, prosciej ??? Tak oczywiscie i mysle ze nie tylko w polsce… pamietam lata 70 te w NRFie i tutaj tez bylo spokojniej… No co, czas goni a my za nim :D :D

        • Aneta Aneta napisał(a):

          Ja nie wypowiadam się w temacie co jest lepsze albo gorsze. Kiedyś żyłam i żyję teraz. Nie doświadczyłam w życiu tragedii i nieszczęść aż tak wielkich żeby narzekać. Nie doświadczyłam również żadnych wykwintności… Ot, po prostu żyję i cieszę się tym co jest :)

  3. lola napisał(a):

    Mam prawie 60 lat i Kraju Rad nie pamiętam prawie wcale, bo to było pismo popularne (lub zalegające w kiosku) gdy mnie jeszcze gazety nie interesowały , potem były inne ciekawsze gazety i czasopisma, nie wiem kto ten kraj rad czytał chyba tylko biblioteki. W szkole uczyłam się i rosyjskiego i angielskiego, a koleżanki niemieckiego. Na zdjęciach młodzi ludzie czyli pokolenie, które nie ma pojęcia jak było więc niech się nie podszywa pod pokolenie starsze niż moje, bo guzik wie o tamtych czasach, a zna tylko współczesny burdel, wyprzedawanie kraju, wyzuwanie z polskości i inne okropne rzeczy o których w mojej młodości nawet mi się nie śniło, a teraz nie mieści mi się w głowie w jakich koszmarnych czasach przyszło mi żyć.

    • Bogna napisał(a):

      No to ciekawe, bo jestem mlodsza od Ciebie, a „Kraj Rad”pamietam doskonale. Rosyjski mialam obowiazkowy i w podstawowce, i w liceum. A drugi obcy jezyk dopiero byl w sredniej szkole, w podstawowce nie bylo szans. Tak sie zastanawiam, tez guzik wiesz o tamtych czasach czy piszesz tak, bo za nimi tesknisz? Niektorym wtedy latwiej bylo…

      • Aneta Aneta napisał(a):

        Ja Bogna pamiętam, że Kraj Rad był wydawany na kredowym papierze. Zdjęcia były kolorowe. Czasem były też rysunki. Podobne do tych, które zamieszczają w swoich czasopismach Świadkowie Jehowy. Kolorowe, pełne utopijnej treści i uśmiechów na twarzach osób tam przedstawionych. Tak to zapamiętałam… :)Idealny świat, który tam przedstawiano to ZSRR…

        • Piasta napisał(a):

          Dlaczego utopijnej? Byłam w latach 70 w Związku Radzieckim i naprawdę, było kolorowo, ludzie uśmiechnięci, dużo czytali, w autobusach, w metrze, wszędzie – to było bardzo miłe widzieć, jak są dumni z tego co dokonali od 1017 roku. Dzieci szczęśliwe, roześmiane. Rozumiem, że w kraju wiecznej żałoby, gdzie nie wypada się śmiać, to dziwi. Fajne jest to, że Rosjanie są nadal uśmiechnięci i dumni, że udało im się wyrwać, ze szpon pijaków i sprzedawczyków Jelcyna i Gorbaczowa, którzy zdemolowali kraj w latach 90.

          • Stan napisał(a):

            Brawo Piasta! Głos rozsądku i prawdy. Mam podobne spostrzeżenia i ocenę Rosjan. Z obrzydzeniem odnoszę się do obecnej zakłamanej propagandy antyrosyjskiej, działającej na obstalunek USA przez tanich polskich podżegaczy.
            W czasach PRL nie do pomyślenia były tak fatalne warunki życia, jak są obecnie.

    • Aneta Aneta napisał(a):

      Lola… ja nie miałam zamiaru wyliczać w tym wpisie jakie czasopisma wówczas były oraz jakie języki obowiązywały w komplecie. Pisząc o Kraju Rad i języku rosyjskim podkreślałam (jako autor tekstu) jedynie klimat tamtych czasów. Nie napisałam, że Kraj Rad ktoś czytał. Napisałam, że można było go kupić a jego treść była specyficzna. A co do zdjęć – to jestem na niektórych z nich, mam 44 lata i nie podszywam się pod nikogo. Należę do pokolenia, które jak najbardziej pamięta „tamte” czasy. Poza tym wpis nie sugeruje, że coś wtedy było dobre czy złe. Niczego nie oceniam. Nie narzekam ani na tamte czasy, ani na obecne. Czasy się zmieniają i nie mamy na to wpływu. Opisałam jedynie miejsce, które odwiedziliśmy podczas jednej z naszych wędrówek. Miejsce ściśle związane z Edwardem Gierkiem co sprawiło, że odrobinę powspominałam. Nie mniej dziękuje za Twoją wypowiedź, bo choć nieco gorzka, to pełna emocji. Jest dla mnie bardzo wartościowa.

  4. Grace napisał(a):

    Ja się podpisuję pod tym urodziłam się w tamtych czasach i nie chciałabym do nich wrócic,pamiętam jak pod koniec lat 80 tych stałam ze znajomym na wtedy czechosłowacko-austriackiej granicy…..lato,upał,dookoła tylko dojrzewające zboże.Staliśmy w tym skwarze na specjalnym pasie w kierunku granicy austriackiej z napisem Nur fur Polen……Co ja wtedy czułam????? Złość,bezsilnośc,poczucie gorszej nacji…na pewno,do dziś pamiętam jak z po drugiej stronie zatrzymało się wypasione,jak na tamte czasy auto.Wyszła z niego dziewczyna w moim wieku,podała dokumenty pogranicznikowi,po czym wsiadła do auta i odjechała…My staliśmy w tej upiornej kolejce 5 godzin,spózniłam się na wycieczkę po Wiedniu….ale nigdy nie zapomnę tego uczucia….dzisiaj ja jestem tą dziewczyną ,która bez żadnych przeszkód może przekraczać granice i tych kórych już nie ma,bo Unia dała nam tą możliwość,i te do których wjeżdżam tylko za okazaniem dokumentu podróży,nikt mnie nie pozbawia godności i nie każe czekać na pasie NUR FUR POLEN….moja córka nie rozumie absurdów tamtych czasów,kolejki na granicach,niemożnośc posiadania obcej waluty w portfelu,puste półki i towary reglamentowane…mamy jak mamy ,ale najważniejsze ,że mamy wolnośc

    • Aneta Aneta napisał(a):

      Z całą pewnością to były czasy ogromnych ograniczeń. W ubiegłym roku na wakacje pojechaliśmy do Pragi, a wracaliśmy przez Niemcy. Miałam ze sobą jedynie dowód osobisty, którego nie musiałam nikomu przedstawiać przekabacając granicę. To jest wolność i zgadzam się z Tobą całkowicie. Oczywiście nie wszystkie zmiany należą do doskonałych, ale ta udała się nowemu porządkowi :)

  5. Bogdan napisał(a):

    Droga Pani!
    Nie doszła Pani do terenu dawnej willi .Zdjęcia które tu Pani zamieściła to zdjęcia terenu gdzie znajdowały się budynki – koszary ochrony obiektu.Willa była położona głębiej w lesie.W czasach Gierka nie było basenu obok tych budynków.To wybudował LOT po przejęciu obiektów.Miałem ” okazję ” tam przebywać jako żołnierz NJW MSW w ochronie obiektów w latach pazdziernik 1975 do kwietnia 1976.

    • Aneta Aneta napisał(a):

      Panie Bogdanie :) Tak nas pokierowano z Konewki. Tak nas pokierował strażnik leśny. Nie sądzę, że trafiliśmy na basen, bo to za male było na basen – to co jest na zdjęciu. Dalej nie było już drogi – jedynie ta powrotna do Konewki. Strażnik leśny mówił, że obok terenu na którym stała willa rośnie młodnik – i rósł tam faktycznie. Powiedział też, że po willi ani cegła nie została… Nigdy wcześniej tam nie byliśmy i kierowaliśmy się wskazówkami „tambylców”. Jednak bardzo się cieszę, ze trafił pan na naszą stronę i dodaje Pan coś od siebie. Oczywiście jeżeli popełniliśmy jakiś błąd w opowiadaniu – naniesiemy poprawki, jednak działaliśmy wedle wskazówek ludzi żyjących na tamtym terenie.

  6. Bogdan napisał(a):

    Pani Aneto , na pewno nie jest to teren po willi , willa zajmowała dużo większy obszar niż ten placyk z betonem na zdjęciu. Tak jak pisałem jest to teren po koszarach ochrony obiektu.Po obu stronach tego placu znajdowały się dwa budynki ”jamniki”, po prawej stronie koszary po lewej budynek socjalny załogi ochronnej z NJW MSW .Zdjęcia tych ”jamników” są w necie.
    Teren został zniwelowany w roku 2012 i te drzewa na zdjęciu maja więcej niż trzy lata zatem nie mogły wyrosnąć na gruzowisku willi.Obok tego terenu na zdjęciu był budynek centrali telefonicznej mniej więcej na wysokości tych 2 świerków ozdobnych po lewej stronie a jeszcze dalej garaże samochodowe kolumny BOR jak przyjechał Gierek i czasami synów Gierka.Willa znajdowała się niedaleko sztucznego zalewu na rzece Gać dalej w lesie , na lewo od terenu pokazanego na zdjęciu – (wybetonowany placyk). Rozumiem ,że Pani opierała się na wskazówkach ”miejscowych” ale na tym terenie były dwa obiekty.Jeden – 2 budynki – jamniki- załogi ochrony z NJW MSW w Warszawie i drugi właściwa willa.Pani trafiła na ten pierwszy.Co do basenu to basen był wewnątrz willi.
    Minęło już 40 lat ale nadal pamiętam te obiekty i ich położenie – to były mimo wszystko darmowe 6 miesięczne wczasy w 2 letniej służbie wojskowej .Przeglądam takie strony jak ta jako wspomnienia ale też staram się prostować pewne opisy bo bardzo dużo jest nieścisłości , anegdot , a nawet propagandy na temat tej willi gdzie byłem naocznym świadkiem.
    Złote klamki , tajne przejście do lotniska w Glinniku , bunkry , uzbrojeni po zęby wartownicy , zalew wykonany przez ładunki wybuchowe – w rzeczywistości wykopany ręcznie przez żołnierzy min. przeze mnie w maju 1974 podczas unitarki w Raduczu itp – to pseudo historia dla młodych i następnych pokoleń . Były dużo lepiej wyposażone obiekty rządowe od tej tzw.Willi Gierka jak Łańsk, Arłamów , Hel , Otwock Wielki itd ..i dlatego pewnie ocalały.

    Pozdrawiam

    • Aneta Aneta napisał(a):

      Witam ponownie. Jestem ogromnie wdzięczna ze te precyzyjne informacje, które zamknięty – jak wcześniej uważałam temat – czynią po raz kolejny wyznaniem. W Konewce powiedziano nam że tuż obok nieistniejącej willi stoi jeszcze tylko coś w rodzaju „elektrowni” czy transformatora.(przepraszam, że nie wyrażam się jasno, ale nie mam pojęcia o prądzie) I znalezienie czegoś takiego uznaliśmy za fakt odnalezienia właściwego miejsca. Faktycznie stała tam mała budka z jakimiś podpięciami.
      Pana obecność w tym temacie zmusza mnie do podjęcia go po raz drugi. Niestety jeszcze nie w tej chwili ponieważ Ines i Adaś w chwili obecnej znajdują się na Kubie, a potem jeszcze przez dwa miesiące będą przebywać w Meksyku. Jednak po powrocie rozważymy jak naprawić przekłamanie, którego – choć całkiem niechcący, ale się jednak dopuściliśmy.

  7. Bogdan napisał(a):

    Pani Aneto , idąc przez miejscowość Konewka doszliście właśnie do miejsca koszar.Droga obok wartowni w lesie rozgałęziała się – prosto prowadziła do willi natomiast w prawo i potem w lewo do koszar.Od tego miejsca było ok.600m do willi ,tą drogą do willi poruszał się swobodnie samochód UAZ którym przewożono wartowników do willi i drugiej wartowni od strony drogi z Glinnika. Czy nadal istnieje ta dróżka nie wiem , może zarosła.
    Bezpośrednie dojście do willi prowadzi drogą omijającą Konewkę – od skrzyżowania dróg Glinnik – Królowa Wola w stronę Glinnika a następnie w prawo i po ok.2km w prawo drogą leśną za mostkiem na rzece Gać.

  8. klubboholic napisał(a):

    willa zburzona rok lub dwa lata temu. bylem w niej kilka razy. robila wrazenie. sala kinowa, basen, patio… wszedzie porozrzucane dokumenty PLL Lot. mam jeszcze troche fotek na pamiatke…

  9. Dominik Przecherski napisał(a):

    Pamiętam,że czytałem o pewnym obiekcie w lasach spalskich,ale teraz nie jestem pewien,czy chodzi o to samo.W tym miejscu,które mam na myśli Gierek nie mieszkał tylko bywał przyjmując zaproszonych gości.Budynkiem zajmowało się małżeństwo,które tam mieszkało.Możemy małe co nie co przedyskutować jeszcze na ten temat

  10. No widzisz – i jednak warto wybrać się ponownie i trochę poszperać. A nuż :).

  11. Pamuła Bogdan napisał(a):

    Pani Aneto moja historia związana min z tą willą.
    ….jak trafiłem do Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych , Raducza i Załogi Ochronnej tzw . Willi Gierka w Spale- Konewce….
    W 1973r roku ukończyłem Technikum Mechaniczne i podjąłem pracę . Na jesieni 1973 roku zostałem wezwany do WKU i otrzymałem skierowanie na badania psychotechniczne oraz badania lekarskie. W tym samym czasie dowiedziałem się od mieszkańców miejscowości w której mieszkałem o wizytach milicjanta i wypytywaniu o mnie. Jak to w małej miejscowości zaczęto komentować i wypytywać rodziców co ‘’zmajstrowałem’’ bo milicja robi wywiad. Po co to było dowiedziałem się w lutym 1974 roku , po kolejnej wizycie w WKU.
    Obywatel major w WKU zapytał gdzie chcę iść do wojska i po mojej odpowiedzi ,że najlepiej nigdzie , wręczył mi wezwanie z odpowiedzią – no to pójdziecie do Warszawy. Wręczony dokument wskazywał termin i miejsce stawienia się do jednostki wojskowej nr. 1914 w Warszawie ul. Podchorążych 38 na dzień 26.04.1974r
    W oznaczonym dniu dotarłem do bramy wejściowej jednostki z kartą powołania w ręce i po zebraniu kilku poborowych w sali obok wartowni – była to sala odwiedzin- przybył kapral i zabrał całe ‘’towarzystwo’’ na salę gimnastyczną. Tutaj wzywani kolejno do stolików byliśmy przydzielani do kompani, plutonów i drużyn 1 batalionu. Porucznik zaproponował bym poszedł do kompani szkolnej ale odmówiłem stwierdzając, że mam przeszkolenie z przysposobienia obronnego w technikum i to mi wystarczy -co dziwne nie zostałem tam przydzielony. Tu wspomnę, że wiedziałem już co to za jednostka bo służył w niej mój brat stryjeczny. Nie miałem zamiaru dostawać w dupę przez rok najpierw na kompani przedszkolnej a potem w szkole podoficerskiej. Zostałem przydzielony do 2kompani , 1 plutonu , 1 drużyny w 1 batalionie. Po przydziale, wędrówka do fryzjera i łazni. Tam rozbieramy się do naga , ubrania cywilne pakujemy do papierowych worków i pod prysznic. Po prysznicu ‘’malowanie ‘’ jakimś śmierdzącym mazidłem włosów pod pachami i łonowych i przebieramy się w mundury moro- nawet dobierane dość dokładnie tak jak i buty polowe. Teraz spacer, już ‘’prawie jak żołnierze’’ na stołówkę i obiad , przy wyjściu ze stołówki pobieramy papierowe torebki z kanapką. Po co skoro zjedliśmy obiad ? ale rozkaz to rozkaz. Szybko dowiaduję się po co. Na placu alarmowym rozkaz- wsiadać na samochód , teraz większe zdziwienie, gdzie pojedziemy skoro jesteśmy w jednostce? Robi się szaro wszak to jeszcze kwiecień a czas nie był wtedy przestawiany , po ok. pól godziny jedziemy -wyjazd z jednostki , przejazd przez Warszawę i trasa – dość szeroka droga. Jedziemy w ‘’niewiadome’’z innymi nieszczęśnikami z poboru. Po ok.2 godzinach telepania Starem 66 , zjazd na jakieś podłe drogi , pola i przybywamy do … drewniane baraki przypominające stajnie , teren ogrodzony , dookoła pustkowie. Pada komenda .Z samochodu! Wyłazimy wprost na sierżanta który wyczytuje nazwiska. Pada moje i zostaję skierowany do baraku gdzie trafiam przed oblicze kolejnego sierżanta (Samoraja, jeszcze nie wiem ,że przyjdzie mi z nim współpracować) który z magazynu wywala mi stertę maneli – kolejny mundur polowy , tym razem używany , tenisówki , piżamę, dres, przybory do mycia , przybory do czyszczenia butów itd. Itd.Z tobołami udaję na salę baraku której w półmroku końca nie widać – st. szer. Kowalczuk , jak się okazuje to mój dowódca drużyny wskazuje mi łóżko i rozkazuje przebrać się z nowego moro jakie mam w stare które otrzymałem. Siadam na stołku i zaczynam się przebierać , wchodzi major ( Nowak dca. komp.) pada pytanie-Co robicie szeregowy? Nauczony meldowania na przysposobieniu obronnym w Technikum , co prawda ze spodniami na kolanach i w garści , melduję się zgodnie z regulaminem , widzę uśmiech na twarzy majora , ulga , nie podpadłem od razu przed dowódcą kompani. Czas mija szybko ,kolejna komenda – capstrzyk – włazimy do łóżek. Jakiś wrzask – pobudka, wstawać , acha jestem w wojsku. Biegiem do latryny i do koryt z zimną wodą cieknącą z nawierconych rur na polu. Mycie , golenie , krew się leje z niejednej twarzy z pośpiechu . Zaczyna się pierwszy dzień właściwej służby wojskowej w jednostce nr 1914 czyli okres szkolenia oraz przysięgi na poligonie w Raduczu w I batalionie pod dowództwem mjr.dypl. J. Koładkiewicza ? (lub Kołaczkiewicza) po powrocie do Warszawy zastąpił go mjr. W. Jaroszek.
    Minęło kilka dni szkolenia poborowych i jak się okaże pojawia się szansa na ‘’fuchę’’. D-ca drużyny pyta kto wypisze kartki z nazwiskami na łóżka. Zgłaszam się jako piszący pismem technicznym i wypisuję karki na cały 1 pluton , unikam zajęć i musztry. Wieczorem d-ca kompani zobaczył kartki i pyta kto to wypisał – d-ca drużyny wskazuje mnie. Nazajutrz na zajęcia przybiega dyżurny i melduje , że mam się zgłosić do dowódcy kompani. Co jest? Major Nowak mówi ,że mam napisać mu plan- konspekt zajęć i nanieść szkic na mapę sztabową. Tak zaczęła się moja kariera jako pisarza, pomocnika szefa kompani.
    Czas do przysięgi biegnie szybko podzielony miedzy zajęcia i pisaninę rozkazów dziennych, konspektów, ewidencji itd. Otrzymujemy ‘’kochankę’’ żołnierza czyli broń i dochodzi szkolenie z posługiwania się oraz musztry z bronią. Jeszcze przed przysięgą wydarzył się pewien incydent. W trakcie zajęć okazało się , że brakuje jednego żołnierza . Siłą ok. połowy plutonu pod ‘’rozkazami’’ st.szer. Kręgiela dowódcy 4 drużyny rozpoczęliśmy poszukiwania po okolicy lasku i polach aż dotarliśmy do jakiejś wioski – chyba były to Psary – w której był sklep spożywczy z piwem i winem tzw. J23 – zatem efekt mógł być tylko jeden. Po 2 godzinach ‘’okupacji’’ sklepu zostaliśmy odnalezieni przez samochód z szefem kompanii i przewiezieni do miejsca stałego postoju , oczywiście bez poszukiwanego który jak się okazało znudzony poszedł się przespać do kotłowni. Ten szeregowy skończył wojsko w więzieniu. Najpierw nie wrócił z urlopu do Warszawy a po karnym przeniesieniu go do Arłamowa ponownie uciekł do domu.
    Przysięga , powrót do Warszawy – po testach psychotechnicznych przeprowadzonych jeszcze w Raduczu , które spowodowały zdekompletowanie kompani , około 20 żołnierzy zostało przekazanych do MON – u , po uzupełnieniu kompani chłopakami z Katowic , nastąpiło wchodzenie kompani do służby wartowniczej. Pierwsza warta kompani i zarazem moja to warta wewnętrzna – pełniłem wartę na posterunku honorowym przy sztandarze jednostki , w dzień cały czas na baczność czyli w bezruchu w hełmie, bukatach , białych rękawiczkach przy upale w pomieszczeniu zamkniętym przez godzinę, trzy godziny odpoczynku, w nocy było łatwiej bo był wówczas tzw. posterunek ruchomy. Zdążyłem zaliczyć jeszcze tylko jedna wartę na URM-ie na głównej bramie do jesieni 1974 roku bo dotychczasowy pisarz kompani odszedł do cywila a mnie przypadła cała ‘’papierologia’’ i inne obowiązki związane z obsługą kompani. Kompania szła na wartę co drugi dzień a ja na przepustkę na miasto lub na ‘’lewiznę’’ przez płot do Parku Łazienkowskiego. Szczegóły tych wyjść pominę milczeniem , ci co byli w wojsku będą wiedzieć . Z okazji Dnia Wojska Polskiego w 1974 roku otrzymałem odznakę Wzorowego Żołnierza a 22 lipca 1975 roku otrzymałem awans razem z kilkoma kolegami na stopień starszego szeregowego za’’ wzorowe pełnienie służby’’ , ciekawe co by było gdyby wnioskodawcy znali prawdę o tym wzorze ! Ale były i interesujące dla mnie momenty tej ‘’służby’’. W trakcie pobytu w Otwocku Wielkim z prowiantem dla załogi ochronnej – pałacyk nad zalewiskiem Wisły , który był w tym czasie remontowany przez URM -siedziałem sobie z wędką niedaleko wartowni na drodze prowadzącej do pałacu – w którym jak mówiono był kiedyś dom poprawczy dla dziewcząt i w którym miała rzekomo przebywać jedna ze znanych polskich piosenkarek – w tym czasie przyjechał Piotr Jaroszewicz , premier w tych latach który widocznie sam nadzorował ten remont. Było ciepło , środek lata 1975r roku więc siedziałem sobie w porozpinanym mundurze wyjściowym i bez ‘’bukatów’’, zdążyłem pozapinać mundur jednak założenie bukatów nie było takie łatwe gdy noga była spocona a wewnętrzna wyściółka buta mokra. Co było robić ? Zostałem bez butów gdy podszedł Jaroszewicz – generał- wstałem i stanąłem boso na baczność. Zapytał się czy biorą ryby , przywitał się i powiedział , że rozumie dlaczego jestem bez butów – w takich butach w takim upale nie jest Wam lekko , powiedział. Po chwili podszedł spanikowany podporucznik z którym przyjechałem na załogę , ‘’młody kot’’ tuż po ukończeniu szkoły we Wrocławiu i przydzielony do kompani na staż – w tym czasie nie było żadnego oficera na kompani poza dowódcą kompani , dowódcami plutonów byli kaprale 1 plutonu kpr. J. Kowalczuk , 2 plutonu kpr. Florczak – i zapytał ? Co opieprzył Cię? Nie! powiedziałem dodając przekornie , my starzy żołnierze się rozumiemy. Wyczuł ironię ale w drodze powrotnej w Karczewie postawił piwo.
    Nadeszła jesień 1975 i dowiedzieliśmy się ,że kompania zostaje odesłana do pełnienia ochrony na tzw. załogach ochronnych obiektów rządowych. Pierwszy pluton ma wyjechać do Spały –do ochrony tzw. Willi Gierka a drugi o ile pamiętam do Łańska. Odeszli do cywila dowódcy drużyn i plutonów (kpr. J. Kowalczuk został na ‘’zawodowego’’ i jak po latach się dowiedziałem w 1981 roku był szefem 3 kompani w Kwaszeninie – Bieszczady)
    Jesiennym rankiem , zabraliśmy toboły a było tego trochę i wyruszyliśmy do Spały z przydzielonym nowym kapralem L. Sadurskim ,’’ kotem’’ podporucznikiem – nazwiska nie pamiętam , szefem kompani st. sierż. T. Samorajem i majorem W.Nowakiem d-cą załogi. Zjechaliśmy po kilku godzinach z ‘’gierkówki’’ w las i dotarliśmy do obiektów nowego półrocznego zakwaterowania w lasach spalskich. Piękny dzień , słonecznie i ciepło ,piękny las , cisza i spokój każdy wyczuwał ,że to będzie coś w rodzaju odpoczynku bez rygorów regulaminowych w macierzystej jednostce. Nawet chłopaki pełniący służbę wartowniczą wiedzieli, że pomimo co drugiej nocy na warcie nie będzie to jednak to samo co służba wartownicza w Warszawie i okolicach. Wszystko na miejscu , spanie jedzenie , wartownia. Tak rozpoczął się mój półroczny okres ‘’wczasów’’ na koszt MSW. Szef kompani po przyjęciu obiektów od poprzednika zawołał mnie do dowódcy załogi i oświadczył , że od teraz jestem dodatkowo pełniącym obowiązki szefa kompani bo on będzie przebywał w Warszawie by ukończyć szkołę i móc awansować do korpusu chorążych. W ‘’ nagrodę ‘’ otrzymałem żołd jak kapral. Czas mijał przyjemnie i spokojnie mimo obowiązków , wyjazdy do Tomaszowa Mazowieckiego , Glinnika do jednostki wojskowej – po prowiant , środki chemiczne , czystości , poczta . By jakoś milej spędzić wolne od służby chwile z kolegą szer. R.Pupką wymyśliliśmy założenie sklepiku ze słodyczami itp. Był to pretekst pod którym razem z czekoladkami przemycaliśmy napoje alkoholowe kupowane w sklepie w Glinniku. Mjr . Nowak chyba się tego domyślał bo jednego razu postanowił skontrolować dostawę towaru do sklepiku – znaleziona butelka wódki została przez niego stłuczona przed frontem zebranej załogi. Jedyną konsekwencją był głośny żal załogi i Jego tryumfalny uśmiech. Więcej nie robił kontroli ale i my też zostawialiśmy butelki pocieszycielki w lesie przy wartowni na drodze wjazdowej do Załogi. Dość hucznie świętowaliśmy z kolegami Sylwestra 1975 roku. Po wypiciu zapasów i spirytusu skażonego jodyną od sanitariusza , po wymieszaniu z Coca Colą kolor był taki sam ,w kilku wyruszyliśmy Gazem – 69 do jakiejś wioski. Trafiliśmy na wiejską zabawę , niestety po wejściu na zabawę orkiestra ucichła , bufet ‘’zniknął’’ a towarzystwo zaczęło się rozchodzić. Prawdopodobnie uczestnicy widząc pasy oficerskie na polowych mundurach i Gaz-a pomyśleli , że to milicja. Wróciliśmy o ‘’suchym pysku’’. Miałem jakieś szczęście do majorów. W jednostce w Glinniku d-cą garnizonu był major bardzo rygorystycznie przestrzegający wyglądu żołnierzy, powiedział mi o tym, szef zaopatrzenia jednostki gdy byłem u niego po podpis na kwicie do poboru zaopatrzenia i prowiantu , widząc moje dość długie włosy. Pewnego razu odbierałem listy dla na poczcie , stojąc przy okienku i nagle ktoś za mną krzyczy ! -Co to jest??!! Czego ! spytałem odwracając się. Za mną stoi rzeczony major . Co to jest, jak wyglądacie żołnierzu!? Nie tracąc rezonu spytałem o co chodzi obywatelu majorze? O włosy, macie za długie , ale widzę , że traci przekonanie. Chyba zobaczył oficerski pas bo taki nosiliśmy też do munduru polowego oraz inny kolor moro niż lotniczy i zorientował się , że to nie ‘’jego’’ żołnierz tylko coś ’’innego’’. Spokojnie i bezczelnie odpowiedziałem – mam takie dłuższe włosy bo pełnię też służbę po cywilnemu. Nie pytał już o nic , a ni gdzie ta służba ani jaka , chyba się domyślił co to za żołnierz i skąd. Mijaliśmy się potem nie raz ale już nie reagował. Reagowali za to podchorążowie ze szkoły lotniczej w Dęblinie którzy tam się szkolili. Kilkakrotnie sierżanci podchorążowie widząc zbliżającego się osobnika z pasem oficerskim i jakimiś naramiennikami na kurtce polowej , salutowali , jak się zorientowali co jest na tych pagonach było już za pózno. Było to dość zabawne ale co miałem robić , oddawałem honory wojskowe.
    W czasie wolnym łaziłem po terenie Willi Gierka zwiedzając obiekty i sama willę a umożliwił mi to łącznościowiec który był na centrali telefonicznej i miał prawo wejścia .Nie wiem czy to był żołnierz oddelegowany z WJ MSW czy człowiek z BOR. Nie było tam przepychu opisywanego obecnie na forach internetowych , żadnych złotych klamek i wanien ,tajnych przejść i bunkrów przeciw atomowych. Nie było też polowań na zwierzynę zarówno przez Gierka jak i przez Jego gości czy synów z rodzinami.
    Był to jeden z obiektów rządowych zresztą jak i wiele innych np. Arłamów , Łańsk ,Otwock Wielki , Hel , Klarysew itd. Obiekt w sumie mniej luksusowy niż wymienione.
    Tak minęło pól roku w lasach spalskich i dnia 13 kwietnia 1976 skończyła się moja i kolegów służba wojskowa , najpierw w JW. 1914 a od 1.01.1975 przemianowanej na Warszawską Jednostkę MSW im. Czwartaków AL. Po odśpiewaniu …’’Na Podchorążych 38 , kiedy pobudka zagrała , grupa rezerwy , szła do cywila’’….. wrzuceniu do talerzy blaszki z miarki rezerwisty rozstaliśmy się na zawsze.
    Pełniliśmy obowiązek jaki na Nas nałożono , powierzając ochronę najważniejszych obiektów rządowych w tych latach przez 24 godziny na dobę. Tak było i na Załodze Ochronnej obiektu 301 w Spale – Konewce nazywanej obecnie Willą Gierka .Doprowadzonej do ruiny i zrównanej z ziemią zupełnie bez sensu, chyba tylko tzw. zemsta polityczna i puszczenie w niepamięć wszystkiego co się wiąże z okresem PRL jest wyjaśnieniem . Jakie to były czasy każdy oceni sam na podstawie własnych doświadczeń. Historia poligonu NJW MSW w Raduczu już odchodzi powoli w zapomnienie. Warszawska Jednostka MSW im. Czwartaków AL tzw. Jednostka Ochrony Rządu nie istnieje. Każdy okres ma swoją historię pisaną na nowo.
    Pozdrawiam kolegów pełniących razem ze mną służbę w WJ MSW w okresie 26.04.1974 do 13.04 1976 w 2 kompani 1 batalionu i ZO’’ Spała’’. Pozostało kilka zdjęć , nazwisk kolegów i wspomnienia z tego okresu.
    W 40- rocznicę rozpoczęcia służby …
    26.04.2016
    Jeśli Ktoś zechce to proszę o kontakt – może dawni koledzy ?
    pamulab@op.pl

  12. eh napisał(a):

    Zyłam wlatach komuny. I co ztego? LUdzie mieli lepiej ale ozrecież na zahodzie było jeszcze lepiej. Pradwa? PRAcownicy, tzn lduzie któryms ię chciało pracowac mieli i urlopy, mieli dodatki na wczasy kartki an swięta. Jubileuszówki itd. PREmie uznaniowe i regulaminowe. Uznaniowe to zalepsza pracę regulaminowe mieli wszyscy. Nikt mi nie powie,z ebyło gorzej. A PROmInenci?NO Cóz pzryjrzyjcie si ebpbecnym prominentom. JA PARCOWAŁĄM wfinansah i wiem ile więcje zarabialid yrektorzy.Ldie teraz ci na swiczniku z a rabiają po 1000 razy więcej ale pisze się o arystokracji wkomunie ze niby oni mielis ie lepiej.Jasne tak to prawda.Ale obencisa takimi hipokrytamize szok!!!!!I TO MAJA LEPIEJ Pensje po 90 tsyiecy ,mlodzi jak Misiewciz trochę ponad 10tysiecy i co? ŹLE MAJĄ? Niech powiedzą prawde w oczy ludziom nie klamia i dają sobie wielkie wręcz premie.W dawnych zcasach aby miec wpieczątce specjalista to hohho ileś lat pracy i stopniowo adzisiaj? NIe ma zadnych wiadomocia le specjalista i prezes. TAKEI zCAsy.

  13. JAŚ napisał(a):

    KOMUNO BŁAGAM CIĘ WRÓC MAM JUZ 66 LAT I KIEPSKIE ZDROWIE WYBACZ MI ZE NIE BRONIŁEM CIĘ JAK NIEPODLEGŁOŚCI PONOĆ HISTORIA LUBI SIĘ POWTORZYĆ OBY NIEZWŁOCZNIE BO CZASU MAM NIEWIELE

  14. Pamuła Bogdan napisał(a):

    Pani Aneto ! Tak wyglądał ten plac i zabudowa koszar załogi ochrony willi Gierka w czasie gdy stacjonowali tam żołnierze Warszawskiej Jednostki MSW. Czyli jak pisałem wcześniej .Oczywiście nie tak zniszczone obiekty jak na filmie. W głębi – za świerkami po lewej stronie widoczny budynek tzw. ”centrala telefoniczna” w którym były pomieszczenia hotelowe dla kierowców , ochrony BOR i pozostałej obsługi bezpośredniej. Pozdrawiam i życzę duuuużo zdrowia.

    Film z neta pod tym adresem

    https://www.youtube.com/watch?v=k62AWLwAM20

    Adres po skopiowaniu wklej do przeglądarki internetowej lub arkusza Word

  15. buba napisał(a):

    A ja urodzilam sie za pozno. I zeby sie nauczyc rosyjskiego i moc swobodnie jezdzic po wschodzie- musialam slono placic na prywatnych lekcjach… Wiec mozna na to spojrzec z roznych stron…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *